REKLAMA

K. Kaźmierczak: Rząd PiS bierny wobec wahabickiej infiltracji [OPINIA]

K. Kaźmierczak: Rząd PiS bierny wobec wahabickiej infiltracji [OPINIA]

REKLAMA

Szef najstarszej organizacji muzułmanów z Polsce zapowiada stworzenie w Białymstoku instytucji we współpracy z rządem Arabii Saudyjskiej. Polskie władze pozostają bierne od lat popierając jego osobę. W tle przenikanie obcych tendencji ideologicznych do środowiska polskich Tatarów.

 

Mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej Tomasz Miśkiewicz ogłosił 15 stycznia, że stworzy w Białymstoku Muzułmańskie Centrum Kultury i Edukacji. Nie budziłoby to wielkich zastrzeżeń, Podlasie jest przecież regionem zamieszkanym autochtonicznie przez polskich Tatarów, jednak Miśkewicz, sam wywodzący się z tej społeczności, podkreślił, że nowa muzułmańska instytucja ma być „podarunkiem Arabii Saudyjskiej”.

 

Państwo misyjne

 

Prezenty Arabii Saudyjskiej zgodnie z uniwersalnym mechanizmem dyplomacji nigdy nie są nie tyle za darmo, co na darmo. Zawsze kryje się za nimi pewien polityczny cel. Nie chodzi przy tym o zwykły cel polityczny, w postaci podbudowy standardowej soft power, zwiększającej pośredni wpływ na obdarowany kraj. Arabia Saudyjska to od zarania kraj misyjny. Protoplasta dynastii Saudów, jeszcze jako kacyk pogrążonej w piaskach pustyni mieściny Dirija zawarł w 1744 r. pakt z Muhammadem abd al-Wahhabem, twórcą nowej sekty w obrębie islamu sunnickiego.

 

On i jego zwolennicy, nazwani wahabitami, na podobieństwo  niegdysiejszych radykalnych protestantów na gruncie chrześcijaństwa, aspirowali do „oczyszczenia” islamu z jego tradycji historycznej, skażającej według nich naukę i praktykowanie wiary. „Oczyszczenie” miało prowadzić w kierunku literalnego odczytywania jego świętych pism: Koranu i sunny. Podobnie jak u wczesnych purytan poszedł za tym absurdalny kazuizm w regulowaniu praktyk życia codziennego i obyczajów, tłumaczeniu zjawisk, którymi zajmuje się nauka czy w końcu stanowieniu ładu politycznego.

 

Współpraca z wahabitami pozwoliła Saudom, nie bez wsparcia Brytyjczyków, podbić większą część Półwyspu Arabskiego i stworzyć silne królestwo. Sekciarska ideologia wahabitów dała też Saudom silną legitymizację dla całkowitego skupienia władzy w ręku rodu a właściwie kolejnych wydanych z niego władców, Arabia Saudyjska pozostaje bowiem w XXI wieku monarchią absolutną. Na tej ideologii opierali się Saudowie odpierając presję silnego w drugiej połowie XX wieku panarabskiego nacjonalizmu czy innych świeckich ideologii. Nie tylko wewnątrz kraju. Rychło spostrzegli oni, że eksport ideologii często bywa równoznaczny z rozszerzaniem wpływów politycznych, a co najmniej z destabilizacją innych państw, szczególnie w przypadku ideologii tak specyficznej jak wahabizm.

 

Dotyczy to nie tylko państw Bliskiego Wschodu. Paradoksalnie zresztą w niektórych z nich ostrożność w przyjmowaniu „darów” Arabii Saudyjskiej był i jest większa niż w państwach Europy Zachodniej gdzie Saudowie rozwijają swoją misję już od lat sześćdziesiątych XX wieku, za pośrednictwem Światowej Ligi Muzułmańskiej. Dziś nawet w najbardziej skorodowanych ideologią multikulturalizmu jej działalność zaczyna podlegać obostrzeniom. W ubiegłym roku parlament Belgii podjął działania na rzecz uchylenia nadzoru Ligi nad Wielkim Meczetem Brukseli, który został nota bene stworzony właśnie za pieniądze Saudyjczyków. Belgijscy parlamentarzyści zajęli się ekspozyturą wahabizmu po tym, gdy miejscowe służby specjalne zidentyfikowały Wielko Meczet jako rozsadnik dżihadyzmu, wykrywając dziewięciu członków organizacji terrorystycznych wśród jego słuchaczy.

