Polityka historyczna

Egzekucje w Palmirach, Zbrodnia Katyńska, Rzeź Wołyńska, mordy w Nalibokach, Koniuchach, Ponarach czy Brzostowicy Małej. A to tylko jedne z niewielu przypadków masowego ludobójstwa czy zbrodni, które na trwałe odcisnęły piętno na Narodzie Polskim. Te wydarzenia jak i wiele innych podobnych przypadków rzucają cień na moralność ludzką i okazują się niewygodnym faktem, który trzeba jak najszybciej zamieść pod dywan. W większości przypadków narodami winnymi za te zbrodnie są Niemcy (III Rzesza) i Rosja (ZSRR), jednak winnych masowych mordów na Polakach jest znacznie więcej.

 

Mowa oczywiście o naszych sąsiadach: Ukraińcach, Litwinach, Żydach, Białorusinach i innych nacjach, które dzięki pomocy III Rzeszy czy ZSRR próbowali zbudować własnaniepodległość czy po prostu zemścić się za krzywdy, których doznali za czasów rządów piłsudczykowskich  w II RP. Często słyszymy, że warto zacząć od siebie, że wręcz należy przepraszać za przewinienia(czasem mniej lub bardziej poważne) wobec innych. Prawda. Należy. Tłumaczymy się i przepraszamy często i gęsto. Czasami nawet za czyny, których nie popełniliśmy, ku uciesze pewnych środowisk.

W nagrodę otrzymujemy narastający kult UPA na Ukrainie, serię perfidnych kłamstw autorstwa żydowskiego historyka Jana Tomasza Grossa czy innych tego typu person. W zamian otrzymujemy cios nożem w plecy w postaci obrzucenia błotem naszej Ojczyzny, Narodu, jego bohaterów. W pewnych sprawach nasilają się ataki z jednej czasem z drugiej strony. Bywa, że czasami z kilku jednocześnie. Często też przy pomocy naszych(?) mediów. W pierwszej kolejności na ataki ze strony sąsiadów jak i polskich lewicowych intelektualistów spadają na polskie podziemie antykomunistyczne, czyli Żołnierzy Wyklętych. Ile razy był wałkowany temat „Łupaszki”, którego Litwini oskarżają o ludobójstwo czy „Ognia’, którego Słowacy za dobrze nie wspominają? Ile jeszcze razy (nie)polskie media z lubością powielą komunistyczne kłamstwa czy zacytują spreparowany dziennik „Ognia”?

Niektórzy powiedzą: „Skoro cały czas mówią o tym to musi być prawda.” Ja się tylko zastanawiam czy to jest prawda, półprawda czy nieprawda? Skoro o tym piszą musi być coś na rzeczy. I z całą pewnością jest. Tyle, że jest to najzwyklejsze obracanie się w świecie półprawd i nieprawd. W wielu przypadkach dorabianie pokracznych ideologii nie mających pokrycia w rzeczywistości i próba wzbudzenia wstydu w Narodzie. Nawet jeśli jest to wstyd wytworzony przez kłamstwo i zafałszowanie historii lub przemilczenie istotnych faktów.

Tak więc Litwini oskarżają Łupaszkę o pacyfikacje litewskich wiosek, bo przecież to nie litewscy milicjanci pomagali w masowych egzekucjach Niemcom i wcale nie było tak, że litewscy milicjanci mordowali polskich cywilów i mieli bazy wypadowe w co drugiej litewskiej wsi. Podobna sytuacja ze Słowakami „zamordowanymi” przez „Ognia”. Według Gazety Wyborczej naczelny polski „antysemita” z AK podobno mordował Żydów i Słowaków za samo pochodzenie, nie zaś za kolaborację z wrogiem. Słowacy również niechętnie wypowiadają się na temat ich oddania komunistom. Jest to dla nich tak samo temat tabu jak Rzeź Wołyńska dla Ukraińców. Lepiej powiedzieć, że Polak jest zły, a swoje przemilczeć…

Rzeź Wołyńska i działalność band UPA dla dużej części Ukraińców jest po prostu walką o niepodległą Ukrainę. Jej sprawcy urośli do miana „herojów”. W głowach współczesnych ukraińskich historyków coraz powszechniejszy jest swoisty „negacjonizm wołyński”  i sprowadzanie wielkiej tragedii na płaszczyznę wydumanej „wojny polsko-ukraińskiej”. Przypomnijmy sobie, że cywilnych ofiar po stronie polskiej jest od 120-150 tysięcy, a po stronie ukraińskiej tych ofiar jest około 10 tysięcy. Są to głównie ofiary Akcji „Wisła”, jak i również wielu mniejszych pojedynczych akcji odwetowych zorganizowanych między innymi przez AK, NSZ, AL, GL czy Bataliony Chłopskie. Nie były to więc akcje zaplanowane odgórnie, a raczej pojedyncze wypady, których głównym celem było rozgromienie band UPA. Z całą pewnością nie można tu mówić o proporcjonalności tych czynów. Z góry zaplanowane ludobójstwo przeciwko często przypadkowym ofiarom cywilnym. Odpowiedź jest prosta. To nie była wojna polsko-ukraińska.

