Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Canva/Sora Shimazaki

  • Z holenderskiego ministerstwa sprawiedliwości, prokuratury oraz centrali przychodni publicznych wyciekło 65 tysięcy danych
  • Sprawcą całego zdarzenia został jeden z zewnętrznych audytorów, którzy w czerwcu przeprowadzali przegląd wewnętrznych systemów resortu sprawiedliwości i podległych mu instytucji
  • Dane 65 tysięcy pracowników ministerstwa sprawiedliwości zostały zapisane na prywatnym twardym dysku w celu ułatwienia pracy przez audytora
  • Szef resortu poinformował o całym wydarzeniu holenderskich parlamentarzystów, zapewniając ich o dokładaniu wszelkich starań w wyjaśnianiu sprawy
  • Zobacz także: Amerykański samolot wojskowy na lotnisku w Tajwanie. Pekin jest wściekły

Jak informuje holenderskie ministerstwo sprawiedliwości z ich komputerów wyciekło blisko 65 tysięcy nazwisk pracujących dla resortu, a także rodzaj wykonywanej przez nich pracy, daty urodzenia, konta e-mailowe i numery paszportu. Zostały one ukradzione w kuriozalny sposób, gdyż pracownik zewnętrznej firmy przeprowadzając kontrolę jakości w resorcie, dla własnej wygody skopiował dane na swój prywatny dysk twardy.

Audytor nie poprzestał na resorcie sprawiedliwości. W tym samym czasie kontrolował prokuraturę oraz GGD GHOR – centralę przychodni publicznych. Tam również skopiował dane. Nie wiadomo, ilu osób dane zostały skopiowane bez ich zgody.

O samym wydarzeniu poinformował holenderskich parlamentarzystów, minister sprawiedliwości Fred Grapperhaus. Zapewniał on również, że on sam oraz resort traktują sprawę jak najbardziej poważnie i dokładają wszelkich starań w jej wyjaśnianiu.

Do wykrycia nieprawidłowości doszło podczas rutynowej kontroli w GGD GHOR. Jak informuje w sobotę dziennik Algemeen Dagblad incydent został zgłoszony ministrowi 30 czerwca. Ten zaś zawiadomił Urząd Ochrony Danych Osobowych.

wnp.pl

Czarzasty pozbywa sie konkurencji w Nowej Lewicy

Grupa "buntowników" w Nowej Lewicy / fot. Twitter

  • Poseł Tomasz Trela poinformował dziś rano o zawieszeniu jego osoby w Nowej Lewicy oraz o wykluczeniu go z członkostwa w zarządzie partyjnym
  • Wraz z nim zawieszonych zostało sześciu innych członków ugrupowania oraz zarządu, w tym publicystę tygodnika Nie, Andrzeja Rozenka
  • Buntownicy zostali wykluczeni również z dzisiejszych obraz zarządu ugrupowania powstałego na bazie SLD i Wiosny
  • O zmianie miejsca posiedzenia dowiedzieli się tuż przed jego rozpoczęciem, co wywołało falę protestów wśród lewicowych działaczy i sympatyków
  • Zobacz także: Pracodawca nie chciał zatrudnić aktywistki Strajku Kobiet. Interweniowała Staśko i została… rozjechana

Lider Nowej Lewicy zaskoczył dzisiaj wszystkich sympatyków lewicowej strony politycznej. Jak donosi portal Salon24.pl, aż sześciu członków ugrupowania zostało zawieszonych, co ważniejsze cała grupa należała do zarządu partii powstałej na bazie SLD i Wiosny. Czystka Włodzimierza Czarzastego objęła posła Tomasza Trelę, Karolinę Pawliczak, Jacka Czerniaka, Wiesława Buża, Bogusława Wontora i Wiesława Szczepańskiego, a także Andrzeja Rozenka.

Strach, panika i przerażenie. Tak właśnie postępuje sojusznik PISu, bo metody są rodem z Nowogrodzkiej. Dzisiaj o 12.00 wygra Lewica PISowska albo Lewica Demokratyczna.

– napisał poseł Tomasz Trela.

Zawieszenie kilku członków zarządu Nowej Lewicy związane jest z wystosowaniem przez nich listu protestacyjnego ws. uprzedniego zawieszenia europarlamentarzysty Marka Balta.

