REKLAMA

[OPINIA] Piekutowska: Homo homini: lekarze nauczycielom

[OPINIA] Piekutowska: Homo homini: lekarze nauczycielom

REKLAMA

Jestem lekarzem. To brzmi dumnie, nawet gdy wsiadam na lodowato zimny rower w podartych butach. Ze szpitala jadę do drugiej pracy, ale nie narzekam. Jestem na stażu. Nie mam jeszcze pełnej odpowiedzialności, nie zostaję po godzinach i nie jestem samodzielna. Nie mam dzieci ani kredytu, więc jeśli zabraknie pieniędzy, przeżyję w studenckim stylu. To tylko rok. Po stażu będzie mnie stać nawet na kredyt! Tymczasem dowiaduję się, że nauczyciel po stażu zarabia tyle co ja teraz, tylko mniej, bo nie dyżuruje.

„Sama taki zawód wybrałaś” – ile razy to słyszycie, nauczyciele? Nie wystarczy mocz pacjenta na fartuchu, ból kręgosłupa, brzydki zapach z ludzkich wnętrzności ani nauka po godzinach pracy. W Polsce elementem trudnego zawodu musi być też niska pensja, pogarda i walka z systemem. Ma być i już. Wydawało się jednak, że trudne profesje wybieramy nie z powodu złych warunków pracy, ale pomimo nich. „Służba!” – zakrzyknie każdy robotnik ze śladem krwi szlacheckiej. W Biblii, kolebce naszej cywilizacji, jest mowa o służbie, ale służba w świecie biblijnym idzie w parze z dbałością o swojego sługę. Jeśli chcesz usługiwania, a nie szanujesz sługi, nie dziw się, że służba mówi „DOŚĆ”. Chcesz być panem? Pan jest miłosierny.

Tymczasem Sługa Boży, o. Leon Knabit, tak wypowiada się o nauczycielach:

„Nie widziałem nigdy głodnych dzieci nauczycieli, ani ubóstwa w ich domach, zwłaszcza że obok innych źródeł dochodu zwykle mają jeszcze pensje współmałżonka. ”

Z całym szacunkiem do habitu, proszę Ojca, co jeśli małżonka zabraknie? Czy w zawód nauczycielski jest wpisane małżeństwo? Co z mężczyzną, który powinien być żywicielem rodziny? Co z samotnymi rodzicami? Czy skoro Ojciec nie widział w domu ubóstwa, znaczy to, że wszystko w nim w porządku? W domach stażystów też nie widać ubóstwa, ale ci bez bogatych rodziców nawet nie myślą o dzieciach. W końcu normalnie wolno nam zarabiać dopiero po trzydziestce.

Nie zapomnę, gdy koledzy z korporacji wyśmiewali widoczny z okna protest lekarzy, podczas gdy sami zarabiali więcej niż rezydenci. Ci rezydenci, których teraz spotykam na oddziałach i przy stołach operacyjnych. Bynajmniej nie ponoszą oni mniejszej odpowiedzialności niż starsi lekarze. Oczywiście, skoro jesteśmy młodzi, to musimy zarabiać mniej. Skoro jesteśmy młodzi musimy też zakładać rodziny. Wszystko w rękach młodych, a „młody” lekarz i nauczyciel to osoba około trzydziestki. Granica przesuwa się dalej z pokolenia na pokolenie. Tak ma być i już.

REKLAMA

Nie chodzi tu o porównywanie się, ale o to jak traktujemy siebie nawzajem. W polskim społeczeństwie pokutują skutki tresury pruskiej, rosyjskiej, gestapowskiej i komunistycznej – odruchy małp zamkniętych w klatce. Jeśli ja mam źle, to inni też mają mieć źle. Jeśli robisz coś, żeby było lepiej – jesteś zdrajcą. Zasługujesz na donos albo na lincz – choćby internetowy. Tak oto moi antypaństwowi znajomi jak pelikany łykają rządową propagandę konfliktu. Skoro prezes ZNP jest za Platformą, to znaczy, że protest jest polityczny, więc nie wiadomo kiedy nawet osoby przeciwne partii PiS, zaczęły powtarzać dokładnie to, co partia rządząca. Do wizji wojny nauczycieli przeciwko uczniom, dokładają swoją cegiełkę w postaci prześmiewczych nakładek na zdjęcie profilowe, postów, komentarzy, ankiet. Szaleją twitterowicze i fejsbukowi blogerzy i blogerki. Oni, młodzi, wykształceni, szydercy. O, ironio, to strajkującym etatowi szydercy zawdzięczają swoje tytuły specjalistów w każdej dziedzinie. Gdyby nie strajki, nie wpadliby na to, aby pisać felietony o służbie zdrowia, rolnictwie czy szkolnictwie. Nikt by nie pomyślał, że może nie potrzeba nam postów na facebooku, ale reform.

