Andrzej Rozenek.

Andrzej Rozenek. / fot. Twitter

  • Sytuacja na Lewicy staje się coraz bardziej napięta, gdy w sobotę Włodzimierz Czarzasty zawiesił 8 członków Nowej Lewicy.
  • Szef klubu parlamentarnego Krzysztof Gawkowski odżegnuje się o wewnętrznych konfliktów w partiach koalicyjnych i popiera powstanie dwóch frakcji.
  • Andrzej Rozenek zamierza ubiegać się o przywództwo frakcji SLD i oczekuje dymisji Czarzastego.
  • Zobacz także: Kowalski ostro o UE: “Jestem zwolennikiem pełnej konfrontacji”

Dla polskiej lewicy nastąpiły niespokojne czasy, gdy w sobotę tymczasowy przewodniczący Nowej Lewicy, powstałej na bazie SLD oraz Wiosny, zawiesił w prawach członka kilku ważnych posłów tego ugrupowania, którzy podważali jego przywództwo. Po spotkaniu zarządu, Włodzimierz Czarzasty ogłosił, że powstały dwie wewnętrzne frakcje, które każda będzie miała swojego lidera, a zarazem współprzewodniczącego Nowej Lewicy. Te dwie frakcje przyjęły nazwy po swoich partyjnych poprzedniczkach, czyli Sojusz Lewicy Demokratycznej i Wiosna.

W poniedziałek w Sejmie odbyła się wspólna konferencja prasowa szefa klubu Lewicy Krzysztofa Gawkowskiego oraz posła Lewicy Andrzeja Rozenka.

Funkcjonowanie partii politycznych oddzielamy od tego obszaru. (…) Klub parlamentarny tworzą trzy partie, wierzę, że spory w byłym SLD zostaną bardzo szybko zażegnane i to jest nasze oficjalne stanowisko

– powiedział dyplomatycznie, szef klubu sejmowego Lewicy, Krzysztof Gawkowski.

Jednocześnie podkreślił, że decyzje podejmowane wewnątrz danych partii składowych koalicji Lewicy są prywatnymi sprawami. Sam klub parlamentarny nie zamierza prowadzić restrykcyjnej polityki, a zawieszeni posłowie z Nowej Lewicy wciąć są członkami koalicyjnego klubu. Przypomniał także, że ustalenia z 2019 roku dotyczyły podziału w nowym ugrupowaniu na dwie frakcje, co wiązało się z parytetowym podziałem władzy po 50 procent.

Te wszystkie rzeczy zostały zrealizowane i w związku z tym (…) powinny też funkcjonować dwie frakcje. Uważam, że to jest uczciwe i daje też podstawy do tego, że dalej się będziemy jako Lewica konsolidowali

– dodał Gawkowski.

Podczas konferencji doszło również do małego zgrzytu pomiędzy dwoma jej uczestnikami. Andrzej Rozenek wszedł słowo Krzysztofowi Gawkowskiemu, deklarując, że jak mają być dwie frakcje to muszą się odbyć wybory na ich przewodniczącego. Panowie zgodzili na takie rozwiązanie sporu. 

Jeśli tak będzie, to Włodek Czarzasty przegra wybory z każdym z tych, których zawiesił. A jeśli ich nie odwiesi do tego czasu, to jestem gotowy stanąć w tych wyborach i też wygram z nim wybory

– zapowiedział swój potencjalny sukces poseł Andrzej Rozenek.

onet.pl

Elżbieta Witek

Elżbieta Witek / fot. flickr.com

  • Marszałek Elżbieta Witek spotkała się z wyborcami w Otyniu. W czasie przemowy zaczepiła zgromadzoną na spotkaniu grupkę zwolenników Komitetu Obrony Demokracji.
  • Zarzuciła im, że pomimo sprzeciwu wobec aktualnej władzy nadal korzystają ze wszystkich programów socjalnych wprowadzonych przez obecny rząd.
  • Witek na spotkaniu w Otyniu promowała rządowy program odbudowy po pandemii COVID-19 – „Polski Ład”.
  • Zobacz także: Kowalski ostro o UE: “Jestem zwolennikiem pełnej konfrontacji”

Podczas spotkania w Otyniu Witek przekonywała, że PiS robi dla obywateli „bardzo dużo”. Wystąpieniu marszałek Sejmu towarzyszyła pikieta KOD, a także przedstawicieli Strajku Kobiet. Skandowano m.in. „Konstytucja”. Witek przemawiała do protestujących.

„Jestem ciekawa, czy któryś z nich nie korzysta z emerytury w wieku 60 lub 65 lat, a może ktoś nie bierze 500+, albo może zrezygnował z 300+, albo z darmowych leków dla seniorów. No nie, proszę państwa, biorą, bo jak mówią, że jak dają, to się bierze”

– mówiła Witek.

W dalszej części przemówienia, Elżbieta Witek zarzuciła protestującym brak honoru. Nawiązała do ich okrzyków i jednoczesnego pobierania rządowych świadczeń społecznych. Witek zwróciła się do protestujących w tej sprawie.

