Szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski

Szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski / Fot. YouTube

Dębski o prawdopodobnym zakończeniu wojny na Ukrainie mówi tak:

Nie będzie politycznego rozwiązania bez wojennego rozstrzygnięcia

– mówił szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski.

Prawdziwy cel strony ukraińskiej jest taki, aby próbować pokazać gotowość do dialogu, że to nie strona ukraińska jest odpowiedzialna za kontynuowanie wojny, próbować wynegocjować jakieś drobne zawieszenia broni, żeby tych ludzi, cywilów ewakuować. Strona rosyjska ma na celu przymuszenie Ukrainy do pokoju

– dodał Dębski.

Wszyscy mają w pamięci doświadczenie 2014 roku. Do porozumień mińskich doszło, gdy strona ukraińska została pokonana. Wówczas Francja i Niemcy się włączyły, by uniknąć klęski politycznej. To się odbywało, gdy na polu bitwy Ukraińcy dostali mocno w skórę. Wojna będzie trwała dotąd, aż jedna ze stron uzna, że jest pokonana

– podkreśla Dębski.

Dopóki nie będzie wojennego rozstrzygnięcia, gdy któraś ze stron uzna, że została pokonana, to trudno się spodziewać, że przybliżamy się do jakiegoś politycznego rozwiązania. Będzie to trwało długo

– powiedział Dębski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

DoRzeczy

Władimir Putin i Dimitrij Miedwiediew.

Władimir Putin i Dimitrij Miedwiediew. / Fot. PAP/EPA/DMITRY ASTAKHOV / SPUTNIK / GOVERNMENT PRESS SERVICE POOl. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Miedwiediew kłamliwie oskarża Polskę na swoim koncie Twitterowym, wypisując absurdalne zarzuty w kierunku Polski.

Polskie władze chcą zaanektować część terytorium Ukrainy, która jest dla władz w Warszawie jak łakomy kąsek. Rusofobia stała się dziś mainstreamem Polski

– napisał na Twitterze Dmitry Medvedev.

Nie dziwi mnie wypowiedź tow. Morawieckiego, że rusofobia, o której wczoraj tylko mówili, stała się dziś mainstreamem Polski, przyjęta jako oczywista idea i kraj z nią żyje

– pisze Miedwiediew w języku polskim na Twitterze. 

Terytoria ukraińskie są dla Warszawy jak łakomy kąsek, a Polska używa antyrosyjskiej retoryki, aby ukryć swoje prawdziwe intencje

– stwierdził Medvedev.

Jest oczywiste, że nie można tego zrobić zgodnie z prawem. Możliwe jest wywołanie ostrego odwetu ze strony Ukraińców i potępienia ze strony innych europejskich sąsiadów. Warszawa ma jednak sprawdzoną od dawna metodę (…) usprawiedliwiania swoich niehonorowych działań. W tym celu mistrzowsko wykorzystuje antyrosyjską retorykę, za każdym razem przekształcając ją w histerię

– dodaje Medvedev.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Dzieci z Ukrainy

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. YouTube

Ukraińscy uchodźcy w Holandii czekają dniami, a nawet tygodniami na rejestrację. Organizowanie wsparcia w Holandii najwidoczniej kuleje.

Ukraińscy uchodźcy, którzy dostali się do Holandii, muszą tam czekać tygodniami na zarejestrowanie w urzędach gmin, przez co nie mogą podjąć pracy ani otrzymać pomocy państwa

– donosi dziennik „De Telegraaf”.

W Holandii każdy uchodźca ukraiński może przebywać do 180 dni. Przygotowano też świadczenia pomocowe w postaci prawa do pracy, schronienia, opieki medycznej i edukacji dla dzieci, pod warunkiem zarejestrowania się w swojej gminie zamieszkania.

Proces rejestracji znacznie się opóźnia i gminy nie radzą sobie z przetwarzaniem tysięcy wniosków. Jako podwód wskazuje zbyt małą liczbę urzędników

– informuje gazeta.

Rejestracja uchodźcy to proces czasochłonny, wymagający specjalistycznej wiedzy i ostrożności. Gminy są na granicy wydolności

– powiedziała „De Telegraaf” rzeczniczka Związku Gmin (VNG) Esther Verhoeff.