Najbardziej nieprawdopodobne jednak są kłamstwa o „polskich obozach śmierci” i rzekomym antysemityzmie Polaków. Od lat próbuje przyczepić się nam łatkę faszystów i antysemitów, coraz częściej pojawiają się artykuły szkalujące Polaków na wszystkie możliwe sposoby. W dużej części odpowiadają za to środowiska żydowskie, chociaż trzeba przyznać, że coraz częściej kłamliwa narracja jest podłapywana przez Niemców, Amerykanów czy Francuzów. Zrobienie z nas naczelnych antysemitów świata jest dalej na topie i kraje, które upominają nas w kwestii tolerancji często maja na sumieniu własne grzechy. Jest to przysłowiowe odwracanie kota ogonem i przy okazji usiłowanie wyrzucenia swojej niechlubnej przeszłości do śmietnika. Nie jest to jednak łatwe, dlatego ważnym jest, aby umniejszyć swoje grzechy i doprowadzić do ludzkiego poziomu.

Kiedyś w artykule „Antypolonizm i 56 procent” prof. Bogusław Wolniewicz poruszył kwestie Jedwabnego i jednocześnie stwierdził, że ten przypadek to za mało aby zrobić z nas „naród żydobójców”. Musi więc powstać powszechne przeświadczenie, że Polacy mordowali Żydów masowo. Twierdzi również, że wystarczy rzucić jakąś zmyśloną liczbę ofiar i gdy będą sprzeciwy to je ignorować, a po czasie powtarzać to samo tyle, że w innej formie, aż do czasu gdy liczby już nie będą budzić powszechnego sprzeciwu.

Z Jedwabnem było podobnie. Jan Tomasz Gross podał wyssaną z palca liczbę 1600 żydowskich ofiar, których mieli zamordować nie hitlerowscy oprawcy tylko Polacy (liczba ta była w rzeczywistości liczbą wszystkich żydowskich mieszkańców Jedwabnego). I taka informacja poszła w świat. Liczba ta się zmniejszała wielokrotnie. Obecnie szacuje się, że ofiar było 340, ale czy to jest prawdziwa liczba? Czy jest to po tylko liczba zaniżona, która już nie powoduje naszego sprzeciwu? Gross jednak posunął się dalej, bo stwierdził, że Polacy podczas II Wojny Światowej wymordowali więcej Żydów niż Niemcy.Jestem jednak ciekaw ile Polaków Żydzi wymordowali pod szyldem NKWD (w którym 39/70 najwyższych dowódców było Żydami), UB, SB czy innych organizacji, które podlegały Rosji Sowieckiej. I to nie były pojedyncze przypadki tylko antypolonizm na szeroko pojętą skalę.

Omówione powyżej przykłady, które każdy zna(a przynajmniej powinien kojarzyć) ukazują jak bardzo jesteśmy podatni na kłamstwa czy manipulacje różnych środowisk i jak bardzo polska historia jest wykrzywiana i najzwyczajniej w świecie zakłamywana często na rzecz usprawiedliwienia lub umniejszenia własnych niechlubnych czynów. Jest tylko jedna zasada: Krzyczeć głośniej niż inni o własnych krzywdach…

Poprawność polityczna i kompromisy na które się godzimy, na które przede wszystkim godzi się rząd sprawiają, że prawdziwa polityka historyczna ginie pod naporem półprawd i nieprawd. Kompromis nie wchodzi w grę jeżeli chodzi o kształtowanie świadomości Polaków, bo wcześniej czy później staje się ofiarą kłamstwa, które zaczyna go kształtować. Jednak warto się zastanowić czy stosowanie kompromisu nie jest w przypadku kształtowania prawdziwej historii zgubne. Nauka nie uznaje kompromisów, a już na pewno nie historia, która jest sztywnym opisem wielu faktów, które składają się w logiczna całość. Sądzę, że okres PRL-u wystarczająco przyczynił się do zakłamania wielu wydarzeń, przeinaczenia tego co teraz wydaje nam się normalne, sprawił, że na nowo musimy uczyć się historii i na nowo ją odkrywać. Nie jest to odkrywanie łatwe, bo wymagające potężnych nakładów pracy rzeszy historyków, którzy budują od nowa naszą historię. Trzeba tutaj szczególnie pochwalić pracę IPN-u, który swoja mozolną pracą przyczynił się do przywrócenia czci wielu ofiarom stalinowskiego reżimu.