A bierzecie, bierzecie. Bez żadnych skrupułów bierzecie i narzekacie. To jest mało honorowe, bo jakbym się nie zgadzała z decyzjami rządu, to nigdy od takiego rządu nic bym nie wzięła”

– powiedziała Witek, która parlamentarzystką jest od 2005 roku.

Witek powiedziała także, że Polska za sprawą Polskiego Ładu chce dorównać Europie Zachodniej „w sposobie życia, nie w stylu życia”.

 „Nie oddamy naszych wartości”

– mówiła.

Wyższość polskiej konstytucji nad prawem unijnym! Konstytucja!

– powiedziała. 

rmf24.pl

Mariusz Błaszczak

Mariusz Błaszczak / fot. flickr.com

  • W ubiegłym tygodniu minister Mariusz Błaszczak wraz z wicepremierem Jarosławem Kaczyńskim ogłosili zakup 250 amerykańskich czołgów M1A2 Abrams SEPv3.
  • W swojej wypowiedzi, szef MON stwierdził, że Prawo i Sprawiedliwość będzie pracowało nad zwiększeniem polskiego bezpieczeństwa na przekór ich oponentom politycznym.
  • Zdaniem Błaszczaka, Wojsko Polskie powinno liczyć minimum 250 tys. żołnierzy wojsk operacyjnych i 50 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.
  • Zobacz także: Warszawa: Atak nożownika w galerii handlowej. Trwa obława policji. Napastnik nie pochodził z Polski?

Szef MON wraz z wicepremierem, przewodniczącym Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych Jarosławem Kaczyńskim poinformowali w ubiegłą środę o zakupie nowych czołgów dla polskiej armii. Polska kupi od USA 250 czołgów M1A2 Abrams SEPv3. Na początku tego tygodnia szef MON kontynuował wypowiedzi o wzmocnieniu polskiej armii.

“Słychać ataki ze strony polityków opozycji i ze strony byłych dowódców, dziś emerytowanych, ale aktywnych politycznie. Ja to odbieram w ten sposób, że oni po prostu nie chcą, żeby Polska była bezpieczna. Oni w imię swoich pożytków osobistych, politycznych chcą doprowadzić do tego, żeby proces modernizacji polskich sił zbrojnych został zatrzymany” – ocenił.

“Ale Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie będzie wzmacniać zdolności obronne Rzeczypospolitej Polskiej poprzez zwiększanie liczebności Wojska Polskiego, poprzez wyposażanie Wojska Polskiego w najnowocześniejszych sprzęt” – zapewnił.

Błaszczak zwrócił uwagę, że czołgi Abrams będą na wyposażeniu wojsk amerykańskich stacjonujących w Polsce. Dzięki temu – stwierdził – będziemy zacieśniać relacje wojskowe.

Odpowiadając na kolejne pytania Błaszczak wskazał, że pierwsze egzemplarze tych czołgów trafią do Polski już w przyszłym roku i będą w nie wyposażone oddziały Wojska Polskiego, które stacjonują na wschód od Wisły.

Szef MON o liczebności polskiej armii

Szef MON mówił również o liczebności polskiej armii. Jego zdaniem powinna być ona bardziej liczna i lepiej wyposażona. To zdaniem Błaszczaka będzie stało na straży niepodległości Polski.

“Wojsko Polskie powinno liczyć przynajmniej 250 tys. żołnierzy wojsk operacyjnych i 50 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. To jest minimum, które gwarantuje odstraszanie; które w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego będzie stało na straży niepodległości naszej ojczyzny, ale także będzie wspierało naszych sąsiadów, sojuszników z NATO. Do tego zmierzamy. Wojsko Polskie musi być coraz liczebniejsze, bo tylko w ten sposób odstraszy ewentualnego agresora” – przekonywał szef MON.

250 czołgów M1A2 Abrams w najnowszej wersji SEPv3 ma docelowo stacjonować na wschodzie kraju i stanowić uzbrojenie 18. Dywizji Zmechanizowanej. Program rządowy ich zakupu wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym opiewa na kwotę 23 mld 300 mln zł.

tysol.pl

prof. Krzysztof Szwagrzyk

prof. Krzysztof Szwagrzyk / fot. IPNtv

  • IPN bada co roku do 70 lokalizacji miejsc w których komuniści ukrywali zwłoki pomordowanych polskich patriotów.
  • Obecnie trwają badania w Warszawie, Bydgoszczy i Łodzi.
  • Co roku badanych jest od 50 do 70 lokalizacji, w których komuniści ukrywali szczątki pomordowanych polskich patriotów.
  • Czytaj więcej: Nadreprezentacja Żydów we władzach komunistycznych? To fakt!

W tym roku, według profesora Szwagrzyka jest badanych kilkadziesiąt miejsc. Obecnie trwają badania w Warszawie, Bydgoszczy i Łodzi. Co roku badanych jest od 50 do 70 lokalizacji, w których komuniści ukrywali szczątki pomordowanych polskich patriotów.

Zdaniem profesora Szwagrzyka IPN ma pracy na wiele lat, bo trzeba ekshumować ogromną ilość szczątków osób pomordowanych przez komunistów. IPN pracy na swoim terenie zabroniła tylko Ukraina i Białoruś. Siły IPN są wystarczające, tylko brakuje czasu — zespół IPN liczy 70 osób i można pracować w 5 miejscach jednocześnie.