W konsekwencji uchodźcy nie mają pieniędzy na życie, nie mogą legalnie podejmować pracy, a ich dzieci nie mogą chodzić do szkoły

– czytamy w dzienniku „De Telegraaf”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Jeżeli pod pojęciem narodu każdy z czytelników będzie sobie wyobrażał odmienne zjawiska, wówczas pW rzeczywistości to imperializm wywołuje wojny, a nie nacjonalizm. Zastanówmy się nad tym, co rozumiemy przez naród. Jeżeli pod pojęciem narodu każdy z czytelników będzie sobie wyobrażał odmienne zjawiska, wówczas powstanie spór niemerytoryczny, tak charakterystyczny dla dzisiejszej publicystyki politycznej. Podejdźmy więc do sprawy naukowo. I tu niestety czeka nas niespodzianka, bowiem w socjologii narodu istnieją obecnie różne teorie narodu. Fundamentalne pytania w narodoznawstwie dotyczą tego, czym jest naród oraz kiedy i dlaczego powstał.

Zobacz także: Skandaliczny artykuł Onetu! Oskarżają uniewinnionego przez sąd kard. Pella

Definicja prymordializmu

Termin primordial oznacza przyrodzony, naturalny, pierwotny. Prymordializm to teoria uznająca jedność i wieczność narodu, traktująca naród jako zjawisko naturalne o pierwotnym znaczeniu w ludzkim życiu. Prymordializm wskazuje, że naród ma korzenie w czasach przednowoczesnych, jest jednością na poziomie kultury, jest źródłem wartości pozytywnych, takich jak solidarność i wolność. Prymordializm kładzie nacisk na uczucie, zdolność do poświęcenia. Prymordialiści zakładają, że istnieje rasa i charakter narodowy.

Główne założenia prymordializmu

Prymordializm utrzymuje, że ponieważ narody są naturalne, to dlatego wywierają tak przemożny wpływ na ludzkie losy. Tego rodzaju pogląd panował przez stulecia, a podejście prymordialistyczne osiągnęło dojrzałość naukową w II połowie XX wieku. Prymordializm zakłada, że narody kształtują się na bazie przywiązania do elementów kultury, określających istnienie społeczne. Aby doprowadzić do utrzymywania się wysokiego stopnia solidarności społecznej, okresowo muszą być odtwarzane więzi mające uniwersalny charakter. Ich istnienie jest potwierdzane w sytuacjach szczególnych, takich jak kryzysy, wojny czy wybory, a także narodowe święta i ceremonie.

Naturalizm

Według teorii prymordialnej narody są czymś naturalnym, oczywistym, dlatego też prymordializm jest nazywany również naturalizmem. Zgodnie z nim naród to fenomen naturalny zdecydowanie wcześniejszy aniżeli epoka modernizacji. Naturalność i pierwotność więzi jest pochodną bliskiego pokrewieństwa i sąsiedztwa, a także wynika z faktu urodzenia się w konkretnej wspólnocie ludzkiej o wspólnym języku, obyczajach, religii i wzorcach praktyk społecznych. Więzi pierwotne są nieświadomym fundamentem ludzkiej osobowości, która w praktyce życia społecznego przekłada się na główny budulec grup społecznych. Członkowie narodu wierzą w jego pierwotność, uniwersalność i odwieczność. Jego dzieje postrzegane są jako logiczny rozwój w czasie biologicznie powiązanej grupy. Członkostwo w narodzie jest traktowane jako dziedziczne.

Więź narodowa

Człowiek w życiu codziennym nie kieruje się abstrakcyjnymi systemami wartości obywatelskich czy ideologii politycznych, żyje w bliskich sobie grupach społecznych spojonych specjalnym typem więzi społecznych. To jest właśnie ta więź pierwotna, prymordialna, która stanowi najważniejszy mechanizm sprzyjający integracji społecznej. Szczególnie ważne są tu grupy rodzinne. Przywiązanie do grupy krewniaczej wynika z posiadania przez jej członków silnych relacji. Więzom krwi przydawane jest zasadnicze znaczenie. Z tego rodzaju powiązań wyrastają porządki społeczne o szerszym zakresie: klany, plemiona, grupy etniczne, państwa czy wspólnoty polityczne państw. Mówiąc o narodzie korzysta się z języka, pokrewieństwa i pochodzenia. Ludzie mówią o swoim narodzie jak o wielkiej rodzinie, odwołują się do więzów krwi.

