Jarosław Kornaś

Jarosław Kornaś / fot. MediaNarodowe

Czytaj także: Współzałożyciel Wikipedii: Nie mam już zaufania do strony, którą stworzyłem

Kapitalizm jest niszczony przez władze i korporacje

W rozmowie poruszono kontrowersyjne kwestie roli finansjery w kreowaniu kryzysów, kreacji przez sektor finansowy pieniędzy elektronicznych i przez bank centralny gotówki oraz gwarancji bankowych bez pokrycia, co skutkuje bańkami spekulacyjnymi, których konsekwencją będzie kryzys gospodarczy na miarę wielkiego kryzysu lat 40 XX wieku.

Spór o rolę prywatnych banków w rozkręcaniu inflacji

Jarosław Kornaś główne zagrożenie dla wolnego rynku upatrywał we władzy państwowej, Jan Bodakowski zwracał uwagę, że to finansjera za pośrednictwem swoich banków kreuje 90% pieniędzy w gospodarce, nakładając na indywidualnych posiadaczy pieniędzy podatek inflacyjny (środki generowane z sufitu przez banki komercyjne swoją wartość nabywają, obniżając wartość środków będący już w rękach obywateli). Gość Mediów Narodowych w tej kwestii nie zgodził się z prowadzącym Janem Bodakowskim.

Pandemia i jej zamierzone skutki gospodarcze

Rozmowa dotyczyła też skutków gospodarczych ”pandemii” – celem resetu była likwidacja sektora drobnych i średnich przedsiębiorstw, tak by ich własność i rynki stały się własnością globalnych korporacji należących do funduszy inwestycyjnych będących własnością kilkunastu rodzin (w tym i tych wiadomego pochodzenia), które kreują sytuacje w światowej gospodarce, w tym i kryzysy, za pośrednictwem swoich banków stanowiących system banku centralnego Stanów Zjednoczonych FED.

medianarodowe.com

AntiFa rysunek Jan Bodakowski

AntiFa rysunek Jan Bodakowski / AntiFa rysunek Jan Bodakowski

AntiFa czerpie z szkoły frankfurckiej

Zgodnie z toksyczną propagandą szkoły frankfurckiej antyfaszyści uważają, że „że wszelkie zachowania człowieka, które są zgodne z tradycyjnymi normami etycznymi” to faszyzm. Za czasów Stalina komuniści za faszyzm uznawali „każdą postawę, sprzeciwu wobec Związku Radzieckiego i komunistycznej ideologii”, a więc i bycie zwolennikiem demokracji. Dziś AntiFa w duchu sowieckim walczy pod szyldem antyfaszyzmu z wszelkimi przejawami świata zachodniego. O naturze tej organizacji świadczy jej symbol, czyli flaga czarno czerwona (czarna jak anarchizm, czerwona jak komunizm).

USA

W zeszłych latach komuniści ukrywający się pod szyldem antyfaszyzmu inicjowali terror czarnych rasistów w USA. Jedną z najbardziej znanych organizujących terror czarnych rasistów jest AntiFa – ”umundurowana” na czarno, organizacja terrorystyczna, nie ujawniająca swojej struktury ani źródeł finansowania (wielu jednak uważa, że wspiera ją finansowo żydowski oligarcha George Soros).

Amerykańska AntiFa wywodzi się z ARA (Anti-Racist Action) organizacji związanej z subkulturą punk i chlubiącej się walkami z KKK i NS. Dziś AntiFa wznieca w całych USA rozruchy, zabija policjantów, katuje białych, rabuje sklepy i niszczy pomniki (w USA np. Tadeusza Kościuszki, a w Austrii Jana III Sobieskiego).

Niemcy

W Niemczech AntiFa zwalcza prawicową partię Alternatywa dla Niemiec (Alternative für Deutschland, AfD). Terroryści z AntiFy dokonują napadów i pobić (często prawie kończących się zgonami) polityków AfD, ataków bombowych, podpaleń samochodów. Swoje zbrodnie określają mianem samoobrony. W trakcie wzniecanych zamieszek antyfaszyści niszczą też sklepy.