Jest też w końcu grupa osób, która popiera postulaty nauczycieli, ale burzy się na formę protestu. Jak tak można zaprzestać pracy? Jakbym słyszała propagandę przed Marszem Niepodległości. Race za jasne, okrzyki za głośne, opony śmierdzą. Kiedy we Francji płoną żółte kamizelki, Polacy ronią krokodyle łzy, że przedszkolak musiał pójść z wizytą do dziadków. To są te okrutne skutki protestu? Egzaminy i tak się odbywają, bo nauczyciele w wielu szkołach o to zadbali – nawet ci strajkujący. Złamali się jak lekarze, którzy i tak przyjmowali i leczyli pacjentów, a w trakcie głodówki nie dopuszczali do stworzenia zagrożenia zdrowia.

Czyli można protestować, ale kulturalnie. Najlepiej przerwać pracę tak, aby dalej pracować i aby nikt nie odczuł skutków protestu. Najlepiej tak, by „nie” brzmiało jak „tak”. Popieramy strajk, ale strajku już nie. Przed laty sama pomstowałam na „Masy Krytyczne”, lecz jeżdżąc codziennie nowymi ścieżkami rowerowymi, nabieram pokory – nic nie robi się samo. Strajk musi boleć. Inaczej nie działa. Jaki protest byłby uznany za odpowiedni? Wydaje się, że tylko taki po godzinach, polegający na rozdawaniu kiełbasy, takiej jak kiełbasa wyborcza PiSu, która właśnie przeszła bez echa.

Niezależnie od tego czy z okazji protestu jesteśmy za nauczycielami, czy przeciwko nim, czy za dofinansowaniem, czy za prywatyzacją szkolnictwa, czy za bonem oświatowym, to oddolne tłumienie strajków jest obrazem niewolniczej mentalności narodu polskiego. Pensje nigdy nie wzrosną w społeczeństwie, które samo siebie uczy, że nie wolno mówić „nie”. Jeśli akceptujemy wyzysk i niską jakość, to nie zrobi różnicy czy będzie nas wykorzystywał prywatny przedsiębiorca, czy rząd. Choćbyśmy wszystko sprywatyzowali, pensje nie wzrosną, bo zawsze znajdzie się samotna matka, żona dyrektora, imigrant lub desperat, który zgodzi się pracować za pół darmo. Będzie to uznane za normalne, bo tak ma być.

Porozumienie Rezydentów OZZL aktywnie wspiera strajk nauczycieli. Lekarze wprawdzie dostali podwyżki, ale i tak zamierzają wznowić swój protest – dlatego, że PiS próbuje oszukać Polaków. Podwyżki dla młodych miały ukryć jeszcze niższe finansowanie ochrony zdrowia niż do tej pory, podane w projekcie ustawy zamiast postulowanego zwiększenia do 6,8%. Okazuje się, że lekarzom nie chodziło tylko o pieniądze dla siebie. Tymczasem uczeń nie jest pacjentem pod respiratorem, a opóźnione wystawienie ocen to nie przebita tętnica. Nauczyciele mają realne możliwości protestu, które nie zagrażają bezpieczeństwu narodowemu. Jak widać jednak – nawet im nie wolno. Polacy zabraniają sobie nawzajem protestowania, bo w Polsce nie można mówić „nie”. Nie robi nam tego rząd ani opozycja, ani Unia Europejska. Sami to sobie robimy.

Osobiście nie wiem, czy popieram postulaty ZNP, choć na pewno popieram znajomych nauczycieli. Przebijam się przez ścianę medialnych manipulacji do relacji z pierwszej ręki. Nie ustawię nakładki na fejsiku, aby nie pomylono mnie z szydercami albo z Mają Ostaszewską. Nakładam różowe okulary i staram się was wszystkich kochać.

autor:

Maria Piekutowska
REKLAMA

Komentarze