 

Według zeszłorocznego raportu brytyjskiego think-tanku Henry Jackson Society Saudowie wydali w ciągu 50 lat na promowanie na świecie 86 miliardów dolarów. To więcej niż wydał  Związek Radziecki na promowanie ideologii komunistycznej. Za pieniądze te powstało ponad 1500 meczetów i setki centrów kultury muzułmańskiej. Do rangi symbolu urasta fakt, że Saudyjczykami było 15 spośród 19 sprawców ataków terrorystycznych z 11 września 2001 r., które otworzyły nową erę terrorystycznego dżihadu.

 

Gdy po 14 latach amerykański Kongres zdecydował się w końcu na odtajnienie 28 stron raportu dotyczącego zamachów, przygotowanego w 2002 r. okazało się, że znajdowały się na nich sugestie, iż sprawcy ataków kontaktowali się z pięcioma osobnikami mogącymi mieć powiązania z saudyjskimi służbami specjalnymi. Nie wiadomo nic o potwierdzeniu tych poszlak przez dalsze działania wywiadowcze, okazały się jednak one na tyle poważne, że dały podstawę rodzinom 850 ofiar zamachów z 2001 do pozwania w 2017 r. państwa saudyjskiego przed Sądem Federalnym w Nowym Jorku pod zarzutem wspierania Al-Kaidy przez funkcjonariuszy tego państwa.

Rola Saudów i ich poddanych we wspieraniu najbardziej skrajnych form zbrojnego islamizmu stała się ostatecznie jasna dla wszystkich obserwatorów trwającego już niemal siedem lat konfliktu w Syrii. By osiągnąć cel obalenia, zdefiniowanego jako wróg, prezydenta Baszara al-Asada, z Arabii Saudyjskiej szerokim strumieniem popłynęły pieniądze możnych szejków, a niewiele węższym potokiem ochotnicy do wahabickich ugrupowań zbrojnych, często uprzednio zwalniani z saudyjskich więzień.

 

>>>Czytaj także: “Meczet za pieniądze Arabii Saudyjskiej w Białymstoku? MSWiA ma zbadać sprawę”<<<

 

Medyński absolwent

 

W istocie deklaracja przewodniczącego Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej nie jest jednostkowym problemem, jest symptomem niezwykle niebezpiecznej tendencji ideologicznego infekowania środowiska polskich muzułmanów. Islam jest częścią polskiej historii. Istnieje forma islamu, którą można nazwać polską, która wpisała się w polską kulturę w takim stopniu w jakim praktykowanie w jej ramach religii Mahometa pozwoliło Tatarom zintegrować się z polskim narodem i w pełni zidentyfikować z nim.

 

Nie piszę tu o banalnej tolerancji, czy „harmonijnym współżyciu” rodem z namolnych agitek. Nasi rodacy muzułmanie dali przez kilka wieków polskiej historii aż nadto dowodów, często spisanych czerwonym tuszem przelanej krwi, że byli i są Polakami par excellence. Brali udział w kolejnych powstaniach, walczyli o granice II RP, w której armii mieli nawet początkowo własny Pułk Jazdy Tatarskiej. Polskie Tatarki nie zawijają się w mniej lub bardziej szczelne chusty, a drewniany meczet w Kruszynianach przypomina raczej sąsiadujące z nim na Podlasiu katolickie kościoły i małe cerkiewki. Nie różnią się nazwiskami, najczęściej nawet nie imionami, mówią tym samym polskim językiem. Jak długo?

 

W MZR, najstarszej organizacji muzułmanów w Polsce, tradycyjnie, od 1925 r. tworzonej przez Tatarów i funkcjonującej nawet w czasach komunizmu, w 2012 roku doszło do poważnego sporu. W listopadzie 2012 roku kongres organizacji dokonał rozdzielenia stanowiska muftiego i przewodniczącego MZR decydując, że na tym drugim stanowisku Tomasza Miśkiewicza zastąpi Tomasz Teodorowicz. Ten pierwszy nie pogodził się jednak z decyzją delegatów Związku i nie oddał władzy.

