Krzysztof Persak

Krzysztof Persak / fot. twitter

Od dekad szerzona jest antypolska narracja historyczna oskarżająca Polaków o odpowiedzialność za holocaust – Polacy będący ofiarami są osadzani w roli sprawców zbrodni. Dziś ta antypolska narracja (często środowisk żydowskich) jest wykorzystywana jako zaplecze propagandowe dla bezzasadnych roszczeń żydowskich.

Żydowską narrację historyczną szerzy nie tylko sfinansowane i utrzymywane przez polskich podatników muzeum historii Żydów, ale i liczne placówki sztuki nowoczesnej, które równocześnie szerzą wszelkie lewicowe zabobony.

Czytaj także: Bodakowski: Jabłonowski promuje komunizm i globalną rewolucję [OPINIA]

Nadzieje związane z Muzeum Historii Polski

Wielu polskich patriotów z nadzieją wyczekiwało powstania Muzeum Historii Polski – tym bardziej że dotychczasowe kolejne władze III RP wydawały pieniądze podatników nie na pamięć o historii Polski i Polaków tylko na pamięć o historii Żydów. Po 30 latach od transformacji ustrojowej w Warszawie jest muzeum historii Żydów, a budynku Muzeum Historii Polski do tej pory nie ma.

Naiwnie liczyłem, że budowane na cytadeli w Warszawie Muzeum Historii Polski będzie placówką polską, a nie antypolską. Moje nadzieje wobec Muzeum Historii Polski zniszczył kolega, który podesłał mi link do strony Muzeum Historii Polski, na której można przeczytać wywiad o Jedwabnem, według którego sprawcami zbrodni byli Polacy.

O Jedwabnem na stronach MHP

W wywiadzie „Pogrom Żydów w Jedwabnem” z dr. Krzysztofem Persakiem z Instytutu Pamięci Narodowej i Instytutu Studiów Politycznych PAN (przeprowadzonym przez Tomasza Wiścickiego) można przeczytać, że „bezpośrednimi sprawcami tej zbrodni byli Polacy – z Jedwabnego, ale także mieszkańcy okolicznych wsi. Jak wynika z relacji świadków, już od rana zjeżdżali oni furmankami, najwyraźniej wiedząc, co się szykuje, zapewne z nadzieją na udział w rabunku mienia ofiar”.

Według rozmówcy MHP to Polacy mordowali w Jedwabnem

Czytelnicy na stronie Muzeum Historii Polski z wywiadu dowiedzą się, że „podczas narady z tymczasowymi władzami miasteczka – burmistrzem i radnymi miejskimi – pojawił się pomysł, żeby miejscowych Żydów spalić. Zapewne zasugerowali to Niemcy, choć nie mamy co do tego pewności. Według relacji ta odprawa odbyła się przed dniem zbrodni. Przyjazd chłopów z okolicznych wsi też potwierdza, że decyzje zapadły wcześniej. Nie jesteśmy pewni, czy ci Niemcy pojawili się w Jedwabnem także w dniu zbrodni”.

Zdaniem rozmówcy Muzeum Historii Polski „Niemcy zostali przywitani jak wyzwoliciele” przez Polaków – Niemcy w „pierwszym okresie dla utrzymania kontroli nad terenem w dużej mierze polegali na pomocy miejscowej ludności. W Jedwabnem […] powstaje samozwańcza polska władza lokalna. […] Niemcy dopuścili też do powstawania ochotniczych straży porządkowych, swego rodzaju samozwańczych milicji, którym nawet dali prawo do noszenia broni.. Do tych straży wstępują ludzie z antysowieckiej konspiracji”.

Zdaniem rozmówcy MHP polscy antykomuniści dokonali w Łomżyńskim kilkudziesięciu pogromów Żydów

Zdaniem Krzysztofa Persaka taka polska bojówka uzbrojona przez Niemców i złożona z antykomunistów działała też w Jedwabnem, i takie bojówki dokonały w okolicy Jedwabnego ponad 20 mordów Żydów „w tym kilka takich, w których zginęło po kilkaset osób”. Polacy antykomuniści mieli wymordować Żydów też w Radziłowie.

Krzysztof Persak stwierdził, że taka polska bojówka antykomunistów w Jedwabnem była „motorem tego, co się wydarzyło” – rozmówca Muzeum Historii Polski twierdzi, że nikt Polaków do zbrodni nie zmuszał – Polacy „byli tam z własnej woli, powodowani – jak sądzę – różnymi przyziemnymi przesłankami, a już na pewno nikt nie zmuszał do przyjeżdżania do Jedwabnego chłopów z sąsiednich wsi”.

Z wywiadu na stronie Muzeum Historii Polski wynika, że sprawcami zbrodni byli Polacy, a nie Niemcy, nikt do ofiar nie strzelał – łuski znalezione w czasie ekshumacji pochodzić miały z 1945 roku.

