22 lutego w Planicy rozpoczęły się 43. mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, które potrwają do 4 marca. Zawody rozgrywane są w trzech dyscyplinach klasycznych: biegach narciarskich, skokach narciarskich i kombinacji norweskiej, czyli połączeniem biegów ze skokami. W Słowenii wystartowało aż 2000 zawodników z ponad 60 państw. Do rozdania będzie aż 24 komplety medali.
Nasi reprezentanci wystartowali w 18-osobowym składzie. Najbardziej liczymy oczywiście na naszych skoczków, którzy zawsze mają największe szanse medalowe. Już w pierwszym konkursie mężczyzn na normalnej skoczni mogliśmy się cieszyć z występu naszych zawodników.
Tytułu z 2021 roku na normalnej skoczni bronił Piotr Żyła, który nie należał jednak do największych faworytów. I podobnie jak dwa lata temu znowu zaskoczył wszystkich. Po pierwszej serii zajmował dopiero 13 miejsce skacząc tylko 97,5 m. W drugiej serii oddał jednak fenomenalny skok na odległość 105 m. co jest rekordem skoczni. Uzyskał tak wysoką notę, że pozostałych 12 skoczków nie zdołała już wyprzedzić naszego reprezentanta.
Pozostali nasi zawodnicy również wypadli bardzo dobrze. Dawid Kubacki zajął 5 miejsce, Kamil Stoch 6, Paweł Wąsek ukończył zmagania na 16 pozycji, a Aleksander Zniszczoł na 20.
Maciej Świrski podkreślił, że działania internetowego giganta uderzają w wolność słowa w Polsce.
Biuro prasowe Google’a broni podjętej decyzji. Jego zdaniem kanał Mediów Narodowych naruszył wytyczne YouTube’a.
Coś mi się nie spina. Google mówi o omijaniu ograniczeń, ale MN dostały maila o “powtarzających się naruszeniach” mimo braku aktywnych ostrzeżeń. Jedno wyklucza drugie. Jak na razie, to historia nie spina mi się po stronie Google. Wysłałem już maila z prośbą o wyjaśnienia – podkreślił bloger technologiczny Jakub Szczęsny.
Kanał youtube’owy Mediów Narodowych usunięto kilka dni po publikacji raportu Stowarzyszenia „Nigdy Więcej” z analizą programów zamieszczanych na kanale i portalu internetowym Media Narodowe w 2021 i 2022 roku.
Na kanale Media Narodowe obrażani są przedstawiciele wielu mniejszości, w tym Żydzi, uchodźcy z Ukrainy, a także osoby LGBT. Z powodów islamofobicznych atakowani są też uchodźcy przetrzymywani na granicy polsko-białoruskiej – przekonuje dr Anna Tatar, współautorka raportu.
Z takimi tezami nie zgodził się szef KRRiT.
Żadnych treści antysemickich, na które się YouTube powołuje, tam nie widać. Mam przecież pewien przegląd tego, co się dzieje w polskiej blogosferze czy youtube’osferze – powiedział.
Uderzenie w wolność słowa
Maciej Świrski podkreślił, że działania internetowego giganta uderzają w wolność słowa w Polsce.
Oni go zamknęli, a w Polsce cenzura jest zakazana. Art. 54 konstytucji dokładnie o tym mówi. Jakim prawem jakaś zagraniczna spółka ingeruje w treści, które polscy obywatele publikują? – pyta.
Biuro prasowe Google’a broni podjętej decyzji. Jego zdaniem kanał Mediów Narodowych naruszył wytyczne YouTube’a, publikując niedozwolone treści, za co otrzymał ostrzeżenie.
Spowodowało to zawieszenie uprawnień kanału do publikowania treści. Podczas tego zawieszenia kanał próbował obejść egzekwowanie zasad, używając innego kanału, w wyniku czego oba kanały zostały zamknięte – opisano w oświadczeniu koncernu.
To już na początku lutego zripostował bloger technologiczny Jakub Szczęsny.
Coś mi się nie spina. Google mówi o omijaniu ograniczeń, ale MN dostały maila o “powtarzających się naruszeniach” mimo braku aktywnych ostrzeżeń. Jedno wyklucza drugie. Jak na razie, to historia nie spina mi się po stronie Google. Wysłałem już maila z prośbą o wyjaśnienia – napisał Szczęsny.
Na wiosnę Ruch Marka Materka zamierza przekształcić się w partię polityczną.
Materek to były polityk PO. Współpracował z Różą Thun. Potem startował jako bezpartyjny z poparciem PSL.
