REKLAMA

[OPINIA] Krawczyk: Krok w stronę niezależności gazowej?

[OPINIA] Krawczyk: Krok w stronę niezależności gazowej?

REKLAMA

Jak informuje prezes PGNiG – Piotr Woźniak, na początku roku spółka dokonała dwóch nowych odwiertów w powiecie dębickim i ropczycko-sędziszowskim na Podkarpaciu. Z otworów udało się uzyskać przemysłowe przepływy wysokometanowego gazu ziemnego. Choć jest to na razie mały krok w kierunku zwiększenia krajowego wydobycia, to w połączeniu z nowymi inwestycjami infrastrukturalnymi oraz zastosowaniem technologii łupkowych daje nadzieje na zmniejszenie zależności od importu gazu z Rosji.

W gazowym szachu

Corocznie w Polsce zużywa się około 16 mld metrów sześciennych gazu. Jedna czwarta zapotrzebowania jest zaspokajana przez krajowe wydobycie. Główne rejony pozyskania to Podkarpacie oraz zachodnie pogranicze województwa wielkopolskiego. Ten pierwszy region jest z resztą ojczyzną światowego przemysłu naftowego. To właśnie tam, w Bóbrce pod Krosnem, w 1854 roku Ignacy Łukasiewicz założył pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej, a trzy lata później, w okolicach Nowego Sącza, wybudował pierwszą rafinerię. Jest to o tyle istotne, że gaz ziemny, złożony w dużej mierze z wysokoenergetycznych węglowodorów, współwystępuje z pokładami ropy naftowej oraz węgla kamiennego.

Niestety, współczesne krajowe zasoby opłacalnego w wydobyciu gazu ziemnego nie zaspokajają potrzeb polskiego przemysłu i gospodarstw domowych. Wbrew powszechnej opinii, to właśnie ten pierwszy, odpowiada za wykorzystanie niemal 70% gazu w Polsce, a znaczna jego część nie służy do celów energetycznych, ale jako surowiec przy wytwarzaniu nawozów i do przeprowadzania syntez chemicznych. Same Zakłady Azotowe Puławy zużywają rocznie niemal 1 mld m3 gazu. Z tego też powodu bezpieczeństwo dostaw decyduje nie tyle o komforcie życia Polaków, co o zasobności ich portfeli.

A z bezpieczeństwem tym bywało różnie. Od dekad monopolistą dostaw surowca do Polski była Federacja Rosyjska, która jednak lubiła wykorzystywać te surowiec do uprawiania polityki. O skutkach uzależnienia od dostaw gazu ze wschodu co jakiś czas boleśnie przekonują się nasi sąsiedzi. W 2004 roku kurki z gazem zostały zakręcone Białorusi, a w 2017 roku – Ukrainie. We wrześniu 2014 roku spadły także dostawy gazu do Polski – i to nawet o 45%.

Mimo, że dywersyfikacja dostaw powinna być oczywistym priorytetem każdej polskie ekipy rządzącej, to warto przypomnieć, że bywało z tym różnie. W październiku 2010 roku, ówczesny wicepremier i minister gospodarki – Waldemar Pawlak podpisał niekorzystną dla Polski umowę gazową z Rosją. Początkowo zakładała ona m.in. zwiększenie dostaw gazu i przedłużenie niekorzystnego cenowo kontraktu aż do 2037 roku. Przed tymi zapisami uchroniła nas paradoksalnie interwencja Komisji Europejskiej, która zagroziła nałożeniem kar na Polskę w przypadku podpisania umowy.

Czytaj także: Skanska zwolni niemal połowę polskich pracowników

W kierunku dywersyfikacji

Sytuacja zaczęła zmieniać się w grudniu 2015 roku, kiedy to do nowo wybudowanego gazoportu w Świnoujściu wpłynął pierwszy gazowiec transportujący 210 tys. m3 skroplonego gazu ziemnego z Kataru. Po blisko 9 latach od podjęcia decyzji o budowie terminala LNG, Polska uzyskała rzeczywiste zdolności do dywersyfikacji swoich źródeł dostaw.

Aktualnie przepustowość terminala w Świnoujściu wynosi 5 mld m3 rocznie, jednak w kwietniu 2017 roku podjęto decyzję o jego rozbudowie do 7,5 mld m3, co stanowić będzie około połowy rocznego polskiego zapotrzebowania na gaz. Warto jednak podkreślić, że jak dotychczas, zdolności te nie były w pełni wykorzystywane, a rekord ma paść dopiero w 2018 roku, kiedy to do Świnoujścia ma wpłynąć 2,7 mld m3 gazu. Wtedy to polski terminal gazowy stanie się najbardziej obciążonym terminalem gazowym w Europie i jednym z najintensywniej wykorzystywanych na świecie.