Rozmówca MHP twierdzi, że znaczna część polskiej społeczności mordowała Żydów

Krzysztof Persak w wywiadzie dla Muzeum Historii Polski jednoznacznie stwierdza, „że bezpośrednimi sprawcami byli miejscowi Polacy. […] Grupa ludzi, którzy w jakimś stopniu w tej zbrodni wzięła udział, liczyła zapewne od stu do dwustu osób”, czyli duża część dorosłych polskich mężczyzn. Zdaniem Krzysztofa Persaka w zamordowanie Żydów w Jedwabnem zaangażowana była „znacząca część polskiej społeczności miasteczka. Choć aktywistów, którzy mordowali, było zapewne kilkudziesięciu, tych, którzy na zbrodni skorzystali, było znacznie więcej”.

Rozmówca Muzeum Historii Polski w swoim wywiadzie sugeruje, że Polacy mogli w Jedwabnem zabić do 800 Żydów. Dla Krzysztofa Persaka „głównym źródłem wiedzy o zbrodni jest relacja Szmula Wasersztejna”, której prawdziwość ma potwierdzać nie przeprowadzona w pełni ekshumacja.

Zdaniem rozmówcy MHP to mordowania Żydów Polaków pchnęła endecja

Polaków do wymordowania Żydów, zdaniem rozmówcy Muzeum Historii Polski, miała pchnąć ich polskość – „to jest teren tradycyjnie endecki, jeden z mateczników Narodowej Demokracji. W miarę ewolucji Narodowej Demokracji w kierunku bardzo mocno antysemickim narastały takie nastroje. Pewną rolę odgrywał też skład społeczny ludności. To są tereny zamieszkałe przez szlachtę zagrodową, bardziej chłonną na idee narodowe, a antysemityzm się także z tym łączył”. Dodatkowo chciwi Polacy chcieli wymordować Żydów, by ich okraść.

Krzysztof Persak w wywiadzie dla Muzeum Historii Polski twierdzi, że – „Gross słusznie pisze, że sprawa stosunków polsko-żydowskich obciąża biografię zbiorową Polaków: nie skonfrontowaliśmy się z tym w wystarczającym stopniu i jeżeli tego nie zrobimy, to cały czas będziemy się ze strachem i obawą oglądać za siebie, że jest coś, co nas obciąża”

W rzeczywistości mordu w Jedwabnem dokonali Niemcy

Opinie prezentowane na stronie Muzeum Historii Polskiej jako fakty są przez wielu historyków uznawane za bzdury. W rzeczywistości 10 lipca 1941 miała miejsce akcją likwidacji Żydów (uznawanych przez Niemców za zaplecze dla sowietów) w Jedwabnem, a także w Radziłowie i Tykocinie, kierował komisarz kryminalny Hauptsurmfuhrer Hermann Schaper. Schaper jak wielu innych zbrodniarzy nazistowskich po wojnie pozostał bezkarny — z braku wystarczających dla niemieckich sądów (złożonych z sędziów sądów z czasów nazistowskich) dowodów. Sprawą jego odpowiedzialności za zbrodnie podczas II wojny światowej w Łomżyńskim zajmowała się niemiecka prokuratura w 1964 i 1965 oraz sądy w 1974 (w oparciu o dokumenty SS z archiwum MSW w Warszawie) i 1976 roku. Odpowiedzialność Schepera za eksterminację Żydów w Łomżyńskim ustaliło Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu koło Stuttgartu na podstawie ustaleń z 1963 z biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej. Żydzi z Radziłowa na zdjęciach rozpoznali Schapera.

Einsatzkomando SS

Według świadków wydarzeń 10 lipca 1941 roku, dwa tygodnie po wkroczeniu Niemców i rozpoczęciu niemieckiej okupacji, do Jedwabnego przybyło 69 gestapowców i wielokroć więcej żandarmów niemieckich. Było to Einsatzkomando SS Zichenau Schrottersburg (Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów Płock). Była to jedna z wielu akcji likwidacji Żydów — podobne miały miejsce w: końcu czerwca w Wiznie, 5 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie leżącym 15 km od Jedwabnego, 10 lipca w Jedwabnem, w sierpniu w Łomży leżącej 18 km od Jedwabnego, 22 sierpnia w Tykocinie leżącym 30 km od Jedwabnego, 4 września w Rutkach leżących 20 km od Jedwabnego, Zambrowie leżącym 35 km od Jedwabnego. W wielu z tych miast Niemcy palili Żydów w stodołach. Ten sam schemat SS wykorzystywało w likwidacjach Żydów od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego — na Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii. W pogromach Niemcy starali się wykorzystać lokalny margines społeczny i antysemitów.

W Jedwabnem Niemcy zabili mniej niż 250 Żydów. By Żydzi nie uciekali z płonącej stodoły, Niemcy strzelali do Żydów — świadczy o tym 100 łusek znalezionych przez IPN w maju 2001 w ruinach spalonej stodoły. Łuski po amunicji znalezione w Jedwabnem były łuskami do niemieckich karabinów Mauser z 1938 i niemieckich pistoletów Walter używanych przez niemieckich oficerów. Jedwabne nie było podczas II wojny światowej terenem walk jednostek niemieckich — łuski więc najprawdopodobniej pochodziły z masowego mordu.