Historia AntiFy rozpoczęła się przed II wojną światową. W 1932 bojówki Komunistycznej Partii Niemiec utworzyły Akcje Antyfaszystowską (Antifaschistische Aktion). Powstała ona z kadr Rotfrontu Roter Frontkämpferbund (Związku Bojowego Czerwonego Frontu), który został jako organizacja terrorystyczna zdelegalizowany przez rządzącą w Republice Weimarskiej socjaldemokracje. Towarzysze z Akcji Antyfaszystowskiej uważali, że socjaldemokraci są bardziej szkodliwi od nazistów.

Po II wojnie światowej terror antyfaszystów odrodził się w RFN (dzięki wsparciu komunistycznej bezpieki z NRD) w 1968 roku w takich organizacjach opozycji pozaparlamentarnej jak: Liga Komunistyczna, RAF (Frakcja Czerwonej Armii — Rote Armee Fraktion), Ruch 2 czerwca, Komórki Rewolucyjne.

Kolejna fala antyfaszystowskiego terroru miała miejsce w RFN w latach osiemdziesiątych i była związana z autonomistami, którzy łączyli marksizm, anarchizm, nową lewicę), Autonomiści swój etos wykuwali w squatach i szarpaninach z NS. W latach 90 zaangażowali się w terroryzm.

Wielka Brytania

Historia antyfaszyzmu w Wielkiej Brytanii rozpoczęła się, gdy w 1936 roku Żydzi i Irlandczycy zablokowali marsz czarnych koszul Brytyjskiej Unii Faszystowskiej i wszczęli zamieszki. Kolejną ważną datą w historii brytyjskiego antyfaszyzmu była bijatyka ze zwolennikami Frontu Narodowego. W późniejszych latach antyfaszyzm w Wielkiej Brytanii kwitł wśród punków i red skinów (skinów lewaków), których łączył Rock Against Racism. W 1992 (powstała w 1985 roku) AFA (Anti-Fascist Action — AntiFa) stoczyła bijatykę ze skinami na stacji kolejowej Waterloo w Londynie. Jednym z liderów AFA był obecny lider brytyjskiej lewicowej Partii Pracy Jeremy Corbyn – podobnie jak on wielu innych działaczy AntiFy weszło do brytyjskiej polityki – dzięki czemu dziś w Wielkiej Brytanii nie ma wolności słowa.

Brytyjska AntiFa znana jest z blokowania marszów i manifestacji swoich przeciwników ideowych. Antyfaszyści wszczynają burdy, by przeciwnicy lewicowego ekstremizmu nie dostawali pozwoleń na publiczne manifestowanie przekonań politycznych. Inną z formą działań brytyjskich antyfaszystów jest doxxing, czyli publikowanie w internecie przez lewicę danych osobowych osób uznawanych przez lewaków za faszystów by stawali się oni ofiara napadów, pobić i podpaleń.

Szwecja

Szwedzka AFA powstała w 1993 roku z autonomistów. Jest zbrojnym ramieniem ekologów – między innymi zajmuje się ochroną Greta Thunberg, ma własną siatkę szpiegowską, dokonuje podpaleń, ataków na domy wrogich polityków i urzędników imigracyjnych, prześladuje działaczy Szwedzkich Demokratów.

Polska

Jednym z najbardziej znanych ekscesów AntiFy w Polsce był ten z 2001 roku, kiedy Krytyka Polityczna zaprosiła niemieckich antyfaszystów do Warszawy, jak można podejrzewać, by zaatakowali Marsz Niepodległości. Z racji na zbyt duża liczebność marszów narodowców niemiecka AntiFa napadała na grupę rekonstrukcyjną w mundurach z XVIII wieku, która brała udział w oficjalnych uroczystościach, po czym pobiła się polską policją. W ostatnich latach poznańska AntiFa napadła na lokal PiS.

AntyFa gloryfikuje w swojej propagandzie zbrodnie komunistów w Hiszpanii, w Syrii w oddziałowych komunistycznych rebeliantów szkoli swoich działaczy z Europy (w dwu brygadach francuskiej i brytyjskiej), dzięki czemu dysponuje już nie tylko ulicznymi chuliganami, ale terrorystami z przeszkoleniem wojskowym. Więcej o poglądach antyfaszystów można przeczytać w artykule Konrada Kołodziejskiego na łamach czasopisma „Rzeczy Wspólne”.

