REKLAMA

Manipulacja kursami walut przez banki cz. 2

Manipulacja kursami walut przez banki cz. 2

W drugiej części artykułu chciałbym pokrótce omówić mechanizmy inżynierii finansowej stosowane przez banki, które mają na celu maksymalizację zysków tych instytucji. Jeden z unijnych  komisarzy UE ds. konkurencji, Joaquin Almunia, ujawnił, że Komisja Europejska wykryła dwa kartele tworzone przez międzynarodowe banki. Pierwszy z nich działał między marcem 2008 r. a lipcem 2009 r., a jego celem było wywieranie wpływu na wskaźnik LIBOR dla franka szwajcarskiego. Drugą zmowę kartelową banki utworzyły, aby wpływać na cenę instrumentów pochodnych denominowanych we frankach szwajcarskich .

Tego typu działania miały bezpośrednie przełożenie na kieszenie Polaków — szczególnie tzw. frankowiczów (banki co do zasady konstruowały umowy kredytów tzw. „we frankach” według dwóch alternatywnych koncepcji. Udzielały kredytów tzw. indeksowanych bądź kredytów tzw. denominowanych, przy czym bez znaczenia jest jakiej terminologii użył bank). Umowy indeksowane to takie, których wysokość kredytu przyznanego w złotych była przeliczana na kwotę wyrażoną we franku. Umowy denominowane zaś to takie, których wartość kredytu była wyznaczona we franku szwajcarskim, a w dniu wypłaty transz kredyt był przeliczany na złote polskie.

Banki od początku złapania konsumentów w pułapkę kredytów frankowych konsekwentnie zawyżały spready i zarabiały na tym krocie. Mimo prawomocnych wyroków sądowych banki nadal stosują arbitralną politykę ustalania wysokości spreadów. Co ciekawe, polskie prawo bankowe nie przewiduje zarabiania przez banki na innych elementach kredytu, niż odsetki i marża. Absurdem jest także pobieranie przez bank opłaty spreadowej od kredytów indeksowanych, gdyż bank nie świadczy klientowi usługi sprzedaży waluty, waluta jest jedynie czynnikiem waloryzacyjnym.

Spójrzmy na mechanizm nożyc spreadowych, im droższy jest 1 CHF na rynku, tym bardziej rośnie spread z tabeli banku (wartość subiektywna) wobec aktualnej ceny rynkowej (wartość obiektywna). Stąd nazwa “nożyce spreadowe”, które działanie opiera się na zasadzie zaprezentowanej poniżej:

1) kiedy frank drożeje to w interesie banku jest szersze “rozwarcie nożyc spreadowych”, aby “swojego” franka mógł sprzedać klientowi jeszcze drożej;
2) bank może też “zwierać nożyce”, kiedy w jego interesie jest fikcyjny zakup waluty. Czyli: przy wypłacie kredytu – im niższy bankowy kurs “zakupu”, tym więcej “franków” siłą rzeczy dostaje klient w kredycie indeksowanym i musi ich spłacać więcej, niż gdyby je na starcie kredytu “kupował” po kursie bliższym rynkowemu.

Już w 2010 r. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wydał prawomocny wyrok, który stwierdził, że tzw. klauzule indeksacyjne przeliczające kredyt udzielony w złotówkach do kursu franka szwajcarskiego są nielegalne. Przykład takiej klauzuli z umowy Banku Millenium: Kredyt jest indeksowany do CHF/USD/EUR, po przeliczeniu wypłaconej kwoty zgodnie z kursem kupna CHF/USD/EUR według Tabeli Kursów Walut Obcych obowiązującej w Banku Millennium w dniu uruchomienia kredytu lub transzy. Klauzula ta została zakwestionowana przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, w wyroku z 14 grudnia 2010 r. XVII AmC 426/09 podzielonym przez Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 21 października 2011 r. – sygn. akt VI ACa 420/11). Sąd stwierdził nieważność umów z takimi klauzulami, gdyż przyznanie sobie przez bank możliwości ustalania kursu zakupu i sprzedaży przeliczenia waluty na podstawie bliżej nieokreślonych przesłanek, których w obiektywny sposób nie może zweryfikować klient jest sprzeczne z dobrymi obyczajami. Sąd Apelacyjny potwierdził, że klauzule abuzywne są bezskuteczne ex ante i ex lege, co znaczy, że nie wiążą konsumenta z mocy samego prawa już od chwili zawarcia umowy, w której znajduje się niedozwolone postanowienie, nie zaś dopiero od chwili wpisu klauzuli do rejestru klauzul niedozwolonych. Zatem wszystkie umowy kredytowe, nawet te zawiązane przed 2010 r., które zawierają podobne klauzule indeksacyjne są nieważne. Od kilku lat kredytobiorcy spłacają kredyty wg nieważnych umów.