O to by nie było ekshumacji zadbał Lech Kaczyński

Wbrew polskiemu prawu nie przeprowadzono ekshumacji – zadbał o to ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński. Brak ekshumacji uzasadniano protestami społeczności żydowskiej, było to dziwne tłumaczenie, bo w innych miejscach zbrodni na Żydach ekshumacje przeprowadzono.

Żołnierzom niemieckim w pogromie pomagali cywilni przedstawiciele niemieckich władz lokalnych Jedwabnego przywiezionych do Jedwabnego przez Niemców. Niemcy usiłowali biciem i bronią palną zagonić Polaków do pilnowania Żydów na rynku w Jedwabnem — wielu Polaków pomimo grożącej śmierci z rąk Niemców uciekało z miasta, by nie pomagać w niemieckiej zbrodni. Polacy nie byli świadomi celów Niemców. Z rynku Niemcy zapędzili Żydów do stodoły i ich tam spalili.

Podczas powojennego komunistycznego procesu oskarżeni o mord w Jedwabnem twierdzili, że podczas śledztwa byli torturowani przez komunistycznych śledczych. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winy i obciążenie innych odpowiedzialnością za mord. Sąd 10 spośród 22 oskarżonych uniewinnił, wydał 1 wyrok śmierci – zresztą niewykonany. 11 osób skazał na kilkunastoletnie wyroki, choć uznano, że byli terrorem przez Niemców zmuszeni do pilnowania Żydów. Wymuszone przez UB zeznania były tak niewiarygodne, że komunistyczny sąd uznał je za niewystarczający dowód. Sąd apelacyjny spośród 12 skazanych 2 uniewinnił.

Katastrofalna powódź w Niemczech.

Katastrofalna powódź w Niemczech. / Fot. twitter.com/TheStalwart

  • Nie żyją co najmniej 103 osoby, a setki uznaje się za zaginionych. W samej Nadrenii-Palatynacie zginęło ponad 50 osób.
  • Niektórzy mogli ratować się tylko ucieczką na dachy. W bezpieczne miejsce byli transportowani helikopterem.
  • Powódź w Niemczech spowodowała awarię linii energetycznych i telefonicznych. W wielu miejscach wciąż nie można oszacować sytuacji i rozmiarów zniszczeń.
  • Zobacz także: Spotkanie Biden-Merkel. Nie było zgody co do Nord Stream 2. Ale i tak Biden nic z tym nie zrobi

Powódź w Niemczech spowodowała ogromne zniszczenia. Co najmniej 103 osoby nie żyją, a setki uznaje się za zaginionych. Zalane ulice, zawalone domy, grożące pęknięciem tamy.

W zachodnich Niemczech dramatycznie podniósł się poziom wody na Renie, Mozeli i mniejszych rzekach. Po ulewnych deszczach potoki zamieniły się w rwące rzeki i wyrządziły szkody w wielu miejscowościach. Powódź w Niemczech spowodowała przerwy w dostawie prądu, które sparaliżowały całe regiony. 

Powódź w Niemczech: Dziesiątki ofiar

Co najmniej 103 osoby nie żyją, setki uznaje się za zaginionych. Najgorsza sytuacja panuje w Nadrenii-Palatynacie oraz Nadrenii Północnej-Westfalii. W samej tylko Nadrenii-Palatynacie – jak poinformowała premier tego landu Malu Dreyer – zginęło ponad 50 osób.

– To jest katastrofa. Są zabici, są zaginieni, wiele osób wciąż jest w niebezpieczeństwie

– oddała Dreyer.

Według niej zniszczona została infrastruktura tego kraju związkowego, odbudowa zaś potrwa bardzo długo i będzie sporo kosztować.

Niektórzy mieszkańcy dotkniętych regionów mogli ratować się tylko ucieczką na dachy. Musieli zostać przetransportowani w bezpieczne miejsce helikopterem. Niestety nie wszystkim udało się pomóc. Służby ratunkowe informują, że wiele ciał znaleziono w piwnicach i domach ludzi, których rozmiar tragedii zupełnie zaskoczył.

Powódź w Niemczech spowodowała zniszczenia dróg, mostów i linii kolejowych, zniszczeniu uległy liczne domy i zakłady rzemieślnicze, straty materialne są prawdopodobnie ogromne.

Tama może pęknąć

Dramatyczna jest sytuacja na zaporze koło Euskirchen. Władze okręgu Rhein-Sieg poinformowały, że mury tamy mogą w każdej chwili pęknąć. Obecnie trwa odpompowywanie wody, by odciążyć konstrukcję. Ewakuowano również mieszkańców Swistal i Rheinbach.

– Pomoc zostanie udzielona wszędzie tam, gdzie tylko będzie to możliwe

– zapewniła kanclerz Niemiec Angela Merkel, która obecnie przebywa w Waszyngtonie.

– To przerażające dni dla ludzi, którzy są na zalanych terenach. Moje myśli są z nimi. Wierzę, że siły naszego państwa zrobią wszystko, aby uratować życie, zapobiegać niebezpieczeństwom i łagodzić kryzys

– dodała.