AntiFa rysunek Jan Bodakowski
Julka z Twittera

Julka z Twittera / fot. twitter

Spacerując ulicami Warszawy, uderzył mnie po oczach widok młodych dziewczyn. Ta obserwacja utkwiła mi w głowie do tego stopnia, że nie mogę do dziś przestać myśleć o widoku tego młodego pokolenia.

Pokolenie “Julka Plus”

Złote Tarasy, Warszawa, przypadkowa obecność w miejscu, które poraża obecnością młodych dziewczyn o powierzchowności „dzidzi prostytutki” Młode dziewczyny spędzają czas pod galerią, racząc się własnym towarzystwem. Mój bardzo subiektywny odbiór tych dziewczyn, to pustka, która niczym echo roznosi się z ich głów.

Powalająca obecność w nieobecności. Siedzą, uśmiechają się i nic z tego nie wynika. Przerysowane twarze, otaczają pukle kolorowych, tlenionych włosów. Czy to wszystko? Gdyby tak zmyć te makijaże, zdjąć kolor z włosów, zobaczylibyśmy młode 15 latki, które przed sobą mają całe życie. Wkrótce mogą założyć rodziny, urodzić dzieci, czy poświecić się pracy naukowej…, zawsze jest jakaś opcja.

W tym przypadku niestety ten obraz przyszłości jawi się całkowicie zaburzony. Zupełnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego nowego pokolenia plus w przyszłości. Jaką tożsamość mają ci młodzi ludzie? Co przekażą swoim dzieciom?

Tematem związanym z tożsamością zajmuję się od lat.

Z racji tego, że mieszkam poza granicą, temat zajmował mnie żywo. Zawsze chciałam przekazać tą cząstkę siebie, ogrom polskości swojemu synowi, który urodził się i wychował w Holandii.

Zgłębiałam więc temat, czytając, zbierałam opinie emigrantów dotyczące zachowania tożsamości. Nagrywałam materiały informacyjne. Kilka razy wyjeżdżałam na Syberię, by dowiedzieć się, jak przez pokolenia zachować i przekazać polskiego ducha dzieciom. Oficjalnym obywatelom już innego państwa.   

Lata pracy i wyjazdy uformowały mnie jako matkę, wychowującą dziecko w zachodniej Europie. Stanęłam przed nie lada wyzwaniem. Ostatecznie syn wyrósł na Polaka, udało się przekazać mu język, tradycję, kulturę, mentalność, historię. Wszystko to co składa się na polską tożsamość. Wychowałam Polaka w Holandii. Tyle trudu nie poszło na marne. Mogę być z niego dumna.

Do czego zmierzam?

Szóste pokolenie potomków Polaków, mówi na Syberii w języku polskim, czują Polskę w swoim sercu. Dlaczego w Polsce dorasta pokolenie cyber Julek, które zachwycają się tylko tym co z zachodu?

Łatwe do sterowania główki, z wątpliwą wiedzą zasilają każdą demonstrację „innych”, w kolorach tęczy, protesty aborcyjne, wszystko to co antypolskie. Czy naprawdę większość polskiego społeczeństwa nie wie kim jest, musi identyfikować się z czymś, czego dokładnie nie zna? Jaka przyszłość czeka Polskę, jeśli to się nie zmieni?

Donald Tusk

Donald Tusk / fot. flickr.com

  • Podczas spotkania Elżbiety Witek w Otyniu w tle cały czas było słychać okrzyki oponentów rządu. Pojawił się m.in. transparent z napisem „TVP łże”.
  • Witek zarzuciła przeciwnikom rządu, że bez skrupułów korzystają ze świadczeń wprowadzonych przez PiS.
  • Marszałek Sejmu stwierdziła, że za agresję wobec polityków PiS odpowiada Donald Tusk.
  • Zobacz także: Ultimatum dla Gowina. Albo poprze PiS, albo straci stanowisko w rządzie

– Prezentując Polski Ład, spotykamy się z niebywałą agresją. Rozpoczęła się ona od momentu powrotu Donalda Tuska

– powiedziała marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Podczas sobotniego spotkania Elżbiety Witek w Otyniu doszło do zamieszania. Spotkaniu towarzyszyła pikieta zorganizowana m.in. przez lubuski Komitet Obrony Demokracji, który zakłócał wydarzenie.