 

Wiele mediów i sam Miśkiewicz ukazywało ten konflikt w kategoriach personalnej rozgrywki o władzę i pieniądze. Przeciwnicy oskarżają bowiem Miśkiewicza o dążenie do monopolizacji zysków z certyfikacji uboju rytualnego – w grę chodzącą setki tysięcy złotych rocznie, które zamiast do kasy MZR zaczęły przepływać swego czasu na konto firmy żony muftiego. Było to zresztą przyczyną ostrego konfliktu w Centrum  Kultury Islamu kontrolującego warszawski meczet przy ul. Wiertniczej. Miśkiewicz próbował przejąć go poprzez istny zajazd z pracownikami agencji ochrony 4 lipca zeszłego roku, ale ostatecznie próbę przejęcia udaremniła policja, a sprawa znalazła się pod lupą warszawskiej prokuratury.

 

Ciągnący się do dzisiaj spór ma jednak dużo większą stawkę. 40-letni Miśkiewicz już w wieku lat 15 wyjechał do Syrii a następnie Sudanu by zgłębiać nauki religijne. W 1993 r. otrzymał stypendium Arabii Saudyjskiej i rozpoczął naukę w tamtejszym Instytucie Nauczania Języka Arabskiego dla Obcokrajowców. Następnie wstąpił na wyższe studia teologiczne na Uniwersytecie Islamskim w saudyjskiej Medynie, gdzie ukończył specjalizację prawo szariackie. Po powrocie do kraju w 2000 r. stanął na czele białostockiej gminy muzułmańskiej a w 2004 r. objął przewodnictwo w MZR, zyskując także tytuł muftiego. Szefując białostockiej gminie muzułmańskiej, do 2010 roku był jednocześnie zwierzchnikiem wspomnianego warszawskiego Centrum Kultury Islamu.

 

REKLAMA

Miśkiewicz ma wśród polskich Tatarów opinię człowieka dążącego do jego „oczyszczenia” z lokalnej specyfiki. Medyńskie nauki nie poszły w las. Miśkiewicz dąży do integracji społeczności tatarskiej z imigrantami z państwa muzułmańskich, których społeczności już w tej chwili znacznie przerastają liczebnie naszych rdzennych muzułmanów. Charakterystyczne, że gdy obwieścił w pałacu prezydenckim, że odbierze „podarunek od Arabii Saudyjskiej” Miśkiewicz uznał za stosowne podkreślić, że przemawia „w imieniu społeczności muzułmańskiej w Polsce, nie tylko Tatarów polskich”.

 

W zeszłym roku tygodnik „Polityka” ustalił, że korzysta z dotacji saudyjskiej organizacji Al-Rabita oraz rządowej Tureckiej Agencji Współpracy Międzynarodowej i Rozwoju. To miało się zresztą stać przyczyną tego, że miejscowi tatarski imam w Suchowoli został zastąpiony przez Miśkiewicza przybyszem z Turcji. Turcy zarządzają teraz nawet muzułmańskim cmentarzem w Warszawie. Jedynym uznawanym obecnie przez Miśkiewicza meczetem w centrum kraju jest turecki meczet Warszawa-Fatih w Raszynie. „Świat jest taki, że wszyscy się jednoczą. Jednoczy się Europa, to muzułmanie też powinni się jednoczyć” – cytował niedawno słowa Miśkiewicza portal PCh24.pl.

Obejrzyj także:

 

Wsparcie władz

 

To co niepokoi najbardziej to fakt, że Miśkiewicz cały czas korzysta ze wsparcia władz państwowych. Już w 2006 roku prezydent Lech Kaczyński uznał za stosowne odznaczyć go Srebrnym Krzyżem Zasługi, a w 2011 roku jego następca Bronisław Komorowski dodał do niego Złoty Krzyż Zasługi. Muzułmański działacz może nosić je obok Srebrnego Medalu zaangażowania na rzecz dialogu jaki w 2008 r. przyznał mu król Arabii Saudyjskiej. Można to potraktować jako symbol tego, że przez kolejne lata, kolejne polskie rządy stają po stronie Miśkiewicza przeciw większości tatarskiej społeczności. Już wkrótce po rozgorzeniu konfliktu w ramach MZR w 2012 r. ówczesne Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji wydało opinię, opierając się na ustawie o stosunku państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP  z 1936 r., że funkcja muftiego jest dożywotnia i łączy się z funkcją przewodniczącego MZR.