Powódź w Niemczech spowodowała awarię linii energetycznych i telefonicznych w wielu miejscach wciąż nie można oszacować sytuacji i rozmiarów zniszczeń.

www.dw.com, wiadomosci.wp.pl

Konfederacja deklaruje spełnić postulaty programowe "Polski na nowo"

Konferencja prasowa Konfederacji, gdzie zaprezentowano deklarację posłów / fot. Twitter/Konfederacja

  • Konfederacja twierdzi, że zapowiedź lockdownu to ze strony rządu brak wiary w skuteczność szczepień u osób już zaszczepionych.
  • Politycy Konfederacji promowali program „Polska na nowo”. Zakłada on m.in. odblokowanie ochrony zdrowia czy zmianę polityki odpadowej.
  • Poseł Sośnierz: Podatnicy nie po to płacą składki, które wcale nie uległy zmniejszeniu w czasie epidemii, żeby otrzymywać substytut i podróbkę służby zdrowia.
  • Zobacz także: PiS nie wprowadzi ograniczeń sanitarnych jak we Francji? “Boimy się zamieszek”

Konfederacja w ramach „Wakacji z Konfederacją” kontynuuje swoje tournée po Polsce. Politycy w Gdańsku promowali program „Polska na nowo”. Otwarcie sprzeciwili się również kolejnemu lockdownowi.

Kolejny lockdown to brak wiary w skuteczność szczepień

Podczas swojej czwartkowej wizyty w Gdańsku politycy skomentowali wypowiedź rzecznika rządu Piotra Müllera, który w TVP1 mówił, że rząd nie wyklucza jesienią kolejnego lockdownu. Tłumaczył, że do jego uniknięcia konieczne są dalsze szczepienia.

– To straszenie ludzi w obliczu nowej odmiany wirusa. Nie ma powodów, by w taki sposób stawiać sprawę. To forma miękkiego przymusu i nic innego jak groźby ze strony rządu. Nie zgadzamy się na to

– powiedział poseł Dobromir Sośnierz.

Zdaniem polityka Konfederacji zapowiedź lockdownu to ze strony rządu brak wiary w skuteczność szczepień u osób już zaszczepionych.

– Propaganda rządu może działać już przeciwskutecznie na ludzi

– powiedział pomorski poseł Konfederacji Michał Urbaniak

Sośnierz tłumaczył zaś, że o skutkach działania szczepionek przekonamy się dopiero w przyszłości, bo te są nadal w fazie eksperymentalnej.

„Polska na nowo”

Michał Urbaniak mówił o konieczności poprawy gospodarki odpadami oraz naprawy ochrony zdrowia. Odpowiedzi na to mają być w programie „Polska na nowo”. Konfederacja w ramach programu „Polska na nowo” przewiduje także rezygnację z teleporad medycznych.

– Podatnicy nie po to płacą składki, które wcale nie uległy zmniejszeniu w czasie epidemii, żeby otrzymywać substytut i podróbkę służby zdrowia

– powiedział Dobromir Sośnierz.

– Należy wyciągnąć wnioski z nieudanych eksperymentów, które były prowadzone przez ostatnie półtora roku. Mówimy stop segregacji sanitarnej, paszportom covidowym, ograniczeniom, obłędowi, który skupia wszystkie wysiłki służby zdrowia i państwa na walce tylko z jedną chorobą, przy zaniedbywaniu wielu innych rzeczy

– dodał.

Konfederacja wskazała również na ogromny problem, jakim w Gdańsku jest polityka odpadowa. Sugerowano też gratyfikowanie mieszkańców segregujących śmieci.

dziennikbaltycki.pl, wiadomosci.wp.pl

Flaga LGBT

Flaga LGBT / Fot. Pxhere

Sąd Najwyższy w Izraelu orzekł, że pary homoseksualne muszą mieć dostęp do zastępczego macierzyństwa. Jednak dla wierzących Żydów surogacja dla homoseksualistów, to decyzja nie do przyjęcia. Dla społeczeństwa izraelskiego jest to czymś niewyobrażalnym.

W Izraelu proceder wykorzystywania matek surogatek w celu pozyskania potomstwa został zalegalizowany już 1996 r. Surogacja była jednak przeznaczona najpierw jedynie dla par heteroseksualnych. Potem również dla samotnych kobiet. 

Surogacja dla homoseksualistów

W lutym ubiegłego roku sędziowie orzekli, że jest to dyskryminacja homoseksualistów i samotnych mężczyzn. Dlatego zalecili prawodawcom zmianę przepisów, aby surogacja była dostępna również dla homoseksualistów. Nie mogło być jednak o tym mowy, ponieważ w tym czasie Izraelem rządził Netanyahu i ortodoksyjni Żydzi.

Od miesiąca jest nowy rząd i to właśnie w tym kontekście politycznym Sąd Najwyższy po raz drugi zajął się tą kwestią. Nakazał tym razem, aby surogacja była wprowadzona również dla gejów.