Pan przewodniczący Czarzasty po prostu stracił większość w Zarządzie i w sposób dyktatorski zawiesza poszczególne osoby, które nie zgadzają się z jego decyzjami. Chcemy demokratycznej partii. Nie przyjmujemy tego zawieszenia, bo w mojej ocenie jest ono ani nieskuteczne, ani nie jest zasadne. Przewodniczący Czarzasty w mojej ocenie szykuje się do koalicji z PiS-em, skoro podejmuje tego typu decyzje

– stwierdziła zawieszona w członkostwie Nowej Lewicy, poseł Karolina Pawliczak.

Jak zdradzają buntownicy, miejsce dzisiejszego spotkania zarządu partyjnego zostało zmienione na kilka godzin przed wydarzeniem. Jednakże grupa zawieszonych w członkostwie posłów została o tym poinformowana tuż przed samymi obradami. Decyzję tłumaczono wadliwą klimatyzacją w poprzednim pomieszczeniu.

SLD było kiedyś partią demokratyczną. Teraz stosowane są stalinowskie metody

– stwierdziła Joanna Senyszyn, pomijając przy tym komunistyczny rodowód tego ugrupowania oraz tamtejsze metody rozprawiania się z wewnętrzną opozycją.

Na zarzuty grupy zawieszonych członków zarządu Nowej Lewicy odpowiedziała była rzecznik SLD, Anna-Maria Żukowska. Stwierdziła wręcz, że buntownicy prowadzą do rozłamu w partii, powstałej w wyniku decyzji Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia o połączeniu sił na lewicy.

Zarzuty o współpracy z PiS-em to tylko pretekst. Buntownicy chcą złamać wypracowane z Wiosną warunki połączenia obu partii

– powiedział Żukowska.

salon24.pl

Amerykański samolot na Tajwanie.

Amerykański samolot na Tajwanie. / Fot. YouTube

Władze Chińskiej Republiki Ludowej uważają Tajwan za swoją zbuntowaną prowincję. Z kolei władze zlokalizowanej na Tajwanie Republiki Chińskiej uważają się za jedyną legalną władzę państwa chińskiego, obejmującego całość obszaru dzisiejszych Chin i Mongolii, a także część Rosji (Tuwa) i Indii (Arunachal Pradesh). Z ich punktu widzenia, legalne władze musiały przenieść się „tymczasowo” ze swojej konstytucyjnej stolicy Nankin na wyspę Tajwan. W kraju jednak pojawiają się coraz mocniejsze głosy o odłączeniu się de iure od Chin, co póki co jednak nadal nie nastąpiło.

Z racji na te dwa przeciwstawne stanowiska, pojawienie się amerykańskiego samolotu wojskowego na Tajwanie wywołało kontrowersje. Ministerstwo Obrony ChRL ostrzegło USA by „nie igrało z ogniem”, bo skoro „Tajwan jest niezbywalną częścią chińskiego terytorium” to „każdy obcy samolot wojskowy musi uzyskać pozwolenie od rządu Chińskiej Republiki Ludowej na lądowanie” na wyspie.

Ze strony komunistycznych Chin pojawiły się nawet głosy, że Pekin miałby prawo zestrzelić taki samolot. Do tego jednak nie doszło. Z kolei jak zwróciły uwagę tajwańskie media, amerykańskim samolotem została dostarczona specjalna przesyłka dla przedstawicielstwa USA na wyspie.

Operacja niby tajna, a na miejscu były media czyli jasny sygnał ze strony USA dla Pekinu: na wyspie będziemy lądować kiedy nam się żywnie podoba

– oceniła polsko-tajwańska dziennikarka Hanna Shen.

Jak przypomniała jednocześnie Shen, w czerwcu na Tajwan transportowcem C-17 przybyło 3 amerykańskich senatorów. Ogłosili oni wówczas pierwszą dostawę amerykańskich szczepionek dla Tajwanu.