Esencjalizm

Narody są homogeniczne i mają określoną naturę. Więź narodowa scalająca w zintegrowaną całość społeczeństwa państwowe ma w istocie charakter więzi pierwotnej. Więź narodowa jest wynikiem faktycznego lub wyobrażanego pokrewieństwa biologicznego. Więź ta wzmacniana jest długotrwałym zamieszkiwaniem jakiegoś obszaru uważanego za specyficznie narodowy. W nowoczesnych państwach pojawiają się abstrakcyjne więzi obywatelskie, które są odmianą więzi pierwotnych, towarzyszących ludzkim zbiorowościom od zawsze. Więzi obywatelskie są wtórne wobec więzi pierwotnych, stanowiąc ich dopełnienie i wzmocnienie. Naród można nazwać dużą rozgałęzioną rodziną. Prymordializm utrzymuje, że naród nie powstał jako efekt działania nowoczesnego państwa czy wyraz zbiorowej woli ludzi, lecz dzięki odwiecznym więziom pierwotnym między ludźmi. Wspólna kultura i więzi obywatelskie nie mogłyby istnieć, gdyby nie poprzedzały ich wartości pierwotne.

Tradycja historyczna

Prymordializm oznacza wiarę w wieczność i trwałość narodu. Początki narodu giną w pomrokach dziejów, proces jego konstrukcji ulega zapomnieniu, jawi się on jako wieczny, naturalny i oczywisty. Ulokowane terytorialnie i zorganizowane politycznie narody istnieją od niepamiętnych czasów. Narody pojawiły się już w starożytności w Indiach, Mezopotamii, Izraelu czy Chinach, czego krytycy prymordializmu nie dostrzegają. Przywiązanie emocjonalne, poczucie solidarności i wiara w wieczność i naturalność stanowią podstawę formowania się więzi narodowej. Mity i ideologia narodowa wpływają na rzeczywistość społeczną.

Narodziny w narodzie i socjalizacja do tego narodu skutkują tworzeniem się w świadomości ludzi postaw afektywnych, których obiektem jest naród właśnie. W świadomości ludzi powszechna jest nieracjonalna wiara w istnienie więzi pierwotnych w postaci biologicznego pokrewieństwa spajającego narody zamieszkujące własne odwieczne terytoria. Narody mają tradycję historyczną i legendarnych bohaterów, którzy świadczą o pokonywaniu w bitwach przez przodków swoich pradawnych wrogów.

Zakończenie

W studiach nad narodem bardzo silnie obecny jest wymiar ideologii i polityki. W sferze ideologii obecne są następujące opcje: według liberalizmu naród jest zły, według nacjonalizmu naród jest dobry, jest też stanowisko neutralne, że ani dobry, ani zły. Jest rzeczą oczywistą, że naukowcom przyświecają także motywacje nienaukowe. Teoretycy toczą między sobą walkę polityczną.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Literatura:

Michał Łuczewski: Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej. Toruń 2012

Jacek Poniedziałek: Prymordializm jako przedmiot krytyki i źródło inspiracji socjologicznych studiów nad narodem. SPRAWY NARODOWOŚCIOWE Seria nowa 50/2018

Krzysztof Karoń

Krzysztof Karoń / Fot. Media Narodowe

W programie Młot na Marksizm gościli: publicysta Krzysztof Karoń i seksuolog Bogdan Stelmach. Rozmowa była poświęcona tematowi prawdziwego celu rewolucji seksualnej.