Decyzja trybunału spotkała się z ostrą krytyką w parlamencie. Przede wszystkim ze strony ortodoksyjnych Żydów, którzy nie zgadzają się, aby geje wynajmowali sobie kobiety do rodzenia. Bez względu na swoje implikacje polityczne surogacja dla homoseksualistów to kwestia bardzo delikatna w izraelskim społeczeństwie. Jak zauważa w dzienniku „La Croix” rabin Jacquot Grunewald, dla wierzących rodzin jest czymś niewyobrażalnym, by dziecko było wychowywane przez dwóch ojców.

vaticannews.va, pch24.pl

powódź, woda

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay.com

  • Ponad 60 dzieci oraz ich opiekunów utknęło w ośrodku wczasowym w Belgii. Wszystkie drogi dojazdowe do budynku są zalane. Ewakuację przeprowadziła belgijska armia.
  • Dzieci czują się dobrze i trafiły do Brukseli do Stałego Przedstawicielstwa RP, skąd odbierają ich rodzice.
  • W piątek premier Walonii Elio Di Rupo poinformował, że jest co najmniej 12 ofiar śmiertelnych, a 21 tys. osób jest pozbawionych prądu.
  • Zobacz także: Były szef PO tego się nie spodziewał. Góral przyszedł na konferencje i powiedział mu TO w twarz

Ponad 60 dzieci oraz ich opiekunów utknęło w ośrodku wczasowym w Belgii. Budynek w wyniku powodzi został odcięty od świata. Ewakuację przeprowadziła belgijska armia.

Od kilku dni Belgię nawiedzają intensywne deszcze, które spowodowały powodzie w wielu częściach kraju. Woda zalała także ośrodek wczasowy Polskiej Macierzy Szkolnej w Comblain-la-Tour w Walonii. W budynku przebywało ponad 60 polskich dzieci oraz ich opiekunów. Wszystkie drogi dojazdowe do tego ośrodka są zalane.

Dzieci zostały ewakuowane

Stałe Przedstawicielstwo RP przy Unii Europejskiej we współpracy z polskim konsulatem zorganizowało w piątek rano ewakuację dzieci oraz ich opiekunów. Ewakuację przeprowadziła belgijska armia.

Akcja ratunkowa rozpoczęła się około godziny 11 i zakończyła po godzinie 12.

Pontony z ratownikami podpływały do zalanego budynku, skąd dzieci i opiekunowie byli wyprowadzani po drabinie przez okno na pierwszym piętrze. Osoby ewakuowane były następnie przewożone na pobliski nasyp kolejowy, na którym czekał m.in. dowódca akcji. Z tego miejsca wojskowy wskazywał łodziom ratunkowym, którędy najlepiej płynąć, by uniknąć zahaczenia o przeszkody znajdujące się pod wodą.  

Dzieci są w pełni bezpieczne, korzystają z profesjonalnej pomocy wojska. Są przewożone w bezpieczne i suche miejsce

– przekazał przedstawiciel konsulatu RP.

Dodał, że obecnie dzieci czują się dobrze i trafiły do Brukseli do Stałego Przedstawicielstwa RP, skąd odbierają ich rodzice.

Powódź w Belgii

Na południu i wschodzie Belgii doszło do znacznego podniesienia się poziomu rzek, które doprowadziły do powodzi i podtopień miast oraz osiedli. W piątek premier Walonii Elio Di Rupo poinformował, że jest co najmniej 12 ofiar śmiertelnych, a 21 tys. osób jest pozbawionych prądu.

Polityk zaznaczał, że liczba osób, które zmarły w wyniku powodzi może być większa, ponieważ wojsko nie dotarło jeszcze do wszystkich zalanych przez wodę terenów. Ulewy wyjątkowo silnie dotknęły Walonię. Według tamtejszej policji wiele odcinków dróg pozostaje nieprzejezdnych, podobnie jak większość szlaków kolejowych w regionie.

tvn24.pl, polsatnews.pl

Gnojówka przed budynkiem resortu rolnictwa

Kłęby czarnego dymu w czasie protestu rolników / fot. Twitter/Świat Rolnika

  • Rolnicy zapowiadają na wtorek „całkowity paraliż między Piotrkowem a Warszawą”.
  • Działacze rolniczy podkreślają, że blokady dróg „to jest ostateczność, ale musimy się do tego stopnia niestety posunąć, żeby ktoś zwrócił na to uwagę”.
  • Dzisiaj rybacy i rolnicy mają identyczny problem – podkreślił lider AgroUnii Michał Kołodziejczak.
  • Zobacz także: Postępowa lewica odlatuje! “Chęć posiadania własnych dzieci to element rasizmu”

Rolnicy zapowiadają, że po raz kolejny będą blokować drogi. Pierwsza z blokad rozpocznie się już w najbliższy wtorek.

