REKLAMA

Niemcy: Pedofilski raj i fabryka dziecięcej pornografii w Lügde

Niemcy: Pedofilski raj i fabryka dziecięcej pornografii w Lügde

Bezrobotny, od ponad 20 lat mieszkający na kempingu, podejrzewany już wcześniej o pedofilię, dostał pod opiekę dziecko jako „ojciec zastępczy”.

Pracownicy Jugendamtu mimo cotygodniowych kontroli – w brudnej przyczepie – „nic nie podejrzewali”, a jedyna krytyczna notatka została usunięta z akt.

Ponad 40 dzieci w wieku od trzech do czternastu lat miało paść ofiarą nadużyć seksualnych na placu kempingowym w miasteczku Lügde.

Tylko akt oskarżenia wniesiony przeciwko Andreasowi V., który na stałe mieszka na kempingu, zawiera 298 czynów karalnych.

Także jego sąsiad Mario S. miał wykorzystywać seksualnie dzieci, a Heiko V. przyglądał się temu na żywo na czacie. Materiał dowodowy obejmuje niewiarygodną ilość 14 terabajtów danych z ponad trzema milionami zdjęć i 86 tysiącami wideo.

„Gdy dobrze sytuowane, młode małżeństwo chce adoptować dziecko, musi ujawnić właściwie wszystko i mimo to jeszcze ma poważne problemy. A tutaj mamy mężczyznę, który jest od ponad 20 lat bezrobotny, żyje na kempingu i dostaje pod swoją opiekę dziecko. I to w chwili, kiedy już pojawiały się wskazówki dotyczące pedofilii” – mówi adwokat reprezentujący dzieci.

Pedofil swoje ofiary wabił wycieczkami do parku rozrywki, trampoliną, a nawet kucykiem. Wykorzystywał je seksualnie – często przemocą – i wywierał na dziewczynki taką presję, że nie ważyły się pisnąć słowa.

Jugendamt w powiecie Hameln-Pyrmont zawierzył mu mimo to dziecko pod opiekę. Andreas V. natychmiast zrobił z niego przynętę.

Co tydzień na kemping zaglądali pracownicy Jugendamtu, których Andreas V. witał czasami w płaszczu kąpielowym i slipkach. Widzieli dziewczynki bawiące się w brudnej przyczepie kempingowej i ponoć niczego nie podejrzewali. 

Gdy jedna z pracownic urzędu stała się nieufna, jedyną reakcją Jugendamtu było usunięcie z akt jej notatki. Także już po wykryciu skandalu dokumenty były manipulowane, byle tylko oczyścić władze z jakichkolwiek podejrzeń.

dw.com

REKLAMA

Komentarze