Zobacz także: Znany góral broni Węgier: “Przyjaźń zobowiązuje”

Pierwszą tezą, którą komentowali nasi rozmówcy, była kwestia przymusowego powściągania popędu seksualnego, który miałby wywoływać namysł, refleksję i energię, dlatego ograniczenie popędu seksualnego należałoby uważać za przyczynę rozwoju kulturowego. Obaj rozmówcy zgodzili się z nią wskazując na inne ciekawe aspekty takiego podejścia.

Dr Stelmach zwrócił uwagę na pewne zaburzenia, które dziś uznawane są za normę:

Jest taki parametr w medycynie wskazujący na zaburzenia psychotyczne, odrealnienie. I teraz człowiekowi zaczyna się mówić, że pewne rzeczy które są, że ich po prostu nie ma, że rzeczy które determinują wszystko, nie istnieją. Ciało ludzkie nie ma najmniejszego znaczenia, możesz się nazwać dowolnie kim chcesz, mówisz, że jesteś komarem to jesteś komarem, koniec kropka. To jest, jako żywo, odrealnienie.

Karoń natomiast odwoływał się do Freuda:

Freud opisał mechanizm nazwany sublimacją. Jeśli ta wielka energia, która człowieka napędza, nie zostanie w pewnym momencie rozładowana, ona musi się w czymś zrealizować, w jakiś inny sposób zostać skanalizowana. Pytanie w jaki sposób i czy jest to w ogóle wykonalne. Jak Pan (Stelmach) słusznie wspomniał, człowiek na tym elementarnym poziomie w pełni zaspokojony traci motywację do podejmowania jakichkolwiek czynności. Natomiast ja zwracam uwagę na pewien aspekt społecznie istotny, decydujący dla funkcjonowania społeczeństwa – liberalizacja w tym aspekcie skutkuje tym, że ludzie tracą motywację do pracy. (…) Wracając do Freuda – odróżnia on przyjemność fizjologiczną od przyjemności psychicznej – satysfakcji. Seks nie daje satysfakcji, daje przyjemność fizjologiczną.

Co więcej, dla Karonia kluczowa jest kwestia wychowania. Nie wystarczy stłumić energię seksualną, by zapewnić ludziom kreatywność i chęć do działania, ta energia sama w sobie nie wystarczy.

Człowieka należy przede wszystkim wychować, aby był w stanie spożytkować tę energię w określony sposób. W każdym innym układzie, człowiek będzie napędzany tą energią i wprawdzie nie zrealizuje się w łóżku, ale da Panu kastetem po zębach. I też się zrealizuje To jest właśnie ten błąd, który robimy my, że jeśli skończymy z tzw. demoralizatorami, to samo przez się będzie receptą na sukces – otóż nie będzie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

ambasador Ukrainy

Ambasador Ukrainy Andrij Deszczyca / fot. youtube/RMF FM

Ambsador Ukrainy: Chcemy zamknięcia granicy polsko-białoruskiej

Ukraina negocjuje z Polską kwestię zamknięcia granicy między Polską a Białorusią.

– zakomunikował ambasador Ukrainy w Warszawie Andrij Deszczyca.

Jak podaje agencja Interfax-Ukraina, strona ukraińska prowadzi negocjacje z Ministerstwem Infrastruktury w sprawie całkowitego zamknięcia polsko-białoruskiej granicy. Do zamknięcia podobno dojdzie, nawet jeśli taka decyzja nie zostanie podjęta na szczeblu unijnym.

Deszczyca przekazał też, że zaapelował do Litwy, Łotwy i Estonii, “aby jednocześnie te kraje zamknęły swoje granice z Federacją Rosyjską i Białorusią”.

Myślę, że ta decyzja zostanie podjęta. Wtedy nie będziemy musieli czekać na Unię Europejską i całkowicie zablokujemy wszelkie dostawy do Federacji Rosyjskiej.

– stwierdził Deszczyca.