We wtorek zapraszamy wszystkie media i wszystkich, którzy chcą też przyjechać i wspomóc rolników, na 8:00 do Srocka. Tam jest zgłoszone zgromadzenie i traktory będą się poruszały na drodze krajowej. Będzie całkowity paraliż między Piotrkowem a Warszawą i to jest ostateczność, ale musimy się do tego stopnia niestety posunąć, żeby ktoś zwrócił na to uwagę. Na następną sobotę planowane jest odcięcie na Pomorzu strategicznego miejsca. Premier ma jeszcze czas na opamiętanie, ludzie chcą rozmawiać, ludzie chcą odszkodowań. Zrobili wszystko, żebyśmy czuli się nikim, dlatego przechodzimy do działań

– zapowiedział lider AgroUnii Michał Kołodziejczak.

Rolnicy deklarują, że z całej mocy będą walczyć o swój byt.

Mówię jasno: rozpętamy w Polsce piekło. To lato będzie gorące, nie damy się, nie odpuścimy, ja nie odpuszczę

– podkreślił Kołodziejczak.

Lider AgroUnii wskazał, że problemy trapiące polskie rolnictwo, są różnorakie.

Dzisiaj rybacy i rolnicy mają identyczny problem. Jednym zabrania się hodować zwierząt i zabija się zdrowe zwierzęta, a drugim zabrania się łowić ryb. Jednym i drugim nikt za to nie daje odszkodowań. To jest w ogóle absurdalna sytuacja, bo ci ludzie zainwestowali miliony złotych w swoje gospodarstwa i firmy, które prowadzą

– powiedział.

Zobacz także: Były szef PO tego się nie spodziewał. Góral przyszedł na konferencje i powiedział mu TO w twarz

swiatrolnika.info

Msza trydencka.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. YouTube.

  • Papież Franciszek unieważnił motu proprio Summorum Pontificum, w którym Benedykt XVI uregulował swobodny dostęp do tzw. Mszy Trydenckiej.
  • Msze w formie rytu rzymskiego nie będą już mogły być odprawiane przez księży bez stosownej zgody biskupa.
  • Papież przyznaje, że decyzja jest reakcją na wyniki sondażu przeprowadzonego wśród biskupów.
  • Zobacz także: Papież Franciszek opuścił szpital. Lipiec miesiącem rekonwalescencji

Papież Franciszek wydał motu proprio Traditionis Custodes, którym ogranicza możliwość korzystania z tak zwanej liturgii przedsoborowej. Motu proprio papieża istotnie zmienia zasady celebracji Mszy świętej w formie rytu rzymskiego obowiązującej przed reformami z XX wieku.

Franciszek unieważnił tym samym motu proprio Summorum Pontificum, w którym Benedykt XVI uregulował swobodny dostęp do tzw. Mszy Trydenckiej. Od tej pory odprawianie mszy trydenckiej będzie wiązało się z poważnymi ograniczeniami.

Od dziś jedynym wyrazem rytu rzymskiego jest liturgia posoborowa. Wydawanie zezwolenia na posługiwanie się Mszałem z 1962 r. powraca do wyłącznych kompetencji biskupa. Ma on się upewnić, że grupy, które się nim posługują nie podważają reformy liturgicznej i nauczania papieży.

Franciszek zakazuje sprawowania przedsoborowej liturgii w kościołach parafialnych. Biskup ma wyznaczyć do tego inny kościół oraz kapłana, który będzie sprawował liturgię i który ma się upewnić, czy dalsze sprawowanie tej liturgii służy duchowemu rozwojowi wiernych. Papież zakazuje też biskupom wydawania zezwoleń na powstawanie nowych grup.

Kapłani, którzy zostaną wyświęceni po wydanym dziś motu proprio, aby sprawować Mszę według liturgii przedsoborowej, muszą zgłosić formalną prośbę do biskupa. Ten, zanim udzieli zgody musi się skonsultować ze Stolicą Apostolską. Kapłani, którzy sprawowali dotychczas liturgię według nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego muszą wystąpić do biskupa o pozwolenie na jej dalsze sprawowanie.

Papież podaje motywy decyzji

Papież przyznaje, że decyzja jest reakcją na wyniki sondażu przeprowadzonego wśród biskupów. Franciszek zauważa, że udostępnienie dawnej liturgii miało służyć jedności Kościoła. Benedykt XVI uważał, że obawy przed pogłębieniem podziałów są bezpodstawne. Tymczasem, zdaniem Franciszka pragnienie jedności zostało zlekceważone, a wielkodusznie zaoferowane ustępstwa zostały wykorzystane „do zwiększenia dystansu, umocnienia różnic, tworzenia opozycji, które ranią Kościół i utrudniają jego drogę, wystawiając go na ryzyko podziału”. Zdaniem Franciszka Mszał z 1962 r. został potraktowany instrumentalnie, w sposób coraz bardziej nacechowany odrzuceniem nie tylko reformy liturgicznej, ale i Soboru Watykańskiego II.

„Zmiany w sprawowaniu liturgii trydenckiej to błąd”

Decyzja Ojca Świętego wywołała wiele komentarzy i kontrowersji. Krytycznie na jej temat wypowiedział się publicysta katolicki Tomasz Terlikowski.

