Wpis włoskiego burmistrza.

Wpis włoskiego burmistrza. / Fot. Twitter

  • Wpis wiceburmistrza wywołał oburzenie m.in. przewodniczącej wspólnoty żydowskiej z Rzymu Ruth Dureghello.
  • Wiceburmistrz Riccardo Blengio zmienił „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym) na włoskie słowa: „Szczepionka czyni wolnym”.
  • Jego zdaniem przywileje dla osób zaszczepionych dyskryminują osoby niezaszczepione.
  • Zobacz także: Akcja szczepień w ciągu kilku tygodni może stanąć w miejscu

Wiceburmistrz miejscowości Bistagno w Piemoncie porównał przepustkę otrzymywaną po zaszczepieniu przeciw koronawirusowi z obozem koncentracyjnym w Auschwitz. Wpis polityka spotkał się z oburzeniem.

Holokaust w dyskusji o szczepienie

Przewodnicząca wspólnoty żydowskiej z Rzymu Ruth Dureghello odniosła się do wypowiedzi wiceburmistrza. Jej zdaniem Holokaust nie powinien być nigdy przywołany w dyskusji we Włoszech na temat przepustki COVID-19.

Na Twitterze Dureghello zamieściła oświadczenie.

– Różni działacze polityczni przywołują Szoa, by sprzeciwić się Zielonej Przepustce. Nasila się bardzo niebezpieczny klimat nienawiści i nietolerancji. Odwoływanie się do Szoa z taką bezmyślnością to poważny sygnał alarmowy. Niech polityka zacznie łagodzić ton

– wezwała.

„Szczepionka czyni wolnym”

Wiceburmistrz Riccardo Blengio, przeciwnik szczepionek, zamieścił fotomontaż zdjęcia bramy niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz. Napis „Arbeit macht frei” zamienił na włoskie słowa: „Szczepionka czyni wolnym”.

Porównanie przepustki otrzymanej po zaszczepieniu z Holokaustem wywołało powszechne oburzenie. Blengio w odpowiedzi na krytykę podkreślił, że aktualnie trwa wręcz polowanie na osoby niezaszczepione. Osoby niechętne szczepieniom zostali zepchnięte do roli obywateli drugiej kategorii i są traktowane jak przestępcy.

W jego ocenie przywileje dla osób zaszczepionych dyskryminują osoby niezaszczepione. Według polityka obecnie panuje atmosfera totalitaryzmu. Media, rząd, samorządowcy, sugerują, że wprowadzenie „przepustki” do korzystania z podstawowych praw jest konieczne i pożądane.

Blengio nie zgadza się z oburzeniem, które wywołała jego publikacja. Wytłumaczył, że nie usunął postu na Facebooku, a jedynie zmienił ustawienia konta, ponieważ rozpoczęto przeciwko niemu oszczerczą kampanię.

onet.pl

Szczepionka

Szpital COVID-19 / Fot. pixabay.com

  • Lekarze mieliby zachęcać do szczepień. W zamian za to przewidziana jest dla nich gratyfikacja finansowa i bonusy za dynamikę szczepień.
  • „Dziennik Gazeta Prawna” podaje, że niektóre pomysły na przekonanie Polaków do szczepień są dość kontrowersyjne.
  • Członkowie Rady Medycznej przy premierze twierdzą, że należy rozważyć obowiązek szczepień dla medyków.
  • Zobacz także: Polska odsprzeda szczepionki przeciw COVID-19? Powodem spadające tempo szczepień

Lekarze mają zachęcać ludzi do szczepień. Za każdego przekonanego mieliby otrzymać dodatkowe wynagrodzenie. Rządzący liczą, że to spowoduje wzrost liczby zaszczepionych.

Polski rząd szykuje nowe rozwiązania, aby zdynamizować tempo szczepień. W Polsce liczba osób w pełni zaszczepionych przekroczyła 15 mln. To jednak zdaniem władz nadal zbyt mało, by osiągnąć odporność populacyjną. Według rządzących należy pozostać przy zachętach, bo przymus może doprowadzić do buntu i przynieść negatywne skutki. Obecnie rząd ma nowy pomysł: to lekarze mają zachęcać ludzi do szczepień.

Lekarze telefonicznie mają zachęcać pacjentów do szczepień

– Rząd ma podjąć decyzje administracyjne zobowiązujące Lekarzy Podstawowej Opieki Zdrowotnej do kontaktowania się z pacjentami powyżej 60. roku życia i proponowania im szczepień

– ustalił nieoficjalnie tygodnik „Wprost”.

Co więcej, za każdego przekonanego lekarze mieliby otrzymać dodatkowe wynagrodzenie.

– Lekarze będą musieli dzwonić do swoich pacjentów i proponować im szczepienia. W zamian za to przewidziana jest gratyfikacja finansowa i bonusy za dynamikę szczepień. Lekarze dostaną dodatkowe pieniądze za wykonanie telefonów do pacjentów, w których będą ich przekonywać i jeszcze za duży odsetek osób zaszczepionych w ich POZ 

– poinformował „Wprost” rządowy informator.

Wcześniej minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, jak taka premia dla medyków mogłaby wyglądać.