Zobacz także: Sykulski o relacjach USA-Chiny: “Chińczycy rzucili wyzwanie Stanom Zjednoczonym” [NASZ WYWIAD]

albicla.com, facebook.com

Premier Mateusz Morawiecki zaoferował Niemcom pomoc polskich służb

Powódź w zachodnich Niemczech / fot. Twitter

  • Od kilku dni w Niemczech lokalne władze w Nadrenii-Palatynacie oraz w Nadrenii Północnej-Westafalii trwają akcje ratownicze po skutkach powodzi
  • Zdaniem miejscowych służb w obu regionach zginęło do tej pory, aż 133 osoby i wciąż prowadzone są akcje poszukiwawcze
  • Premier Mateusz Morawiecki zaoferował naszym zachodnim sąsiadom pomoc przy usuwaniu skutków katastrofy naturalnej
  • Zobacz także: Powódź w Niemczech: Co najmniej 103 ofiary i zaginieni

Po masywnych ulewach deszczu, w zachodnich Niemczech doszło do drastycznego podniesienia poziomu wody na Renie, Mozeli i kilku pomniejszych rzekach. To w niedługim czasie doprowadziło do katastrofy naturalnej w Nadrenii-Palatynacie oraz Nadrenii Północnej-Westfalii. W obu landach dotychczas ustalono 133 ofiary śmiertelne rujnujących miasta powodzi.

Do 133 wzrósł bilans ofiar śmiertelnych powodzi i osunięć ziemi, do jakich doszło w Niemczech 

– poinformowała w sobotę komenda policji w Koblencji.

Wciąż trwają poszukiwania osób zaginionych w szczególnie dotkniętym skutkami powodzi powiecie Ahrweiler, ok. 15 km na południe od Bonn.

Premier Morawiecki wyciąga pomocną dłoń

Szef polskiego rządu odbył w ostatnim czasie rozmowę z kanclerz Niemiec, Angelą Merkel. Zaoferował jej pomoc przy usuwaniu skutków katastrofy naturalnej. Należy podkreślić, że podtopienia dotknęły również w ostatnim czasie kilka regionów w Polsce w tym m.in. w Poznaniu i Koszalinie.

Zaoferowałem Angeli Merkel pomoc. Bardzo mi za nią podziękowała. Nasi ministrowie zaoferowali pomoc. Cały czas chcę podkreślić, że dla naszych partnerów belgijskich, bo tam także doszło do kataklizmów pogodowych, i niemieckich możemy taką pomoc wyświadczyć 

– powiedział w Radiu Olsztyn, Premier Mateusz Morawiecki.

Podziękował również za dotychczasową pomoc udzielaną przez polskie służby mundurowe usuwające skutki nawałnic. Zaznaczył również, że procedury bezpieczeństwa w przypadku ewakuacji obozów harcerskich działają.

System działa. Tutaj nastąpiła błyskawiczna akcja. Miałem odprawę, sztab kryzysowy z wojewodą, ze służbami mundurowymi. Jestem wdzięczny wszystkim służbom mundurowym woj. warmińsko-mazurskiego, ale niech mi będzie podziękować wszystkim strażom pożarnym z całej Polski, bo one wielokrotnie wyjeżdżały do akcji

– powiedział Premier Morawiecki w trakcie oględzin miejscowości Łukty.

Wskazał również na niezwykły wysiłek lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej z Miłakowa, która w ciągu jednego dnia wyjeżdżała sześciokrotnie pomagając przy usuwaniu przewróconych drzew, które poprzerywały linie przesyłowe i odcięły w okolicy dostawy prądu. Swoje podziękowania skierował również kierunku okolicznych mieszkańców, którzy przyłączyli się do akcji.

Połamane drzewa, grzęzawiska, burze, ulewy. Bardzo niebezpieczne zjawiska pogodowe. Dlatego postanowiłem pojechać na takie tereny i cieszę się, że młodzież bardzo szybko ewakuowano, że utrzymaliśmy to wszystko w bezpieczeństwie. Jestem wdzięczny wszystkim mieszkańcom za pomoc sąsiedzką, za szybkie działanie, za interwencje służbom państwowym, bo wiemy, że u naszego zachodniego sąsiada doszło do tragedii 

– podkreślił.

