REKLAMA

[OPINIA] Gawenda: Problem depresji wśród nastolatków

[OPINIA] Gawenda: Problem depresji wśród nastolatków

Powoli zaczyna się mówić o depresji zbierającej żniwa wśród nastolatków. I dobrze. Problem tylko w tym, że nikt się nie skupia na przyczynie problemu.

Nie są to bynajmniej wyśrubowane wymagania rodziców (choć poniekąd też) ani genetyka. Depresja jest chorobą duszy, a nie ciała, dlatego nie można jej dziedziczyć w genach. Ale sprawami duszy zajmuje się Kościół. A jak wiemy, Kościół jest zły, zabobonny i zacofany. Dlatego „poważni naukowcy” nie sięgają do prac takich Doktorów Kościoła jak choćby św. Jan od Krzyża, który był ekspertem właśnie od depresji. Jego „Droga na Górę Karmel” i „Noc ciemna” są swoistym studium nad depresją, w odniesieniu do przeżywania Wiary katolickiej.

Tymczasem źródło depresji do tej pory zidentyfikowali nie tylko papieże (Jan Paweł II), kaznodzieje (o. Pelanowski, ks. Pawlukiewicz) czy egzorcyści (ks. Glas), ale także naukowcy (dr Półtawska), pisarze katoliccy (dr Pulikowski), a nawet protestanccy (Eldredge). Z ich literatury, wykładów i kazań wyłania się obraz, który zazębia się zawsze w tym samym punkcie. I to nie tylko w stosunku do depresji, niskiej samooceny, trudności w nawiązywaniu relacji, braku pewności siebie czy ogólnie problemów wychowawczych (jak narkotyki, alkohol, rozwiązłość seksualna czy samobójstwa) u młodzieży jak i dorosłych. Tym źródłem jest >>wykolejone ojcostwo<<.

Nie chodzi tutaj tylko o patologię, ani o porzucenie rodziny. Źródłem jest ogólny brak ojca w życiu dorastających młodych ludzi. Nawet gdy ojciec jest, ale jakby nieobecny z różnych powodów, to problem depresji w mniejszym lub większym stopniu i tak się pojawia. Czasem nawet lepiej jest, gdy dziecko wychowuje się bez ojca, niż miałoby się wychowywać z ojcem zimnym, niedostępnym i niezaangażowanym. Wymienieni wyżej eksperci nie mają wątpliwości, że każdemu dziecku potrzebny jest ojciec. Ale nie byle „stary”, przyrośnięty do fotela przed telewizorem, z puszką piwa przyssaną do twarzy. Albo taki co częściej jest w pracy albo w garażu niż z rodziną. Dzieciom potrzebny jest czuły, kochający, aktywny, zaangażowany ojciec. Który sam inicjuje dobry kontakt z dziećmi i który jest nimi i ich życiem szczerze zainteresowany.

Iluzja dziedziczności natomiast jest niczym innym, jak przenoszeniem z pokolenia na pokolenie wadliwych wzorców rodzinnych. Jeżeli chłopiec nie doznał miłości od swojego ojca, to jeśli nie natrafi na męskiego opiekuna, kierownika duchowego, nie zaobserwuje odpowiednich wzorców u innych, ani nie wpadną mu w ręce odpowiednie książki, to będzie traktował swoje dzieci tak, jak sam był traktowany. Bo inaczej nie umie- bo nie miał mu kto pokazać jak być ojcem. Gdy natomiast dziewczynka nie dozna miłości od ojca, to gdy wybierze sobie na męża człowieka, który jest do jej ojca w jakiś sposób podobny (kobiety podświadomie dokonują takich wyborów!), to ten człowiek zafunduje jej córkom taką samą depresję, jaką ma ona. Nie ma tu genetyki, jest tylko powielanie schematów rodzinnych.

Dr Anna Mandrela w książce „Duchowość i charakter Witolda Pileckiego” wskazała, że Rotmistrz też borykał się z problemami pochodnymi od wykolejonego ojcostwa. Ale Pilecki może tutaj uchodzić za wzór, bo przez swoją samodyscyplinę, upór i głęboką wiarę, na pewno mimo wielu trudności i wątpliwości, przełamał swoją depresję. I to bez pomocy psychiatrów i leków psychotropowych. Z pomiatanego przez ojca chłopca wyrósł na herosa na miarę greckich mitów. Czyli można popełnić samobójstwo, owszem. Ale można też zagrać o nieśmiertelną sławę. I Witold Pilecki jest tego dowodem!

Dzisiaj, powinniśmy postawić sobie za cel przywrócenie etosu ojcostwa. Bo lewacka ideologia, hasła typu „róbta co chceta”, rozwiązłość seksualna i brak odpowiedzialności za swoje czyny, powodują degenerację elementu męskiego. Przekłada się to na systematyczny rozpad rodzin. A to z kolei, przynosi katastrofalne skutki wychowawcze dla dzieci, pokazane na filmie poniżej. Obie dziewczyny mają problemy z powodu braku kochającego ojca. Tylko każda przeżywa to na inny sposób.

Bez dobrych ojców, wychowamy całe pokolenia melancholików, którzy zostaną zdmuchnięci z powierzchni Ziemi przez historię, albo zniszczą się sami. Dlatego to jest takie ważne. Nie tylko ojcostwo ale też ojcowanie. Bo „wszystkie dzieci są nasze”- głosiła kiedyś jedna z naszych narodowych dewiz. A mieliśmy ich o wiele więcej, niż tylko naiwne „Za wolność Waszą i naszą”!

Rafał Gawenda

REKLAMA

Komentarze