REKLAMA

Gdzie marszałek Pisłudski wysiadł z tramwaju?

Gdzie marszałek Pisłudski wysiadł z tramwaju?

REKLAMA

Któż z nas ich nie zna? Epokowe zdania wypowiedziane przez równie epokowych ludzi rządzą historią, wielkie narracje pakując do kilkuwyrazowych pigułek. Zgrabne haiku, które w swojej krótkiej formie potrafi zawrzeć całą mądrość dziejów. Używamy ich do opisu zjawisk skomplikowanych i wielowektorowych, bo czynią świat prostszym niż był on w rzeczywistości. Łatwo wpadają w mózgi i dusze, stając się tytanicznymi świadectwami historii w dziejach ludzkiej kultury. Łączy je jeszcze jedna rzecz: zazwyczaj nie zostały wypowiedziane przez ludzi, którym owe zdania się przypisuje, albo w ogóle są wymysłem późniejszych dziejopisarzy.

Całkiem niedawno poseł do Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski, chcąc uzasadnić swoją polityczną woltę, użył parafrazy zdania: wysiadłem z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość, które przypisywane jest Józefowi Piłsudskiemu. Norman Davies w książce Orzeł biały – czerwona gwiazda używa nawet cytatu szerszego. Pisze, że Marszałek powiedział: Towarzysze, jechałem czerwonym tramwajem socjalizmu aż do przystanku «Niepodległość», ale tam wysiadłem. Dopisuje też okoliczności, którym miało być rzekome spotkanie partyjne Polskiej Partii Socjalistycznej.

Tyle, że Piłsudski takiego zdania nigdy nie wypowiedział, a i okoliczności są zmyślone. Autorem tego bon motu jest Adolf Nowaczyński, publicysta znany z ciętego języka i niewybrednego traktowania swoich pisarskich oponentów. Nowaczyński przebył długą drogę od fascynacji postacią Marszałka do skrajnej wręcz nienawiści. Nie była to zresztą jedyna ideowa podróż pisarza. Choć nigdy nie był socjalistą, to sam ruch go pociągał. Z czasem stał się jednak apologetą pozytywizmu, dystansując się od idei romantycznych. Im zaś bliżej był pozytywistycznemu pragmatyzmowi, tym silniej wiązał się z narodową demokracją. Być może właśnie dlatego, zanim zdążył znienawidzić Piłsudskiego, usilnie szukał w nim człowieka – który tak jak on – wyleczył się z lewicowych mrzonek.

Zdanie: Piłsudski wysiadł z partyjnego tramwaju na przystanku Niepodległość miało taką właśnie rekonwalescencję Ojca Narodu symbolizować. W istocie po 1918 rokiem więzy Piłsudskiego ze środowiskiem socjalistów zaczęły być coraz luźniejsze. Tyle, że niekoniecznie musiało się to wiązać z zerwaniem Marszałka z ideami, które wcześniej wyznawał, ale bardziej spowodowane było pozycją, którą udało mu się wypracować. Przez prawicę nie był lubiany, a ostentacyjne tkwienie w PPS-ie mogło mu tylko dalej szkodzić. Czy jednak wysiadł z czerwonego tramwaju? Jeśli tak to dopiero po 1926 roku, kiedy drogi polityczne Marszałka i socjalistów wyraźnie zaczęły się rozchodzić, czego dowodem był spór pomiędzy Piłsudskim a Daszyńskim.

REKLAMA

Wyjście na przystanku Niepodległość było jednak marzeniem wszystkich tych, dla których Marszałek był autorytetem, a jego socjalistyczna przeszłość wyraźnym problemem. Woleli widzieć Piłsudskiego jako nieskazitelnego wodza i lidera, a nie kogoś zamieszanego w partyjne narracje. Bon mot był wygodny dla każdego kto bał się, że PPS zawłaszczy postać swojego niedawnego towarzysza i wykorzysta do przejęcia pełnej władzy w państwie. Był też alibi dla tych, którzy choć ich poglądy skręcały na prawo, to sympatia do Marszałka nie przemijała.

Być może właśnie dlatego słowa Nowaczyńskiego tak szybko zyskały ogromną popularność i zostały przypisane samemu Piłsudskiemu. Pozwalały przecież na wyłączenie go z politycznego sporu i przypisanie wyłącznie cnót niezależnego państwowca. Najpewniej wbrew samemu Nowaczyńskiemu, który przez swoje ostre pióro szybko trafił na sanacyjną listę autorów nielubianych. Umożliwiło to też Piłsudskiemu wejście w rolę męża opatrznościowego, który w obliczu waśni i sporów partyjnych chwalić się może nie tylko swoją niezależnością, ale także być swoistym pomostem pomiędzy ludźmi o różnych doświadczeniach politycznych i poglądach.

Jeśli więc Piłsudski stał się postacią, której zwolennikiem nazwać się mógł niemal każdy, to wielka w tym zasługa Nowaczyńskiego i jego tramwajowego słowa skrzydlatego. Współcześnie zyskało ono zresztą zupełnie nowe znaczenie. Po wielu latach władzy ludowej w Polsce, kiedy łączenie lewicowości z patriotyzmem traktowano podejrzanie, przystanek Niepodległość świetnie tłumaczył jak można cenić postać Marszałka, uważając jednocześnie, że wszelkie idee socjalistyczne są wrogie polskiej racji stanu. W ten sposób słowa Nawoczyńskiego trafiły na nowy, podatny grunt. Znów miały pomagać radzić sobie z podejrzaną socjalistyczną przeszłością Ziuka.

Tak słowa oderwały się od ich autora. Pofrunęły niesione wiatrem historycznych potrzeb. Parafrazowane, zmieniane, wpisywane w nowe okoliczności żyją własnym życiem bardziej obrazując świat, w którym żyjemy, niż to co działo się u progu niepodległości. To bowiem w zdaniu o tramwaju i przystanku najmniej interesuje tych, którzy po nie sięgają.

Sebastian Adamkiewicz

źródło:

Dziennik Narodowy
Polub fanpage Dziennik Narodowy na Facebooku
REKLAMA

Komentarze