REKLAMA

kpt. Maria Mirecka-Loryś „UB chciało mnie aresztować. Musiałam uciekać za granicę” [WIDEO]

kpt. Maria Mirecka-Loryś „UB chciało mnie aresztować. Musiałam uciekać za granicę” [WIDEO]

Gościem Konrada Smuniewskiego i Mediów Narodowych była wyjątkowa postać – pani Maria Mirecka-Loryś, która zechciała podzielić się z nami swoimi wspomnieniami.

Pani Maria była i jest nadal kapitanem Wojska Polskiego. Ten stopień wojskowy ma od czasów wojny. W 1937 wstąpiła do Młodzieży Wszechpolskiej i do Stronnictwa Narodowego we Lwowie. W 1945 roku była Komendantką Główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet. Później po wojnie przez ponad pół wieku była jedną z głównych działaczek polonii amerykańskiej. Od lat 70. aż po dzień dzisiejszy aktywnie wspiera środowiska Polaków na Kresach. Jednym słowem postać fenomenalna.

Brak obrazka

Pierwsze pytanie jakie zadał prowadzący dostojnemu gościowi brzmiało: – Jak wyglądała działalność narodowa przed wojną?

– Już w szkole gimnazjalnej należałam do Przysposobienia Wojskowego Kobiet, jeździłam na obozy harcerskie i PW, ale nie Stronnictwa Narodowego. Jak już byłam na studiach to już wtedy należałam do Młodzieży Wszechpolskiej i zaraz na pierwszym roku przeszłam kurs który prowadził kolega ze Śląska. Nie pamiętam dziś imienia tego kolegi, ale pamiętam doskonale, że to on odebrał ode mnie przysięgę i dzięki temu już na pierwszym roku oficjalnie należałam do Młodzieży Wszechpolskiej.

Brak obrazka

– Jak działalność narodowa odnosiła się do Katolicyzmu?

– Były rekolekcje, były msze, obchodziliśmy różne rocznice w Kościele, studenci na każdym kroku podkreślali swoją religijność, podtrzymywaliśmy tradycje zarówno religijnie jak i historyczne.

– Brała Pani udział, w 1943 roku, w tajnych ślubowaniach młodzieży akademickiej na Jasnej Górze. Czy mogłaby Pani opowiedzieć jak to wyglądało i kto w tym uczestniczył?

REKLAMA

– Na zaproszenie Prezesa Dariusza Kaczmarzyka przyjechało 36 osób. O tym wiedział tylko jeden z ojców, ksiądz Polikarp, nawet przełożony nie wiedział. Mieliśmy nocne czuwanie, rano msza, wszystko w tajemnicy, potem wspólny obiad i wtedy złożyliśmy podpisy. Już po latach w trakcie wycieczki już ze Stanów do Częstochowy powiedziałam zakonnikowi o tym ślubowaniu, a on przyniósł z muzeum ten dokument podpisany przez nas w 43 roku i tam jest nadal moje nazwisko. To było takie podniosłe, to była pamiątka na całe życie.

Zachęcamy do obejrzenia całego materiału:

REKLAMA

Komentarze