REKLAMA

Dramatyczna relacja z muzułmańskiego ataku na polską misję

Dramatyczna relacja z muzułmańskiego ataku na polską misję

Dramatyczna relacja z muzułmańskiego ataku na polską misję została opublikowana przez brata Hieronima Łusiaka OFM na stronie panewnickiej prowincji franciszkanów.

REKLAMA

Atak na polską misję franciszkańską został przeprowadzony w Republice Środkowoafrykańskiej. Od soboty do poniedziałku nad Rafai pojawiły się czarne chmury wojny. Obecnie, po tragicznych trzech dniach, sytuacja powoli zaczyna wracać do normy, a Kościół, czyli nasza wspólnota wiernych powoli zaczyna stawać na nogi. Niektórzy zginęli, niektórzy chowają się jeszcze w buszu, ale małymi krokami zbieramy siły. – rozpoczyna dramatyczną relację brat Hieronim Łusiak.

W nocy z piątku na sobotę doszła do misji informacja, że grupa muzułmanów zwana bororo, znajduje się 35 km od Rafai i zbliża się, aby zaatakować misję RCA. Początkowo informacja została zbagatelizowana przez braci, jednak nad ranem okazało się, że muzułmanie są już tylko 3 kilometry od bazy.

Ojciec Kordian kazał mi wziąć motor i uciekać za rzekę, ale okazało się, że jest już za późno, rozległy się strzały. Weszliśmy do salonu, a po dwudziestu minutach strzelaniny, podjęliśmy decyzję, że musimy uciekać. Pchając motor, by nie robić hałasu, zaszyliśmy się w buszu, tam też schowaliśmy motor i udaliśmy się w kierunku rzeki. Po drodze spotkaliśmy oddział Anty-balaki, tzw. obrońców kraju, choć po prawdzie jest to banda świrów i złodziei. Zorganizowali nam pieroge, a po drugiej stronie rzeki okradli nas z pieniędzy, przykładając karabin do głowy ojca Kordiana. – można przeczytać w dalszej części relacji.

Bardzo smutny widok zastał nas w kaplicy – tabernakulum, a obok monstrancja zostały rzucone na krzesła; od razu umieściłem Najświętszy Sakrament na swoim miejscu, na szczęście nic nie zniknęło. Po jakimś czasie okazało się, że znaleźli i ukradli także nasz motor. Tak de facto najgorszy widok miał miejsce tego samego dnia popołudniu, kiedy postanowiłem udać się jeszcze raz za rzekę, by odebrać moje bagaże z bazy wojskowej. Otóż, przechodząc przez rynek mijałem dziesiątki obrońców z Anty-balaki, którzy to urządzili sobie ucztę z ciał swoich wrogów, wierząc, że w ten sposób posiada ich siłę. Jeden z nich odciął kawałek nogi nieboszczyka i wyciągając w moim kierunku, zapytał czy chcę spróbować… – dodaje brat Hieronim.

 

prowincja.panewniki.pl
REKLAMA

Komentarze