Premier, który w piątek przebywał w woj. warmińsko-mazurskie, odwiedził m.in. szkołę podstawową w Łukcie, w której przebywają harcerze ewakuowani z powodu nawałnic z obozu w Białce w powiecie ostródzkim. Premier uczestniczył w naradzie sztabu kryzysowego z udziałem przedstawicielami władz lokalnych oraz służb ratunkowych.

tvp.info

Test na obecność COVID-19.

Test na obecność COVID-19. / Fot. dronepicr Wikimedia Commons

Grupa C19 zadała 11 pytań w sprawie testów PCR:

1) Proszę podać listę producentów, których testy RT-qPCR wykorzystywane są w Polsce.;

2) Kto dokonał walidacji testów RT-qPCR wykorzystywanych w Polsce?;

3) Skąd pochodził materiał badawczy wykorzystany w trakcie walidacji. Jaki materiał jest wykorzystywany w próbach kontrolnych?;

4) Proszę podać liczbę prób wykorzystanych w walidacji.;

5) Jaki jest udział wyników fałszywie pozytywnych dla każdego z walidowanych testów określony na podstawie sekwencjonowania wyników pozytywnych? Proszę podać liczbę prób poddanych sekwencjonowaniu oraz proszę podać metodę sekwencjonowania.;

6) Proszę podać nazwy wszystkich zestawów wykorzystanych do izolacji materiału genetycznego.;

7) Proszę podać ilość RNA wykorzystanego w reakcjach RT-qPCR w nanogramach.;

8) Proszę podać wyniki pomiarów spektrofotometrycznych dla materiału genetycznego izolowanego od pacjentów.;

9) Proszę podać ilość namnożonego materiału genetycznego po 28 cyklach, która odpowiada objawom chorobowym.;

10) Proszę podać udział prób pochodzących od osób bezobjawowych, dla których udało się wyhodować wirusa w kulturze lub uzyskać pełną sekwencję analizowanego fragmentu.;

11) Proszę podać przeciętną ilość namnożonego materiału genetycznego u osób bezobjawowych.”

NIZP PZH-PIB: My nie wiemy

Odpowiedź ze strony Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH- Państwowego Instytutu Badawczego okazała się prostsza i krótsza, niż można by się spodziewać po pytaniach. Instytut odpowiedział, że… nie ma wiedzy w poruszonych kwestiach.

Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy, dalej „NIZP PZH – PIB” uprzejmie informuje, co następuje.
Ad. 1-5 NIZP-PZH-PIB nie posiada takich danych, zgodnie z obowiązującymi regulacjami walidację wyrobu medycznego do diagnostyki in vitro przeprowadza producent przekazując wyniki do celów uzyskania zgody Prezesa Urzędu Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych na dopuszczenie do obrotu.
Ad. 6 Instytut nie ma wiedzy o zestawach stosowanych do izolacji materiału genetycznego w Polsce i nie ma uprawnień by ją pozyskać. Informacje w tym zakresie może posiadać Urząd Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.
Ad. 7-8 Instytut nie zbiera takich danych, nie są one wymagane do prowadzenia diagnostyki RT-PCR w kierunku COVID-19.
Ad. 9 Zwracamy się z uprzejmą prośbą o sprecyzowanie i wyjaśnienie pytania, dot. podania ilość namnożonego materiału genetycznego po 28 cyklach, która odpowiada objawom chorobowym, z uwagi na jego niejasność nie pozwalającą na udzielenie żądanej informacji publicznej w tym zakresie.
Ad 10-11 Instytut nie posiada takich danych i obecnie nie prowadzi badań naukowych w tym zakresie.

Pytania w imieniu Grupy C19 skierowali do NIZP PZH-PIB: prof. Mirosław Piotrowski, dr Zbigniew Hałat, Leszek Szymański i Jan Kowalski. Z kolei w imieniu państwowej instytucji odpowiedział: dr hab. n. o zdr. Grzegorz Juszczyk,
dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.

Zobacz także: Włochy: Policjanci przebrani za księży zatrzymali oszustów przebranych za kardynałów

twitter.com, grupac19.pl

O. dr Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja.

O. dr Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. / Fot. YouTube

Katolicka rozgłośnia zwróciła uwagę, że materiał „Wiadomości” TVP skupił się wokół uroczystej niedzielnej Eucharystii, której przewodniczył ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Tymczasem, jak zauważyło Radio Maryja, tzw. przebitki, ukazujące zebranych na jasnogórskich błoniach pochodzą z soboty, gdy miała miejsce homilia ks. bp. Ignacego Deca. Wówczas jeszcze nie wszyscy pielgrzymi dotarli na Jasną Górę.