Zobacz także: Lech Wałęsa doradził Ukraińcom jak… zniszczyć Kreml: „Dzisiaj jest taka technika”

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Austriak

Austriak Thomas Thurnbichler obejmie kadrę polskich skoczków / fot. ALEXANDER NILSSEN / CC 2.0

  • Austriak Thomas Thurnbichler poprowadzi polską kadrę w skokach narciarskich
  • 32-latek w ostatnim sezonie był asystentem Andreasa Widhoelzla, z którym prowadził austriacką reprezentację do drużynowego złota olimpijskiego
  • Austriacy wygrali klasyfikację Pucharu Narodów; PZN wiąże w związku z tym wielkie nadzieje z postacią młodego szkoleniowca
  • Austriacki trener zastąpi Czecha Michala Doleżala, z którym umowa wygasła po zakończonym w niedzielę sezonie
  • Zobacz także: Lech Wałęsa doradził Ukraińcom jak… zniszczyć Kreml: „Dzisiaj jest taka technika”

Austriak poprowadzi polskich skoczków

Obecny sezon był nieudany dla polskich skoczków. Polacy zdobyli łącznie 1246 punktów. To najsłabszy wynik od cyklu 2015/16, w którym zgromadzili 1104 pkt. Jedynym sukcesem był brązowy medal Dawida Kubackiego wywalczony na igrzyskach w Pekinie. W Pucharze Świata najwyżej sklasyfikowany został Piotr Żyła, który zajął 14. miejsce.

Mimo licznych niepowodzeń skoczkowie z Kamilem Stochem na czele deklarowali wolę dalszej współpracy z czeskich szkoleniowcem. Media obiegły doniesienia o konfliktach w kadrze i problemach komunikacyjnych z dyrektorem PZN Adamem Małyszem. Zawodnicy po sezonie dostali dłuższe wolne niż zwykle.

Jak podaje Apoloniusz Tajner w rozmowie z Eurosportem, 32-letni Thomas Thurnbichler będzie mieszkał w Krakowie.

Jeden z jego asystentów już tu mieszka, bo żeni się z Polką. Będzie miał pełną dowolność w wybraniu kadry, podpisujemy kontrakt do igrzysk we Włoszech.

– wyjawił Tajner w rozmowie z Kacprem Merkiem, reporterem Eurosportu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

eurosport

Mieszkańcy Odessy uczą się taktyki wojennej i obchodzenia się z bronią.

Mieszkańcy Odessy uczą się taktyki wojennej i obchodzenia się z bronią. / Fot. PAP/EPA/SEDAT SUNA. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Skandaliczny artykuł Onetu! Oskarżają uniewinnionego przez sąd kard. Pella

To antyamerykańskie ostrze jej polityki było i jest podstawą faktycznego sojuszu z Chinami, które także są mocarstwem rewizjonistycznym dążącym do przebudowania systemu międzynarodowego, w pierwszym etapie na system multipolarny, a następnie sinocentryczny. Moskwa miała nadzieje, że rozbieżne geograficznie kierunki rewizji systemu międzynarodowego będą gwarancją, że ten faktyczny sojusz nie przekształci się w chińską dominację. Uważała bowiem, że centralnym kierunkiem polityki chińskiej jest wschodnia Azja i Pacyfik, gdy dla Rosji kierunkiem zasadniczym jest Europa. Niemniej wysiłki obu państw były wymierzone w globalną dominację Stanów Zjednoczonych. Jednak w przeciwieństwie do Pekinu, który zgodnie z chińską kulturą strategiczną dostosowuje swoją politykę do naturalnego biegu rzeczy, to jest do systematycznego wzrostu chińskiej potęgi i zmniejszania dystansu, także militarnego do Stanów Zjednoczonych, Rosja nie ma umiejętności  strategicznego czekania, tym bardziej, że czas pracuje przeciwko Moskwie. Dlatego też Rosja, zanim skończą się jej zasoby surowcowe i zanim upowszechni się energetyka oparta na zielonej rewolucji uderzającą w rosyjski eksport surowcowy, spieszy się by dokonać zmian geopolitycznych zanim będzie zmuszona do redukcji swojego potencjału militarnego limitowanego dostępnymi zasobami materialnymi. To jest zasadnicza, oprócz błędu przecenienia procesów dezintegracji Zachodu i niedocenienia procesów odrodzenia narodowego na Ukrainie, przyczyną rosyjskiego pośpiechu w przekształcanie europejskiego systemu politycznego. Wojna miała być tylko wstępnym etapem w odbudowie mocarstwowej pozycji Moskwy i przyspieszenia wypychania Stanów Zjednoczonych z Europy. Miała być i  w rzeczywistości jest proxy war ze Stanami Zjednoczonymi. To jest istota obecnego konfliktu zmierzającego do przekształcenia europejskiego i globalnego systemu międzynarodowego.