Wystąpieniu marszałek Sejmu towarzyszył transparent z napisem „TVP łże”, a w tle cały czas było słychać okrzyki oponentów rządu. W trakcie prezentacji założeń Polskiego Ładu grupa osób skandowała między innymi „konstytucja”. Doszło do interwencji policji.

Witek zarzuciła im, że bez żadnych skrupułów korzystają ze świadczeń wprowadzonych przez PiS, a narzekają i krytykują rząd.

– To jest mało honorowe, bo jakbym się nie zgadzała z decyzjami rządu, to nigdy od takiego rządu nic bym nie wzięła 

– powiedziała Witek.

„Agresja od momentu powrotu Tuska”

Marszałek jednoznacznie ocenia, że agresja wobec polityków Prawa i Sprawiedliwości nasiliła się wraz z powrotem Donalda Tuska do polskiej polityki.

– Prezentując Polski Ład, spotykamy się z niebywałą agresją. Rozpoczęła się ona od momentu powrotu Donalda Tuska. To samo działo się podczas sobotniego spotkania w Otyniu. Chodziło o to, aby rozbić spotkanie

– powiedziała w Programie 1 Polskiego Radia o spotkaniu w Otyniu marszałek Sejmu.

Zdaniem Witek takie zachowania pokazują polityczny plan byłego premiera.

– To była próba zakrzyczenia, jeszcze nie zaczęłam jeszcze mówić, a już te wrzaski się rozpoczęły, chodziło o to żeby rozbić całe spotkanie, żebym nie mogła się zwrócić do mieszkańców. Chcą, żebyśmy się przestraszyli i nie rozmawiali z Polakami

– powiedziała Witek.
Boris Johnson

Boris Johnson / Fot. Flickr/Number10gov

  • Anglia znosi niemal wszystkie restrykcje związane z pandemią Covid-19. Rząd chce postawić na osobistą odpowiedzialność ludzi.
  • Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zaznaczył, że lato to najlepszy czas na powrót do normalności.
  • Johnson apelował, aby zachować ostrożność i rozwagę. Przekonywał także, aby osoby, które jeszcze się nie zaszczepiły, zrobiły to.
  • Zobacz także: Akcja szczepień w ciągu kilku tygodni może stanąć w miejscu

Anglia w poniedziałek przeszła do ostatniego etapu wychodzenia z lockdownu. Kraj znosi więc niemal wszystkie restrykcje związane z pandemią Covid-19. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zaapelował jednak by nadal zachować ostrożność oraz zaszczepić się, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił.

Przejście do ostatniego, czwartego etapu wychodzenia z lockdownu oznacza, że Anglia znosi niemal wszystkie prawnie obowiązujące restrykcje covidowe. Nie będą już obowiązywać limity osób w teatrach i kinach, koniec z dystansem społecznym i noszeniem maseczek w transporcie publicznym. Rząd chce zamienić nakazy i zakazy osobistą odpowiedzialnością i osobistymi wyborami ludzi.

„Lato to właściwy moment na wracanie do normalności”

Johnson podkreślił, że mimo rozprzestrzeniającego się wariantu Delta, lato jest najlepszym czasem na wracanie do normalnego życia. Anglia znosi więc niemal wszystkie restrykcje.

– Jeśli nie zrobimy tego teraz, będziemy otwierać się w miesiącach jesiennych i zimowych, kiedy wirus ma przewagę w postaci zimnej pogody. Stracimy cenną zaporę ogniową, którą dostajemy wraz z wakacjami szkolnymi. Jeśli nie zrobimy tego teraz, musimy zadać sobie pytanie, kiedy w ogóle to zrobimy? To jest właściwy moment

– powiedział brytyjski premier. 

– Ale musimy to zrobić ostrożnie. Musimy pamiętać, że ten wirus niestety wciąż jest. Liczba zachorowań rośnie i widzimy skrajną zaraźliwość wariantu Delta

– apelował Johnson.

Szef rządu zaznaczył, że program szczepień przyczynił się do osłabienia związku między infekcją a hospitalizacją. Przekonywał także, aby osoby, które jeszcze się nie zaszczepiły, zrobiły to.