REKLAMA

Budowa gazoportu może jednak okazać się zaledwie początkiem polskiej drogi do bezpieczeństwa energetycznego. Kolejnym krokiem milowym będzie budowa gazociągu Baltic Pipe łączącego Polskę i Danię ze złożami z Norwegii. Zgodnie z przeprowadzonym studium wykonalności, przepustowość gazociągu została określona na 10 mld m3. Może to oznaczać, że 1 października 2022 roku, kiedy to planowo ruszy przesył, Polska uniezależni się całkowicie od dostaw surowca z Rosji, a nawet stanie się istotnym reeksporterem gazu w kierunku Ukrainy, krajów bałtyckich oraz południa Europy.

Nowe technologie na rodzimym podwórku

Co jednak ze wspomnianymi na początku odwiertami w rejonie Podkarpacia? Czy tak silna rozbudowa zdolności importowych nie spowoduje spadku popytu na krajowe dostawy surowca? Prawdopodobnie nie. Import gazu niezależnie, czy odbywa się przy pomocy gazociągów, czy też gazowców, wiąże się z dużymi kosztami transportu. W przypadku gazu przesyłanego z Rosji, koszty te stanowią nawet 10% ceny hurtowej surowca na polskim rynku. W związku z tym, krajowe wydobycie stanowić będzie dodatkowe, a zarazem najbezpieczniejsze i stosunkowo tanie źródło pozyskania surowca. Co więcej, potencjał wydobywczy będzie rósł dzięki… doświadczeniom z wydobycia gazu łupkowego.

Po tym jak na początku dekady, amerykański instytut geologiczny ogłosił, że Polska może mieć nawet 5 bln m3 gazu w źródłach niekonwencjonalnych, w kraju wybuchła prawdziwa euforia. Politycy przeliczali te zasoby na potencjalne wpływy podatkowe i miejsca pracy, a media roztaczały przyszły obraz Polski jako drugiego Kataru. Szybko okazało się, że z wielkich planów nic nie wyszło. Złoża okazały się dużo skromniejsze i nieekonomiczne w wydobyciu. W ich eksploatacji dodatkowo nie pomagała chaotyczna polityka państwa w zakresie udzielania koncesji. Doświadczenia te pozwoliły jednak udoskonalić i rozpowszechnić technologię hydroszczelinowania, czyli rozbijania skał gazonośnych przy pomocy wpompowywania do nich wody pod ciśnieniem z dodatkiem piasku.

To właśnie ta technologia znalazła zastosowanie w innowacyjnym projekcie odgazowania złóż węgla prowadzonym właśnie przez PGNiG w Gilowicach niedaleko Brzeszcza. Skoro wysokie stężenie metanu w złożu węglowym stanowi zagrożenie dla życia górników, to dlaczego by najpierw nie wydobyć tego gazu zwiększając bezpieczeństwo i jednocześnie pozyskując cenny surowiec? Właśnie to pytanie zadała sobie australijska firma Dart robiąca w tym rejonie próbne odwierty. Efekty ich prac okazały się niewystarczające do komercyjnego wykorzystania złoża, jednak w ich miejsce wszedł właśnie PGNiG ze swoją technologią hydroszczelinowania. Po dokonaniu poziomego odwiertu i wpuszczeniu do niego pod ciśnieniem mieszanki szczelinującej spółka rozbiła skałę uwalniając zasoby gazu, a następnie używając wcześniejszego pionowego otworu wydrążonego przez Australijczyków wyprowadziła gaz na powierzchnię. Efekty okazały się oszałamiające, w ciągu roku, z tylko jednego otworu wydobyto ponad milion m3 gazu.

A to nie koniec poszukiwań przy pomocy tej technologii. Niedawno prezes PGNiG poinformował, że w okolicach Przemyśla może kryć się nawet 20 mld m3 błękitnego paliwa. Nawet jeśli szacunki te potwierdziłyby się tylko częściowo, oznaczałoby to istotne zwiększenie krajowych zasobów szacowanych w tym momencie na około 100 mld m3. A dużym prawdopodobieństwem może tak być, gdyż wyliczenia te opierają się nie tylko na badaniach sejsmicznych, ale też na czterech próbnych odwiertach.

Co więcej, może być to nie koniec niespodzianek kryjących się w polskiej ziemi. Geofizyka Toruń, spółka należąca do Grupy PGNiG, bada właśnie obszar o powierzchni 345 km2 na Pogórzu Karpackim. Pomimo, iż teren ten jest dość dobrze rozeznany, a wydobycie odbywa się tam od wielu lat, to przypuszcza się, że w niższych, niebadanych dotychczas warstwach skał mogą znajdować się liczne nieodkryte złoża gazu, których wydobycie będzie ekonomicznie opłacalne przy wykorzystaniu technologii hydroszczelinowania.

Czy zatem za kilka lat sytuacja gazowa Polski ulegnie odwróceniu, a nasz kraj stanie się ważnym hubem eksportu gazu na całą Europę Środkowo-Wschodnią? Tego na 100% nie wiemy, jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że możemy liczyć na poprawę naszej pozycji na trudnym rynku surowców energetycznych.

Obejrzyj:

autor:

Artur Krawczyk
REKLAMA

Komentarze