REKLAMA

[OPINIA] Trytko: Wystawiamy się na celownik

[OPINIA] Trytko: Wystawiamy się na celownik

Myślę, że każdy z nas widział w życiu przynajmniej jeden film o tym, jak bohater, którego odgrywa zwykle przystojny i napakowany aktor pokroju Arnolda Schwarzeneggera czy Sylvestra Stallone’a sam ratuje świat wystawiając się po drodze pod ostrzał „złych”.

Ostatnio można było odnieść wrażenie, że
jedno studio postanowiło wyrwać się z tych sztywnych ram wystawiając do roli bohatera małego, drobnego i niezbyt silnego aktora.

Tym studiem był PiS, a aktorem Polska.

Wiadomo, że wszyscy chcielibyśmy żyć w kraju, trzymając się przyjętej analogii, który wygląda jak Chuck Norris w najlepszych latach.

Niestety prawda jest inna – w tym momencie Polska przypomina bardziej jednego z krasnali Królewny Śnieżki.

Sytuację tą oczywiście trzeba zmieniać i równać w tym, w czym jesteśmy gorsi do potęg, zachowując przy tym jednak np. tradycję czy wiarę, której na zachodzie coraz bardziej brakuje.

Jeśli kiedyś uda się nam stać mocarstwem, to będziemy mogli wówczas dumnie i z podniesioną głową dyskutować z innymi mocarzami jak równy z równym. Dzisiaj jednak tak nie jest, a mimo to właśnie u nas odbędzie się w połowie lutego konferencja o Bliskim Wschodzie.

Powiedzmy sobie wprost już na początku – faktycznie ma to być konferencja uderzająca w Iran. Oczywiście wszystko pod okiem faktycznego organizatora, którym jest USA.

Czy tylko według mnie to prężenie muskułów (których co najlepsze nie mamy) odbije się nam czkawką?

Dlaczego wystawiamy się na celownik? Na celownik Iranu. Ktoś powie, że to przecież Republika Islamska, więc trzeba z nią walczyć! Przecież Islam to zagrożenie! Cóż, może i mógłbym się zgodzić, ale tego nie zrobię, ponieważ uważam iż na dzień dzisiejszy mamy o wiele większe ryzyko wojny religijnej wypływające z innych krajów arabskich czy afrykańskich, gdzie ta religia ma wielu wyznawców.

Iran zostaje pod tym względem trochę w tyle. Analogicznie rzecz ujmując – to jest tak, jakby Japonia wypowiadając wojnę Unii Europejskiej zaczęła od ataku na Polskę. Nie lepiej najpierw pozbyć się silniejszych członków wspólnoty?

Za dużo tu ogółu, przejdźmy więc do części historycznej. Iran to spadkobierca Persji, a z tym krajem pierwsze sojusze zawieraliśmy jeszcze w XVI wieku, czyli za panowania króla Stefana Batorego. Był to sojusz, który miał na celu najechanie i osłabienie zagrażającej porządkowi świata (nie tylko religii katolickiej, ale także interesom Persji) muzułmańskiej Turcji, jednak po śmierci monarchy pomysł upadł.

Na przełomie XVI i XVII wieku Rzeczpospolita nawiązała z Persją
stosunki handlowe (sprowadzano do nas tkaniny, dywany, a przede wszystkim konie). Podczas wojny polsko-tureckiej, w latach 1620–1621 szach Persji Abbas I Wielki zorganizował odciążającą nas wyprawę na wschodnie tereny tureckie sułtana Osmana II, co bardzo osłabiła Turków.

O tym, czym było zwycięstwo Jana III Sobieskiego w Wiedniu chyba mówić nie muszę, ale warto zaznaczyc, że W Persji polskiemu królowi nadano zaszczytny tytuł „El Ghazi”, tj. zwycięzca.

O sile przyjaźni polsko-perskiej niech świadczy też fakt, że kiedy Stolica Apostolska podjęła decyzję o chrystianizacji Persji to właśnie z Polski do tego kraju przyjęto najwięcej misjonarzy. W dodatku wszystkie placówki misyjne znajdowały się pod opieką właśnie Polaków. Po upadku I Rzeczypospolitej Persja przyjęła wielu polskich migrantów i uchodźców oraz była jednym z dwóch (!) krajów na całym świecie, który nie uznał rozbiorów Polski.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w Teheranie podpisany został także traktat o przyjaźni między Rzeczpospolitą Polską, a Cesarstwem Perskim. Również w okresie II Wojny Światowej, a później PRL-u, Persja (Iran) była krajem bardzo przyjaznym Polakom, zajmującym się sierotami i wdowami – naszymi rodakami.

