REKLAMA

[OPINIA] Malcherek: Nieudana zmiana „dobrej zmiany”

[OPINIA] Malcherek: Nieudana zmiana „dobrej zmiany”

Znowelizowana ustawa hazardowa – mimo początkowych sukcesów – okazała się jedynie chwilowym „batem” na nielegalnych bukmacherów. Po roku od jej wprowadzenia zagraniczne firmy coraz śmielej wracają na rynek. Model „duński” lekarstwem na obecną sytuację?

Miłe złego początki

Kiedy w kwietniu ubiegłego roku rząd Prawa i Sprawiedliwości ogłaszał nowelizację ustawy hazardowej, najwięksi zagraniczni bukmacherzy, którzy oferowali nielegalnie swe usługi w Polsce, wycofali się z naszego kraju. Obecne przepisy są o wiele bardziej restrykcyjne i nakładają na internetowych dostawców nakaz blokowania dostępu do stron bukmacherów nieposiadających koncesji. Także banki zostały zmuszone do utrudniania wpływu środków na rachunki graczy pochodzących z nielegalnego źródła. Co więcej, za samą grę u zakazanego operatora grożą duże kary finansowe, jak i utrata postawionych pieniędzy i wygranej. Zabroniona jest również gra w pokera oraz hazardowe gry online.

Z uwagi na wysokie podatki nałożone na hazard (jedne z najwyższych na świecie w tej branży), nielegalne firmy nie są skłonne do działalności zgodnej z prawem – żadna z nich nie zdecydowała się na uzyskanie licencji. Wycofanie się z kraju zagranicznych przedsiębiorstw świadczących usługi hazardowe, do których należało nawet 90% rynku o wartości szacowanej na aż 7-8 mld złotych sprawiło, że w Ministerstwie Finansów mogli otwierać szampana. Jak informuje „Rzeczpospolita” udział szarej strefy spadł do 60 proc. a podatek wypracowany przez legalnie działające firmy wzrósł niemal dwukrotnie. Świętowanie jednak nie trwało długo, ponieważ niepłacący podatków bukmacherzy nie zamierzali się łatwo poddać.

Powrót na rynek

Nielegalnym firmom w powrocie na rynek pomogły bazy danych uzyskane jeszcze w czasach ich funkcjonowania w naszym kraju. Bukmacherzy zaczęli kontaktować się ze swoimi klientami i informowali ich o wznowieniu działalności w Polsce. W tym celu rejestrowali nowe domeny, które po zablokowaniu przez Ministerstwo Finansów  nieznacznie modyfikowali (np. poprzez dodanie litery lub cyfry). Także obstawiający przychylnie nastawieni są do zagranicznych podmiotów. Brak 12 proc. podatku, często bogatsza oferta i wyższe kursy – to wszystko sprawia, że gracze chętniej korzystają z usług nielegalnych operatorów niż naszych rodzimych firm.

Model „duński” optymalnym rozwiązaniem?

Maarten Haijer sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia ds. Gier i Zakładów Sportowych (EGBA) w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”  z 2016 roku twierdzi, że dzięki wprowadzeniu w Danii, Wlk. Brytanii i we Włoszech rozwiązań zakładających możliwość oferowania nie tylko internetowych zakładów bukmacherskich, ale też gier online czy pokera, klienci mają dostęp do szerokiego katalogu produktów w ramach regulowanej oferty, co ma przełożenie na niski poziom szarej strefy. Także wysokie podatki, potrącane od każdej z wpłat konsumentów, a nie od przychodu operatora sprawiają, że mamy do czynienia z bardzo wysokim poziomem szarej strefy, co przekłada się na poziom wpływów do budżetu.

Według Haijer’a najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzony w 2012 roku model „duński”. Prawo te dopuszcza możliwość oferowania szerokiego katalogu produktów hazardowych online oraz zakłada 20 proc. podatek od tzw. Gross Gaming Revenue, czyli sumy wpłaconych przez graczy środków pomniejszonych o wypłaty wygranych.

„To stanowi dobry kompromis, w wyniku którego, pomimo zastosowania nie najniższego opodatkowania, osiągnięto sukces i przekierowano konsumentów do regulowanej oferty. Już rok po zmianie przepisów zmniejszono szarą strefę z 86 do 26 proc. Dziś wynosi ona zaledwie 5–10 proc. Ma to odzwierciedlenie we wpływach do budżetu, które w 2015 r. wyniosły równowartość 389 mln zł. Z kolei statystyki władz brytyjskich, które wprowadziły system podobny do duńskiego, wskazują, że od 1 listopada 2014 r. do 30 września 2015 r. budżet został zasilony kwotą 3,6 mld funtów. Duński model jest optymalny. Z powodzeniem sprawdziłby się w Polsce.” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

W cytowanym wyżej wywiadzie sekretarz generalny EGBA odniósł się również do metody zastosowanej w Polsce. Zdaniem Haijer’a mechanizm blokujący nielegalnych bukmacherów nie jest skuteczny, ponieważ łatwo go obejść. Oprócz nas przekonali się o tym m.in. Norwedzy.

Traci sport

Na obecnych rozwiązaniach prawnych traci polski sport. Nielegalnie działające firmy bukmacherskie nie mogą reklamować się m.in. w mediach czy na strojach sportowców. Tym samym zawodnicy i drużyny sportowe tracą możliwość sporego zarobku, co w konsekwencji oznacza słabszy rozwój. Dlatego wprowadzenie proponowanych przez przedstawiciela Europejskiego Stowarzyszenia ds. Gier i Zakładów sportowych, rozwiązań prawnych zacznie oddziaływać pozytywnie nie tylko na wpływy do budżetu państwa, ale również na sport. Zmiana prawa na te, które skutecznie funkcjonuje m.in. w Danii ucieszy także graczy, którzy w dalszym stopniu chętnie korzystają z usług zagranicznych bukmacherów.

 

autor:

Dawid Malcherek
REKLAMA

Komentarze