W dalszym ciągu kwarantanna

Mimo, że Anglia znosi restrykcje, osoby, u których test potwierdził obecność koronawirusa, nadal będą prawnie zobowiązane do izolowania się. Zostaną utrzymane też restrykcje przy wjeździe do Wielkiej Brytanii, czyli obowiązek wykonania testu przed przyjazdem i przynajmniej jednego testu po przyjdzie. Kwarantanna będzie obowiązywać również osoby, które wróciły z krajów z tzw. czerwonej listy i niezaszczepionych osób wracających z krajów z żółtej listy.

wiadomosci.gazeta.pl, businessinsider.com.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Instagram

  • 8 lipca Rada Warszawy poparła uchwałę, która zakazuje poruszania się po stolicy furgonetkami oklejonymi „homofobicznymi i antyaborcyjnymi hasłami”.
  • Zarząd Fundacji Pro-Prawo do Życia w rozmowie z naTemat stwierdza, że nowa uchwała jest sprzeczna z obowiązującym systemem prawnym.
  • Fundacja pro-life: To jest obraz tego, że radni boją się prawdy o tym, że aborcja jest okrutną zbrodnią.
  • Zobacz także: Kowalski ostro o UE: “Jestem zwolennikiem pełnej konfrontacji”

8 lipca Rada Warszawy poparła uchwałę zakazującą jazdy furgonetkom pro-life po miastach stolicy. To samo tyczy się aut z treściami anty-LGBT. Fundacja pro-life podkreśla, że uchwała jest sprzeczna z obowiązującym systemem prawnym.

Na terenie Warszawy zakazuje się poruszania pojazdów oklejonych homofobicznymi i antyaborcyjnymi hasłami. Zgodnie z uchwałą, za złamanie zakazu grozi kara grzywny „wymierzanej w trybie i na zasadach określonych w prawie o wykroczeniach”. Za uchwałą głosowało 41 radnych a 18 było przeciw.

Stołeczna uchwała wzbudziła wiele kontrowersji i pytań o wolność przekonań i poglądów. Zarząd Fundacji Pro-Prawo do Życia w rozmowie z naTemat nie ma wątpliwości, że nowa uchwała jest sprzeczna z obowiązującym systemem prawnym. Są jednak również zwolennicy tej decyzji.

– Wspaniała wiadomość dla warszawianek i warszawiaków! Z naszego miasta znikną furgonetki, które w obrzydliwy i zakłamany sposób propagują antyaborcyjne i homofobiczne treści. Miejmy nadzieje, że to dopiero początek i że płodobusy i homofobusy znikną wkrótce z ulic w całej Polsce

– napisał na Twitterze europoseł Robert Biedroń.

Zakaz jazdy furgonetek pro-life niezgodny z prawem

Radni PiS skrytykowali ten projekt, a radny Wiktor Klimiuk stwierdził, że nie ma on sensu i jest niezgodny z prawem, na co wskazuje m.in. opinia prawna z ratusza. Złożył też wniosek o przesłanie projektu do odpowiedniej komisji.

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta z Solidarnej Polski ocenił z kolei, że decyzja warszawskich radnych jest „jawnym naruszeniem Konstytucji”.

– To jest obraz tego, że radni boją się prawdy o tym, że aborcja jest okrutną zbrodnią i boją się prawdy o demoralizacji dzieci i myślą, że mogą tej prawdy zakazać

– ocenił Mariusz Dzierżawski, członek zarządu stowarzyszenia pro-life.

W rozmowie z naTemat podkreślał też, że uchwała jest sprzeczna z obowiązującym systemem prawnym.

natemat.pl

Sala Plenarna Sejmu RP.

Sejm RP / Fot. flickr.com

Gdy pod koniec rządów PO-PSL przyjmowano ustawę o in vitro, spotkało się to z ostrą krytyką ze strony PiS. Co więcej, politycy tej formacji zapowiadali, że przepisy zostaną zmienione. Nie dość, że dotychczas żadne prace w tym zakresie nie zostały rozpoczęte, to wygląda na to, że obecny obóz rządzący przyjął stanowisko prezentowane wcześniej przez Platformę Obywatelską.

Zmienimy tak, żeby nie można było zamrażać zarodków, i tak, żeby związki partnerskie nie mogły korzystać z tej metody

– zapowiadał w 2015 roku senator Stanisław Karczewski z PiS.

