Trybunał Konstytucyjny / Fot. Adrian Grycuk/
Wikimedia Commons
TK orzekał w tej sprawie w pięcioosobowym składzie pod przewodnictwem Stanisława Piotrowicza.
Decyzja polskiego TK oznacza, że polskie władze nie muszą się stosować do decyzji TSUE ws. środków tymczasowych w kwestii sądownictwa. W tym do tej dzisiejszej.
Wniosek o zbadanie konstytucyjności złożyła Izba Dyscyplinarna SN.
Sędziowie TK obradowali przez pięć godzin. Wyrok zapadł jednak tuż po tym, jak w międzyczasie TSUE ogłosiło swoje postanowienie. Decyzja polskiego TK oznacza, że polskie władze nie muszą się stosować do decyzji TSUE ws. środków tymczasowych w kwestii sądownictwa. W tym do tej dzisiejszej.
TK orzekał w tej sprawie w pięcioosobowym składzie pod przewodnictwem sędziego Stanisława Piotrowicza. Oprócz niego nad sprawą obradowali: sędzia TK Bartłomiej Sochański – sprawozdawca, sędzia TK Zbigniew Jędrzejewski, sędzia TK Justyn Piskorski, sędzia TK Jakub Stelina.
Wniosek o zbadanie konstytucyjności złożyła Izba Dyscyplinarna SN. Było to następstwo postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE z kwietnia ub.r., w którym TSUE zobowiązał Polskę do zawieszenia stosowania przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej w sprawach dyscyplinarnych sędziów.
Według Izby Dyscyplinarnej, Polska została zobowiązana przez TSUE do wykonania środków tymczasowych ws. sądownictwa, „mimo tego, że sprawy te nie zostały przekazane do gestii UE i jej organów na podstawie umowy międzynarodowej”. Ma to naruszać konstytucyjne zasady przekazywania kompetencji organizacji lub organowi międzynarodowemu.
W wydanym dziś postanowieniu wiceprezes Trybunału, Rosario Silva de Lapuerta, uwzględniła wszystkie wnioski Komisji do czasu wydania ostatecznego wyroku. (…) Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego
– czytamy w oświadczeniu.
Dotyczy ona ustawy o zmianie ustawy (Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw), która weszła w Polsce w życie 14 lutego 2020 r.
following the request of@EU_Commission : #Poland is obliged to immediately suspend the application of national provisions relating in particular to the powers of the Disciplinary Chamber of the Supreme Court @EUCourtPress#RuleOfLaw (C-204/21 R)
W ocenie Komisji sprzeczne z prawem Unii są zarówno przepisy ustanawiające wyłączną właściwość Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego do rozpoznawania zarzutów i zagadnień prawnych dotyczących braku niezależności sądu lub braku niezawisłości sędziego, jak i te pozwalające na zakwalifikowanie badania poszanowania wymogów Unii dotyczących niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy jako przewinienia dyscyplinarnego.
Wiceprezes TSUE przypomniała, że podjęta obliguje polskie władze do przywrócenia porządku prawnego sprzed wprowadzeniem kwestionowanych przez europejskie sądownictwo przepisy. Do całkowitego rozpatrzenia sprawy Izba Dyscyplinarna nie może podejmować kolejnych decyzji nakładania kar dyscyplinarnych na sędziów.
Pracodawca nie chciał zatrudnić aktywistki, gdyż nie angażuje on “debilek z piorunami na profilowych”. Staśko broniąc odrzuconej przez mężczyznę osoby powołała się na art. 183a kodeksu pracy, który mówi o równym traktowaniu przy nawiązywaniu stosunku pracy. Maja Staśko w swoim stylu wymieniła wszystkie możliwe rodzaje dyskryminacji, które w sekundzie przyszły jej na myśl, po czym poprosiła o alternatywną wersję wydarzeń.
Przedsiębiorca prosto i dosadnie zaorał młodą lewaczkę. Stwierdził, że “równo traktuje wszystkich”, a “debile są debilami”. Następnie stwierdził on oczywisty (nie dla lewicy) fakt, że jako przedsiębiorca może zatrudniać kogokolwiek chce i nikt nie będzie go szantażował wydumaną dyskryminacją.
Jak sam przyznał w odpowiedzi “nie dyskryminuje płci tylko poziom inteligencji”. Po prostu pracodawca nie chciał zatrudnić aktywistki. Zwieńczył dzieło podsumowaniem, które Mai Staśko na długo powinno zapaść w pamięć.
