REKLAMA

Patrioty a polski przemysł zbrojeniowy

Patrioty a polski przemysł zbrojeniowy

Przeżyliśmy w Polsce wiele rozczarowań płynących z próby odbudowania polskiego przemysłu obronnego. Na własnej skórze musimy dochodzić w tej materii do prawd starych i znanych innym od dawna. Rytm naszej odbudowy określi jednak tylko odpowiednio ukształtowane państwo, a to dopiero melodia przyszłości.

Na pewno polityka nastawiona na odbudowę przemysłu zbrojeniowego jest w dzisiejszych czasach polityką odważną. Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku nastawienia na rodzimą zbrojeniówkę. Z tego powodu każda decyzja, każde nowe założenie i wprowadzenie inwestycji wymaga od rządu niezwykłej dyscypliny, bowiem błąd może skutkować załamaniem się strategicznych sektorów gospodarki. Z drugiej strony, czy bez błędów i wypaczeń można stworzyć coś wielkiego? Pewnym jest, że ten wielki rozwój to warunek konieczny dla budowy naszego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego.

REKLAMA

Nasuwa się pytanie czy w przebudowie przemysłu, czyli de facto budowie potencjału gospodarczego, element moralny powinien wyjść naprzód, przed motyw ekonomiczny. Widząc poczynania dzisiejszego rządu wyciągamy zupełnie inne wnioski – na pierwszy plan wysuwa się polityka sukcesu. Byłabym nieobiektywna jeśli nie napisałabym o tym, że (zwłaszcza w porównaniu z poprzednim rządem) sukcesy są. Jednak z tego, że one są nie wynika rzecz oczywista – że kreujemy politykę obronną dostatecznie szybko w stosunku do swoich potrzeb.

Kilka dni temu, szef Ministerstwa Obrony Narodowej poinformował, że podpisano memorandum w sprawie zakupu baterii rakiet Patriot w najnowocześniejszej konfiguracji, czyli takiej jakiej używają wojska USA. Negocjacje trwały prawie dwa lata, bowiem decyzję o zakupie podjął w 2015 roku rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Przy okazji podpisania memorandum można odnieść wrażenie, że rząd traktuje zakupy u polskich przedsiębiorców jako przykry obowiązek. Pojawiają się zatem pytania, czy skomplikowana procedura zakupu baterii Patriot jest dla Polski opłacalna? A może to po prostu kolejny zakup nastawiony na ową politykę sukcesu? Warto zwrócić uwagę na minusy tego przedsięwzięcia.

Pierwsze baterie mają trafić do Polski w 2022 roku. Nasz kraj otrzyma na początek tylko dwie. Mają one trafić do Redzikowa. Miejscowość jest dość znana w Polsce – zasłynęła bowiem tarczą antyrakietową. Pomysł na jej budowę pojawił się w 2007 roku (obietnicę budowy tarczy przywiózł George Bush – ówczesny prezydent USA). Już rok później, w blasku fleszy, podpisano umowę m.in. na amerykańską bazę w Redzikowie. Dzisiaj już wiadomo co stało się z górnolotnymi planami – szczęście w nieszczęściu, że większość zapisanych w umowie deklaracji była pusta. Jednak plan budowy bazy nie został zaniechany. Następne lata przyniosły nam zatem pakiet European Reassurance Initiative – ten został opublikowany przez kolejnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamę.

ERI to inicjatywa wzmocnienia obecności wojskowej Amerykanów w Europie Środkowo-Wschodniej. Przy okazji ogłoszenia planu pojawiły się głosy, że to nic innego, jak kolejne wciskanie sprzętu wojskowego made in USA polskiej armii. Było w tym nieco racji, bowiem przy okazji kolejnych modyfikacji polsko-amerykańskiego porozumienia dochodzimy do rakiet Patriot. Współpraca przewidywała ich rotacyjny pobyt w naszym kraju. Oczywiście Amerykanie dali obietnice bez pokrycia – bardzo szybko okazało się, że do Polski trafi tylko szkolna bateria tych rakiet (a więc bez uzbrojenia, które jest niezbędne do odparcia ataku z powietrza).