Toledo na warszawskiej Pradze

Jak informuje na swojej stronie Instytut Pamięci Narodowej „w czwartek (15 lipca) w miejscu prowadzenia prac poszukiwawczych na terenie dawnego Więzienia Karno–Śledczego Warszawa III (tzw. Toledo) odbyła się konferencja prasowa z udziałem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wiceprezesa IPN, dyrektora Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. Podczas spotkania poinformowano o odkryciu kolejnych szczątków ofiar, które zostały bezimiennie pogrzebane na terenie”.

W czasie konferencji prasowej prof. Krzysztof Szwagrzyk stwierdził, że „Znajdujemy się dziś na warszawskiej Pradze, przy ul. Namysłowskiej. Jesteśmy na obszarze, który kiedyś nazywany był ogrodem więziennym. To tutaj przez długi czas po wojnie więźniowie osadzeni w budynku, którego już dzisiaj nie ma, uprawiali warzywa. Wiemy to z pewnych relacji, że teren tego ogrodu to także miejsce, gdzie grzebano ofiary systemu komunistycznego. O tym mówili więźniowie”.

Jak poinformował profesor Szwagrzyk „działania, które Instytut Pamięci Narodowej wykonuje na tym terenie, już drugi rok rozpoczęliśmy wiosną ubiegłego roku, w narożniku dawnego więzienia znajdującego się za mną. Wówczas w miejscu, które było miejscem egzekucji, ale także tuż obok tego miejsca i za murem więziennym odnaleźliśmy szczątki 19 ludzi. Nie mamy wątpliwości, że są to ofiary systemu komunistycznego. To ludzie straceni bądź zmarli w tym więzieniu w latach 40. W ubiegłym tygodniu rozpoczęliśmy kolejny etap naszych działań, właśnie na obszarze dawnego ogrodu więziennego odnajdując szczątki jednego człowieka. To mężczyzna w wieku 35-45 lat, którego pogrzebano w małej, płytkiej jamie grobowej. Dziś możemy powiedzieć, że mamy szczątki kolejnych trzech osób. W dwóch przypadkach mamy do czynienia ze szczątkami bardzo młodych ludzi, w wieku około 19 – 20 lat, podobnie pogrzebanych w bardzo płytkich jamach grobowych. Sposób ułożenia tych szczątków wskazuje wyraźnie, że to kontynuacja sekwencji grobów, o których mówiłem państwu przed chwilą. Z lewej strony mamy kolejne szczątki ludzkie, bardzo płytko pogrzebane. Sądzimy, że one zostały tam przeniesione z miejsca pierwotnego, czyli prawdopodobnie z obszaru, na którym w tej chwili stoimy. Natrafiono na nie prawdopodobnie w poprzednich latach, przy kopaniu kanalizacji. Zabrano je z jamy grobowej i pogrzebano obok”.

Z wypowiedzi profesora Szwagrzyka wynika, że „działania, które w tej chwili wykonujemy zaplanowaliśmy do końca lipca i z pewnością nie będzie to etap końcowy. Jak państwo zwrócili uwagę, wyburzane są w tej chwili garaże na całym tym obszarze. Te wszystkie garaże już wkrótce znikną, a my będziemy mieli do przebadania potężny obszar. Zrobimy wszystko, żeby do końca tego roku lub do wiosny następnego cały ten teren został przez nas przebadany. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że nie ma tutaj więcej szczątków ludzkich. I po to tu jesteśmy. Biorąc pod uwagę jak wielka liczba była ofiar terroru komunistycznego, wiedząc ilu ludzi zostało tutaj straconych i zmarłych, oraz to, że tuż obok były jednostki sowieckie był Smiersz i NKWD/UB wnioskujemy, że obszar na którym się znajdujemy może kryć niezwykle wiele dramatycznych tajemnic. Jesteśmy tu po to, żeby je wszystkie wyjaśnić”.

Szpital

Szpital / Fot. Borys Kozielski/ Wikimedia Commons

  • W poniedziałek 19 lipca odnotowano 67 nowych zakażeń COVID-19. Ubiegłej doby nie odnotowano zgonu związanego z wirusem.
  • Najwięcej pozytywnych wyników testu na koronawirusa odnotowano na Mazowszu i w Wielkopolsce.
  • Od początku epidemii w Polsce koronawirusem zakaziło się 2 881 491 osób. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności związane z zakażeniem COVID-19, zmarło w sumie 75 215 zainfekowanych pacjentów.
  • Zobacz także: Mirosław Piotrowski: PiS zmuszając do szczepień łamie polską Konstytucję [NASZ WYWIAD]

W niedzielę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 69 przypadkach infekcji i o śmierci 3 zakażonych pacjentów. W poniedziałek, 19 lipca liczba ta spadła do 67 nowych zakażeń bez odnotowanego zgonu. Koronawirus staje się marginalnym schorzeniem w Polsce.

Do tej pory największą dzienną liczbę zachorowań potwierdzono w raporcie resortu zdrowia z 1 kwietnia: 35 251. Najwięcej zgonów związanych z COVID-19 w raporcie z 8 kwietnia – 954.