Czy to byłby mężczyzna, kobieta, pies, kot, świnia, czy fortepian. Jeśli miałby piorun symbolizujący „kobiety” to dla mnie jest debilem. Nie chcę mieć do czynienia z debilami, a tym bardziej ich zatrudniać. Czy moja odpowiedź jest dla pani/pana/konia (bo nie wiem z czym identyfikuje się Twoja postać) wyczerpująca?
W środę rano do wielkopolskiej wsi Marianowo Brodowskie zawitał Premier Mateusz Morawiecki. W pewnym momencie policjanci musieli podjąć interwencje, gdyż na polu, niedaleko miejsca konferencji prasowej, wyłoniła się grupa rolników z AgroUnii. Zakłócili oni wystąpienie Premiera i domagali się, aby podszedł do nich porozmawiać na temat rolnictwa.
90 proc gospodarstw rolnych jest na skraju upadku. Polski Ład wniesie więcej szkód niż korzyści. Choćby 10 zł dopłaty do paliwa do hektara. Sami widzicie jaką mamy cenę paliwa już 5,5 zł. 10 zł nie przynosi żadnych większych korzyści
– powiedział komentator wydarzenia.
Protest Agrounii zablokuje drogi
Przy okazji spontanicznego zakłócenia wizyty Mateusza Morawieckiego w wielkopolskiej wsi, liderzy AgroUnii zapowiedzieli na najbliższy wtorek dużą blokadę drogi w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Rolnicy będą protestować przeciwko bierności polskiego rządu w sprawie ASF powodującego duże straty w hodowli.
To pierwszy w Polsce protest rolników w sezonie żniw (…). Ludzie przez kilkadziesiąt dni nie mogą sprzedawać zwierząt. Gotują się z nimi w swoich gospodarstwach. Chodzi o to, że w strefach ASF zwierzęta można sprzedawać tylko do wyznaczonych ubojni. Te są już jednak całkowicie wypełnione, mają zapisy na wiele tygodni do przodu. Rolnicy zostali ze swoimi zwierzętami, świnie się kiszą w gospodarstwach. W regionie, gdzie odbędzie się protest, hodowanych jest pół miliona świń. To mięso dla półtora miliona Polaków. Obowiązujące przepisy nie dają możliwości sprzedaży mięsa poza strefę ASF
– zapowiedział protest, prezes organizacji Michał Kołodziejczak.
Komitet Narodowy Demokratów wraz z sojusznikami planuje wymóc na operatorach telefonii komórkowych kontrolę rozmów oraz wiadomości tekstowych.
Biały Dom planuje powołać dodatkowych fact-checkerów, którzy będą zwalczali wszelkie nieprawomyślne treści dotyczące szczepień przeciw COVID-19.
Nastroje społeczne podgrzał sam Joe Biden, który zapowiada wizyty w domach niezaszczepionych Amerykanów. Jest to wynik frustracji spowodowanej brakiem realizacji założeń akcji szczepień w USA.
Komitet Narodowy Demokratów i inni sojusznicy Bidena planują bardziej agresywnie angażować się w sprawdzanie faktów. Chcą współpracować z operatorami SMS, aby rozwiać rzekomą dezinformację na temat szczepionek, podaje „Politico”. Z kręgów administracji Joe Bidena dochodzą głosy, że Demokraci wprowadzą cenzurę dotyczącą szczepień w Stanach Zjednoczonych.
Demokraci wprowadzą cenzurę dotyczącą informacji na temat szczepień?
Częścią wysiłków Białego Domu ma być „planowanie bardziej agresywnego zaangażowania fact-checkerów. Dodatkowo administracja Bidena wejdzie we współpracę z operatorami SMS w celu rozwiania błędnych informacji na temat szczepionek”
„Jesteśmy niezłomnie zaangażowani w utrzymywanie polityki z dala od wysiłków, aby każdy Amerykanin został zaszczepiony, abyśmy mogli ratować życie i pomóc naszej gospodarce w dalszej odbudowie”
– powiedział rzecznik Białego Domu Kevin Munoz.
„Kiedy widzimy celowe wysiłki na rzecz rozpowszechniania dezinformacji, postrzegamy to jako przeszkodę dla zdrowia publicznego kraju”
– dodał.