 

Tatarscy przeciwnicy wgłębili się zatem w przepisy ustawy i odkryli, że chętnie powołujący się na nią Miśkiewicz został powołany na stanowisko muftiego wbrew jej zapisom – w 2004 roku nie miał 40 lat, odpowiedniego poziomu wykształcenia religijnego, nie znał też dwóch języków obcych. Na tej podstawie zwołali z październiku 2016 r. Wszechpolski Elekcyjny Kongres Muzułmański, który ściśle według ustawowych zapisów powołał na muftiego imama gminy w Kruszynianach, wywodzącego się z starej tatarskiej rodziny Janusza Aleksandrowicza. Miśkiewicz natychmiast oprotestował te działania wobec organów państwa.

 

17 lipca 2017 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydało zaświadczenie, że Miśkiewicz nadal jest muftim. Poza zupełnie niezrozumiałym popieraniem  osoby tak kontrowersyjnej zarówno w środowisku Tatarów, jak i z punktu widzenia interesu narodowego, działania Ministerstwa mają i ten skutek, że wzbudzają coraz większą frustrację w tej społeczności i wrogość wobec nadzoru państwa nad jej życiem religijnym. Świadczy o tym chociażby zeszłoroczny list Aleksandrowicza do MSWiA oprotestowujący działania resortu. Jego zwolennicy, przeciwni Miśkiewiczowi, domagają się nowelizacji ustawy regulującej funkcjonowanie MZR.

 

Sytuacja w której Arabia Saudyjska zaczyna sponsorować instytucje muzułmańskie w Polsce powinna więc wywołać nie tyle żółte co czerwone światło ze strony stosownych władz. To czerwone światło powinno być zapalone tym, którzy są pośrednikami saudyjskich wpływów w Polsce. Na razie władze wspierają Miśkiewicza a wobec jego inicjatywy 21 stycznia minister spraw wewnętrznych i administracji zdobył się tak stanowczy ruch jak wpis na Twitterze, w którym stwierdził, że polecił „odpowiednim departamentom” w swoim resorcie „monitorowanie tej sprawy”. Jak dodał – „nie wydaje mi się aby odlegli ,kulturowo, mentalnie, historycznie i geograficznie ortodoksyjni saudyjscy wahabici mieli wspierać polskich Tatarów którzy zawsze mogli liczyć na wsparcie własnej Ojczyzny”.

 

Cieszę się, że Joachim Brudziński dostrzega zagrożenie. Jednak słuszne poglądy i konstatacje to zdecydowanie za mało, odkąd ponad dwa lata temu przestał być posłem opozycji, stając się jednym z najbardziej wpływowych polityków partii rządzącej niepodzielnie naszym państwem, by w końcu sformalizować swoje wpływy przejmując stanowisko głównego odpowiedzialnego za bezpieczeństwo wewnętrzne. Tymczasem Bronisław Talkowski, przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w głównym tradycyjnym ośrodku tatarskim w Polsce – Kruszynianach, przyznał, że wysunięty przez Miśkiewicza projekt centrum muzułmańskiego ma się nijak do rzeczywistych potrzeb niezbyt licznego środowiska muzułmanów w Białymstoku, znacznie te potrzeby przerastając. Jego pogląd popiera szereg innych przedstawicieli społeczności tatarskiej. Władze państwowe nie podejmują tej argumentacji.

 

O tym jak pewny swojej pozycji jest Miśkiewicz świadczy, że zdecydował się ogłosić koordynowaną przez siebie saudyjską inwestycję właśnie na dorocznym spotkaniu prezydenta z przedstawicielami wspólnot religijnych. A  ministra spaw wewnętrznych stać tylko jeden tweet, by już cztery dni później godzinami grzmieć z mównicy sejmowej i mediach „zero tolerancji dla totalitaryzmów” w odpowiedzi na medialny spektakl z kabotynami od tortu z wafelkową swastyką w roli głównej.