Budujemy szeroki ruch środka sceny politycznej. Dołączają do nas samorządowcy, przedsiębiorcy, przedstawiciele świata nauki i organizacji społecznych. Każdego dnia pracujemy dla Polski, budując lepszą przyszłość – przekonuje Marek Materek.
Ruch Marka Materka swoje działania prowadzi już od kilku miesięcy. W grudniu zapowiedziano, że na wiosnę tego roku zamierza przekształcić się w partię polityczną. Sam Materek to były polityk PO. W latach 2009–2014 prowadził świętokrzyskie biuro europosłanki Róży Thun. W 2014 został wykluczony z partii. W wyborach samorządowych w tym samym roku wystartował z list PSL do rady powiatu starachowickiego, a z własnego komitetu, z poparciem PSL, w wyborach na prezydenta Starachowic. Został najmłodszym prezydentem miasta w Polsce.
Teraz założył ruch, który wydaje się mieć podobne idee czy cele jak PSL czy Polska 2050 Szymona Hołowni. Czy wzmocni blok wyborczy, jaki może powstać wokół tych dwóch partii? Na razie Ruch Marka Materka sugeruje samodzielny start wyborczy i walkę o zostanie trzecią siłą w kraju. Opiera się m.in. na samorządowcach.
Nie jest to ruch na 5% w wyborach (przynajmniej teraz) ale to już trzecia inicjatywa samorządowa, która chce przebić się do polityki ogólnopolskiej. Jeśli uda się zarejestrować listy może to kosztować KO i inne partie opozycyjne 1-2% A kampania dopiero się zaczyna – ocenia Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej.
Nie jest to ruch na 5% w wyborach (przynajmniej teraz) ale to już trzecia inicjatywa samorządowa, która chce przebić się do polityki ogólnopolskiej. Jeśli uda się zarejestrować listy może to kosztować KO i inne partie opozycyjne 1-2% A kampania dopiero się zaczyna @marekmaterekpic.twitter.com/791EgFnzVN
Pojawiły się już pierwsze zgrzyty. Prezydent Marek Materek został oskarżony, że tak zajął się budową swojego Ruchu, że nie ma czasu na uczestnictwo w sesjach Rady Miasta. Sam zainteresowany odpiera te zarzuty.
Powiem szczerze, że obecność na sesji nie ma żadnego wpływu na zarządzanie miastem i skuteczność. Wyborcy oceniają efekty pracy a nie obecność tu czy tam – stwierdził.
Ruch Marka Materka nie obfituje w znane twarze. W jego gronie można znaleźć m.in. samorządowców czy społeczników. Wśród szerzej znanych można znaleźć Dariusza Lorantego, byłego policjanta, eksperta ds. bezpieczeństwa. Loranty już wcześniej kandydował w wyborach do Sejmu RP z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, następnie do Senatu RP, z ramienia Koalicji Bezpartyjni i Samorządowcy. Tym razem znów jest przymierzany do startu w wyborach do Senatu.
Budujemy szeroki ruch środka sceny politycznej. Dołączają do nas samorządowcy, przedsiębiorcy, przedstawiciele świata nauki i organizacji społecznych. Każdego dnia pracujemy dla Polski, budując lepszą przyszłość – przekonuje Marek Materek.
Jak czytamy na stronie internetowej Tygodnika “Poradnik Rolniczy”, mąka ze świerszczy będzie mogła być wykorzystywana “do produkcji wielu powszechnych artykułów spożywczych, jak chleb, bułki, ciastka, krakersy, batoniki zbożowe, a nawet napoje”. Jak taką mąkę odróżnić od tradycyjnej?
Ogłoszone 4 stycznia rozporządzenie wykonawcze Komisji Europejskiej:
zezwala na wprowadzanie na rynek w Unii jako nowej żywności, częściowo odtłuszczonego proszku z Acheta domesticus (świerszcza domowego) od 24 stycznia 2023 r.,
dopuszcza dodatek ten proszek do określonych produktów spożywczych w maksymalnej dopuszczalnej ilości zgodnej ze wskazanymi w rozporządzeniu warunkami stosowania tej nowej żywności.
Prawo do wprowadzania do obrotu mąki ze świerszczy na terenie UE wydano póki co tylko jednej firmie. To Cricket One Co. Ltd z Wietnamu. Zezwolenie ma też limit czasowy – do 24 stycznia 2028 r.
