REKLAMA

Kampania prezydencka w USA. Energetyczne grupy interesów w tle

Kampania prezydencka w USA. Energetyczne grupy interesów w tle

Pomimo trwającej epidemii, kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych trwa. Wydarzenia minionych dni zapowiadają coraz ostrzejszą walkę także na polu polityki klimatycznej i energetycznej. Na początku listopada Amerykanie będą mieli do wyboru model lobby naftowo-gazowego, reprezentowanego przez prezydenta Trumpa lub ideę Nowego Zielonego Ładu, którą forsuje Joe Biden.

REKLAMA

Bieżący tydzień rozpoczął się od „puszczenia oka” przez urzędującego prezydenta USA w kierunku jankeskich nafciarzy. Jak donosi Reuters, obecna administracja rozważa zmiany dotyczące przedłużenia licencji na rozbudowę odwiertów firmom działającym w Zatoce Meksykańskiej. 

14 sierpnia natomiast, Donald Trump zderegulował część przepisów obligujących sektor naftowo-gazowy do zmniejszenia emisji metanu. Uchylone zostały również niektóre wymagania proceduralno-kontrolne dla wydobycia oraz przetwarzania ropy i gazu.

Nowelizacja pozwoli przedsiębiorstwom branży oil & gas na zaoszczędzenie w ciągu następnej dekady nawet 100 milionów dolarów. Jest to kolejny etap realizacji składanych w 2016 r. obietnic. Działania te zostały przyjęte z radością w środowisku przemysłowym i spotkały się z potężnym atakiem organizacji ekologicznych, grożących pozwami sądowymi. Jednoznacznie źle o nowych przepisach wypowiedział się również świat nauki, w tym m.in. profesor Uniwersytety Harvarda, Joe Goffman. „Redukcja emisji metanu jest konieczna dla przeciwdziałania zmianom klimatu” – powiedział.

W minionym tygodniu administracja urzędującego prezydenta zatwierdziła także plan przeprowadzenia odwiertów na dzikich terenach Alaski. Wypracowanie tak wysokich poziomów wydobycia, jakie były osiągane jeszcze w 1988 r. jest jednak niemożliwe. Wówczas produkcja osiągała 2 miliony baryłek dziennie, natomiast aktualnie – 500 tys. Spadek wydobycia miałby zostać zahamowany rozpoczęciem działalności wiertniczej na terenie o powierzchni 7,7 mln hektara. Dzięki temu, ponad 160 tysięcy dodatkowych baryłek ropy dziennie zasilałoby amerykańską gospodarkę.

Terytorium jest jednak siedliskiem dzikich zwierząt i od wielu dziesięcioleci jest poza zasięgiem spółek naftowych. Ruch ten w zdecydowany sposób skrytykowały natychmiast „zielone” NGO-sy oraz kontrkandydat Trumpa – Joe Biden. Uznali oni, że zaszkodzi to ekosystemowi Arktyki oraz tamtejszym ludom.

Wielkie pieniądze w prezydenckiej batalii

W związku ze zbliżającymi się wyborami Americam Petroleum Institute (API) zdecydowała się przeznaczyć dodatkowe 2 miliony dolarów na reklamy skierowane do niezdecydowanych wyborców w tzw. swing states (stany, w których różnica poparcia pomiędzy Republikanami a Demokratami jest niewielka). W okresie do 16 sierpnia, API przeznaczyła 3 mln USD na kampanię „Energy for Progress”. Polega ona m.in. na przekonywaniu Amerykanów, że gaz ziemny to paliwo czyste i spalane w czysty sposób. Niedawno amerykański miliarder Kelcy Warren, związany z sektorem naftowym, zorganizował zbiórkę, dzięki której na konto prezydenta USA wpłynęło 10 milionów dolarów. Z drugiej strony, tzw. „darczyńcy klimatyczni” przekazali w ostatnich dniach na działalność wyborczą Bidena ok. 15 mln dolarów. W kolejnych tygodniach możemy się spodziewać podobnego wsparcia dla obu stron.

źródło: energetyka24.com

Zobacz także: Bayer zapłaci 1,6 mld USD odszkodowania. Wszystko przez kontrowersyjny produkt

REKLAMA

Komentarze