REKLAMA

„Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na dupie i przytakuj”

„Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na dupie i przytakuj”

REKLAMA

Opadła już medialna wrzawa po obchodach rocznicy powstania ONR, które w tym roku odbywały się w Warszawie. Można spokojnie przyjrzeć się zjawisku histerii liberałów i lewaków. Pokusić się o analizę przyczyn tak gwałtownych i przerysowanych reakcji. Jako że tegoroczna rocznica spotkała się z podobnym zainteresowaniem co ubiegłoroczna, można stwierdzić, że powoli tradycją stają się obchody rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego jako momentów kulminacji wszelkich urojonych lęków u „prawdziwych demokratów”. W tym czasie czytelnicy prasy liberalnej i lewicowej mogą dowiedzieć się, że nad Polską krąży widmo, oczywiście, widmo faszyzmu. Roztrzęsieni dziennikarze i naczelne autorytety III RP donoszą, że już lada dzień, lada chwila, młodzi faszyści zapukają do drzwi lubujących się w pokoju obywateli Rzeczypospolitej i zmienią ich życie w prawdziwy koszmar. Nie będzie już dłużej wolności, nie będzie demokracji, wreszcie, nie będzie ukochanej Unii Europejskiej. Za to będzie ciemnogród, totalitaryzm i druga Białoruś. Ulice pięknych polskich miast, z trudem i tylko dzięki unijnym środkom doprowadzone do ładu, spłyną krwią niewinnych. Młodzi, wykształceni z wielkich miast nie będą już dłużej mogli pić sojowego latte, tylko zbożową kawę i ewentualnie kefir. Taki obraz najbliższej przyszłości wyłania się z licznych komentarzy publicystów, polityków i zwykłych obywateli RP.

Cała sytuacja to także woda na przysłowiowy młyn dla politycznych trupów z dogorywającego SLD i opozycyjnej wobec rządów „dobrej zmiany” PO. Taki dwutygodniowy, publiczny sąd nad „złem absolutnym”, jakim jest ONR, to nie lada gratka dla zmęczonych ciągłą defensywą opozycjonistów. I tak, zamiast skupić się na robieniu czegokolwiek pożytecznego, politycy znowu straszą Polaków wyimaginowanym i karykaturalnie przedstawionym zagrożeniem. Uporczywe prześladowanie w formie coraz to nowych donosów słanych do prokuratury i policji sprawia wrażenie, jakby istnienie organizacji takich jak ONR, było niemal największym problemem dla elit politycznych w Polsce.

Już po ubiegłorocznej nagonce medialnej nie mam najmniejszych wątpliwości, że wszelkie próby prostowania narosłych wokół ONR niedomówień, manipulacji i ordynarnych kłamstw są skazane na porażkę. Nie ma znaczenia, że w naszej nowej Deklaracji Ideowej, wzorem przedwojennego ONR, jasno odrzucamy totalitaryzm i potępiamy rasizm. I tak znajdzie się całe grono usłużnych „ekspertów”, którzy w tych zdaniach odczytają coś zupełnie odwrotnego. „Jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów” – te, rzekomo wypowiedziane przez słynnego niemieckiego filozofa G.W.Hegla, słowa wprost idealnie obrazują stan umysłowości tych, którzy usilnie imputują nam swoje wyobrażenia jako nasze prawdziwe oblicze.

REKLAMA

Fundamentalną kwestią dla demokracji liberalnej jest wolność słowa. Jednakże praktyka pokazuje, że wolność jest zarezerwowana jedynie dla tych, którzy „nie krytykują, nie podskakują, siedzą na dupie i przytakują”. I oczywiście, w najmniejszym stopniu nie staram się kreować na obrońcę tego bożka współczesności, zwracam jedynie uwagę na paradoks w myśleniu lewicowo-liberalnych elit. Hipokryzja, na której osadzony jest sposób myślenia tych, których horyzont nie wybiega ponad bezrefleksyjne zachwyty nad Unią Europejską, mitologizowanym zachodem i tym, co napiszą o nas w zagranicznych mediach, to jawny obraz skarlenia poczucia wartości jakie daje bycie Polakiem. Przypuszczam, że to jest właśnie prawdziwa przyczyna dla której ONR jest tak znienawidzony przez główny nurt. Dla tych, którzy uznali, że Polskość, patriotyzm, tożsamość są obciążającym balastem poprzednich epok, widok setek młodych ludzi, którzy nie boją się Krzyża Świętego, z dumą niosą biało-czerwoną flagę i traktują z szacunkiem przeszłość swojego narodu, to drażniące i niepokojące zjawisko, które jest jak wyrzut sumienia dla naszych rodzimych Europejczyków.

W całym serialu pt. „delegalizacja ONR” najzabawniejsze jest to, że najgłośniej o delegalizacji krzyczą ci, którzy wolność słowa mają niemal bezustannie na sztandarach. Komiczną ironią, z perspektywy narodowca, jest to, że swoim działaniem demokraci niechcący przyznają, że sami nie wierzą w siłę demokratycznych wartości. Widać, nawet w ocenie SLD i PO, demokracja w Polsce jest tak słaba i nieatrakcyjna aksjologicznie, że w celu jej obrony trzeba posuwać się do metod kojarzonych powszechnie z praktykami autorytarnymi. Chyba nikt, przynajmniej do tej pory, nie zrobił tak wiele, żeby potwierdzić diagnozę stawianą przez narodowców od lat 30-tych XX w. Demokracja liberalna ma problem ze sobą, bo zawiera pierwiastek autodestrukcyjny. Tę cechę demokracji liberalnej doskonale scharakteryzował lewicowy filozof polityczny i językoznawca prof. Noam Chomsky – „A jeśli ty jesteś za wolnością słowa, to znaczy to, że jesteś za wolnością wygłaszania dokładnie tych poglądów, których nienawidzisz”. I tu zawarte jest clue problemu, jakim dla liberalnych demokratów jest ruch kontestujący obecny system, jakim jest ONR. System, który opiera się w warstwie aksjologii na zaadaptowanej przez nowoczesny liberalizm zasadzie „tabula rasa”, przyzwala na funkcjonowanie w debacie publicznej także poglądów podważających sensowność samej istoty takiego porządku. Kto podważa prawo do funkcjonowania antysystemowego ONR ten sprzeniewierza się aksjologicznemu uzasadnieniu dla demokracji liberalnej i zaprzecza wyznawanym przez siebie wartościom.

Oczywiście, dla nacjonalistów zgromadzonych w ONR nie jest problemem sama kwestia delegalizacji naszej organizacji. Idea narodowo-radykalna to sposób myślenia o polityce, a nie to czy inne stowarzyszenie. Obawiam się jednak, że celem orędowników zdelegalizowania ONR nie jest rozwiązanie stowarzyszenia. Im marzy się, żeby, na orwellowski sposób, zakazać nam myślenia innego niż to, które reprezentują oni. I teraz zasadnym wydaje się pytanie, kto tu tak naprawdę prezentuje mentalność totalitarną. Czy legalnie działający ONR, postępujący w zgodzie z literą polskiego prawa, czy zatrwożeni demokraci, którzy są w stanie podeptać własne wartości, żeby tylko, za wszelką cenę, zamknąć usta tych, którzy są dla nich niewygodni?

Pozostawiam czytelnikom pod rozwagę.

autor:

Aleksander Krejckant
REKLAMA

Komentarze