Tym samym „Wiadomości” TVP dopuściły się manipulacji, tym bardziej, że we fragmencie pokazującym błonia podczas homilii ks. abp. Wacława Depo słychać głos ks. bp. Ignacego Deca

– stwierdziło Radio Maryja.

Rozgłośnia zamieściła też nagrania z homilii obu katolickich hierarchów, aby porównać liczbę zebranych wówczas wiernych.

A oto materiał TVP, który wywołał kontrowersje:

Zobacz także: Warszawa: IPN odnalazł kolejne szczątki Żołnierzy Wyklętych [+WIDEO]

radiomaryja.pl

Dr Leszek Sykulski

Dr Leszek Sykulski / Fot. You Tube/ Media Narodowe

  • Gościem Raportu Geopolitycznego w Mediach Narodowych był dr Leszek Sykulski. Tematem programu była bieżąca sytuacja militarno-gospodarcza w stosunkach amerykańsko-chińskich w regionie Indopacyfiku.
  • Ekspert zdecydowanie zauważył, że wpłynięcie w okolice wybrzeży Wysp Paracelskich okrętu USS Benfold nie było przypadkiem. Zdaniem Sykulskiego był to jasny sygnał ze strony Stanów Zjednoczonych w kierunku Chińskiej Republiki Ludowej.
  • W rozmowie poruszone zostały także tematy wojny gospodarczej na linii Waszyngton-Pekin. Według specjalisty, Chiny narzuciły Stanom Zjednoczonym twarde warunki w sporze gospodarczym angażując pośrednio partnerów USA.
  • Ekspert wypowiedział się również na temat potencjalnego spotkania na szczycie Joe Biden- Xi Jinping. Doktor twierdzi, że wizyta wiceszefowej amerykańskiej dyplomacji w Pekinie może służyć jako sprawdzenie gruntu przed ewentualnymi rozmowami na temat spotkania liderów państw.
  • Zobacz także: Politycy Konfederacji nie chcą powiedzieć, czy się zaszczepili przeciw COVID-19. Z wyjątkiem jednego

W wywiadzie, Sykulski omówił kwestię stosunków amerykańsko-chińskich w regionie Indopacyfiku oraz przeprowadził analizę bieżącej sytuacji w stosunkach gospodarczych obu państw. Ekspert poruszył również kwestię potencjalnego spotkania na szczycie Joe Biden – Xi Jinping oraz polskiej obronności. Sykulski mówiąc o relacjach USA-Chiny stwierdził, że “Chińczycy rzucili bardzo duże wyzwanie Stanom Zjednoczonym”.

USS Benfold u wybrzeży Wysp Paracelskich

Według Sykulskiego pojawienie się niszczyciela USS Benfold u wybrzeży Wysp Paracelskich w piątą rocznicę orzeczenia międzynarodowego trybunału w Hadze przypadkiem. Sąd orzekł, że Chińska Republika Ludowa nie posiada praw do tych wód.

“Myślę, że nie był to przypadek. To było zamierzone działanie amerykańskie.” -rozpoczął ocenę ekspert.

Sykulski twierdzi, że po wyroku Trybunały Arbitrażowego w Hadze z 2016 obszar Wysp Parcelskich stał się punktem zapalnym na Morzu Południowochińskim. Stany Zjednoczone wypływając na wody tego regionu korzystają z postanowień Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 roku, które zezwalają na tzw. “misję swobodnego przepływu”. Zdaniem eksperta, USA stoi twardo na straży postanowień międzynarodowych w tej kwestii. Działania marynarki wojennej USA w tym regionie należy rozpatrywać w kategoriach dyplomacji militarnej. Sykulski ocenił również całościowy kontekst roszczeń o ten obszar Indopacyfiku.