Zgodnie z przepisami, co pięć lat ministerstwo zdrowia musi przedstawiać sprawozdanie z realizacji ustawy o in vitro. Pierwszy taki dokument skierował resort w tym roku sejmowej komisji zdrowia. Jak się okazuje, mimo, że od 2015 roku nie rządzi już koalicja PO-PSL, według wyliczeń Instytutu Ordo Iuris około 56% treści sprawozdania to fragmenty wprost przekopiowane z uzasadnienia projektu Platformy Obywatelskiej z 2015 r. Jedynie m.in. zmieniono czas przyszły na przeszły.

Ustawa budząca szereg wątpliwości etycznych została przyjęta w 2015 r. głosami posłów PO, SLD, PSL, Ruchu Palikota i niezrzeszonych. 5 maja 2021 r., z kilkudniowym przekroczeniem terminu ustawowego, Ministerstwo Zdrowia złożyło w Sejmie sprawozdanie z wykonywania oraz o skutkach stosowania ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności – która wbrew nazwie nie reguluje metod „leczenia niepłodności”, tylko omija istotę problemu, regulując jedynie procedurę zapłodnienia in vitro

– wskazał Instytut Ordo Iuris.

PiS w sprawie in vitro na pozycjach Platformy Obywatelskiej

Trudno nie odnieść wrażenia, że dokument ministerstwa zdrowia został przygotowany w sposób nieudolny.

Przynajmniej ok. 56% zawartości dokumentu (tj. ok. 68% rozdziału IV i ok. 51% rozdziału V) zostało wprost przepisane z uzasadnienia projektu z 2015 r., z dokonaniem zaledwie nieznacznych zmian (jak np. zamiana czasu przyszłego na czas przeszły lub teraźniejszy czy usunięcie przymiotnika „projektowana” przed rzeczownikiem „ustawa”). Co istotne, sprawozdawca konsekwentnie usuwał z kopiowanych przez siebie fragmentów uzasadnienia wszelkie odniesienia do przepisów prawa Unii Europejskiej. Nie ustrzegł się rażących błędów się podczas kopiowania – przykładowo w rozdziale IV.1 i IV.2 pozostawiono fragmenty obecne jedynie w pierwotnym projekcie ustawy lub uzasadnienia, usunięte w toku późniejszych prac ustawodawczych, lub po prostu nie mające merytorycznego sensu

– podał Instytut Ordo Iuris.

Instytut Ordo Iuris już na etapie procedowania projektu w 2014 r. przedstawiał swoje zastrzeżenia wobec ustawy o in vitro, natomiast w 2019 r. podczas specjalnej konferencji zaprezentował broszurę dotyczącą problemów prawno-etycznych związanych z tą kontrowersyjną metodą, która pozwala urodzić się tylko części poczętych dzieci, resztę istnień ludzkich skazując na „zamrożenie” bez gwarancji urodzenia się.

Kolejne rządy – PO-PSL i PiS wydają się być jednak głuche na te zastrzeżenia. Pomimo, że przed wyborami w 2015 roku politycy PiS prezentowali ostrą krytykę tej ustawy, jak i samej metody. Obecnie rządzący uważają (cytując za sprawozdaniem), że „wdrożenie ustawy zlikwidowało brak istotnych rozwiązań prawnych regulujących bezpieczeństwo stosowanych technik medycznie wspomaganej prokreacji”. Resort zadeklarował także, że nie są prowadzone prace, aby wadliwa ustawa została zmieniona.

Ze złożonego sprawozdania wynika m.in., że w ramach in vitro powstaje od 40 do ponad 60 tys. zarodków rocznie. W 2020 r. liczba przechowywanych zarodków wyniosła 122 tys. Nie ma informacji o skuteczności in vitro w Polsce.

Zobacz także: Ultimatum dla Gowina. Albo poprze PiS, albo straci stanowisko w rządzie

rp.pl, ordoiuris.pl

Szefowa KE Ursula von der Leyen

Szefowa KE Ursula von der Leyen / Fot. Twitter

Wczoraj do opinii publicznej trafiły informacje o 50 tysiącach włamań na smartfony dziennikarzy z kilku państw na świecie. Na ten atak na prywatność postanowiła zareagował szefowa Komisji Europejskiej. Stanowczo potępiła ataki cybernetyczne na dziennikarzy, obrońców praw człowieka i polityków. 

