REKLAMA

Ojciec prezydenta Dudy opowiada się za przyjmowaniem „uchodźców” do Polski

Ojciec prezydenta Dudy opowiada się za przyjmowaniem „uchodźców” do Polski

Zwolennicy nowej wędrówki ludów nie przestają naciskać na Polskę w sprawie przyjmowania tzw. imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Naciskają na nas metodami niezbyt wyszukanymi, co z jednej strony pokazuje, jakie mają wyobrażenie o nas, Polakach, a z drugiej – obnaża ich słabość moralną i intelektualną.

REKLAMA

Nie dziwi mnie i nie oburza fakt, że w kampanii nacisków na czoło wysunęła się polskojęzyczna prasa germańska. Jednak dziwne i oburzające jest to, że ochoczo i radośnie rolę pożytecznych idiotów odgrywają w niej polscy inteligenci. Oto bowiem 24. czerwca br. w Super Expressie ukazał się wywiad z p. prof. Janem T. Dudą, ojcem Prezydenta Polski Andrzeja Dudy.

Pan prof. Jan T. Duda okazuje się być kolejnym niespełnionym kaznodzieją, który poniewczasie rozpoznał swoje powołanie. Zrobił bowiem karierę jako inżynier i naukowiec w dziedzinie elektrotechniki i informatyki. A ponieważ tytuł profesorski w tej dziedzinie nie upoważnia do wejścia na ambonę, to prof. Duda zadowolić się musi uprawianiem kaznodziejstwa na łamach brukowców.

W wywiadzie tym prof. Duda składa wyznanie, że jest katolikiem. Osobliwie w kontekście tego wyznania brzmi słownictwo, jakiego używa Profesor, któremu „przyświeca filozofia miłosierdzia”, i który „wyznaje chrześcijańskie, miłosierne podejście”. Prof. Duda wymienia aż cztery z siedmiu uczynków miłosierdzia względem ciała oraz aż jedną z dwudziestu siedmiu przypowieści ewangelicznych.
Prof. Duda uważa, że należy przyjąć – jak ich określił – uchodźców. Oczywiście nie chodzi prof. Dudzie o żadnych uchodźców, tylko o imigrantów, o których ostatnio tak głośno. Spomiędzy wierszy wyczytać można, że prof. Duda myśli o imigrantach z krajów islamskich, bo swoją naiwność nieudolnie maskuje pozorną roztropnością: imigranci muszą spełniać, zdaniem prof. Dudy, pewne wymagania, aby nie było zagrożenia.

Żenujący jest ten popis znajomością podstaw katechizmu, jaki dał prof. Duda. Przecież to jest wiedza, której wymaga się od ośmiolatków przed przystąpieniem do pierwszej komunii św. Ulubiona przez prof. Duda egzegeza przypowieści o miłosiernym Samarytaninie jest zaledwie poprawna. Skoro prof. Duda próbuje swoich sił w teologii moralnej, to powinien chyba umieć wymienić i biegle w życiu praktykować cnoty kardynalne. Przyjmowanie bowiem owych imigrantów do Polski to głupota, a nie roztropność. Zapominać o nędzy swoich a litować się nad trudami podróży obcych to podłość, a nie sprawiedliwość. Wykorzystywanie swojej pozycji, jako profesora, a pozycji syna, jako Prezydenta, to nadużycie, a nie umiarkowanie. Stręczenie ludziom swoich prywatnych poglądów i przedstawianie ich jako nauki katolickiej to raczej tchórzliwe oszustwo, a nie męstwo.

Prof. Duda nie wie, że wiara katolicka nakłada na nas w praktykowaniu miłości bliźniego różne obowiązki w zależności m.in. od tego, w jakiej relacji do nas pozostaje ów bliźni. W teologii moralnej zagadnienie to nazywa się ordo catiratis – porządek miłości. W porządku miłości pierwszeństwo przed niekatolikiem ma katolik (Gal 6,10). A więc nie dość, że nie mamy obowiązku przyjmować żadnych obcych, choćby umierali z głodu, to nie wolno nam tego czynić bez obrazy Boga dopóty, dopóki choć jedno dziecko polskie cierpi ubóstwo i głód. W Ewangelii czytamy bowiem, że „nie dobrze jest brać chleb synowski, a rzucać psom”, lecz „szczenięta jedzą z odrobin, które padają ze stołu panów ich” (Mt 15,21-28).

Piotr Rusinowski

REKLAMA

Komentarze