Jak klient rozpozna mąkę ze świerszczy od tej tradycyjnej? Przepisy UE nakazują, żeby produkty zawierające mąkę ze świerszczy zawierały na etykiecie informację o tym fakcie, a także wskazanie, że składnik może powodować alergiczne reakcje u konsumentów, u których stwierdzono alergię na skorupiaki, mięczaki, produkty z nich uzyskane oraz na roztocza kurzu domowego. Informację tę zamieszcza się w pobliżu wykazu składników środka spożywczego.
O produktach spożywczych z owadów zrobiło się niedawno głośno po tym, jak Komisja Europejska wydała zgodę na wykorzystanie mąki ze świerszcza domowego (Acheta domesticus) do produkcji żywności. Jak się jednak okazuje, w Polsce już od jakiegoś czasu jest co najmniej jeden sklep oferujący jadalne owady. To „Robaki z paki” z Kietrza w województwie opolskim.
Zwykle ktoś musi po prostu przełamać swój strach, niejednokrotnie obrzydzenie, a kiedy tylko spróbuje, to jest naprawdę pozytywnie zaskoczony – przekonuje Elżbieta Sawicka-Katolik, właścicielka sklepu „Robaki z paki”.
Placówka oferuje owady jadalne – mączniki, chrząszcze i szarańcze. Jak podaje lokalny portal slazag.pl, “najczęściej ludzie, którzy spróbowali, porównują je do prażonego słonecznika, popcornu lub chipsów”. Artykuł, jaki ukazał się w tym serwisie wygląda na reklamę opisywanego sklepu, a jednocześnie próbę przekonania czytelników do konsumpcji tego typu produktów.
Kaliszuk zwrócił uwagę, że w polskim systemie ochrony zdrowia unika się informowania o hospicjach perinatalnych. Z uwagi na to mało osób z nich korzysta.
Jego zdaniem sam wyrok TK ws. aborcji eugenicznej powinien długofalowo przynieść pozytywne zmiany, ale potrzeba też kolejnych działań.
Przypomniał o oczekującym na rozpatrzenie w Sejmie projekcie ustawy o hospicjach perinatalnych.
Potrzeba systemowych zmian
Zbigniew Kaliszuk zwrócił uwagę, że w polskim systemie ochrony zdrowia unika się informowania o hospicjach perinatalnych. Z uwagi na to mało osób z nich korzysta.
Prowadząc kampanię “Każde życie jest cudem” mogłem wysłuchać, przeczytać wiele świadectw kobiet, rodziców dzieci z wadami letalnymi i wielokrotnie powtarzało się w nich to samo, czyli że kobiety od swoich lekarzy dostawały jedynie propozycje aborcji i nie dostawały żadnej innej oferty pomocowej. Nikt im nie mówił o działaniu hospicjów perinatalnych, jedynie była oferta aborcji. To ma dramatyczne konsekwencje(…) Wiele kobiet, nie widząc żadnej innej alternatywy, będąc pod wielkimi emocjami, zrozpaczone, decydują się na taki krok (aborcję – przyp. red.) – powiedział.
Powołał się na statystyki podawane przez dr J. Dangel z Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci, która podała, że tylko 14% kobiet, które trafiają do jej poradni, decyduje się na aborcję.
Natomiast w szpitalach ten procent wynosi około 90 – wskazał.
Jest szalenie ważne, żeby hospicja działały, ale też żeby lekarze informowali o tym, że działają. Bo co z tego, że hospicjów będzie więcej, jeśli kobiety i tak do nich nie będą trafiać, bo lekarze nie będą ich do nich kierować – podkreślił.
Wyrok TK przyniesie długofalowe zmiany?
Jego zdaniem sam wyrok TK ws. aborcji eugenicznej powinien długofalowo przynieść pozytywne zmiany, ale potrzeba też kolejnych działań.
Myślę, że wyrok TK, który uznał, potwierdził, że aborcja eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją, powinien długofalowo wpłynąć pozytywnie na mentalność lekarzy, na to, że oni sami z siebie zaczną mówić o hospicjach perinatalnych, przedstawiać kobietom rzeczywistą pomoc, a nie tylko kierować na aborcję. Natomiast krótkoterminowo można też zobligować lekarzy, aby wystawiali skierowania do takich hospicjów – stwierdził.
Zaapelował też o odwagę do polityków.
Nie można się przejmować tym, co mówią środowiska proaborcyjne. Środowiskom proaborcyjnym ogólnie nie podoba się, że można ratować życie nienarodzonych dzieci, najchętniej chciałyby wprowadzić aborcję na życzenie, więc nie można się w ogóle tym przejmować. Jeśli jest rozwiązanie, które może chronić nienarodzone dzieci(…) to powinniśmy to rozwiązanie wdrażać. O to zdecydowanie trzeba apelować do polityków – powiedział.