Wykorzystywanie oprogramowania szpiegującego Pegasus przeciwko dziennikarzom byłoby całkowicie niedopuszczalne. To, co mogliśmy do tej pory przeczytać, a to trzeba zweryfikować, ale jeśli tak jest, to jest to całkowicie nie do przyjęcia. Wbrew wszelkim zasadom, jakie mamy w Unii Europejskiej

– skomentowała najświeższe doniesienia, szefowa Komisji Europejskiej.

Oprogramowanie Pegasus już wcześniej sprawiało problemy natury moralnej. Wielu ekspertów i osób życia publicznego podważało sens istnienia mechanizmu zdolnego szpiegować każdego dowolnego człowieka. Choć twórcy oprogramowania podkreślili, że służyć on ma wyłącznie do zwalczania przestępczości terrorystycznej, to ujawniane przypadki pokazują jedno – prywatność osobista została dzisiaj mocno nadszarpnięta. 

17 redakcji, w tym brytyjskiego dziennika „The Guardian”, francuskiego „Le Monde” i amerykańskiego „The Washington Post”, przeprowadziło dziennikarskie śledztwo analizujące listę 50 tys. numerów telefonów, które klienci NSO Group mogli wybrać do nadzorowania poprzez Pegasusa. Sprawdzono, że były na niej telefony co najmniej 180 dziennikarzy, 600 polityków i 85 działaczy na rzecz praw człowieka.

Wśród zidentyfikowanych numerów były telefony korespondentów zagranicznych m.in. dzienników „The Wall Street Journal” i „El Pais”, telewizji CNN i France 24 oraz agencji AFP, Reuters i Associated Press.

Izraelska firma NSO Group, która odpowiada za powstanie niebezpiecznego oprogramowania przyznaje, że specjalne licencje na szpiegowanie są sprzedawane wyłącznie zaufanym agencjom rządowym. Jeszcze w czerwcu w celu uratowania jakiegokolwiek wizerunku ujawniono fragmenty umów pomiędzy klientami, którzy zobligowali się do wykorzystywania Pegasusa wyłącznie do celów rozwiązań zagadek kryminalnych oraz bezpieczeństwa narodowego. Firma w przypadku złamania tego punktu umowy ma mieć możliwość zdalnej dezaktywacji programu. 

interia.pl, niebezpiecznik.pl

Igrzyska olimpijskie w Tokio

Logo IO. / Fot. pixabay.com

  • Igrzyska olimpijskie w Tokio rozpoczynają się 23 lipca. Nadal jednak wielu Japończyków uważa, że w związku z pandemią organizowanie tak dużej imprezy może pogorszyć sytuację w kraju.
  • Zdaniem przeciwników, igrzyska pochłoną ogromne środki finansowe, a te w czasie pandemii COVID-19 powinny trafić m.in. do służby zdrowia.
  • Skoczek narciarski Naoki Nakamura: To, jak patrzysz na imprezę, zależy od tego, czy jesteś osobą wspierającą rządzącą partię, czy nie.
  • Zobacz także: Prof. Szwagrzyk: Tylko w ubiegłym roku IPN odkrył ponad sto szczątków osób pomordowanych przez komunistów [NASZ WYWIAD]

Igrzyska olimpijskie w Tokio rozpoczynają się 23 lipca. Japonia jest jednak w trudnej sytuacji w związku z pandemią i spora część Japończyków jest przeciwna organizacji igrzysk. Na początku czerwca wydawało się, że sytuacja być może wróci do normy, ale w ostatnich tygodniach jest coraz gorzej.

W czwartek 8 lipca w Tokio wprowadzono stan wyjątkowy, który będzie obowiązywał przez cały czas trwania igrzysk. Tym samym na trybunach olimpijskich aren nie pojawią się kibice.

– Z politycznego punktu widzenia, brak widzów jest teraz nieunikniony

– powiedziało agencji Reuters anonimowy informator z japońskiego rządu.

– W mediach społecznościowych publikowane są komentarze użytkowników, którzy naprzemiennie chwalą i krytykują decyzję rządu. Ludzie się podzieleni – powiedział skoczek narciarski Naoki Nakamura w rozmowie z TVPSPORT.PL.

Japończycy są podzieleni. Sztafetę wbiegającą do miasta witały oklaski, ale i okrzyki protestujących, którzy domagają się odwołania imprezy. Spora część jest przeciwna organizacji igrzysk. Zdaniem demonstrantów, igrzyska pochłoną ogromne środki finansowe, a te w czasie pandemii COVID-19 powinny trafić do służby zdrowia i najbardziej potrzebujących.