W obecnym ustroju wielu ważnych polityków z Polski odwiedzało Iran, a Ci z Iranu odwiedzali Polskę.
Trzeba przyznać, że relacje polsko-irańskie są specyficzne. Z jednej strony jest tu wiele pozytywnych przykładów, z drugiej nie ma nic (!) negatywnego. Nawet do Węgrów możemy mieć więcej historycznej zadry niż do tego muzułmańskiego państwa!

O Niemcach, Rosji, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych nie wspominając. I dziś, na początku 2019 roku rząd „Prawa i Sprawiedliwości” chce to wszystko zaprzepaścić w imię czego? W imię przyjaźni z oskarżającym nas o holokaust i zło całego
świata Izraela czy przyjaźni z USA, które tak bardzo nas „szanuje”, że decyzja o organizacji u nas szczytu zapadła bez konsultacji, a nasi czołowi politycy dowiedzieli się o niej dopiero po tym jak Mike Pompeo wygadał się w mediach?

Czy ktoś ma jeszcze złudzenie i dalej wierzy, że Amerykanie traktują nas jak równorządnych partnerów?

Jak widać rząd PiSu w imię przyjaźni posłuszeństwa USA i Izraelowi jest w stanie poświęcić kilkaset lat historii. Zresztą tu nie chodzi tylko o wspomnianą konferencją, ale min. o pozwolenie na szkalowanie Polski i Polaków czy amerykańską ustawę 447. No, ale to już inna historia.

Pozwolę sobie odnieść się co cytatu z ambasador Izraela w RP: „Lepiej rozmawiać, niż walczyć, dlatego konferencja nam się podoba, a ponadto Polska jest idealnym miejscem do jej organizacji”

Ja bardzo przepraszam, ale dlaczego niby Polska jest tak dobrym miejscem do organizacji konferencji, a nie np. USA czy Niemcy? Moim zdaniem powodów jest kilka – po pierwsze „polaczki” zapłacą za tę
konferencję tak, jak zapłacili za COP, po drugie, kolokwialnie mówiąc, w razie czego do historii przejdzie fakt, że Polacy zorganizowali konferencję, gdzie podjęto takie, a nie inne decyzje.

Stąd tylko krok do „oni są winni, bo myśmy tam pojechali i dali się zmanipulować”.
Pozwolę sobie zacytować jeszcze wypowiedź pana Witolda Repetowicza, eksperta ds. bliskiego wschodu, dla Polskiego Radia:
„Nie opłaca się robić sobie wrogów z krajów, które są krajami znaczącymi, a Iran jest, był i będzie krajem znaczącym. Stosunki polsko-irańskie są bardzo dobre i nie jest w interesie Polski być twarzą antyirańskiej koalicji. Trudno tutaj nie zgodzić się z tym człowiekiem.

Na domiar złego uznajemy Iran za kraj drugiej kategorii nie zapraszając ich przedstawicieli na konferencję, o czym informował po rozmowie z ambasadorem
Iranu w RP na twitterze poseł Robert Winnicki. Jak dla mnie to fakt ten jest dodatkowym „pstryczkiem w nos”.

Nie wiem czy PiS liczy na jakieś profity i ewentualną ochronę ze strony USA (za ZDRADĘ Iran może naprawdę próbować się zemścić), ale historia już nie raz pokazała, że na bratnią pomoc ze strony Amerykanów, Izraela, Niemiec, Francji, czy kogolwiek „ważnego” nie mamy co liczyć.

Dobrze, nie bądźmy pesymistami i poszukajmy jakichś pozytywów organizacji przez nas tego przedsięwzięcia!
1) Możemy się pochwalić, że w ciagu 3 miesięcy Polska dwukrotnie gościła ważne wydarzenia (COP24 i Konferencja o Bliskim Wschodzie).

Koniec plusów.

To by było na tyle. Nie będę wymieniał raz jeszcze na koniec wszystkich minisów zaistniałej sytuacji, ale dodam, że naliczyłem ich pięć, a przecież ekspertem w sprawie nie jestem. Pozytyw zaś znalazłem tylko jeden, w dodatku mocno naciągany… Czy naprawdę gra jest warta świeczki?

Ciężko jest stwierdzić to ze 100% pewnością, bo możemy nie wiedzieć o tym, że PiS wynegocjowal coś w zamian. Jednak na ten moment sytuacja wygląda tak, że znowu Polska udaje, że jest silna chowając się za plecami kogoś, kto za chwilę może zrobić krok w bok i wystawić nas na pastwę rywala.

autor:

Paweł Trytko
REKLAMA

Komentarze