“Patrząc na działania chińskie, Wyspy Paracelskie (…) położone na akwenie, który jest bardzo bogaty w surowce stwarzają napięcia międzynarodowe nie tylko między Stanami Zjednoczonymi, a Chinami. Dzieje się to również między Chinami i Wietnamem, Tajwanem, Filipinami, Malezją i Brunei. Pekin stoi na straży swoich “historycznych praw” do tych wód.” – powiedział Sykulski o relacjach USA-Chiny w tym regionie.

Sykulski o relacjach USA-Chiny: “To bardzo duże wyzwanie, które Chińczycy rzucili Stanom Zjednoczonym”

Kolejnym zagadnieniem w rozmowie była wojna gospodarcza między USA i Chinami. Zdaniem eksperta odpowiedź administracji chińskiej na amerykańskie zapowiedzi wpisania kolejnych przedsiębiorstw na tzw. “czarną listę” leży już w ubiegłorocznym powołaniu Regional Comprehensive Economic Partnership, największej w historii strefy wolnego handlu.

“To jest bardzo duże wyzwanie, które w sensie gospodarczym Chińczycy rzucili Stanom Zjednoczonym. Wycofanie się Donalda Trumpa z projektu transpacyficznego było wielkim błędem Stanów Zjednoczonych. Dziś Joe Biden stara się nadrobić te zaległości, odbudować te relacje, które za prezydenta Trumpa z wieloma państwami były bardzo napięte. Takim absolutnie sztandarowym projektem jest normalizacja relacji z Niemcami.” – mówi ekspert.

“Dziś Stany Zjednoczone nie są w wstanie zaproponować żadnej konkurencji jeśli chodzi o wymianę handlową. Nie są wstanie zaoferować nowego planu Marshalla, który pozwoliłby gospodarkom europejskim na odcięcie się od relacji handlowych z Chinami” – dodał.

Doktor wypowiedział się również na temat potencjalnego szczytu Biden-Xi. Zdaniem eksperta, wizyta wiceszefowej amerykańskiej dyplomacji Wendy Sherman w Pekinie może być pierwszym krokiem w kierunku przygotowywania gruntu pod spotkanie obu liderów. Sykulski uważa, że do takiego spotkania może dojść w niedalekiej przyszłości.

Sykulski mówiąc o relacjach USA-Chiny podsumował, że w chwili obecnej ogromna część ciężaru polityki zagranicznej prowadzonej przez Joe Bidena przenosi się do bezpośredniego starcia z Chinami w regionie Indopacyfiku. Według eksperta, USA prowadzi również politykę zagraniczną zmierzającą do redukcji wpływów Chińskich w regionie Trójmorza. Konflikt z Chińską Republiką Ludową wydaje się być priorytetem polityki zagranicznej administracji Bidena.

W dalszej części programu, doktor Sykulski opiniuje zakup 250 czołgów Abrams przez polski rząd oraz odpowiada na pytania widzów. Całość nagrania znajduje się na kanale Mediów Narodowych na You Tube.

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Cathopic

O sprawie poinformował amerykański portal Crux.

Grupa oszustów, którzy przebrani za kardynałów wyłudzali od ofiar miliony euro, została złapana przez włoską policję, w tajnej operacji przeprowadzonej przez funkcjonariuszy przebranych za księży

– podał serwis.

Jak się okazuje, proceder trwał od lat. Szajka oszustów miała działać od 1988 roku. Mężczyźni w wieku 58-75 lat udawali księży, monsignorów, a nawet kardynałów. Karabinierzy, czyli włoska policja wojskowa, mająca we Włoszech szerokie uprawnienia, podjęli decyzję o tajnej akcji po otrzymaniu skarg od dwóch hoteli, które zostały oszukane w 2017 r. na 20 tys. euro i 75 tys. euro.

Po otrzymaniu skarg od hoteli, w 2017 roku włoska policja rozpoczęła dochodzenie. Trwało ono dwa lata. W jego wyniku odkryto co najmniej 20 różnych oszustw na kwotę prawie 1,7 mln euro.

Teraz w końcu udało się zatrzymać oszustów. Służyła temu tajna operacja w rzymskiej Bazylice Świętej Marii od Aniołów i Męczenników na Piazza Esedra. Gang oszustów umówił się tam na spotkanie, aby odebrać 15 tys. euro, jako poręczenie pożyczki w wysokości 500 tys. euro. Grupa zotała zatrzymana przez przebranych za kięży policjantów, gdy próbowała uciec z bazyliki tylnym wejściem.