Bezczynne władze
Przypomniał o oczekującym na rozpatrzenie w Sejmie projekcie ustawy o hospicjach perinatalnych.
Dwa lata temu Solidarna Polska przedstawiła w Sejmie projekt ustawy o hospicjach perinatalnych(…) który między innymi obliguje lekarzy do informowania o działalności hospicjów i wystawiania skierowań do hospicjów. Ten projekt od dwóch lat znajduje się w sejmowej zamrażarce. Trafił do komisji, z której nie może się wydostać. To był bardzo ważny projekt, podejmował też inne kwestie, m.in. obligował szpitale, gdzie są oddziały ginekologiczno-położnicze i neonatologiczne, żeby był koordynator opieki paliatywnej – zauważył.
Mam nadzieję, że ten projekt zostanie wyjęty z zamrażarki. W tym celu też my, jako Fundacja Grupa Proelio przygotowaliśmy petycję – dodał.
Rosja popiera plan pokojowy dotyczący uregulowania wojny na Ukrainie, który dziś przedstawiły Chiny. Oświadczenie w tej sprawie złożyła złożyła rzecznik rosyjskiego resortu spraw zagranicznych Maria Zacharowa.
Podzielamy rozumowanie Pekinu. Rosja jest otwarta na osiągnięcie celów specjalnej operacji wojskowej środkami politycznymi i dyplomatycznymi
– powiedziała Maria Zacharowa.
Wśród celów, które Federacja Rosyjska zgadza się realizować metodami pozamilitarnymi, Zacharowa wymieniła: zaprzestanie dostaw zachodniej broni i najemników na Ukrainę, powrót Ukrainy do neutralnego, niezaangażowanego statusu, uznanie nowych realiów terytorialnych oraz demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy.
Zacharowa zapowiedziała też żądanie zniesienia wszystkich sankcji i wycofania pozwów przeciwko Rosji.
Jesteśmy przekonani, że postęp na tej drodze doprowadzi do wszechstronnego, sprawiedliwego i trwałego pokoju
– stwierdziłą rzecznik rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych.
Rankiem 24 lutego Pekin przedstawił dokument zatytułowany „Stanowisko Chin w sprawie politycznego uregulowania kryzysu ukraińskiego”. W 12-punktowym programie Pekin wskazał na konieczność poszanowania suwerenności wszystkich krajów, zaprzestania działań wojennych, wznowienia rozmów pokojowych, zniesienia sankcji itp.
Biały Dom komentując chiński plan pokojowy zauważył, że wojna na Ukrainie może zakończyć się nawet jutro, jeśli Władimir Putin dokona właściwego wyboru.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński wyraził opinię, że przedstawionego przez Pekin dokumentu nie można uznać za plan pokojowy. Podziękował jednak za to, że Pekin otwarł na rozmowy o wojnie na Ukrainie.
Szef MON Mariusz Błaszczak / Fot. PAP/Tomasz Waszczuk. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W piątek doszło do podpisania umów pomiędzy Polską Grupą Zbrojeniową, a przedstawicielami południowokoreańskiej firmy Hyundai Rotem Company.
Strony ustaliły wcześniej zakres współpracy w zakresie produkcji, dostaw oraz obsługi czołgów.
Produkcja pojazdów odbywać się będzie w poznańskich Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych.
W piątek 24 lutego 2023 r. doszło do podpisania umów pomiędzy Polską Grupą Zbrojeniową, a przedstawicielami południowokoreańskiej firmy Hyundai Rotem Company. Podpisanie dokumentów poprzedziła kolejna tura negocjacji na temat współpracy przemysłowej w zakresie produkcji, dostaw oraz obsługi czołgów K2 w wersji PL.
W wyniku rozmów uzgodniono, że wspólna produkcja czołgów K-2PL oraz pojazdów towarzyszących na podwoziu gąsienicowym odbywać się będzie w poznańskich Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych.
Dookreślony został też zakres zdolności przemysłowych jakie zostaną przeniesione do WZM i pozostałych spółek PGZ, w tym obejmujących montaż czołgów, utworzenie potencjału w zakresie produkcji korpusów i wież, produkcji zawieszenia hydropneumatycznego, produkcji zespołu armaty i automatu ładowania oraz innych wybranych komponentów czołgu. Dokument określa również m.in. warunki techniczne i infrastrukturalne niezbędne do produkcji oraz świadczenia usług serwisu, napraw oraz obsług w Polsce w całym cyklu życia czołgu. Uzgadnia również warunki licencji niezbędnej do produkcji czołgów na rzecz Sił Zbrojnych RP oraz warunki współpracy eksportowej.