 

>>>Czytaj także: Dzień Islamu coraz bliżej. Przed nami między innymi wspólna modlitwa katolików i islamistów<<<

 

Sojusznik Wielkiego Brata

 

Skąd bierze się ten imposybilizm Prawa i Sprawiedliwości, by przywołać sformułowanie chętnie używane przez Jarosława Kaczyńskiego ukazującego swoją partię jako jedyną siłę polityczną zdolną przywrócenia państwu polskiemu mocy sprawczej i podmiotowości wewnętrznej i zewnętrznej? Właśnie pod władzą w PiS, Polska wpada w koleiny, którymi od dekad podążają państwa Europy Zachodniej, gdzie za swobodę działalności wahabitów społeczeństwa musiały zapłacić rachunek krwi w kolejnych zamachach terrorystycznych. Czy mamy do czynienia jedynie z inercją czynnika politycznego w resorcie połączoną z ignorancją urzędników? A może wpływ na to ma całokształt rozumienia podmiotowości przez obóz PiS i wynikająca z niego polityka zagraniczna?

 

Dla obecnego obozu rządzącego wiązanie, czy wręcz utożsamianie interesu narodowego Polski z interesami Stanów Zjednoczonych stało się aksjomatem. Znajduje to wyraz w praktycznym dostosowaniu wszystkich posunięć naszej polityki zagranicznej, do polityki Waszyngtonu. Przejawia się to także w polityce wobec Bliskiego Wschodu. Amerykanie uznali za wroga walczącego z salafitami Baszara al-Asada, wkrótce stał się on wrogiem także dla Polski. Najpierw nasza ambasada w Damaszku podjęła się oficjalnie reprezentowania w Syrii interesów USA, po czym w 2012 r. została zamknięta.

 

Polscy piloci wspierają skupioną wokół Amerykanów koalicję militarną działającą w Syrii, która w istocie dąży do rozmontowania jej integralności terytorialnej, wspierając rebelianckie Syryjskie Siły Demokratyczne. Donald Trump szuka pretekstu dla wysadzenia w powietrze korzystnej dla wszystkich umowy w sprawie irańskiego programu atomowego, Andrzej Duda jak na zamówienie w wystąpieniu na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ ukazuje kwestię irańskiego sektora nuklearnego jako problematyczną, tuż obok kwestii Korei Północnej. Nie można wykluczać, że i stosunek naszych władz wobec działań Saudyjczyków warunkowany jest postawą ich waszyngtońskiego seniora.

 

Donald Trump z pierwszą swoją wizytą zagraniczną udał się do Rijadu. Z Saudami konferował, a nawet odprawiał tradycyjne tańce z szablami, w zupełnie kordialnej atmosferze. Owocem wizyty było podpisanie pakietu umów handlowych na rekordową sumę 350 mld dolarów. Z tego 110 mld to wartość umów związanych z zakupem amerykańskiego uzbrojenia, w tym okrętów Littoral Combat Ships, śmigłowców Black Hawk i Chinook oraz systemu przeciwbalistycznego THAAD. Trump w przeciwieństwie do Obamy nie zachowywał nawet pozorów krytycyzmu wobec suadyjskiej interwencji militarnej w Jemenie, która przyczyniła się do stanu katastrofy humanitarnej w tym kraju. Obecny prezydent USA stanął po stronie Saudów nawet wtedy gdy wraz ze swoimi sprzymierzeńcami zarządzili w zeszłym roku całkowitą blokadę Kataru grożąc niewielkiemu emiratowi atakiem, choć to właśnie Katar gości największą bazę wojskową Amerykanów na Bliskim Wschodzie.

 

Dziś nie ma wątpliwości, że bliskowschodnia polityka Trumpa kroczy na dwóch nogach – izraelskiej i właśnie saudyjskiej. Czyżby stąd wynikała wstrzemięźliwość rządu Morawieckiego wobec saudyjskiej infiltracji w Polsce? Bez względu na to czy podejrzenia tę są słuszne czy nie, wstrzemięźliwość ta jest kolejnym potwierdzeniem tego w jak ułomny sposób, wbrew szumnej retoryce, PiS reprezentuje polskie interesy narodowe. Dziwi tylko jedno – bierność środowisk narodowych, stawiających wszak zagadnienie ochrony narodu przed agresją ideologiczno-kulturową z zewnątrz w centrum swojej refleksji.

 

autor:

Karol Kaźmierczak – autor jest członkiem redakcji portalu Kresy.pl
REKLAMA

Komentarze