Zobacz także: Warszawa: IPN odnalazł kolejne szczątki Żołnierzy Wyklętych [+WIDEO]

misyjne.pl

Michał Urbaniak

Michał Urbaniak / Fot. YouTube/Media Narodowe

Politycy Konfederacji konsekwentnie odmawiają publicznej deklaracji, czy zaszczepili się przeciw COVID-19. Tłumaczą, że jest to sprawa prywatna każdego człowieka. Tym razem jednak, podczas konferencji w Gdańsku, związanej z cyklem „Wakacje z Konfederacją”, wyłamał się poseł Michał Urbaniak.

Zasadniczo jest to moja prywatna sprawa, czy się zaszczepiłem, czy nie. Osobiście: tak, zaszczepiłem się. Natomiast nigdy nikogo do tego nie zmusiłem i nie będę nikomu narzucać, czy ma się szczepić, czy nie szczepić

– podkreślił polityk Konfederacji.

Poseł Urbaniak stwierdził, że jeżeli państwo będzie naciskać na społeczeństwo ws. szczepień przeciwko COVID-19, Polacy mogą postąpić na przekór.

Pamiętajmy jednak, jaka jest polska dusza. My nie lubimy z natury, gdy coś nam się narzuca. Takie stawianie sprawy powoduje nieufność. Ludzie mają prawo być nieufni. Część ludzi z czasem może się zaszczepi, jeśli uzna, że jest im to potrzebne

– powiedział.

Jego zdaniem każdy powinien tą decyzję podjąć na spokojnie, kierując się racjonalnymi przesłankami.

Nie można przesadzać z propagandą, bo Polacy będą się buntować, do czego mają prawo. Podchodźmy do sprawy racjonalnie. Tłumaczmy, rozmawiajmy, a nie wciskajmy coś jak garnki

– stwierdził.

Zobacz także: Benzyna będzie jeszcze droższa. Wszystko dzięki Unii Europejskiej. Zobacz ile będziesz płacił za paliwo

dorzeczy.pl

Dominik Cwikła podczas prowadzenia programu w Korona TV Plus.

Dominik Cwikła podczas prowadzenia programu w Korona TV Plus. / Fot. YouTube//Korona TV Plus

Monetyzacja umożliwiłaby stacjom Korona TV i Korona TV Plus zarabianie na emisji reklam, wyświetlanych przez YouTube. Pomogłoby w ich dalszej działalności. Już wcześniej YouTube zdecydowało się zdemonetyzować m.in. Media Narodowe.

Cały czas mamy problem z monetyzacją kanału. […] Pierwszy kanał w ogóle nie został dopuszczony do monetyzacji, teraz ten kanał, Korona TV Plus – mimo, że odpowiednia ilość wyświetleń i oglądnięć została zrobiona – to wciąż monetyzacji nie mamy zatwierdzonej. Warto, żeby państwo o tym wiedzieli

– powiedział podczas jednego z programów prowadzący Korona TV Plus, Dominik Cwikła.

Dominik Cwikła podkreślił, że brak możliwości zarabiania jest dla kanału poważnym problemem.

Jest to dla całego projektu sytuacja trudna, ponieważ telewizja nie może na siebie zarabiać z nieznanej tak naprawdę przyczyny

– stwierdził.

Współpracujące z Konfederacją Korony Polskiej Korona TV i Korona TV Plus są wydawane przez MAT Production sp. z o.o. Wydawca stacji również jest niezadowolony z postępowania internetowego giganta.

Jako MAT Production Sp. z o.o. spełniliśmy wszystkie wymogi potrzebne do uruchomienia monetyzacji na kanale Korona TV Plus. Niestety, jak widać, Grzegorz Braun i jego środowisko muszą znajdować się na tzw. „czarnej liście” serwisu YouTube, przez co nasza działalność nie jest możliwa w normalnej formie

– podkreślił prezes spółki, Marcin Jan Orłowski.

Zobacz także: Były szef PO tego się nie spodziewał. Góral przyszedł na konferencje i powiedział mu TO w twarz

kontrrewolucja.net