Konsekwencją negocjacji prowadzonych z firmą Hanwha Aerospace jest podpisanie umowy o zawiązaniu konsorcjum polsko-koreańskiego do produkcji armatohaubic K-9PL. Stronę polską reprezentują w nim PGZ S.A. oraz Huta Stalowa Wola S.A. W wyniku porozumienia dookreślono kwestie związane z ustanowieniem potencjału produkcji armatohaubic K9PL w HSW oraz możliwość przeprowadzenia procesu polonizacji dla części i komponentów używanych do planowanej produkcji. W pierwszym etapie przewidywana jest integracja i finalny montaż armatohaubic K9PL, a w drugim produkcja armatohaubic K9PL w zakładach HSW.
Powołane polsko-koreańskie konsorcjum będzie prowadziło dalsze rozmowy w zakresie uszczegółowienia podziału zadań, głównie w kwestii ustanowienia potencjału produkcji i serwisu, napraw i remontów w HSW, niezbędnego dla realizacji umowy wykonawczej oraz usług pogwarancyjnych.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez, który przebywa obecnie w Kijowie wyjawił, że jego rząd rozważa kwestię przekazania Ukrainie myśliwców.
Hiszpańskie władze nie wykluczają możliwości przekazania myśliwców Ukrainie, która od roku odpiera rosyjską inwazję
– powiedział premier Hiszpanii.
Zaznaczył jednak, że taka decyzja będzie podjęta w szerszym porozumieniu tj. z państwami Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz Unii Europejskiej.
Analizujemy tę kwestię. Żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Jeśli zostaną podjęte, to w porozumieniu z państwami UE oraz NATO
– zaznaczył Pedro Sanchez.
W środę minister obrony Hiszpanii Margarita Robles poinformowała, że armia tego kraju przekaże na Ukrainę co najmniej sześć czołgów Leopard 2 A4. Dodała, że Madryt nie wyklucza realizacji kolejnych dostaw tych pojazdów.
Warszawa, 20.06.2022. Premier Mateusz Morawiecki podczas konwencji programowej Stowarzyszenia OdNowa RP pt. "Samorząd OdNowa". / Fot. PAP/Rafał Guz.
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W dalszym ciągu trwają rozmowy ws. 10. pakietu sankcji na Rosję.
Polska domaga się ograniczenia importu kauczuku o jedną trzecią zaś Unia Europejska proponuje 560 tysięcy ton.
Premier Mateusz Morawiecki przyznał w Kijowie, że obecne propozycje są zbyt miękkie.
Rozmowy dotyczące 10. pakietu unijnych sankcji mają być dziś kontynuowane. Nałożą się ona na oficjalne wydarzenia w związku z pierwszą rocznicą wybuchu wojny na Ukrainie. “Ukraińska Prawda” przypomina, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen złożyła prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełeńskiemu, że nowy pakiet restrykcji będzie gotowy do 24 lutego.
Ukraiński serwis przytacza słowa dyplomatów, którzy podkreślają, że większość pakietu została uzgodniona, natomiast Polska sprzeciwia się proponowanym ograniczeniom importu kauczuku syntetycznego. Jak informował wczoraj stały przedstawiciel Polski przy UE Andrzej Sadoś, Polska chce ograniczenia importu kauczuku o jedną trzecią w porównaniu z obecną propozycją Komisji Europejskiej – 560 tysięcy ton.
Nie blokujemy sankcji. Chcemy tylko, aby miały sens – podkreśla cytowany przez serwis polski urzędnik, który zastrzegł sobie anonimowość.
– stwierdził anonimowo jeden z polskich urzędników.
Do propozycji składających się na 10. pakiet unijnych sankcji odniósł się dziś premier Mateusz Morawiecki, podczas konferencji prasowej z Wołodymyrem Zełeńskim w Kijowie.
Jeśli chodzi o ten 10. pakiet sankcji, to nie jesteśmy z niego zadowoleni, dlatego że jest zbyt miękki, jest zbyt słaby. Proponujemy, aby znalazły się tam kolejne osoby, proponowaliśmy od dawna, żeby znalazły się kolejne rosyjskie produkty, w tym przypadku w szczególności zabiegamy o to, aby produkty sektora petrochemicznego, na przykład kauczuk, różne syntetyczne produkty, półprodukty, które Rosja sprzedaje, były również zablokowane, ponieważ w oparciu o tę sprzedaż Rosja zasila swoją machinę wojenną