REKLAMA

Recenzja „Jan Hardy – Niniwa” Jakuba Kijuca

Recenzja „Jan Hardy – Niniwa” Jakuba Kijuca

Niniwę przeczytałem już jakiś czas temu, ale dopiero warsztaty komiksowe w Lublinie, na których spotkałem Jakuba Kijuca, skłoniły mnie do głębszego przyjrzenia się temu numerowi Jana Hardego. Nie chcę wam zdradzać fabuły, ale jeżeli coś mi się wymsknie to z góry przepraszam.

REKLAMA

 

Po długiej nieobecności Jana Hardego na Ziemi zaszły pewne zmiany. Niniwa, czyli miasto, do którego przybywa, jest postapokaliptycznym gruzowiskiem. Muszę przyznać, że styl, w którym rysuje Jakub Kijuc, świetnie nadaje się do przedstawionego nam świata. Dalej będę stał przy stanowisku, że twórca Hardego rysuje brutalnie, co pomaga dostrzec nam brutalną prawdę o moralnym rozkładzie miasta i jego mieszkańców. Nazwa miasta nie jest przypadkowa, komiks dużo czerpie z Księgi Jonasza. Jan Hardy, tak jak prorok Jonasz, ucieka od swojego przeznaczenia, co przysparza mu wielu problemów. „Jan Hardy – Niniwa” każe nam  zastanowić się nad swoim działaniem, no bo kim my jesteśmy, żeby kwestionować plan Boga, jak możemy mieć w Jego obliczu jakieś własne interpretacje?

W komiksie powraca również wątek rodziny Jana, pamiętajmy, że od serii „Żołnierz Wyklęty” bohater nie widział swoich dzieci. Niniwa może być czymś bardzo ważnym dla całego universum, dam głowę, że w jednym kadrze jest dwóch Janów Hardych, z czego jeden zdecydowanie nie chce być zauważony.

Komiks jest uzupełniony o „akta” dwóch najpopularniejszych bohaterów ze świata Hardych, także osobom nienawykłym do czytania komiksów będzie łatwiej się we wszystkim połapać. Całym sercem polecam „Niniwę” i czekam na kolejny zeszyt, zwłaszcza, że autor zakończył opowieść w momencie, który domaga się kontynuacji.

Paweł Król

źródło:

Narodowcy.net
Polub fanpage Narodowcy.net na Facebooku
REKLAMA

Komentarze