REKLAMA

BOHUSZ: #metoo – jest o czym myśleć

BOHUSZ: #metoo – jest o czym myśleć

Gdy słyszę, o akcji na portalach społecznościowych zainicjowanej przez celebrytów, robi mi się źle. Po pierwsze, dlatego, że nadaktywność dzisiejszego człowieka w internecie uważam, za ogłupiającą i niszczącą prawdziwe więzy międzyludzkie. Po drugie, ponieważ nie wierzę, by celebryci szczerze przejmowali się losem zwykłego człowieka oraz wątpię, by wiedzieli, jakie są jego realne potrzeby.

Nie inaczej wyglądał mój pierwszy odruch na akcję #metoo, będącą ponoć pokłosiem jakiegoś seksskandalu z Holywood (jest to świat, którym z zasady pogardzam i którym staram się nie zajmować, więc w szczegóły wchodzić nie chcę). Cała akcja ma posmak feministyczny, polega zaś na wpisywaniu przez dziewczyny/kobiety na portalach społecznościowych przypadków molestowania seksualnego, które je dotknęły.

W tej sprawie daleki jestem jednak od kpin. Nie mam wątpliwości, że ten problem istnieje i jest poważny. Wiele kobiet doświadcza bezceremonialnych zaczepek o podłożu seksualnym, chamskich propozycji seksualnych czy wręcz mniej lub bardziej groźnych napaści na tym tle. Co więcej, wydaje się prawdą, że nawet wśród mężczyzn nie wyczyniających takich świństw, niemało jest pobłażania dla takich zachowań. Mojej oceny nie zmienia fakt, że feministki pod molestowanie chcą podciągnąć wszystko: zaloty czy nawet komplementy pod adresem kobiecej urody. To oczywiście niewarte uwagi bzdury, nie unieważniające jednak faktu, że generalnie jest coś na rzeczy. Trzeba sobie jasno powiedzieć: niezależnie do pełnej antypatii do środowisk, które problem ten podnoszą, są to zachowania wymagające powszechnego i surowego piętnowania.

Feministki (i femi-celebrytki), błędnie definiują jednak przyczyny tego stanu rzeczy. Winny nie jest mityczny patriarchalizm, czy wrodzona męska nienawiść do kobiet. Praprzyczyną jest oczywiście grzeszna ludzka natura, zwłaszcza w przypadku mężczyzn, naznaczona słabością do płci przeciwnej. Ta przyczyna jest jednak obiektywna, nie warto się nią zajmować. Człowiek, jako osoba wolna, nad swoją naturą jest w stanie panować, ponosi więc pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Z pomocą zaś przychodzi mu kultura, ucząca, co jest złe, co dobre oraz to, jak należy nad sobą panować. Tu dochodzimy do sedna problemu. Tkwi ono w degeneracji kultury, za którą odpowiadają środowiska lewicowo-liberalne. To one z lubością łamią po kolei kolejne tematy tabu, ze szczególnym upodobaniem właśnie w dziedzinie seksualności. To one walczą o wyzwolenie z pęt kultury. To one wyrzucają na śmietnik tradycyjny wzorzec męskości, cechujący się siłą i dominacją, ale i głębokim poczuciem honoru i czci do płci pięknej. To one uczyniły największym moralnym autorytetem autora motta „róbta co chceta”.  Problem molestowania jest tak stary, jak ludzka natura, nawet jeśli kiedyś tak się tego nie nazywało. Dawniej jednak, obrażenie kobiecej czci było uznawane za coś niegodnego, poniżej męskiego honoru. Równouprawnienie zniszczyło te zasady, zaś złamanie wszelkich tematów tabu, rozpowszechnienie pornografii, wniesienie seksu do przestrzeni publicznej (wszechobecne reklamy półnagich kobiet, rzecz nie do pomyślenia kilkadziesiąt lat temu) w oczach wielu mężczyzn uprzedmiotowiło kobiety i sprowadziło je do roli obiektu seksualnego pożądania.

autor:

Tomasz Bohusz
REKLAMA

Komentarze