Zmiany w sprawowaniu liturgii trydenckiej to błąd.

1. I to z wielu powodów.Nie da się twierdzić, że budujemy Kościół zdecentralizowany i jednocześnie ograniczać możliwości działania i sprawowania kultu istotnej grupie w Kościele. Takie działanie pokazuje, że decentralizacja ma służyć tylko jednej opcji.

2. Wypychanie zwolenników z Kościoła, wymuszanie na nich nowego rytu wcale nie służy jedności Kościoła, i je sprzyja integracji. Wypychani popadać mogą w mentalnosc sekciarską, i bez wątpienia nie skłania ich to do przyjmowania Vaticanum II. Benedykt XVI reintegrował nurt Tradycji w Kościele, Franciszek wyrzuca go na nawias.

3. Wymuszanie wprowadzania czytań w innym języku narusza integralność liturgii. Nie ma powodów, żeby to robić.

4. Różnorodność jest wartością, i choćby dlatego nie widać powodu, by wymuszać jeden ryt.

– napisał w mediach społecznościowych.

vaticannews.va, facebook.com

Ron DeSantis, przemawiający podczas szczytu zorganizowanego przez ADF.

Ron DeSantis, przemawiający podczas szczytu zorganizowanego przez ADF. / Fot. Facebook

  • Ron DeSantis przekonywał, że politycy muszą zrobić coś więcej niż tylko przyjąć listę konserwatywnych haseł.
  • Zdaniem gubernatora Florydy USA potrzebują odważnych przywódców.
  • Gubernator DeSantis w swoim przemówieniu poruszył także takie tematy jak wolność religijna czy transgenderowi sportowcy. Zabrał również głos w sprawie COVID-19.
  • Zobacz także: PiS nie wprowadzi ograniczeń sanitarnych jak we Francji? “Boimy się zamieszek”

Przemawiając podczas szczytu poświęconego wolności religijnej, zorganizowanego przez Sojusz Obrony Wolności (Alliance Defending Freedom – ADF), Ron DeSantis przekonywał, że politycy muszą zrobić coś więcej niż tylko przyjąć listę konserwatywnych haseł. Powiedział, że powinni oni “mieć kręgosłup i środki, by być gotowymi stanąć w obronie tych słusznych rzeczy, kiedy robi się ciężko, kiedy światła stają się gorące, kiedy ludzie rzucają w ciebie różnymi rzeczami i próbują cię oczernić. To jest właśnie to, gdzie moim zdaniem guma spotyka się z drogą”.

Składasz przysięgę, aby wspierać i bronić Konstytucji, i musisz być gotowy, aby to zrobić bez strachu lub łaski, i musisz być stanowczy, i musisz wykonać zadanie. Odmawianie prawidłowego rządzenia lub nawet rządzenia w ogóle z obawy przed jakimikolwiek zewnętrznymi konsekwencjami jest tchórzostwem, a my nie możemy mieć tchórzliwych ludzi na tych stanowiskach w tym momencie naszej historii

– podkreślił gubernator Florydy.

DeSantis dodał, że „środowiska akademickie, komercyjne media, przemysł technologiczny, wielki biznes – wszystkie te środowiska w różnym stopniu przyjmują lewicową, obłąkańczą perspektywę”.

Większość z nich jest całkowicie wrogo nastawiona do wszelkiego rodzaju konserwatywnych wartości czy tradycyjnych zasad. To jest po prostu pewne. Tak więc, dobrze o tym wiesz wchodząc do gry. Tak właśnie wygląda pole bitwy i jeśli staniesz w obronie prawdy, to pod wieloma względami spotkasz się z gniewem tych instytucji. Media prawie na pewno będą próbowały cię oczerniać, Big Tech może cię cenzurować, a wielki biznes może nawet próbować cię bojkotować, bojkotować twój stan, bojkotować twoją jurysdykcję, ale to jest to, co musisz być skłonny znosić

DeSantis o COVID-19: Floryda wybrała wolność zamiast faucizmu

Gubernator DeSantis w swoim przemówieniu poruszył także takie tematy jak wolność religijna czy transgenderowi sportowcy. Zabrał również głos w sprawie COVID-19.

Kiedy ludzie [pytają], co zrobiłeś na Florydzie? Odpowiadam bardzo krótko i jasno: Floryda wybrała wolność zamiast faucizmu. Nie miałem zamiaru pozwolić, aby stan został poddany faucizmowi

– powiedział.

Tym samym odniósł się do Anthony’ego Fauci’ego, publicznie nawołującego w USA do prowadzenia restrykcyjnej polityki w kontekście COVID-19, m.in. lockdownu.

