REKLAMA

SKALSKI: Kurestwo zwane realizmem

SKALSKI: Kurestwo zwane realizmem

REKLAMA

Polska debata kresowa – o ile rzeczywiście jest wciąż polska i jeśli naprawdę dotyczy Kresów Wschodnich – to klasyczny przykład stosowania języka postmodernizmu, postpolityki, a wreszcie: post-prawdy – pisze Marcin Skalski.

Jeden z podejrzewanych o sprzyjanie ukraińskiej racji stanu byłych polityków, obecnie trudniący się zawodowym byciem ekspertem od wszystkiego, a od Europy Wschodniej szczególnie, nie może się nachwalić decyzji o wycofaniu się polskiego rządu z umieszczania kresowych wizerunków w paszportach. Sposób, w jaki argumentuje swoje stanowisko, jest pozornym zwycięstwem jego antagonistów.

Na łamach internetowego wydania jednego z czołowych periodyków ów były polityk twierdzi, że kapitulancką postawę nakazuje nam „realizm”. Warto zaznaczyć, że ten były wiceminister spraw zagranicznych był jednym ze sterników polskiej dyplomacji, formułował rację stanu, a na dodatek infekował swoją postawą ministerialnych urzędników niższego szczebla. Owoce tego wszyscy widzimy.

Z kolei inny publicysta, tym razem odwołujący się do rzekomych „korzyści”, łaja zwolenników umieszczenia motywów kresowych w polskich paszportach, zżymając się zarazem na porównanie do nadużywającego mocnych trunków komuszka, który ongiś zajmował w Rzeczypospolitej prezydencki stolec, z jego wyborczym hasłem „Wybierzmy przyszłość!”.

Retoryka odwołująca się do realizmu i policzalnych dla polskiej racji stanu korzyści jest rzeczywiście właściwa obozowi narodowemu i jako taka jest też jego zwolennikom droga. Skoro jednak wszyscy mogą być „realistami”, to tym bardziej trzeba się od tego pojęcia zdecydowanie odciąć i pozostawić go oponentom. Niedługo bowiem może się okazać, że właściwie każdy jest już nie tylko „realistą”, ale i „narodowcem”, a sam Dmowski – gdyby tylko zmartwychwstał – odsądziłby od czci i wiary pomysłodawców uwiecznienia wizerunków Ostrej Bramy i Cmentarza Orląt Lwowskich w polskich dokumentach.

Powiedzmy sobie szczerze i przyznajmy uczciwie – jeśli jedyną konsekwencją upamiętnienia wizerunków tych miejsc ma być pogorszenie relacji z Litwą i Ukrainą, to nie jest to cena wygórowana. W przeszłości dochodziło już przecież do o wiele gorszych dla stosunków polsko-litewskich czy polsko-ukraińskich sytuacji. Gdyby mierzyć zasadność podejmowanych działań jedynie tym kryterium, to sens traci właściwie cała obrona Lwowa w roku 1918 czy też przychylenie się do woli większości ludności Wilna i przyłączenie miasta do Polski. Jeśli ktoś upiera się przy tym, że rezygnacja z egzekwowania racji stanu jest synonimem realizmu, to nie ma sensu zabronić mu się upajać faktem bycia „realistą”. Być może jest to forma rekompensaty, samo-usprawiedliwienia własnej kapitulanckiej postawy wobec pamięci i powinności swojej wspólnoty narodowej. Poczucie „realizmu” to bodaj jedyne, co zostało przeciwnikom żywej pamięci o Ziemiach Wschodnich – a więc takiej, z której wynikają konkretne powinności dla obecnych i przyszłych pokoleń.

Jeśli bowiem ktoś jest w stanie zupełnie za darmo i to pod wpływem obcych stolic wycofać się z tak symbolicznego uhonorowania heroicznej przeszłości czy świętych dla narodu miejsc, to tym bardziej nie będzie w stanie upomnieć się o pomyślność pokoleń żyjących i przyszłych. Ta świadomość musi być tak uwierająca, że uśmierzyć ją może jakże szlachetne i rozumne uzasadnienie własnej postawy realizmem. Dlatego właśnie licytacja na to, kto bardziej trzeźwo patrzy na stosunki międzynarodowe i rację stanu, jest bezcelowa.

W gruncie rzeczy nie chodzi przecież o wizerunek takiego czy innego miejsca w polskim paszporcie. Podstawowym pytaniem jest, po co właściwie ginęły Orlęta Lwowskie, skoro dzisiaj „realizmem” jest odrzucanie pamięci o nich na każdym niemal kroku? Czy to lwowskie dzieci nie były „realistami” czy też z nami jako współczesną zbiorowością jest coś nie w porządku?

REKLAMA

„Kochany tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę tyle sił, by służyć i wytrzymać. Obowiązkiem moim jest iść, gdy mam dość sił, bo braknie ciągle ludzi do oswobodzenia Lwowa” – napisał w swoim ostatnim liście do ojca 14-letni obrońca Lwowa Jurek Bitschan.

Powyższe słowa są o tyle imponujące, że faktycznie zostały przekute w czyn. Jurek zginął na polu bitwy, zajmując stanowisko na Cmentarzu Łyczakowskim. Sam później spoczął na wydzielonej wojskowej części nekropolii, zwanej Cmentarzem Obrońców Lwowa. Między odwagą Jurka Bitschana a postawą władyków III Rzeczypospolitej jest tak wielka przepaść, że logiczną konsekwencją musi być, jest i zapewne będzie zamilczanie postaci jego pokroju. Jeśli bowiem on był bohaterem, to kim są z kolei ci, którzy stawiają wyżej dobre samopoczucie Ukraińców od naszej pamięci o nim? Nie od dziś wszak wiadomo, że polityka III RP wobec Ziem Wschodnich to pasmo kompromitacji i zbyt wiele funkcjonuje w życiu publicznym osób, które mają interes w ukrywaniu tego faktu. Własne zaprzaństwo, jak już wspomniano, można przecież nazwać realizmem.

Polska debata kresowa – o ile rzeczywiście jest wciąż polska i jeśli naprawdę dotyczy Kresów Wschodnich – to klasyczny przykład stosowania języka postmodernizmu, postpolityki, a wreszcie: post-prawdy. Następuje całkowite odwrócenie pojęć: realizm jest przeciwieństwem tego, co pierwotnie oznacza, „dobre” stosunki z sąsiadami są korzystne dla wszystkich – ale nie dla nas samych, „złe” stosunki zaś – to takie, w ramach których egzekwujemy rację stanu w sposób suwerenny. Jest to więc dyskurs, który nie ma prawa ująć istoty rzeczy.

Plwajmy na tę skorupę i zastąpmy do głębi – nie interesują nas przecież szyldy i nazewnictwo. Interesuje nas przede wszystkim treść polityki bez względu na to, jaki przydomek jej nadamy. Zwycięstwem nie jest to, że prawie każdy chce być realistą, nawet jeśli w normalnym dyskursie nigdy by tak nie został nazwany.

Pamiętajmy jednak, że rzeczywistym przeciwieństwem realizmu nie jest właściwie rozumiany sentymentalizm i słusznie przejawiane emocje, lecz jedynie sprzedajność i kurestwo.

 

Ilustracja przedstawia Łuk Chwały na Cmentarzu Obrońców Lwowa, figury lwów trzymają tarcze z dewizą miasta „Zawsze wierny – Tobie Polsko”

 

autor:

Marcin Skalski
REKLAMA

Komentarze