Ale nie jest to tylko proxy war, wojna zastępcza, ze Stanami Zjednoczonymi, jest to także proxy war z Polską, która po Ukrainie wraz z państwami bałtyckimi miała być i jest następnym etapem w rosyjskiej wielkiej strategii. Bez zdominowania naszej części kontynentu, Rosja nie zrealizowałaby swojego zasadniczego celu, do którego przygotowywała się już od kilkunastu lat. I w tej wojnie rola polski nie ogranicza się do lojalnego wypełniania naszych zobowiązań sojuszniczych wobec Stanów Zjednoczonych, w które politycznie i militarnie jest skierowana rosyjska agresja. Bo Polska nie leży na uboczu rosyjskich celów, ale na głównym szlaku rosyjskiej ekspansji. My mamy być następnym etapem. I dlatego strategia pomocy Ukrainie za parawanem NATO i Stanów Zjednoczonych nie zawsze jest najwłaściwszą opcją w naszej polityce. Nie jesteśmy bowiem w tej wojnie tylko sojusznikiem Waszyngtonu, który broni swojej globalnej dominacji, ale bezpośrednim celem rosyjskiej ekspansji. Ta zasadnicza różnica w położeniu musi także decydować o innej, w porównaniu z innymi członkami NATO, polityce wobec konfliktu na Ukrainie. I przynajmniej częściowo polskie władze zdają sobie z tego sprawę mobilizując międzynarodowy sprzeciw wobec rosyjskiej agresji. Także można zrozumieć politykę polskiego bezpieczeństwa narodowego za parawanem NATO i Stanów Zjednoczonych. Generalnie jest to słuszna zasada, żeby nie wchodzić bezpośrednio do konfliktu zbyt wcześnie, rezerwując własne siły na okres ostatecznych rozstrzygnięć dotyczących charakteru systemu międzynarodowego, który powstanie po okresie amerykańsko-chińskiej rywalizacji. Problem w tym, że zarówno USA, jak i państwa zachodnie inaczej postrzegają rosyjskie zagrożenie. Dla Stanów Zjednoczonych najwygodniej by było, gdybyśmy je odciążyli w największym zakresie od zobowiązań powstrzymywania rosyjskiej ekspansji. Dlatego polityka „pół kroku za USA” wymusza na tym państwie maksymalne zaangażowanie. Natomiast dla zdemoralizowanych państw europejskiego Zachodu, nasze działania zmierzające do zaostrzenia reakcji na rosyjską agresję są traktowane jako faktyczne stawianie ich w przymusowej sytuacji. Gdyby nie polskie działania, to ich reakcja z pewnością byłaby dużo słabsza. Opór Niemiec i Francji wobec totalnej blokady gospodarczej Rosji jest duży, ale ustępuje zarówno z powodu polskich działań, jak i presji moralnej własnych społeczeństw. Właśnie ta presja jest największym polskim sojusznikiem w izolowaniu rosyjskiego agresora.  Jest też atutem, który poprzez nasze własne działania może być stymulowany do dalszego wzmocnienia gospodarczego nacisku na zwiększenie rosyjskich kosztów agresji.