Koronawirus w Polsce – najnowsze dane

Nowe potwierdzone przypadki zakażeń koronawirusem dotyczą województw: mazowieckiego (11), wielkopolskiego (11), małopolskiego (9), pomorskiego (6), śląskiego (5), łódzkiego (4), podlaskiego (4), dolnośląskiego (3), lubelskiego (2), lubuskiego (2), podkarpackiego (2), kujawsko-pomorskiego (1), opolskiego (1), warmińsko-mazurskiego (1), świętokrzyskiego (0), zachodniopomorskiego (0).

5 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną.

Z powodu COVID-19 nie zmarła żadna osoba. Żadna osoba nie zmarła też z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami.

Od początku epidemii w Polsce koronawirusem zakaziło się 2 881 491 osób. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności związane z zakażeniem COVID-19, zmarło w sumie 75 215 zainfekowanych pacjentów.

Ministerstwo podaje również standardowe informacje na temat obłożenia szpitali, wykorzystania sprzętu medycznego oraz kwarantanny.

tvp.info

Pomnik w Jedwabnem.

Pomnik w Jedwabnem. / Fot. Fotonews/Wikimedia Commons

Autorzy pracy udowodnili w swojej dwutomowej książce, że 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem Niemcy wymordowali Żydów. Niemcy najpierw nakazali Żydom zgromadzić się na rynku, a kilku Polakom pomagać Niemcom w pilnowaniu Żydów. Po koncentracji i izolacji Żydów Niemcy zamordowali Żydów – najpierw prawdopodobnie kilkudziesięciu mężczyzn rozstrzeli i ich zwłoki wrzucili do jamy w stodole, potem prawdopodobnie kilkaset kobiet i dzieci spalili w stodole.

Niemcy wymordowali Żydów w Jedwabnem

O odpowiedzialności Niemców za zbrodnie w Jedwabnem świadczą wiarygodne relacje świadków i dowody archeologiczne – próba dokonania ekshumacji ujawniła, że w Jedwabnem Niemcy zamordowali nie 1600 Żydów a 1/3 tej ilości, czyli prawdopodobnie 400 (ustalono to na podstawie odkrytych w stodole dwóch jam, w których Niemcy ukryli zwłoki pomordowanych). Badania ujawniły też, że pomordowanych po śmierci ani przed nią nie obrabowano – przy pierwszej warstwie szkieletów (tylko tyle odkopano i zbadano) ujawniono wiele cennych rzeczy (w tym i złote monety). Szczątki pomordowanych w płonącej stodole zakopano dwa dni po zbrodni.

Według wiarygodnych relacji w zbrodni w Jedwabnem wzięło udział 68 gestapowców. Niemcy przybyli do miasteczka kilkoma samochodami osobowymi gestapo (nazywanymi wówczas taksówkami) i dwoma wojskowymi ciężarówkami. Grupa niemieckie morderców liczyła 150 osób – oficerów z gestapo, SD, SS, policji kryminalnej i żołnierzy z Waffen SS, gestapo, policji porządkowej. Niemcom pomagali volksdeutsche (czyli byli obywatele II RP, którzy przyjęli niemieckie obywatelstwo) – dziś są oni w kłamliwych antypolskich publikacjach określani Polami. Niemcy przebieg zbrodni w Jedwabnem fotografowali i filmowali kamerą – można się spodziewać, że te zdjęcia i filmy są nieujawniane, by kolejne dowody nie obalały antypolskich kłamstw.

Rosja sowiecka, sojusznik nazistowskich Niemiec, planował zdradziecki atak na Niemcy w lipcu 1941. Celem ZSRR była globalna rewolucja komunistyczna – podporządkowanie całego świata władzy komunistów z Moskwy. Sowietom zaprowadzenie komunizmu na całym świecie miało ułatwić osłabienie zachodu w wyniku wojny z Niemcami (po to sowieci nazistów wspierali). Kilka dni przed planowanym atakiem Niemcy ku zaskoczeniu Stalina dokonali ataku wyprzedzającego. Atak się powiódł, bo Niemcy zajęli i zniszczyli gigantyczne ilości sowieckiego uzbrojenia i zasobów przygotowanego przy granicy Rosji sowieckiej z Niemcami (były to magazyny niezbędne do dokonania ataku na Niemcy). Moskwę uratowała tylko głębia strategiczna.

Hermann Schaper

By nie dopuścić do utworzenia przez sowiecką agenturę partyzantki i siatki szpiegowskiej na terenach zajmowanych przez Niemców za jednostkami wojsk niemieckich posuwały się Einsatzkommanda Policji Bezpieczeństwa. Operowały one na zapleczu frontu i likwidowały zaplecze dla potencjalnej sowieckiej agentury (czyli Żydów, którzy w 39 roku masowo zaczęli kolaborować z sowieckim okupantem).

W łomżyńskim (gdzie znajduje się Jedwabne) operowało Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów – Płock. Oddziałem wydzielonym z tego Einsatzkommando dowodził Hermann Schaper, który w gimnazjum wstąpił do paramilitarnej organizacji Stahlhelm Bund der Frontsoldaten (Hełm stalowy, Związek Żołnierzy Frontowych), w 1928 do SA i SS, pracował w niemieckiej policji, znał język polski, działał w NSDAP, był funkcjonariuszem nazistowskiej Służby Bezpieczeństwa i komisarzem kryminalnym w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy, twórca placówki gestapo w Ciechanowie, kierownikiem placówki gestapo w Ostrołęce.