Muszę przyznać, że w przeciągu ostatnich kilku lat polska polityka historyczna pomimo wzlotów i upadków naprawdę „daje radę”,pomimo wielu zmian politycznych, prób indoktrynacji czy nieudolności władz. Jednak zmian nie należy upatrywać „na górze”. Prawdziwe zmiany zachodzą w myśleniu coraz większej liczby zwykłych ludzi, którzy poszukują prawdy w mniej lub bardziej konwencjonalnych źródłach – często u samych źródeł i z czasem co poniektórzy z nich stają się prawdziwymi historykami-amatorami z ogromnymi zbiorami książek, a co najważniejsze z ogromna wiedzą w głowach. Są to ludzie zazwyczaj młodzi i spragnieni wiedzy, a przede wszystkim prawdy. Na oczach wszystkich nas dokonuje się prawdziwy renesans polskiej historii.

Przypuszczam, że dopiero teraz wchodzimy w erę obiektywnego spojrzenia na pewne kwestie i nie boimy się poruszać trudnych tematów, a co najważniejsze stosujemy twarde argumenty. W dobie kryzysu nauki historii w szkołach jest to bardzo potrzebne. Przede wszystkim są potrzebni nauczyciele z prawdziwego zdarzenia, którzy potrafiliby ukazać problematykę pewnych zagadnień z wielu stron.

Polska historia nie potrzebuje mentorów w postaci starych dinozaurów rodem z poprzedniego ustroju, którzy pomimo tworzenia się czegoś nowego dalej nauczają na komunistyczna modłę. To jest szkodliwe, gdyż reżim komunistyczny miał swoja ustalona wersje historii i nie dopuszczał alternatyw. Współczesny model nauki historii powinien opierać się nie tyle na samodzielnym poznawaniu i wnioskowaniu, ale również na umiejętności spojrzenia na pewne zagadnienia z innej strony. Historia powinna przyciągać a nie odpychać, interesować, a nie nudzić. Główna przyczyną braku zainteresowania takimi przedmiotami jest nieudolność systemu szkolnictwa, a wystarczy tak niewiele, żeby młodzi ludzie mieli szansę zainteresować się nie tylko naszą historią, ale również historią obcą opisująca początki cywilizacji ludzkiej, fenomeny starożytnych kultur i ich przełożenie na współcześnie funkcjonujące państwa.

Usystematyzowanie takiej wiedzy wymaga trochę czasu, a dzisiejszy model nauki historii niestety nie może sprostać takim wymaganiom. Po prostu sprawia, że zagadnienia elementarne i dotyczące nawet rodzimej historii są niewyraźne i mgliste. Koniec końców młody człowiek wychodzi z klasy znudzony, a jego wiedza ogranicza się do kilku dat i wydarzeń o których ciężko nawet mu powiedzieć. Przypuszczam, że największy problem stanowiłyby nazwiska polskich bohaterów z okresu II Wojny Światowej. Takie problemy maja nie tylko młodzi Polacy. Nawet starszym czasami ciężko opowiedzieć chociaż kilka słów na temat Maczka, Sosabowskiego, Dobrzańskiego czy Roweckiego. Z kolei cieszy fakt, że jest dużo większa wiedza na temat rotmistrza Witolda Pileckiego czy Żołnierzy Wyklętych. Jest to jednak wiedza często wyniesiona nie ze szkoły, ale z innych źródeł. Wielki wkład w kształtowanie świadomości patriotycznej młodego pokolenia mają najróżniejsze organizacje narodowe, jednak to szkoła powinna być najważniejszym medium jeżeli chodzi o przekazywanie takiej wiedzy. Niestety tak nie jest.

Polityka historyczna kraju to nie tylko zdolność obrony przed kłamstwami czy oszczerstwami. To również zdolność państwa do przekazywania wiedzy młodemu pokoleniu – pamięci o bohaterach i wydarzeniach ważnych dla Narodu Polskiego. Z drugiej strony jest to zdolność do kształtowania na kanwie pewnych wydarzeń historycznych charakteru młodego Polaka. W pewnym sensie jest to wskazywanie wzorów do naśladowania i potępianie złych uczynków. Tworzenie w młodym pokoleniu pewnej świadomości, że warto uczyć się na błędach przodków i brać przykład z prawdziwych bohaterów.

„Historia magistra vitae est” – jest to ponadczasowy cytat którego musimy się trzymać jeżeli chcemy cos osiągnąć…

Łukasz Jabłoński

źródło:

Narodowcy.net
Polub fanpage Narodowcy.net na Facebooku
REKLAMA

Komentarze