Temat baterii rakiet Patriot był kluczowym i najdroższym komponentem umowy o polskiej tarczy antyrakietowej. Tak więc polska strona nie chciała tak łatwo zrezygnować z tego „największego przedsięwzięcia zbrojeniowego” ostatnich lat. Chociaż przez kilka lat budowa tarczy antyrakietowej wpadła w tzw. poślizg, to o związane z nią inwestycje toczono desperacki bój. Polska nie chciała jednak zamawiać istniejących w owym czasie zestawów Patriot, ponieważ walczyła o ich nowszą wersję. Dlatego, przy okazji przyjazdu do Polski nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ogłoszono ponowną współpracę w zakresie zbrojeniówki. Przewiduje ona, że w pierwszej fazie USA przedstawi Polsce ofertę dotyczącą czterech jednostek ogniowych – czyli wspomnianych już dwóch baterii z dwunastoma wyrzutniami, wyposażonymi w IBCS. Dostawy mają rozpocząć się w 2022 roku, a osiągnięcie zdolności operacyjnej przewidziano na 2023 rok.

System IBCS jest fundamentem obrony przeciwlotniczej Sił Lądowych USA. To tzw. system matka, pozwalający na zbieranie danych z różnych sensorów, z możliwością prowadzenia identyfikacji swój-obcy. Umożliwia on przede wszystkim dołączanie elementów przeciwlotniczych zgodnie z zapotrzebowaniem danego użytkownika. Niewątpliwie więc pozyskanie tak awangardowego systemu dowodzenia niesie ze sobą ogromne korzyści. Ale system ma sens dopiero wtedy, gdy włączymy inne polskie systemy obrony powietrznej w sieć IFCN. Nie wiemy również jak IBCS zintegruje się z systemem Wisła i Zautomatyzowanym Systemem Dowodzenia Dunaj II. To Dunaj odpowiada za wymianę informacji i pomaga z jej wymianą z krajami NATO. No i najważniejsze – Polska będzie zależna w kwestii dostaw nowych wersji oprogramowania od Stanów Zjednoczonych.

Trwające właśnie negocjacje są powiązane z programami Wisła i Narew. Narew to program uzbrojenia, w ramach którego mamy uzyskać 11 baterii przeciwlotniczych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu. Wisła natomiast to zestawy rakietowe średniego zasięgu nowej generacji dla Sił Zbrojnych RP. Plany MON początkowo przewidywały, aby skoncentrować się na polskim przemyśle, zarówno tym państwowym, jak i prywatnym. Tymczasem nasze główne zakupy robimy u zagranicznych przedsiębiorców. Zakupy, które zostały rozpoczęte za czasów PO-PSL. Problem polega więc na tym, że każda obrana wcześniej strategia jest przez nowy rząd uaktualniana, zmieniana do potrzeb propagandowych partii i nie daje tym samym gwarancji bezpieczeństwa oraz ciągłości zawartych w nich zadań. Powoduje to w praktyce rażące opóźnienia w realizacji nawet najpilniejszych projektów. Trzeba również pamiętać, że chcemy nabyć system, który jeszcze nie jest gotowy. Negocjacje mogą trwać również o wiele więcej niż jedna kadencja PiS.

Jakie są szanse, że do roku 2022 otrzymamy baterie z IBCS? Pewnie takie same jak to, że Wisła w domyślnej konfiguracji uzyska swoją gotowość w 2030 roku.  Sprawa jest w tym przypadku jednak bardziej skomplikowana. Naszym głównym dostawcą ma być Raytheon, jednak jedną z ról odgrywa także Northrop Grumman. Ten amerykański koncern technologiczny i obronny odpowiada za kwestie sieciocentrycznej wymiany danych i łączności. Prościej ujmując, rząd USA musi wziąć na siebie odpowiedzialność wynegocjowania dla nas dwóch umów, co może skutkować niedotrzymaniem terminów. Co ważne, Polska uzyska dostęp do IBCS w ramach „Yockey waiver”, która wyłącza jednak odpowiedzialność USA za prawidłowe działanie dostarczanego sprzętu. Pozostają również inne kwestie do wyjaśnienia, które ograniczają w dużym stopniu korzystanie z wybranej przez nas technologii. Po dokonanym wyborze pozostają jednak w sferze pytań retorycznych.