– Organizatorzy igrzysk mają wiele problemów. Plusy i minusy z przeprowadzenia zmagań możemy podzielić 50 na 50. To, jak patrzysz na imprezę, zależy od tego, czy jesteś osobą wspierającą rządzącą partię, czy nie 

– dodał Nakamura.

Japończycy nie wierzą w bezpieczne igrzyska

Z sondażu opublikowanego przez gazetę „Asahi” wynika, że więcej niż dwie trzecie mieszkańców Japonii nie wierzy, że w obecnej sytuacji związanej z pandemią COVID-19 da się bezpiecznie przeprowadzić rozpoczynające się w piątek igrzyska olimpijskie.

Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach zapewnił w ubiegłym tygodniu, że poziom ryzyka dla mieszkańców Japonii w związku z przyjazdem tysięcy sportowców, dziennikarzy i gości wynosi zero. Wyraził również nadzieję, że kiedy rozpocznie się rywalizacja o medale, Japończycy zaczną przychylniej patrzeć na igrzyska.

sport.tvp.pl, polskieradio24.pl

Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

  • „Dziennik Gazeta Prawna” podaje, że obecnie program szczepień napędza grupa oczekująca na drugą dawkę szczepionki.
  • Jeśli tendencja spadkowa się utrzyma akcja szczepień może stanąć w ciągu dwóch lub trzech tygodni.
  • Szef KPRM zapowiedział też, że Polska będzie odsprzedawała zakupione dawki szczepionek.
  • Zobacz także: Koronawirus w Polsce: Nowe dane Ministerstwa Zdrowia

W Polsce tempo szczepień spada. „Dziennik Gazeta Prawna” podaje, że w ciągu dwóch lub trzech tygodni akcja szczepień praktycznie stanie w miejscu. Okazuje się, że obecnie program napędza głównie grupa oczekująca na drugą dawkę szczepionki.

„Dziennik Gazeta Prawna” zwraca uwagę, że zamówienia do punktów szczepień wynoszą ok. 1,6 mln tygodniowo. Z tego 1,5 mln to szczepienia drugą dawką, a jedynie 100 tys. to pierwsza dawka.

Dziennik podaje na podstawie rządowych danych (stan na piątek), że pierwszą dawkę przyjęło 17,6 mln Polaków, a drugą prawie 14,8 mln. Stan na poniedziałek nieznacznie się różni – 17,7 mln wykonanych szczepień pierwszą dawką i nieco ponad 15 mln drugą. Obecnie program napędza więc głównie grupa, która czeka na drugą dawkę szczepionki, a tempo szczepień spada.

– To oznacza, że na drugi zastrzyk czekało ok. 2,9 mln osób. I dziś to ta grupa de facto napędza akcję szczepień, a nie osoby chcące przyjąć pierwsze wkłucie

– zwraca uwagę „Dziennik Gazeta Prawna”.

Jak zauważa dziennik, wyszczepienie 2,9 mln osób zajmie ok. 18 dni. 

Tempo szczepień spada

Gazeta podaje, że w pierwszej połowie lipca średnie dzienne tempo szczepień drugą dawką wyniosło 161 tys. Zakładając, że ta tendencja się utrzyma, zaszczepienie 2,9 mln osób zajmie ok. 18 dni. Dziennikarze podkreślają, że średnio na pierwsze szczepienie zgłasza się ok. 50 tys. osób i to tempo spada. W ostatnim tygodniu były to 44 tys. Zamówienia do punktów szczepień są coraz niższe.  

Z problemu braku chęci do szczepienia, a tym samym tego, że tempo szczepień spada zdaje sobie sprawę rząd.

– Widać, że naturalne zasoby osób przekonanych do szczepień wyczerpują się, czy już się niemal wyczerpały

– powiedział w środę w ubiegłym tygodniu Michał Dworczyk. 

Szef KPRM zapowiedział też, że Polska będzie odsprzedawała zakupione dawki szczepionek.

Tymczasem eksperci wciąż ostrzegają przed czwartą falą pandemii. Niektórzy są zdania już w połowie sierpnia nastąpi gwałtowny wzrost zachorowań na Covid-19.

wiadomosci.gazeta.pl