Dziś Rosja już wie, że nie wygra wojny na Ukrainie, ale to nie znaczy, że nie jest zdolna do zadania takich strat, że to państwo nie będzie w stanie pełnić buforu naszego bezpieczeństwa. Masowe niszczenie miast i infrastruktury może spowodować nie tylko niezdolność w przyszłości do dalszego oporu, ale także może skłonić do przyjęcia choćby części rosyjskich warunków. W polskim natomiast interesie jest nie tylko zachowanie suwerenności i integralności Ukrainy, ale także jej swoboda w określaniu własnego statusu międzynarodowego i jak najmniejsze zniszczenia jej majątku trwałego. Niepodległa Ukraina stwarza bowiem gwarancje naszego bezpieczeństwa narodowego. Dlatego w przeciwieństwie do innych państw Zachodu w naszym bezpośrednim interesie jest wsparcie Ukrainy nie tylko w broń defensywna, ale także ofensywną, zwłaszcza w samoloty. Bo każdy zestrzelony rosyjski samolot, każdy rozbity rosyjski czołg, czy każda zniszczona rosyjska jednostka wojskowa, to gwarancja naszego pokoju i naszego bezpieczeństwa. Dlatego, jeżeli nie możemy uzyskać możliwości wsparcia Ukrainy za parawanem NATO, to trzeba to zrobić bezpośrednio i przekazać samoloty bojowe Ukrainie. Dziś jest unikalna sytuacja, w której poprzez naszą pomoc możemy wpłynąć na kształt statusu Ukrainy w sytuacji zawarcia rozejmu. Jej obecne powodzenie oznacza bowiem osłabienie Rosji. Im Rosja słabsza wyjdzie z tego konfliktu, tym dłuższe będą gwarancje naszego bezpieczeństwa i tym samym naszego statusu w Europie. Zwłaszcza jeżeli chodzi o nasz status w Europie, to nie jest nim zainteresowane ani Niemcy, ani Francja. Dlatego aby go zdobyć dziś własnymi działaniami musimy wymuszać na tych państwach wzrost poparcia dla naszej polityki. Nasze samodzielne działania bowiem stawiają je w sytuacji przymusowej i tym samym muszą podążać naszym śladem. Dlatego też samodzielne przekazanie samolotów jest działaniem, które także w przyszłości zakreśli zakres naszych możliwości w Europie.

Ale oprócz mniej lub bardziej maskowanego sprzeciwu dominujących w Unii państw wobec takiej polityki mamy do czynienia z oporem wewnątrz naszego społeczeństwa wobec polskich działań jednostronnych. Z jednej strony wynikają one z pewnej formy quasinacjonalizmu, który odwołuje się do siedzenia cicho w każdym konflikcie, w obawie przed konsekwencjami aktywnej polityki. Jest on niewątpliwie dziś eksploatowany przez rosyjską agenturę wpływu. Ale jest jeszcze silniejsza jego wersja by nie podejmować samodzielnie żadnych działań innych niż za parawanem państw sojuszniczych. Ta postawa wynika z ostrożności by nie sprowokować rosyjskiego ataku i wplątania Polski do obecnego konfliktu wojennego. Wynika ona z tradycji niesamodzielności polskiej polityki i nadmiernej ostrożności, z przekonania, że choć wojna na Ukrainie na ogromny wpływ na nasze położenie, to jednak nie jest to bezpośrednio nasza wojna. I dlatego nasza pomoc powinna być ograniczona tak, aby nie sprowokować rosyjskiego ataku. Ten typ postawy jest także eksploatowany przez rosyjską agenturę wpływu, choć w większym zakresie niż poprzednia wynika z poczucia wrodzonej ostrożności. Otóż rosyjska propaganda odwołująca się do możliwości eskalacji wojny, czy nawet do użycia broni jądrowej jest zupełnie niewiarygodna. Rosja nie jest w stanie poradzić sobie w wojnie z Ukrainą, a prowokowanie wojny z państwem NATO byłoby działaniem samobójczym. Także lęk przed bronią nuklearną jest niewiarygodny, bo Rosja prowokowałaby samounicestwienie. To są przysłowiowe strachy na Lachy. Dlatego też w imię naszego bezpieczeństwa powinniśmy dziś wesprzeć Ukrainę w broń ofensywną. Polityka jest funkcją czasu i odmowa użyczenia skutecznej broni Ukrainie oznacza zaprzepaszczenie unikalnej szansy silniejszego osłabienia Rosji, niż przy możliwościach jakie posiada armia ukraińska. Dziś ta odmowa oznacza zaprzepaszczenie okazji do ukształtowania przyszłego statusu Ukrainy zgodnie z polskim długofalowym interesem. Jest to typ postawy i polityki, co prawda wynikający z narodowego poczucia bezpieczeństwa, ale prowadzący do nieodpowiedzialnej ostrożności  zaprzepaszczenia niepowtarzalnej być może szansy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Lech Wałęsa