Nastroje społeczne osób nieprzekonanych do szczepień podgrzała niedawna wypowiedź prezydenta Bidena, w której wzywał do powszechnej akcji nachodzenia ludzi niezaszczepionych.
„Musimy iść społeczność po społeczności, dzielnica po dzielnicy, a często od drzwi do drzwi – dosłownie pukając do drzwi – aby uzyskać pomoc dla pozostałych osób chronionych przed wirusem”
– mówił prezydent USA.
Natychmiastowa odpowiedź republikańskich stanów
Republikańscy prawodawcy wyrazili oburzenie tą perspektywą. W piątek gubernator Karoliny Południowej Henry McMaster zakazał kampanii „od drzwi do drzwi”. Argumentując swą decyzję stwierdził, iż „jeszcze bardziej pogorszy to zaufanie społeczeństwa i może prowadzić do potencjalnie katastrofalnych skutków dla bezpieczeństwa publicznego”.
To spotkało się z reakcją sekretarza prasowego Białego Domu Jen Psaki.
„Brak dokładnych informacji na temat zdrowia publicznego, w tym skuteczności szczepionek i ich dostępności dla ludzi w całym kraju, w tym w Karolinie Południowej, dosłownie zabija ludzi, więc może powinni to rozważyć”
– powiedziała.
Wzmożona nerwowość ze strony osób związanych z Białym Domem może być efektem porażki akcji szczepień w USA. Administracji Bidena nie udało się osiągnąć stawianego celu zaszczepienia przynajmniej jedną dawką 70 procent obywateli USA do 4 lipca.
Dane z 4 lipca wskazują, że co najmniej jedną dawkę szczepionki przyjęło 55,6 procent obywateli. W pełni zaszczepionych było 47,9 procent mieszkańców USA.
W czasie wizyty w Kaliszu, premier wypowiedział się na temat szczepień dzieci poniżej 12 roku życia. Jego zdaniem jest to dobry pomysł.
Morawiecki twierdzi, że szczepienia dzieci idą w parze z prorodzinną polityką rządu.
W tej chwili w Polsce trwają badania nad bezpieczeństwem stosowania szczepionki przeciw COVID-19 u dzieci poniżej 12 roku życia. Wyniki poznamy pod koniec roku.
Podczas wizyty w Kaliszu szef rządu wskazał, że z prowadzonych w Polsce badań wynika jednoznacznie, że Polacy chcą mieć dzieci. Twierdzi, że szczepienia dzieci są elementem polityki rodzinnej PiS. Morawiecki wypowiedział się o szczepieniu dzieci.
„Jeżeli będzie taka możliwość, to dopuścimy do szczepienia dzieci poniżej 12. roku życia. Szczepienia na wiele innych chorób są obowiązkowe”
– powiedział Morawiecki.
„Musimy pomóc łączyć życie zawodowe i rodzinne. Polityka rodzinna jest znakiem rozpoznawczym naszego rządu”
– mówił Morawiecki.
„Warto sobie zdać sprawę, że bez dzieci nie będziemy mogli rozwijać się w długiej perspektywie, dlatego po 500+ robimy kolejne wysiłki, żeby wesprzeć rozwój demograficzny”
– stwierdził premier.
Jak podaje portal RMF 24, badania nad bezpieczeństwem szczepień dla dzieci poniżej 12 roku życia są obiecujące. Morawiecki mówi o szczepieniu dzieci w sposób zupełnie pozbawiony refleksji. Obecnie w eksperymencie bierze udział 150 osób.
„Nie ma żadnych budzących obawy reakcji u dzieci, które biorą udział w badaniu – podkreśla pediatra dr Łukasz Durajski. My nie wiemy, który pacjent był w grupie placebo, a który otrzymał szczepionkę, ta informacja jeszcze nie jest ujawniona. Wśród wszystkich pacjentów, którzy byli szczepieni, nie było sytuacji niepokojących. Program trwa”
– zaznaczył.
Wyniki polskiej części testów klinicznych, w tym obserwacji dzieci, powinniśmy poznać pod koniec roku.
Konferencja, na której wicepremier wraz z ministrem obrony narodowej ogłosili zakup czołgów odbyła się na terenie Warszawskiej Brygady Pancernej.
Polska zakupi 250 amerykańskich czołgów III generacji Abrams M1A2 SEPv3. Politycy zapewniają, że jest to najnowocześniejsza wersja amerykańskiego czołgu.