Hermann Schaper po wojnie był w RFN sądzony za zbrodnie nazistowskie. Jak prawie każdy z tych nielicznych Niemców, którzy po wojnie byli sądzeni przez sądy w RFN (składające się z sędziów z czasów nazistowskich), nie poniósł konsekwencji swoich zbrodni. Świadkowie, w tym Żydzi z Izraela, wskazali, że to Schaper odpowiadał za wymordowanie Żydów w miejscowościach wokół Jedwabnego (zgodnie ze scenariuszem znanym z Jedwabnego) – w Łomży, Tykocinie, Radziłowie, Rutkach, Zambrowie, Wiźnie, Wąsoczy, Borkowie i Jedwabnem.

W 1965 niemiecka prokuratura (tak jak to robiła zwykle po II wojnie światowej, chroniąc nazistowskich zbrodniarzy przed odpowiedzialnością) umorzyła śledztwo w sprawie zbrodni Schapera pomimo zeznań Żydów z Izraela. W 1974 w kolejnym procesie wśród oskarżonych znalazł się Schaper – w 1976 został uznany za winnego. Po tym, jak niemiecki Trybunał Sprawiedliwości skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia, Schaper załatwił sobie bezkarność, dostając od lekarza zaświadczenie, że ze względu na stan zdrowia nie może być sądzony.

Jarosław Gowin

Jarosław Gowin / fot. You Tube/ polsatnews.pl

Determinacja Jarosława Kaczyńskiego by przegłosować ustawę nowelizacji prawa o radiofonii i telewizji jest ogromna. Według dziennikarzy Onetu, jest on w stanie postawić na szali pozycję lidera Porozumienia w rządzie. Ultimatum dla Gowina jest ostateczną propozycją naczelnika państwa.

Ultimatum dla Gowina w sprawie KRRiT

Porozumienie nie chce poprzeć przepisów, które doprowadziłyby do wywłaszczenia amerykańskich inwestorów stacji. Bez posłów Gowina, których jest około 10, PiS nie ma większości. Dlatego też, jak wynika z naszych informacji, Kaczyński intensywnie naciska na Gowina, grożąc mu pozbawieniem fotela wicepremiera, jeśli Porozumienie zagłosuje przeciwko nowym przepisom.

Politycy PiS przekonują, że w całej ustawie chodzi o to, by polskich mediów nie kupowały firmy z niedemokratycznych krajów, takich jak Rosja, Chiny czy państwa arabskie. Dlatego do prawa medialnego wprowadzony ma zostać zapis, że telewizje i radia w Polsce mogą mieć właścicieli tylko z Europejskiego Obszaru Gospodarczego, do którego należą kraje Unii Europejskiej oraz Norwegia, Islandia i Liechtenstein.

Zdaniem Onetu gdyby taka ustawa weszła w życie, uderzałaby w TVN. Właścicielem stacji jest amerykański koncern Discovery. Według portalu PiS od lat stara się uzyskać wpływ na TVN. Celem rządu jest teraz wymuszenie na koncernie Discovery sprzedaży telewizji TVN firmom lub osobom kojarzonym z PiS. Kłopotem jest postawa posłów Porozumienia.

Gowin prowadzi negocjacje, które mają na celu złagodzenie ustawy przeciw TVN. Chce razem z opozycją przegłosować poprawkę — inwestorzy medialni mogliby pochodzić z państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). To organizacja gospodarcza, skupiająca 38 najlepiej rozwiniętych, demokratycznych państw świata. Są w niej też oczywiście Amerykanie, a zatem po przyjęciu poprawki mogliby pozostać inwestorami w TVN.

Według Onetu, Jarosław Kaczyński poza składaniem ultimatum dla Gowina szykuje się na inne rozwiązania. Szef PiS przygotowuje się również do złożenia propozycji współpracy w tym zakresie z Konfederacją. Lider PiS chce, zdaniem portalu, wykorzystać antyamerykańskie nastroje części posłów tego ugrupowania.

onet.pl

Janusz Kowalski

Janusz Kowalski / fot. MAP Wikimedia Commons

  • Poseł Janusz Kowalski wypowiedział się na tematy Unii Europejskiej w Poranku „Siódma 9” Janusz Kowalski z Solidarnej Polski.
  • Kowalski twierdzi, że UE zmierza do federalizacji podporządkowanej interesom brukselsko-niemieckim. Jego zdaniem elity europejskie zmierzają do pełnej kontroli nad narodami i społecznościami wspólnoty.
  • Członek Solidarnej Polski uważa, że obecnie spełnia się to, przed czym przestrzegał jego ruch polityczny już od dawna.
  • Kowalski wypowiedział się także na temat obecnej opozycji. Jego zdaniem to “V kolumna brukselskich eurokratów”.
  • Według posła kwestią czasu jest coraz większe zagrożenie ze strony Unii Europejskiej związane z blokadą wypłat należnych środków oraz nakładaniem na Polaków nowych opłat i podatków.
  • Zobacz także: Jest pierwszy zakaz tradycyjnej Mszy Świętej. Biskup powołuje się na dokument papieża

Kowalski wypowiada się o federalizacji UE.