Lech Wałęsa / Fot. YouTube

  • Lech Wałęsa w rozmowie z “Faktem” zdradził swój pomysł na pokonanie Rosjan
  • Były prezydent wczuł się w rolę ukraińskich dowódców i przekonuje, że najlepszą obroną jest atak
  • Noblista stwierdził, że gdyby to on prowadził wojnę, zrobiłby wszystko by przenieść działania zbrojne na terytorium przeciwnika
  • Trwa 36 dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę; Rosja nie zdołała w tym czasie osiągnąć swoich zamierzonych celów
  • Zobacz także: Władimir Putin czuje się zwodzony przez własnych doradców

Lech Wałęsa doradza Ukraińcom

Różni samobójcy się poświęcają i robią porządek.

– komentuje były prezydent.

Świat w większości jest już w XXI wieku, a Rosja została w XIX i stosuje stare metody, nie nadążą za rozwojem. Świat musi wytrwać na swojej drodze i jednocześnie szukać skutecznych metod, żeby zatrzymać tamten rozwój.

– wskazuje Wałęsa w rozmowie z “Faktem”.

Gdybym ja decydował w Ukrainie, to ja bym to zastosował, dlatego, że ja lubię grać na polu przeciwnika. Jeśli on mnie niszczy, to ja niszczę jego. „Ząb za ząb”, za Starym Testamentem. Ja bym to zastosował. Ukraina stosuje, że dostałeś w prawy w policzek, to nadstaw lewy.

– stwierdził laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

Zdaniem Wałęsy, technologia pozwala Ukraińcom na przeprowadzenie ataku na Moskwę.

Gdyby chcieli z Kijowa atakować, to nie sięgną Moskwy, ale dzisiaj jest taka technologia, że można zameldować się w mieszkaniu obok Kremla i Kreml zniszczyć. Dzisiaj jest taka technika. To można wykonać, tylko nie z Kijowa, trzeba się trochę bliżej przesunąć. Różni samobójcy się poświęcają i robią porządek.

– przekonuje były prezydent.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

TVP Info

Ukraińscy żołnierze zajmują pozycje w ramach przygotowań do obrony pod Kijowem.

Ukraińscy żołnierze zajmują pozycje w ramach przygotowań do obrony pod Kijowem. / Fot. PAP/EPA/ALISA YAKUBOVYCH. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Rekrutacja czy desperacja?

Rosjanie werbują do wojska w wyniku poniesionych strat na Ukrainie, gdzie już ponad 17 tys. żołnierzy rosyjskich poległo.

Rosyjskie siły, które odnoszą kolejne porażki, werbują ochotników do wsparcia inwazji na Ukrainę

– poinformował Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Według podawanych informacji, do szeregów sił Rosji w obwodzie kaliningradzkim głosiło się 17-stu ochotników.

Siły Ukrainy kontynuują operację obronną na kierunkach wschodnim, południowo-wschodnim i północno-wschodnim. Wróg rosyjski kontynuuje zakrojoną na szeroką skalę agresję zbrojną przeciwko Ukrainie. Poniósł on znaczne straty i prawdopodobnie tymczasowo zrezygnował z blokady Kijowa. Przegrupowuje się i koncentruje na działaniach ofensywnych we wschodniej strefie operacyjnej oraz na zwiększeniu systemu logistycznego wsparcia wojsk w rejonie Doniecka i Tawrijśka

– przekazał ukraiński sztab.

Straty Rosji

Dowództwo wojskowe Rosji – które ponosi duże straty – nadal rekrutuje ochotników do udziału w wojnie. żołnierze rosyjskiego wroga, są zdemoralizowani i mają niską motywację do udziału w działaniach wojennych na terytorium Ukrainy

– podkreśla sztab ukraiński.

Dlatego według dostępnych informacji próby mobilizacji ochotników podejmowane przez rosyjskie dowództwo wojskowe nie cieszą się poparciem ludności. W szczególności w obwodzie kaliningradzkim zrekrutowano tylko 17 tzw. ochotników

– czytamy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info