Według szefa MON dostawy nowego sprzętu do Polski rozpoczną się od przyszłego roku.
Konferencja miała miejsce na terenie 1. Warszawskiej Brygady Pancernej. Obaj politycy poinformowali o nowym kontrakcie dla Wojska Polskiego. Polska zakupi 250 amerykańskich czołgów III generacji Abrams M1A2 SEPv3. To najnowocześniejsza pod względem technicznym wersja amerykańskiego czołgu, która weszła na wyposażenie wojska USA w latach 2019-2020.
„Mamy dla państwa bardzo dobrą wiadomość: nasza armia w krótkim czasie – pierwsze dostawy, jeśli wszystko dobrze pójdzie, już w przyszłym roku – wzbogaci się o dużą liczbę najnowocześniejszych w tej chwili na świecie (…) czołgów Abrams”
– powiedział wicepremier ds. bezpieczeństwa, prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Podkreślił, że chodzi o najnowszą wersję czołgów, „która wchodzi dopiero, jak to się mówi, na uzbrojenie armii amerykańskiej”. Zapowiedział również prace nad rozbudową Polskich Sił Zbrojnych.
„Najnowocześniejsze czołgi M1A2 ABRAMS SEPv3 to poważna siła, która będzie stanowić mocną obronę naszego kraju. Opracowujemy również projekt działań rozbudowy i wzmocnienia Polskich Sił Zbrojnych”
– dodał wicepremier.
„My stosujemy zasadę, że kto chce pokoju, ten musi szykować się do wojny. Otóż chcemy pokoju, ale w razie nieszczęścia nasza obrona będzie mocniejsza”
– dodał wicepremier.
Polska zakupi 250 amerykańskich czołgów w celu odstraszenia agresorów
Głos zabrał także minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Szef MON zapewnia, że czołgi zostały sprawdzone w boju i zostaną sprowadzane do Polski od przyszłego roku.
„Zamawiamy najnowocześniejsze czołgi w wersji najlepiej wyposażonej. Zostały one sprawdzone w boju. Wojsko Polskie będzie wyposażone w czołgi od przyszłego roku, przez co wzmacniamy zdolności obronne Polski”
– powiedział Mariusz Błaszczak.
Szef resoru obrony przekazał także, że zamówienie obejmuje pakiet logistyczny i szkoleniowy. Planowana jest także rozbudowa niezbędnej infrastruktury.
„Te czołgi będą na pierwszej linii obrony. Ich zadaniem będzie odstraszanie potencjalnego agresora”
– dodał Błaszczak.
Minister obrony narodowej przekazał także, że zakup nowych czołgów nie wpłynie na realizowanie innych programów modernizacyjnych polskiej armii.
Do zdarzenia doszło we wtorkowe popołudnie w Toledo w stanie Ohio. Około godziny 16:30 piorun uderzył w mural z wizerunkiem Floyda. Zniszczona została centralna jego część, na której znajdowała się podobizna przestępcy doprowadzając do częściowego zniszczenia elewacji budynku. Przybyła na miejsce policja otoczyła teren specjalną taśmą.
Toledo, Ohio. Około 16:30 wczoraj (wtorek) burza zniszczyła mural upamiętniający George'a Floyda, namalowany na opuszczonym barze.
— Gej przeciwko światu (@WaldemarKrysiak) July 14, 2021
Mural poświęcony idolowi amerykańskiej lewicy i ruchu Black Lives Matter powstał w lipcu zeszłego roku. To właśnie przed nim postępowi mieszkańcy Toledo organizowali wszelkie wydarzenia upamiętniające Floyda.
Miejscowa lewica nie ukrywa swojej rozpaczy z powodu zniszczenia muralu. Naprzeciw ich oczekiwaniom postanowiły wyjść władze Toledo, które zapowiedziały, iż zapewnią stosowną pomoc przy stworzeniu nowego graffiti poświęconego osobie George’a Floyda.
Niektórzy internauci żartobliwie doszukują się boskiej ingerencji we wtorkowym wydarzeniu. Inni z kolei nazywają go “polskim, ksenofobicznym piorunem” lub “rasistowską burzą”.
• Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie utrzymał w mocy rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody małopolskiego, stwierdzające nieważność uchwały krakowskiej Rady Miasta, zakazującej eksponowania wizerunków dzieci uśmierconych w wyniku aborcji.