Pojawiają się głosy, że system Patriot w Polsce jest kluczowy dla bezpieczeństwa całego regionu, a w tym Międzymorza. Kolejne państwa zabiegają o starszą i nowszą wersję systemu Patriot. Od pewnego czasu próbuje się również zneutralizować konkurencyjny niemiecko-rosyjski projekt Mitteleuropy, realizowany stopniowo od czasów Schroedera i Nord Stream. Jednak podstawowe błędy w polityce zbrojeniowej Międzymorza wykluczają stworzenie konkurencji dla Rosji czy USA. Jeśli chcielibyśmy kreować „międzypaństwową” politykę zbrojeniową to należałoby zsynchronizować zakupy o znaczeniu strategicznym, a takim jest system Patriot.

Tego typu polityka wspólnotowa wzmacnia więzi sojusznicze w regionie, a przy tym buduje interoperacyjność systemów uzbrojenia. Oczywiście takie uproszczone rozważania nie przedstawią problemu całościowo, pokazują jednak, że jesteśmy za biedni i zbyt słabi, żeby samodzielnie rozpychać się pomiędzy wielkimi graczami. Można to wytłumaczyć na przykładzie budowy domu, gdzie z pozoru niewielka zmiana może sprawiać wiele kłopotu. Zanim położymy dach musimy wykonać wcześniejsze etapy budowy i wykończenia domu. Zbudujemy go tylko na solidnym fundamencie, a w tym przypadku jest to silna polska zbrojeniówka oparta na rodzimym przemyśle.

Warto zastanowić się także nad kwestią finansową – za poprzednią wersję rakiet miano zapłacić o 20 mld więcej. Zapewne zapłacimy więc wiele wyższą kwotę, niż cena o której mówi Antoni Macierewicz. Przypominam, że w przypadku zakupu samolotów F-16 zapłaciliśmy 3,5 mld USD, a do sumy należałoby doliczyć dokupowane później pociski manewrujące JASSM i JASSM-ER. Ukryte koszty zapewne będą i w przypadku baterii rakiet Patriot. Szumnie ogłasza się, że zakupiony system ma zapewnić Polsce bezpieczeństwo. Roczny budżet obronny USA na rok 2017 ma wynieść 582,7 mld USD, jak więc za tak niską kwotę, w stosunku do wydatków obronnych USA, możemy sobie takowe bezpieczeństwo kupić? Jak na polskie warunki to jednak bardzo drogi system i na dłuższą metę Polski na niego nie stać. Niestety, trzeba przyznać, że nie stać nas również na polski odpowiednik tego systemu.

Kolejny problem pojawia się w przypadku spełnienia polskich wymagań offsetowych. Oficjalna wersja brzmi, że Stany Zjednoczone współpracują z polskim rządem, tak aby spełnić wszystkie wymagania w zakresie offsetu. Jak jest to rozumiane przez stronę amerykańską? Ciężko przewidzieć, bowiem to co USA pojmuje przez produkcję rozmija się z oczekiwaniami Polaków. Stany Zjednoczone, a w tym przypadku Rayteheon nawiązał kooperacje w ponad 80 krajach na świecie – dlatego jego  produkty nie powstają od A do Z w jednym państwie. Jest to prędzej montaż z dostarczonych wcześniej segmentów. Inaczej patrzy na to to polski MON. Produkcję w Polsce rozumiemy dosłownie, poprzez nie tylko otrzymanie, ale i opanowanie całości procesu technologicznego. Na przeszkodzie stoją również inne zobowiązania międzynarodowe.

