REKLAMA

Były pracownik Google udowadnia firmie manipulację wynikami wyszukiwania

Były pracownik Google udowadnia firmie manipulację wynikami wyszukiwania

Według ujawnionych materiałów, Google stosuje bardzo agresywne filtrowanie treści, skierowane przeciwko osobom o poglądach niezgodnych z linią polityczną przedsiębiorstwa.

A mówiąc wprost, przeciwko konserwatystom.

Były pracownik Google’a, Zachary Vorhies, opublikował ponad tysiąc stron dokumentów, które są wewnętrznymi materiałami jego byłego pracodawcy. Według nich, Google stosuje bardzo agresywne filtrowanie treści, skierowane przeciwko osobom o poglądach niezgodnych z linią polityczną przedsiębiorstwa. A mówiąc wprost, przeciwko konserwatystom.

Vorhies udostępnił dokumenty Project Veritas, prawicowej organizacji dziennikarstwa śledczego, a także Wydziałowi Antymonopolistycznemu Departamentu Sprawiedliwości USA, który aktualnie bada firmę Google pod kątem zachowań antykonkurencyjnych.

„Powodem, dla którego zebrałem te dokumenty, było to, że widziałem coś mrocznego i nikczemnego w firmie [Google].” – tłumaczy Vorhies w wywiadzie wideo dla Project Veritas.

– „Zdałem sobie sprawę, że zamierzamy nie tylko sfałszować wybory, ale także wykorzystać je, by zasadniczo obalić Stany Zjednoczone.” – dodał.

Paczka waży ponad 300 MB i obejmuje niezwykle szeroki zakres tematów, w tym cenzurę, definicję fake newsów, uczciwość algorytmów uczenia maszynowego, politykę, praktyki zatrudniania, szkolenie menedżerów i badania psychologiczne.

Niezależnie od interpretacji całej tej sytuacji, rodzi się oczywiście pytanie o autentyczność dokumentów. To nie pierwszy raz, kiedy Vorhies współpracuje z Project Veritas. Dane z Google’a wynosi od czerwca. W sierpniu firma z Mountain View zlokalizowała źródło wycieku i zwolniła nieposłusznego pracownika, zachęcając go jeszcze do, jak sam twierdzi, kontroli stanu zdrowia. Dlatego, nie mając już nic do stracenia, mężczyzna postanowił się ujawnić, występując publicznie dla Project Veritas.

Tożsamość pojawiających się w dokumentach osób łatwo potwierdzić w serwisie LinkedIn.

Pozostaje jedynie kwestia działania na szkodę wybranych wydawców w wynikach wyszukiwania. Jest to forma działania o charakterze politycznym. Pytanie: Czy prywatna firma nie ma prawa decydować o tym, co eksponuje na swojej stonie?

dobreprogramy

REKLAMA

Komentarze