• Jeszcze w grudniu 2020 r. Instytut Ordo Iuris przekazał wojewodzie opinię, rekomendującą stwierdzenie nieważności uchwały ze względu na naruszenie przez nią art. 40 ust. 3 i 4 ustawy o samorządzie gminnym.
• Precedensowe orzeczenie WSA w Krakowie powinno stać się teraz istotnym punktem odniesienia dla wojewody mazowieckiego, który zdecyduje wkrótce o stwierdzeniu nieważności analogicznej uchwały podjętej przez warszawską Radę Miasta.
„Wyrok krakowskiego sądu jednoznacznie potwierdza prawo organizacji pro life do ukazywania światu brutalnej prawdy o aborcji. Rada miasta nie może ograniczać tego prawa bezprawną uchwałą” – podkreśla apl. adw. Nikodem Bernaciak, analityk Centrum Analiz Prawnych Instytutu Ordo Iuris.
Wyrokiem z 7 lipca 2021 r. (sygn. akt III SA/Kr 226/21), Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie oddalił styczniową skargę krakowskiej Rady Miasta. Radni usiłowali zakwestionować rozstrzygnięcie nadzorczewojewody małopolskiego z dnia 18 grudnia 2020 r., stwierdzające nieważność krakowskiej uchwały z dnia 18 listopada 2020 r. Pomimo pozornie neutralnej nazwy („uchwała w sprawie przepisów porządkowych związanych z eksponowaniem drastycznych treści na obszarze Krakowa”) akt ten w rzeczywistości dokonywał bezprawnego zamachu na wolność słowa oraz istotnie ograniczał możliwość działania w obronie życia lub zdrowia dzieci jeszcze nienarodzonych przy użyciu fotografii.
Dotychczasowe losy krakowskiej uchwały opisywałjuż w grudniu Instytut Ordo Iuris, który opublikował na ten temat szczegółową analizę udostępnioną wojewodzie małopolskiemu. Autorami projektu była grupa działaczy skrajnie lewicowej partii Razem, co od samego początku wskazywało na jego ideologiczny charakter. Projekt uchwały, pod pozorem wprowadzania „przepisów porządkowych”, dokonywał bezprawnej uzurpacji kompetencji bowiem kwestie te zostały już uregulowane w Kodeksie wykroczeń. Radni otrzymali również aż trzy negatywne opinie. Pierwszą wystosował prezydenta Miasta Krakowa. Zwrócono w niej uwagę, że „taka uchwała ingerowałaby w sposób wykonywania przez właściciela jego prawa własności”. Z kolei w opinii radcy prawnego stwierdzono jednoznacznie, że „projekt uchwały nie spełnia przesłanek ustawowych zawartych i określonych w art. 40 ust. 3 i ust. 4 ustawy z dnia 8 marca 1990 roku o samorządzie gminnym”. Negatywnie do propozycji odniosła się też miejska Komisja Praworządności.
Precedensowe orzeczenie WSA w Krakowie zapadło w przeddzień uchwalenia przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy uchwały z 8 lipca 2021 r. Podobnie jak krakowska, zakazuje ona eksponowania fotografii przedstawiającej rzeczywisty skutek aborcji, jakim jest śmierć dzieci poczętych, jak również zabrania „ukazywania osób w sposób nieprawdziwy, a zarazem obraźliwy, ośmieszający lub poniżający”. Nie precyzuje jednak, kto miałby oceniać każdorazowo stopień prawdziwości danej informacji, uzależniając tę ocenę od wysoce nieprecyzyjnego kryterium „oczu opinii publicznej”. Krakowski wyrok powinien stać się teraz istotnym punktem odniesienia dla wojewody mazowieckiego, który ma 30 dni na stwierdzenie nieważności warszawskiej uchwały.
Tak jak za komuny, tak i dziś niszczone jest polskie rolnictwo
Dziś dzieje się to poprzez niszczenie kolejnych gałęzi polskiej produkcji rolnej, zablokowanie polskim rolnikom możliwości sprzedaży produktów – Unia Europejska miliardy euro wydała na wspieranie zagranicznych supermarketów w Polsce, by polskie sklepy uległy likwidacji – zagranicznych supermarketów, w których sprzedawana jest żywność produkowana na zachodzie (często gorszej jakości, choć sprzedawana pod tą samą marką), a nie polska tańsza i lepszej jakości żywność.