“Niemcy i Bruksela chcą z UE jako związku suwerennych państw stworzyć związek, który jest podporządkowany interesom brukselsko-niemieckim. Federalizacja postępuje, orzeczenia TSUE wykraczają poza traktaty i nie mają żadnego umocowania traktatowego, jak choćby decyzja ws. kopalni w Turowie. Nie ma podstaw, by TSUE wypowiadał się o organizacji wymiaru sprawiedliwości. To absolutna kompetencja państwa. Chodzi o to, aby niedemokratyczna nomenklatura w Brukseli, miała kontrolę nad narodami i społeczeństwami. Na to pozwolić nie można” – tłumaczył.

Kowalski dowodzi w swojej wypowiedzi, że diagnozy stawiane przez Solidarną Polskę od dawna się potwierdzają.

“Zbigniew Ziobro przestrzega przed federalizacją, zawłaszczeniem kompetencji przez sędziokrację. Niekorzystne procesy dzieją się na naszych oczach. Trzeba być asertywnym i nie zgadzać się na coraz bardziej niebezpieczne pomysły unijnych eurokratów. Jestem zwolennikiem pełnej konfrontacji z unijnymi eurokratami. Musimy postawić twardą tamę. Koniec ze zgadzaniem się na dyktat Brukseli, koniec z cofaniem się” – mówił.

Janusz Kowalski wypowiada się ostro o przedstawicielach polskiej opozycji w UE

W kolejnej części wypowiedzi, poseł obozu rządowego podkreślił, że obecna opozycja polityczna jest skrajnie antypolska. Janusz Kowalski wypowiada się ostro o przedstawicielach opozycji w instytucjach UE.

“Opozycja jest niejako V kolumną brukselskich eurokratów. Proszę zauważyć, że politycy PO, postkomunistów, czy PSL wspierają nie orzeczenia TK, wyroki zgodne z polskim prawem, ale bezprawne husarie sędziów TSUE bez żadnej podstawy prawnej. Nomenklatura brukselska wykorzystuje to jaką mamy opozycję. Musimy sobie z tym jednak poradzić. Nie uważam, by pojawienie się właśnie dzisiaj Donalda Tuska, który został odrzucony przez Europę, było przypadkowe. Być może otrzymał zapewnienie, że będzie próba wstrzymania środków unijnych, by stworzyć bezprecedensowy kryzys w relacjach z UE. Taki scenariusz jest niewykluczony” – dodał.

Zdaniem Kowalskiego musimy być bardzo asertywni i doprowadzić do reformy unijnego systemu handlu emisjami.

“Dzisiaj UE doprowadza do tego, że w Polsce cena energii i ciepła staje się bardzo wysoka. W ciągu roku o 100 proc. wzrosły ceny uprawnień do emisji CO2, które są głównym czynnikiem kosztowym ciepła. Wszyscy widzą, że UE jest drapieżna, a unijni biurokraci zrobią wszystko, by Polska straciła na stałe suwerenność energetyczną oraz konkurencyjność gospodarki, co doprowadzi do utraty setek tys. miejsc pracy i podporządkowania Polski Niemcom, bo oni chcą nam sprzedawać rosyjski gaz i technologie OZE. Dlatego bronimy polskiego węgla, bo trzeba budować naszą suwerenność o własne zasoby oraz rządowego programu budowy energetyki jądrowej” – powiedział.

Poseł Solidarnej Polski celnie podsumowuje politykę ekologiczną UE

Poseł Solidarnej Polski odniósł się również do propozycji KE „Fit for 55”.

“Frans Timmermans, który opływa w brukselski luksus i ma kilkadziesiąt tysięcy euro pensji może sobie pozwolić, by płacić 2-3 euro za litr benzyny. Te pomysły w istocie uderzają w najuboższych Europejczyków i prowadzą do ubóstwa energetycznego. Za chwilę Polacy nie będą grzać w domach, bo nie będzie ich na to stać. Ta unijna polityka klimatyczna w istocie prowadzi do tego, że trzeba sobie zadać pytanie o finansowe aspekty i korzyści w UE. Realizacja Green Dealu i unijnej polityki sprowadzają się do tego, że musimy ponosić więcej kosztów, niż dostajemy. Te wszystkie pomysły muszą być z czegoś sfinansowane, a z czego mogą? Z kieszeni Polaków i to jest nie do zaakceptowania” – mówił.

“Jestem przekonany, że powstanie ruch oporu wobec tych ideologicznych, radykalnych pomysłów UE, które doprowadzą do degradacji Polski i ubóstwa energetycznego. To tylko kwestia czasu, kiedy zaczniemy zadawać pytania o finansowe korzyści z członkostwa w UE. Ja tych korzyści po prostu już nie widzę. Budowa nowego systemu elektroenergetycznego, czy ciepłowniczego to 2 biliony złotych. UE nie da nam na to pieniędzy i będzie to przerzucone na Polaków. Ceny energii wzrosną o 100-150 proc. To są koszty unijnej polityki. Zadajmy pytanie Polakom, czy chcą ponosić tak ogromne koszty wymysłów unijnych biurokratów. Czy Polskę stać na to, by doprowadzać do degradacji budżety domowe rodzin?” – stwierdził.