Podlegamy nie tylko europejskim dyrektywom, ale też międzynarodowej kontroli w ramach MTCR. Jest to dobrowolne i nieformalne zrzeszenie, które zajmuje się kontrolą eksportu środków przenoszenia BMR i związanych z tym technologii. Ma ściśle określone zasady zakupu broni. Oczywiście wyjątki są możliwe, ale przy zgodzie Departamentu Stanu. Wymagania offsetowe to nie jedyny problem, który napotykamy, gdy bierzemy pod uwagę polskie prawo. Polska podlega tzw. dyrektywie obronnej Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. Dotyczy ona udzielania zamówień w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa. W Polsce niestety nie ma krajowego odzwierciedlenia tej dyrektywy, co dodatkowo komplikuje zasady zakupu sprzętu wojskowego. Kto ma jeszcze wpływ na pozyskiwanie Uzbrojenia i Sprzętu Wojskowego? Wymienię tylko kilka uczestników: MON, Sztab Generalny Wojska Polskiego, Inspektorat Wsparcia, Inspektorat Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych, gestorzy, WOT, Biuro do Spraw Umów Offsetowych, itd.  Jak to się mówi, gdzie kucharek sześć..

Antoni Macierewicz, przy okazji opublikowania oświadczenia o podpisaniu memorandum, stwierdził, że owe pozyskanie systemu wynika z sytuacji jakiej znajduje się polska armia i ma na względzie naszego głównego przeciwnika. Pojawia się zatem temat Rosji. Mimo, że w pewnym zakresie, trudno sobie wyobrazić konflikt pełnoskalowy z Rosją musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zakupiony sprzęt zapewni nam bezpieczeństwo. Przy okazji konfliktu Rosja – NATO trzeba wziąć pod uwagę chociażby pociski manewrujące. Federacja Rosyjska ma możliwości wystrzelenia takiej liczby, która pozwoli na uczynienie znacznych strat wrogowi. Pozostaje pytanie czy straty będą miały większy wpływ na dany konflikt.

Kolejna kwestia dotyczy tego, czy rzeczone baterie ochronią kraj i region przed Rosją? Czy 8 baterii jest w stanie zaryglować Rosjanom podejście na linii Warszawa-Gdańsk? Dość niedawno wprowadzili oni do służby kolejne operacyjno-taktyczne systemy rakietowe Iskander, które zastąpiły znacznie starsze wyrzutnie pocisków Toczka-U. Jedną z dróg obrony przeciw takiemu spektrum środków bojowych, jakimi na obecną chwilę dysponuje Rosja, to posiadanie dużej ilości broni do obrony punktowej (np. polskiego odpowiednika MANTIS Rheinmetalla – zestawu przeciwlotniczego Hydra). Chociażby ten należałoby sprząc z systemem rakietowym o zasięgu co najmniej 10 kilometrów. Zostawię jednak te dywagacje, bowiem ten obszerny temat nadaje się na osobny artykuł.

Czy więc ten system to opowieść o tym co stare, ale podane w nowej formie?  Warto dodać, że podpisane memorandum nie jest prawnie zobowiązujące, to jednak oświadczenie, od którego zaczyna się szczegółowe negocjacje. Zawsze istnieje kilka hipotez na dany temat, które niejako mają demaskować działalność, w tym przypadku MON-u i jego ministra. Artykuł jest jedynie przyczynkiem mającym służyć wyjaśnieniu ogólniejszej kwestii. Przebieg negocjacji prowadzących do podpisania memorandum był w większości utajniony. Do mass mediów dopływały jedynie szczątkowe informacje na temat jego aktualnego stanu. Stawia to więc przed nami wiele niejasności i niedomówień.

Pytanie skupia się jednak na podaniu tej właściwej odpowiedzi: decyzja ws. zakupu jest dla Polski dobra czy zła? Moja brzmi następująco. Dla interesu narodowego najlepszym wyjściem jest tworzenie własnej bazy i własnego zaplecza obronnego, opartego na rodzimej produkcji. Armia ma coraz więcej środków finansowych do wykorzystania i jak najwięcej tych funduszy powinno trafić do krajowych producentów. Państwo, w przypadku zbrojeniówki, nie może przełożyć ekonomii ponad czynnik moralny. Czy zakup baterii rakiet Patriot przełoży się na tempo modernizacji polskiej armii? Niestety nie. Armię należy unowocześnić równocześnie, skupienie się tylko na wybranych typach uzbrojenia nie wpłynie na efektywność Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.

autor:

REKLAMA

Komentarze