Zobacz także: Elbanowska: Szczepienia dzieci przeciw COVID-19 nie mają najmniejszego sensu [NASZ WYWIAD]

foxnews.com

Świątynia masońska

Świątynia masońska / fot. Joseph Thiebes Wikimedia Commons

  • Według przegłosowanej przez portugalski parlament ustawy, urzędnicy publiczni będą musieli ujawnić swoją przynależność do wszelkich organizacji – w tym masonerii.
  • Portugalski parlament przegłosował w tej sprawie rządzących krajem socjalistów.
  • Jak podaje lizboński tygodnik „Expresso”, w Portugalii loże masońskie liczą łącznie kilka tysięcy członków.
  • Zobacz także: Postępowa lewica odlatuje! “Chęć posiadania własnych dzieci to element rasizmu”

Podczas czwartkowego głosowania w jednoizbowym Zgromadzeniu Republiki przepisy o tzw. przejrzystości w polityce poparły wszystkie ugrupowania z wyjątkiem rządzących krajem socjalistów. Ustawa przeszła przez parlament, więc o ile zostanie podpisana przez prezydenta, to portugalscy masoni będą musieli się ujawnić.

Nowe prawo przewiduje, że zarówno deputowani do parlamentu, jak i inne osoby pełniące funkcje publiczne muszą ujawnić swoją przynależność do wszelkich organizacji, w tym również tych o charakterze poufnym, takich jak masoneria.

Zgodnie z nowymi przepisami osoba zajmująca stanowisko publiczne będzie musiała też w swoim życiorysie ujawnić czy należy do organizacji o charakterze religijnym, w tym do uznawanej w Portugalii za oddziałującej na politykę Opus Dei.

Jak podaje lizboński tygodnik „Expresso”, w Portugalii loże masońskie liczą łącznie kilka tysięcy członków. Do najbardziej znanych należą byli ministrowie Vitalino Canas, Miguel Relvas, Joao Soares, a także Antonio Vitorino. Oni, ale również wszyscy inni, „publiczni” masoni będą musieli się ujawnić.

Ten ostatni, który był w przeszłości również komisarzem UE ds. wewnętrznych i sprawiedliwości, pełni obecnie funkcję szefa Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji.

Masoneria, nazywana też Sztuką Królewską albo Zakonem Wolnych Mularzy powstała w połowie XVIII wieku. Działała jako tajne stowarzyszenie o strukturze hierarchicznej z wieloma stopniami wtajemniczenia. Jako międzynarodowy ruch społeczny masoneria stawiała sobie za cel duchowe doskonalenie człowieka. Odbywać się to ma poprzez krzewienie braterstwa ludzi różnych narodowości wyznających różne religie, i mających różne poglądy polityczne.

polsatnews.pl

Andrzej Duda

Andrzej Duda / Fot. Jakub Szymczuk Wikimedia Commons

  • Według sondażu CBOS największym zaufaniem wśród Polaków cieszy się Andrzej Duda. Na podium znaleźli się również Szymon Hołownia oraz Mateusz Morawiecki.
  • Z badania wynika, że najmniejszym zaufaniem wśród wyborców cieszą się Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro oraz Donald Tusk.
  • Sondaż przeprowadzono w dniach od 1 do 11 lipca 2021 roku na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski.
  • Zobacz także: Postępowa lewica odlatuje! “Chęć posiadania własnych dzieci to element rasizmu”

Sondaż zaufania wyborców otwiera Andrzej Duda. Badanie wskazuje, że prezydent zajmuje pierwsze miejsce z największym zaufaniem wyborców. Jego wynik w ankiecie CBOS pozostaje bez zmian w stosunku do ubiegłego miesiąca. Z kolei nie ufa mu 36 proc. badanych (spadek o 1 pkt. proc.).

Na drugim miejscu znalazł się lider Polski 2050, do którego zaufanie zadeklarowało w lipcu 41 proc. badanych. Hołowni nie ufa 24 proc. respondentów (spadek o 3 pkt. proc.).

Na trzecim miejscu uplasował się premier, który może liczyć na 40-procentowe zaufanie (spadek o 1 pkt. proc.); tyle samo badanych – 40 proc. – nie ufa Morawieckiemu (spadek o 2 pkt. proc.).

Kolejne, czwarte miejsce – w rankingu zaufania zajął prezydent Warszawy, wiceszef PO Rafał Trzaskowski z 34-procentowym zaufaniem (spadek o 2 pkt. proc.) oraz 39-procentowym poziomem nieufności (spadek o 1 pkt. proc.). Na następnym miejscu znalazł się lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz (31 proc. zaufania, 24 proc. nieufności).

Sondaż zaufania wyborców. Komu Polacy ufają najmniej?

Według sondażu największą nieufność badani wyrazili w lipcu wobec prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego (52 proc.). Na drugim miejscu pod tym względem znalazł się minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro (47 proc.). Podium w tej kategorii zamyka szef Platformy Obywatelskiej, były premier Donald Tusk (45 proc.).

Sondaż przeprowadzono w dniach od 1 do 11 lipca 2021 roku w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski.

CBOS podkreślił, że każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod: wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (metoda CAPI), wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem CBOS (CATI) (dane kontaktowe respondent otrzymywał w liście zapowiednim od CBOS) oraz samodzielne wypełnienie ankiety internetowej, do której dostęp był możliwy na podstawie loginu i hasła przekazanego respondentowi w liście zapowiednim od CBOS.

wpolityce.pl