Zdaniem Kowalskiego w interesie Polski jest całkowite odrzucenie tego planu, a nie dyskusja o nim.

dorzeczy.pl

„Parada Równości”.

„Parada Równości”. / Fot. Jan Bodakowski

  • Negocjowana aktualnie Umowa o partnerstwie Unii Europejskiej oraz Organizacji Państw Afryki, Karaibów i Pacyfiku (OACPS) zawiera niebezpieczne postanowienia zobowiązujące państwa-strony do wdrażania w swoich porządkach prawnych perspektywy gender, dekonstrukcji tradycyjnych norm społecznych i promowania koncepcji tzw. praw seksualnych i reprodukcyjnych. 
  • Proponowana umowa ma zrzeszać większość bezwzględną członków Zgromadzenia Ogólnego ONZ oraz obligować ich do skoordynowanego głosowania w materiach objętych zakresem porozumienia. 
  • W ten sposób, oparta na szantażu ekonomicznym i układzie „pieniądze za ideologię” umowa, może skutkować wprowadzeniem wiążących Polskę, opartych na lewicowej ideologii, postanowień ONZ. 

Pieniądze za wdrożenie „równości genderowej”?

Obecnie toczą się negocjacje dotyczące kształtu nowej umowy o partnerstwie Unii Europejskiej i OACPS. Ma ona zastąpić obowiązujące dotychczas porozumienie zawarte między tymi stronami w czerwcu 2000 r. (tzw. układ z Kotonu). Dotychczasowa umowa skupiała się głównie na zagadnieniach handlowo-pomocowych oraz skoordynowanej walce z ubóstwem. Obowiązywać miała do lutego 2020 r., ale z uwagi na fakt, iż nie zdołano do tego czasu wypracować nowego tekstu porozumienia, została tymczasowo przedłużona.

Przygotowywany właśnie akt prawny, mający zastąpić układ z Kotonu, ma niestety skrajnie odmienny charakter. Oprócz przedłużenia wcześniejszych postanowień gospodarczo-handlowych, ingeruje głęboko w sferę kulturową, prawną i zdrowotną państw-sygnatariuszy, narzucając im konieczność realizacji radykalnej, „progresywnej” polityki społecznej poprzez dostępne instrumenty prawne, zarówno na poziomie narodowym (np. obligując je do wdrażania do narodowych konstytucji i innych aktów prawnych perspektywy gender), jak i międzynarodowym (np. poprzez obowiązek zajmowania wspólnego stanowiska na forum ONZ).

Pomimo braku rozgłosu w mediach, partnerstwo OACPS-UE stanowi istotny element ładu międzynarodowego. Układ ten terytorialnie obejmuje ponad jedną piątą populacji świata, w tym wszystkie państwa Unii Europejskiej i 79 państw członkowskich wspólnoty Afryki, Karaibów i Pacyfiku. Państwom tym przysługuje w sumie 106 głosów na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, co stanowi większość znacznie przewyższającą 50 proc., w praktyce pozwalającą na przegłosowanie w ramach tego organu każdej uchwały według preferencji.

Proponowana treść umowy jest szczególnie groźna dla porządków prawnych państw-sygnatariuszy, z uwagi na obowiązki, jakie na nie nakłada oraz wartości, które przekazuje. Już w preambule wskazano na konieczność uznania tożsamości genderowej za czynnik niezbędny do osiągnięcia otwartego i zrównoważonego rozwoju. W dalszych postanowieniach tekst porozumienia przewiduje zobowiązanie do systematycznego promowania perspektywy gender i zapewniania, aby „równość genderowa” wdrażana była na wszystkich szczeblach prowadzonej przez państwa i Unię Europejską polityki, jak również  uwzględniana w narodowych konstytucjach i innych aktach prawnych państw. Postanowienia umowy nakazują również przyjęcie narracji zakładającej istnienie w społeczeństwie „głęboko zakorzenionego uprzedzenia opartego o gender”, co jasno sugeruje istnienie takiego uprzedzenia w kulturach układających się państw i powinno być uznane za uwagę niestosowną i przede wszystkim głęboko niesprawiedliwą.

Głęboka ingerencja w podstawowy porządek

Umowa zawiera także postanowienia dotyczące tzw. zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych (SRHR), czyli ideologicznej, nieposiadającej nawet definicji koncepcji, co do której liczne państwa wielokrotnie wyrażały swój sprzeciw na forum międzynarodowym. Zgodnie z ich treścią, kraje będące stronami umowy zobligowane będą do wspierania powszechnego dostępu do usług obejmujących m.in. tzw. planowanie rodziny oraz prowadzenie na ten temat kampanii edukacyjnych i informacyjnych. Fakt, iż z tekstu umowy nie wynika jednoznacznie, jak rozumiane mają być pojęcia SRHR oraz „planowanie rodziny”, stanowić może w przyszłości pole do nadużyć i dokonywania skrajnych interpretacji. Zgodnie z nimi, składową tych „praw” może być również procedura prenatalnego uśmiercania dzieci. Należy w tym miejscu przypomnieć, że dokument końcowy Międzynarodowej Konferencji na temat Ludności i Rozwoju, która odbyła się w Kairze w 1994 r. (ICPD) jasno stwierdza, że aborcja nie może być promowana jako metoda planowania rodziny, a państwa powinny podjąć działania w celu ograniczenia liczby aborcji (pkt 8.25 ICPD PoA).