Polska wieś niszczona jest też przez Unię Europejską tym, że w ramach kreowania nieuczciwej konkurencji, rolnicy z zachodu dostają większe dopłaty niż rolnicy w Polsce – idealnym rozwiązaniem tej patologii byłaby likwidacja wszelkich dopłat w całej Unii Europejskiej, co postulują polscy rolnicy.
Współczesną bolączką polskich rolników jest też to, że nie tylko opanowane przez antypolskie siły samorządy miejskie likwidują bazary miejskie, by polscy rolnicy nie robili konkurencji dla zachodnich marketów, nie tylko to, że te markety wolą mniej zarobić i sprzedawać żywność z zachodu niż polska, ale też to, że handel hurtowy nie znajduje się już w rękach polskich, co sprawia, że nie dba o interes polskich producentów tylko o interes producentów z zachodu.
Tak jak dziś niszczone jest polskie rolnictwo, czyli klasa społeczna gospodarująca na swoim i niezależna od zagranicznych pracodawców, tak w PRL, w tym samym celu, by ludzie utracili swoją niezależność od komunistycznej władzy, byli niszczeni przez komunistów polscy rolnicy.
Walka komuny z polskimi rolnikami za Gomułki
Temat polityki rolnej PRL za czasów Gomułki jest jednym z pobocznych tematów wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej prawie 600 stronicowej pracy „Na licencji Moskwy. Wokół Gomułki, Bermana i innych (1943–1970)” autorstwa Roberta Spałka.
Choć główny bohater pracy historyka z IPN Władysław Gomułka „był zadeklarowanym i dozgonnym zwolennikiem centralnego planowania” i całkowitego upaństwowienia gospodarki, w tym i likwidacji prywatnych gospodarstw rolnych oraz powstania Państwowych Gospodarstw Rolnych, to uważał, że z kolektywizacją wsi nie należy się spieszyć – bo chłopi jej nie chcą (co ciekawe prywatnego rolnictwa w Polsce nie chciał też zniszczyć ani Gierek, ani Jaruzelski, który w 1983 roku wpisał rodzinne gospodarstwa rolne do Konstytucji PRL). PRL był jedynym państwem komunistycznym, w którym zaniechano kolektywizacji wsi – w innych krajach komunistycznych 90% gospodarstw rolnych należało do państwa. Po przejęciu władzy przez Gomułkę rozwiązano 85% skolektywizowanych gospodarstw rolnych.
Rolnicy tak jak Kościół barierą na drodze rewolucji komunistycznej
Realizm Gomułki górował nad jego komunistycznym fanatyzmem. Gomułka, choć uważał chłopów i Kościół za bariery na drodze do komunizmu, choć uznawał błędnie, że klęska kapitalizmu jest nieunikniona, to nie chciał przymusową kolektywizacją zrobić z chłopów wrogów PPR i PZPR.
Gomułka balansował, z jednej strony nie niszcząc prywatnego rolnictwa, a z drugiej strony zapewniając dostęp do maszyn i nawozów tylko dla PGR-ów, wykorzystywał propagandę do promocji PGR-ów. Z czasem zgodził się na sprzedaż traktorów rolnikom, obniżył wysokość przymusowych dostaw zboża, zwierząt rzeźnych i ziemniaków, które obowiązywały od 1952 roku – wysokie podatki i dostawy przymusowe za grosze były dolegliwe dla rolników. W latach 60 władze PRL mogły przejmować gospodarstwa rolne, gdy te uznano za podupadłe, zadłużone, lub gdy rolnik dostawał rentę.
Państwowe gospodarstwa rolne były o wiele mniej efektywne niż prywatne, choć dostawały o wiele więcej sprzętu i nawozów – w 1970 roku PGR stanowiły 15% areałów, a produkowały 14% produkcji (warto dodać, że nawet skala PGR powinna sprawiać, że mogły one, by być bardziej efektywne. Mała efektywność PGR skłaniał Gomułkę do odrzucania sowieckich poleceń likwidacji prywatnego rolnictwa w PRL – Gomułka odrzucał natychmiastowe upaństwowienie, bojąc się głodu. Bezczelność Gomułki wobec sowietów była tak wielka, że wypominał towarzyszom z Moskwy, że upaństwowienie rolnictwa w ZSRR doprowadziło do klęski głodu. W ramach wspierania PGR Gomułka wprowadził lepsze płace w PGR-ach.