REKLAMA

Polscy deputowani wciąż ignorują fundamentalne głosowania w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy

Polscy deputowani wciąż ignorują fundamentalne głosowania w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy

Polscy parlamentarzyści wchodzący w skład Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (PACE) nadal notorycznie opuszczają ważne głosowania dotyczące fundamentalnych kwestii. Większość deputowanych z naszego kraju była nieobecna, gdy głosowano nad rezolucjami na temat m.in.  promocji ideologii gender, czy zwalczania „mowy nienawiści” wobec zwolenników ideologii LGBT. Z najnowszych danych zebranych przez Instytut Ordo Iuris wynika, że nadal większość kontrowersyjnych rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy podejmowana jest pod nieobecność posłów i senatorów z Polski.

O takim problemie Instytut Ordo Iuris informował już w styczniu, przedstawiając dane za 2017 i 2018 rok. W 2019 r. sytuacja nie uległa znaczącej poprawie. W ostatnim roku polscy parlamentarzyści znowu opuścili wiele ważnych głosowań. 

W czerwcu Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję wzywającą do pełnego wdrażania Konwencji stambulskiej, która zobowiązuje władze do promowania w szkołach, mediach i w instytucjach publicznych ideologii gender, zacierającej naturalne różnice między kobietami a mężczyznami. Rezolucja wzywa również do realizacji zaleceń tzw. Komitetu GREVIO, który – o czym Instytut już informował– oczekuje od państw-stron Konwencji m.in. genderowej indoktrynacji dzieci już od wieku przedszkolnego oraz przeciwdziałania „stereotypom” przejawiającym się w szacunku dla tradycyjnej rodziny. Rezolucja została przegłosowana niemal jednomyślnie. W głosowaniu wzięło udział zaledwie dwoje parlamentarzystów z Polski, z czego jeden (z Kukiz’15) głosował „za”, a drugi (z PiS) wstrzymał się od głosu.  

W kwietniu Zgromadzenie przyjęło z kolei rezolucję, w której postuluje się wprowadzenie cywilnych, administracyjnych i karnych sankcji za „mowę nienawiści” wobec zwolenników ideologii LGBT. Z uwagi na fakt, że pojęcie „mowa nienawiści” nie zostało zdefiniowane w żadnym akcie prawa międzynarodowego, wprowadzenie takich sankcji stanowiłoby poważne zagrożenie dla wolności słowa osób, które sprzeciwiają się ideologicznym postulatom ruchu LGBT, takim jak przyznanie konkubinatom jednopłciowym przywileju adoptowania dzieci. Także i ta rezolucja została przyjęta niemal jednomyślnie. W głosowaniu uczestniczyło troje parlamentarzystów z Polski, z czego dwóch głosowało „za” (z PO oraz Kukiz’15), a jeden wstrzymał się od głosu (z PiS). 

Natomiast w styczniu Zgromadzenie uchwaliło rezolucję w sprawie dyskryminacji w zatrudnieniu, w której wzywa do „zwalczania uprzedzeń i stereotypów dominujących w społeczeństwie” oraz wprowadzenia prawnego obowiązku promowania „różnorodności” przez pracodawców z sektora publicznego. W rezolucji nie wyjaśniono, na czym polegają stereotypy wymagające zwalczania, ani co należy rozumieć przez różnorodność, ale w kontekście utrwalonego już języka europejskich instytucji można domniemywać, że chodzi o przyznawanie dodatkowych przywilejów na rynku pracy osobom identyfikującym się jako LGBT oraz zwalczanie przekonań ludzi, którzy opowiadają się za naturalnym modelem rodziny. Rezolucja została przyjęta prawie jednomyślnie, w obecności jednego parlamentarzysty z Polski (z PO), który głosował „za”. 

 „Rezolucje Zgromadzenia Parlamentarnego nie mają wiążącego charakteru, ale odgrywają istotną rolę przy interpretacji prawa międzynarodowego, które Polska jest obowiązana przestrzegać. W efekcie rezolucja promująca ideologię gender albo postulaty lobby LGBT może być wykorzystywana przez instytucje międzynarodowe do wywierania nacisku na polskie władze w celu dostosowania krajowego porządku prawnego do postulatów ruchów lewicowych” – skomentowała Magdalena Olek, p.o. Dyrektora Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris. 

Zgromadzenie Parlamentarne jest organem doradczym Komitetu Ministrów i zarazem jedyną paneuropejską reprezentacją parlamentów narodowych państw wchodzących w skład Rady Europy. Zasiada w nim 648 przedstawicieli parlamentów krajowych, a ilość delegatów zależna jest od liczby mieszkańców danego państwa. W posiedzeniach z reguły uczestniczy od kilkudziesięciu do dwustu osób, przez co nawet nieliczne, ale dobrze zorganizowane delegacje narodowe mają szansę na przeforsowanie swojego stanowiska pod nieobecność delegacji nieobecnych.

W skład polskiej delegacji wchodzi 24 posłów i senatorów, przy czym 12 z nich ma status pełnoprawnego członka, a pozostałych 12 jest zastępcami i mają prawo głosu jedynie pod nieobecność parlamentarzysty, którego zastępują. W skład delegacji wchodzą parlamentarzyści z niemal wszystkich partii politycznych obecnych w Sejmie i Senacie – Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej–Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Kukiz’15. 

Według danych zebranych przez Instytut Ordo Iuris, niska frekwencja dotyczy przedstawicieli wszystkich ugrupowań politycznych. W 2017 roku 22 członków delegacji opuściło ponad połowę głosowań, z czego 5 członków nie było obecnych na ani jednym głosowaniu. W 2018 roku frekwencja pogorszyła się – 23 członków delegacji nie było obecnych na ponad 3/4 głosowań, z czego 7 członków nie uczestniczyło w ani jednym głosowaniu.  W 2019 roku frekwencja uległa tylko nieznacznej poprawie – 3/4 lub więcej głosowań opuściło 17 członków delegacji, z czego 5 nie było obecnych na ani jednym. Jedynie 3 polskich parlamentarzystów było obecnych na co najmniej połowie głosowań. 

REKLAMA

Komentarze