Z kolei manipulacja na innych walutach — jak dolar amerykański, euro czy funt brytyjski — mogły uderzyć w posiadaczy opcji walutowych jak również instrumentów pochodnych opartych o stopę procentową (interest rate derivatives) ( swapy, kontrakty terminowe i opcje). Te produkty finansowe wykorzystywane przez banki lub firmy do zarządzania ryzykiem zmiany stóp procentowych i polis inwestycyjnych, które w dużej mierze opierały się na zmanipulowanych kursach walut i stopach procentowych.

Pikanterii polskiej aferze LIBOR, bo tak należałoby nazwać wyprowadzenie z Polski ok. 200 mld zł (na tyle szacuje się łącznie straty poniesione przez frankowiczów, właścicieli tzw. polisolokat i opcji walutowych), dodaje historia pewnej autopoprawki, którą w roku 2008 tuż po wygranych wyborach złożył w Sejmie ówczesny premier Donald Tusk, osobiście się pod nią podpisując. Sytuacja wprowadzenia tej autopoprawki ma miejsce w szczycie działalności kartelu bankowego na rynku globalnym i w czasie, gdy Polacy na wielką skalę kupują polisolokaty, inwestują w opcje walutowe i zaciągają kredyty denominowane frankiem szwajcarskim. Mowa tu o Autopoprawce do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi oraz niektórych innych ustaw (druk nr 64), przedłożoną przez ministra finansów. Polegała ona na korekcie projektu ustawy, która wprowadzała w Polsce dyrektywę unijną MiFID, regulującą zasady obsługi klienta przez instytucje finansowe (np. banki). Z punktu widzenia współczesnych frankowiczów, ofiar „polisolokat” czy opcji walutowych dyrektywa ta była niezwykle ważna. Celem dyrektywy była przede wszystkim ochrona klientów w relacjach z bankami poprzez nałożenie na banki wielu obowiązków związanych z oferowanymi produktami finansowymi.

Zgodnie z MiFID-em banki mają nie tylko szczegółowo informować o ryzyku związanym z oferowanymi produktami finansowymi, lecz również mają obowiązek rozpoznać potrzeby i możliwości klienta, i zaoferować jedynie takie produkty, które są adekwatne dla możliwości finansowych klienta. Dyrektywa miała na celu zapobieżeniu sytuacji, w której banki wykorzystują brak wiedzy klientów i wyżej niż dobro klienta stawiają korzyści bankowe.

Rząd Platformy Obywatelskiej zgłosił do ustawy wdrażającej MiFID kuriozalną „autopoprawkę”, która w rzeczywistości nie miała nic wspólnego z dyrektywą unijną. Ówczesny minister finansów zażyczył sobie, żeby Narodowy Bank Polski pozbył się swoich udziałów w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych (KDPW) — centralnej instytucji w Polsce, odpowiedzialnej za prowadzenie i nadzorowanie systemu depozytowo-rozliczeniowego w zakresie obrotu instrumentami finansowymi. Wprowadzenie przytoczonej powyżej poprawki przez rząd Tuska spowodował, że 650 tys. frankowiczów, tysiące polskich firm wywróciły się na opcjach walutowych, czy na zawartych polisolokatach.

Autopoprawka odwróciła uwagę od ustawy zabezpieczającej klientów banków przygotowanej przez PiS. Autopoprawkę oprotestowały wszystkie zdrowo myślące instytucje finansowe w Polsce — na czele ze Sławomirem Skrzypkiem, ówczesnym prezesem NBP i Europejskim Bankiem Centralnym. Mimo licznych uwag i awantury w Komisji Europejskiej była ona z uporem forsowana w Sejmie przez Zbigniewa Chlebowskiego, pełnił on wtedy funkcję szefa sejmowej komisji finansów publicznych. Efekt jego zabiegów był taki, że autopoprawka została przyjęta.

Trybunał Konstytucyjny 16 lipca 2009 r. wydał wyrok, w którym stwierdził, że poprawka owa jest niezgodna z konstytucją oraz że będący przedmiotem tej poprawki dopisany artykuł, dotyczący akcji KDPW, nie był związany z ustawą wdrożeniową, czyli nie był w żaden sposób wymagany czy powiązany z wdrożeniem dyrektywy MiFID.

Można powiedzieć, iż powyżej zaprezentowane przykłady spekulacyjnego działania banków to właściwie wierzchołek góry lodowej w działalności instytucji finansowych. Jednakże te spekulacje chyba najbardziej dotknęły zwykłych Polaków i to zarówno osoby fizyczne jak również polskich przedsiębiorców.

autor:

KonserwaAMDG
REKLAMA

Komentarze