REKLAMA

Zaślepione partyjniactwo. Prezydent Białegostoku przeciw narodowcom

Zaślepione partyjniactwo. Prezydent Białegostoku przeciw narodowcom

REKLAMA

Po raz kolejny, tym razem przy okazji uroczystości upamiętniającej powstanie warszawskie, widzieliśmy manifestację skrajnego zaangażowania politycznego prezydenta Białegostoku w stylu lewicowo-liberalnym. Trudno inaczej wytłumaczyć to co się tu wydarzyło. Mimo werbalnego głoszenia przywiązania do demokracji, tolerancji, prezydent Truskolaski nie uszanował właśnie tych wartości i przerwał uroczystość. Powodem był udział w niej członków ONR, którzy eksponowali swe tradycyjne symbole.

Można oczywiście mieć zastrzeżenie, czy wszędzie należy eksponować własne organizacyjne emblematy, ale też nie należy z tego powodu robić problemu. Przecież w tym wydarzeniu widzieliśmy sztandary Solidarności, kombatantów. Tym większym zaskoczeniem była sama dziwna reakcja pana Truskolaskiego, który swój sprzeciw potraktował w konwencji ataku na legalnie funkcjonujące stowarzyszenie. Coś niesamowitego. Jeżeli rzeczywiście włodarz naszego miasta ma jakieś zastrzeżenia do idei, form działania organizacji, to niech stara się o jej zdelegalizowanie, a nie publicznie dyskryminuje narodowych radykałów i to w sytuacji publicznego, otwartego spotkania. Nie może tak być, by prywatne poglądy były kładzione na szali dobra społecznego, jakim jest świętowanie ogólnopaństwowych wydarzeń.

Przez to zacietrzewienie partyjne, które wynika z konieczności uwiarygodnienia się wśród demo-liberalnej opozycji, został zagubiony główny cel spotkania. Było nim przecież godne wspomnienie i uczczenie heroizmu powstańców. Na honorowym miejscu, w zadumie siedział jedyny z żyjących białostockich uczestników powstania kpt Mieczysław Wroczyński ps. Stary. Otaczali go weterani, którzy w spiekocie trwali by choć przez ułamek minuty móc wspomnieć dni chwały i klęski. By choć w tym momencie być Podmiotem życia publicznego, wrócić z czeluści niepamięci, poczuć zainteresowanie. Spokojne, piękne twarze staruszków, którzy ze zdziwieniem pytali,co się stało, przecież było i jest spokojnie, po co te zamieszanie. Cóż, nie pierwszyraz bezmyślność odbiera istotę Sprawy. Bardzo przykro jest patrzeć jak niegdyś popularny prezydent trwoni swój autorytet, jak profesorską niezależność rozmienia na ołtarzu „nowoczesności” pędzącej w zaślepionym partyjniactwie…

Prezydent, po nieudanej interwencji Straży Miejskiej wybrał ostentacyjne wycofanie się z uroczystości i w asyście nie kombatantów tylko policjantów,z zacięciem patrzył jak inni składają kwiaty.

Pozostał niesmak. Tym bardziej że prezydent tłumaczył, iż nie mógł brać udziału w uroczystościach razem z ONR. To niebywałe! Publiczna uroczystość skierowana do WSZYSTKICH mieszkańców Białegostoku, bez względu na kolor sztandaru, a tu taka radyklana manifestacja braku tolerancji.

Po tej skandalicznej i jakże smutnej akcji prezydenta Truskolaskiego trzeba jednak mocno zareagować. Nie można tolerować tego typu frymarczenia podstawowymi wartościami; prawem do wolności słowa i wypowiedzi, prawem do otwartej działalności społecznej, publicznej.

REKLAMA

Inną sprawą jest kwestia dyskredytowania legalnie działającej organizacji w sposób pełen agresji i nieuzasadnionej nienawiści. Pan profesor mógłby dokonać analizy materiałów źródłowych i zrozumieć czym był ONR przed wojną, w czasie wojny, a czym jest teraz. Może nieudolnie, a może i udolnie młodzi kontynuatorzy narodowo-radyklani odwołują się do swych historycznych korzeni. Trzeba to uszanować. Jednocześnie trzeba mówić w zgodzie z Prawdą, a ona akurat jest jasna i klarowna.

Wielu członków organizacji narodowych, w tym ONR walczyło w Powstaniu Warszawskim. Historycy mówią nawet o 3,5 tys. narodowców. Oddziały partyzanckie ruchu narodowego, pomimo krytyki i to mocnej co do sensu podejmowania powstania w stolicy, braływ nim czynny udział. Każdy powinien wiedzieć kim był „Rudy” – Janek Bytnar, członek warszawskiego ONR. Swą odwagą i heroiczną walką wsławiło się Zgrupowanie „Chrobry II”, dodać można Brygadę Dyspozycyjno-Zmotoryzowaną „Koło” walczącą na Starym Mieście, pułk im. gen. W. Sikorskiego, pułk im. gen. J. H. Dąbrowskiego. Walczył prof. Wiesław Chrzanowski, marszałek Sejmu, wówczas lider struktur warszawskich Młodzieży Wszechpolskiej i wielu, wielu innych.

Łączenie podziemia narodowego z jakimś podobieństwem do niemieckich nazistów jest okrutnym żartem lub typową niewiedzą. Trzeba reprezentować minimumwiedzy historycznej, chyba że mamy chęć powielać podłą propagandę komunistyczną. Tak jak napisał Rafał Ziemkiewicz, ci co twierdzą, że ich przodkowie walczyli podczas Powstania z ONR, musieli być w SS albo Gestapo. To jest jedyne wytłumaczenie.

Podziemie ruchu narodowego to potężna i karna struktura walcząca z Niemcami i z sowietami oraz polskimi komunistami. Komuniścinienawidzili partyzantów narodowych za ich bezkompromisowość, ideowe przeciwieństwo. Dlatego byli mordowani i zwalczani przez cały okres komuny w Polsce. Nawet próbowano wymazać ich z kart historii. Niemcy okrutnie mścili się za mocne anty-germańskie poglądy narodowców. Warto choćby wspomnieć ścięcie toporem kilkunastu młodych endeków w Poznaniu. Historycy pokazują setki przykładów heroicznej walki z Niemcami.

Na Białostocczyźnie z kolei powinniśmy pamiętać o tym, że NOW (Narodowa Organizacja Wojskowa), NSZ (Narodowe Siły Zbrojne), Konfederacja Narodu, NZW (Narodowe Zjednoczenie Wojskowe), miały wielkie poparcie społeczne i najdłużej walczyły z okupantami Polski. Ta tradycja szczególnie była widoczna w zaściankach ziemi wysokomazowieckiej, w tym w takich wsiach jak Truskolasy, gdzie większość mieszkańców popierało i wspierało tzw.narodówkę. Przykre, że pan Truskolaski tego nie pamięta.

Dariusz Wasilewski

 

źródło:

Prosto z Mostu
Polub fanpage Prosto z Mostu na Facebooku
REKLAMA

Komentarze