Mimo tego, jako jedno z najbardziej niepokojących, należy wskazać postanowienie z zakresu tzw. „protokołu regionalnego” dotyczącego państw Afryki, które powtórzone jest później również w protokołach odnoszących się do pozostałych regionów. Wynika z niego, że układające się strony zobowiązują się do pełnego i efektywnego wdrożenia postanowień dokumentu końcowego konferencji w Kairze oraz dokumentów końcowych późniejszych konferencji rewizyjnych. O ile dokument końcowy wypracowany w 1994 r. zawiera istotne gwarancje ograniczające pole do proaborcyjnych i antyrodzinnych interpretacji, dokument z jednej z konferencji rewizyjnych (tzw. „ICPD+20”), zawarty z pominięciem oficjalnej procedury, posiada już wiele postanowień o daleko posuniętym „progresywnym” społecznie charakterze. W ramach tych postanowień, koncepcja praw człowieka łączona jest z aborcją, koncepcją SRHR, pracą seksualną, „rozbudowaną edukacją seksualną”, „orientacją seksualną” czy zmianą płci.

Ideologia wprowadzana tylnymi drzwiami

Oczywiste jest, iż powyższa terminologia wyrażona wprost nigdy nie zostałaby przyjęta i zaakceptowana w dokumencie, którego treść byłaby ustalana drogą oficjalnych negocjacji w ramach organów Narodów Zjednoczonych. Dlatego też zwolennicy takich rozwiązań dążą do ich przeforsowania niebezpośrednio, np. w drodze opisanego powyżej, a niejasnego nawiązania w tekście negocjowanej umowy. Niedookreśloność i niejednoznaczność widoczna w wielu miejscach proponowanego tekstu umowy pozwala przypuszczać, iż intencją autorów jest przeforsowanie ideologicznych postulatów w sposób, który pozornie nie budzi większych podejrzeń, jednak otwiera drogę do wprowadzenia do porządków prawnych państw-stron umowy niebezpiecznych i najpewniej niechcianych przez te państwa treści. Wiary w dobrą wolę autorów umowy nie umacnia niestety kompletny brak transparentności procedury ratyfikacji porozumienia, które przez długi czas opracowywano w sposób utajniony.

Na szczęście, potencjalne niebezpieczeństwa wynikające z umowy zostały dostrzeżone przez wiele prężnie działających międzynarodowych organizacji społecznych zaangażowanych w obronę podstawowych i uniwersalnych wartości, wśród których istotne miejsce zajmuje Instytut Ordo Iuris. Organizacje te podjęły szereg działań na rzecz uświadamiania rządom narodowym i przedstawicielom organów Unii Europejskiej powagi sytuacji i wsparcia wysiłków w powstrzymaniu ratyfikacji porozumienia lub rewizji jej najbardziej kontrowersyjnych postanowień. Rezultaty tych działań powinny być widoczne już wkrótce.

Atak nożownika w Arkadii

Atak nożownika w Arkadii / fot. twitter.com

  • Do zdarzenia doszło w CH Arkadia w Warszawie. Bójka wywiązała się miedzy trzema obcokrajowcami.
  • Jeden z mężczyzn wyjął nóż i ranił dwóch pozostałych. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia.
  • Ranni zostali przewiezieni do szpitala z powierzchownymi ranami, jednak ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
  • Zobacz także: Bodakowski rysuje. Satyra na dziś: Franciszek spotkał się z doradcami

Do szarpaniny doszło w sobotę około godz. 19 w galerii handlowej Westfield Arakdia w Warszawie. Bójka między trzema obcokrajowcami wywiązała się około godzinu 19. Atak nożownika w CH Arkadia zarejestrowały kamery monitoringu centrum handlowego. Ochrona zjawiła się na miejscu 2 minuty po zdarzeniu, jednak sprawcy już nie było.

Na nagraniu widać jak jeden z mężczyzn podczas bójki, wyjmuje nóż i atakuje nim dwóch innych mężczyzn. Napastnikowi udało się uciec. Nadal trwa policyjna obława. Atak nożownika w CH Arkadia wywołał zgrozę wśród lokalnej społeczności. Sprawca jest pozostaje nieuchwytny pomimo wzmożonej współpracy ochrony galerii z policją. Rzecznik stołecznej policji zapewnia, że służby robią wszystko, aby jak najszybciej zakończyć sprawę.

“Cały czas są prowadzone czynności. Analizujemy zabezpieczony materiał, aby jak najszybciej pozytywnie zakończyć tę sprawę” – poinformowała polsatnews.pl sierż. sztab. Monika Nawrot ze stołecznej policji.

“Mężczyźni trafili do szpitala z powierzchownymi obrażeniami” – dodała.

dziennik.pl polsatnews.pl