REKLAMA

Dyrektor Muzeum Auschwitz proponuje niemieckiego kapo na „wspólnego bohatera”

Dyrektor Muzeum Auschwitz proponuje niemieckiego kapo na „wspólnego bohatera”

Gerhard Gnauck, korespondent niemieckiego Frankfurter Allgemeine Zeitung w Warszawie opublikował niedawno kolejny artykuł dotyczący Polski. Pisze w nim o niedawnej rocznicy I transportu Polaków do Auschwitz oraz wizycie niemieckiego Ministra Spraw Zagranicznych Heiko Massa w naszym kraju.

REKLAMA

Według informacji niemieckiego publicysty, Heiko Maas podpisał umowę z dyrektorem Muzeum Auschwitz – Piotrem Cywińskim, zgodnie z którą Niemcy dofinansują po raz kolejny kwotą około 60 milionów euro Fundację Auschwitz-Birkenau (połowa rząd federalny a połowa kraje związkowe RFN). Środki te przeznaczone będą na utrzymanie obiektów byłego obozu zagłady, zbudowanego niegdyś przez Niemców w okupowanej Polsce. Kanclerz Angela Merkel ogłosiła to w zeszłym roku.

Po podpisaniu umowy Cywiński zaskoczył wszystkich obecnych: „Sąsiedztwo obu krajów dzisiaj jest takie, że należałoby szukać i honorować wspólnych bohaterów, nie niemieckich czy polskich, ale wspólnych. Istnieli bowiem oni nawet w tamtych, najbardziej mrocznych czasach”. Cywiński zaproponował pierwszego z tych bohaterów: ma być nim niemiecki więzień Otto Küsel, który skazany za kradzież przyjechał do Auschwitz w 1940 r. pierwszym transportem. Otrzymał tam numer obozowy 2. Jako późniejszy „więzień funkcyjny” przydzielał prace, bardzo przy tym oszczędzał więźniów osłabionych i pomagał uciekinierom. „Bez niego rozwinięcie ruchu oporu w obozie Auschwitz nie byłoby możliwe” – powiedział Cywiński. Polscy więźniowie polityczni nazywali go „wybawcą”.

W 1946 roku ocaleni w Polsce zaproponowali, aby Küselowi przyznać honorowe obywatelstwo. Maas był tym pomysłem zachwycony: „Bardzo chętnie podejmę tego rodzaju wspólne poszukiwanie niemiecko-polskich bohaterów.”

Osoba Otto Küsela jest opisana na stronie Muzeum Auschwitz krótką notką:

Jesienią 1941 r. przyobozowa organizacja AK zaopiekowała się siedmioma zbiegłymi jeńcami sowieckimi, z których dwóch przyjęła do swojego oddziału Sosienki, a pozostałych przerzuciła do partyzantki w górach. 29 grudnia 1942 r. ta sama organizacja pomogła w ucieczce trzech Polaków (Jan Komski-Baraś, Bolesław Kuczbara, Mieczysław Januszewski) i Niemca (Otto Küsel). Wyjechali oni z obozu zaprzęgiem konnym, eskortowanym przez jednego z nich przebranego w mundur SS. Czwórkę zbiegłych ukryto w domu jednego z członków AK – Andrzeja Harata, w Libiążu, około 10 km od KL Auschwitz, a następnie całej grupie umożliwiono przedostanie się przez granicę do Generalnego Gubernatorstwa.

Opinia eksperta o całej sytuacji

O zamieszaniu wypowiedział się także były profesor nadzwyczajny Politechniki Warszawskiej, Bogusław Kopka:

„Czy więźnia kryminalistę (Küsel był złodziejem samochodów w Niemczech w latach 30. XX wieku) można zrównywać z więźniami politycznymi – Polakami? I czy nie jest to jak z Hosenfeldem [Wilm Hosenfeld – kapitan Wehrmachtu, który przyczynił się do uratowania Władysława Szpilmana] w przypadku Szpilmana w „Pianiście”? Pomników jakoś się nie stawia Hosenfeldowi. Więc ważna jest też symetria. Nie ma tutaj równości jeśli chodzi o status więźniów. Küsel przeżył, mimo że uciekł z KL Auschwitz. Dlaczego? Ponieważ jego status był całkiem inny, był wg prawa niemieckiego aryjczykiem i stąd nie poszedł na szafot, jak każdemu innemu więźniowi z „podludzi” groziło. Ja osobiście byłbym przeciwny teraz stawianiu mu pomników. Nie jest to dobry pomysł.” – stwierdził profesor.

I transport składał się z 728 Polaków, w tym kilku pochodzenia żydowskiego. Otrzymali oni numery od 31 do 758, gdyż pierwszymi osadzonymi w Auschwitz było 30 niemieckich kryminalistów.

Zobacz także: Departament Stanu USA krytykuje Polskę za antysemityzm

źródło: tysol.pl/faz.net

REKLAMA

Komentarze