– Lekarz rodzinny ma listę swoich pacjentów, i na tej liście będzie próg osób zaszczepionych. Tym pierwszym progiem ma być 35-40 proc., i po jego osiągnięciu pojawia się premia. Jeśli będzie ten wskaźnik wyższy, to oczywiście premia będzie rosła

– wyjaśnił szef resortu zdrowia.

Rząd nieustannie przekonuje, że skala kolejnej, czwartej już fali pandemii COVID-19 będzie uzależniona od poziomu zaszczepienia społeczeństwa. Jak poddaje „Dziennik Gazeta Prawna”, pomysłów na przekonanie Polaków do szczepień jest kilka, a niektóre z nich wydają się dość kontrowersyjne. Członkowie Rady Medycznej przy premierze twierdzą, że należy rozważyć obowiązek szczepień dla medyków.

nowosci.com.pl, wprost.pl

Fragment programu "Pytanie na Śniadanie".

Fragment programu "Pytanie na Śniadanie". / Fot. YouTube

Podczas występu w programie „Pytanie na Śniadanie” na antenie TVP słowacka piosenkarka wyciągnęła tęczową flagę. Za brak reakcji na ten incydent pracę stracił jeden z wydawców programu.

Słowacka piosenkarka Karin Ann 14 lipca wystąpiła w programie TVP „Pytanie na Śniadanie”. 19-latka podczas występu wyciągnęła tęczową flagę i zwróciła się do społeczności LGBTQ.

– Chciałabym zadedykować tę piosenkę społeczności LGBTQ w Polsce; wiem, że nie macie tu lekko. Zasługujecie na miłość, zasługujecie na to, by czuć się bezpiecznie. Jestem z wami, stoję tu z wami, kocham was.

– powiedziała i zaczęła śpiewać piosenkę.

Występ Karin Ann, która na antenie TVP wyciągnęła tęczową flagę wywołał niemałe poruszenie w sieci.

Pracę stracił wydawca programu

Szefostwo TVP wyciągnęło wnioski po incydencie z tęczową flagą, do którego doszło na wizji. W sobotę po występie wokalistki pojawiła się informacja, że Radosław Bielawski, który tamtego dnia pełnił rolę wydawcy programu, został zwolniony. Mają to być konsekwencje za brak reakcji i niezdjęcie Karin Ann, która wyciągnęła tęczową flagę z wizji. W rozmowie z Onetem oficjalnie potwierdził swoje zwolnienie. Bielawski w stacji pracował 12 lat.

– Potwierdzam, że zerwano ze mną współpracę, ale nie komentuję, jeszcze. Bardzo dziękuję za zainteresowanie. Muszę dać sobie chwilę

– napisał Bielawski.

Karin Ann opowiedziała portalowi Noizz o kulisach swojego pomysłu. W sumie wymagało to jedynie odwagi.

– Jedynymi osobami, które wiedziały o tym pomyśle, był mój gitarzysta oraz jeden z moich managerów. Musiałam skądś wziąć flagę LGBT i on mi w tym pomógł. Dla reszty było to ogromne zaskoczenie. Bałam się, że pracownicy TVP mogą nie pozwolić mi na wniesienie plecaka, w którym schowałam flagę, ale okazało się, że nie było żadnych kontroli

– wyznała piosenkarka.

natemat.pl, www.onet.pl, spidersweb.pl

Stadion Evertonu.

Stadion Evertonu. / fot. Twitter

  • Brytyjska policja zatrzymała 31-letniego zawodnika Evertonu, który jednocześnie był reprezentantem swojego kraju.
  • Prowadząca tę sprawę prokuratura oraz klub nie zamierzają obecnie ujawniać personaliów piłkarza oskarżonego o pedofilię.
  • Zawodnik miał wysyłać wiadomości do nastoletnich dziewczyn.
  • Zobacz także: Ustawa o in vitro już nie przeszkadza PiS? Ministerstwo zdrowia za

Angielska Premier League stała się w ostatnich dniach świadkiem poważnego skandalu na tle seksualnym. W piątek 16. lipca brytyjscy policjanci na polecenie prokuratury aresztowali 31-letniego zawodnika Evertonu, który jest również reprezentantem swojego kraju. Zarzuca mu się kontakt z małoletnimi nastolatkami.

Policjanci aresztowali 31-letniego mężczyznę w piątek 16 lipca 2021 roku w związku z podejrzeniem o przestępstwa seksualne wobec dzieci

– poinformowała Greater Manchester Police

Informacje te potwierdził również oficjalnie sam klub aresztowanego zawodnika, który już został zawieszony, do czasu wyjaśnienia sytuacji. Sam zawodnik przebywa aktualnie na zwolnieniu z aresztu, gdyż wcześniej opłacono za niego kaucje. Na dalszy rozwój dochodzenia, będzie oczekiwał pod nadzorem domowym.

Klub będzie nadal wspierał władze w ich dochodzeniach i nie będzie wydawał żadnych dalszych oświadczeń w tym czasie

– przekazał klub z Liverpoolu.

Wiele wskazuje na to, że opis zatrzymanego zawodnika zgadza się z islandzkim pomocnikiem Evertonu. Gylfi Sigurdsson i Fabian Delph mają po 31-lat, lecz drugi z nich był widziany podczas ostatniego sparingu. Sigurdsson już wcześniej miał być oskarżany o kontakty z nastoletnimi dziewczynami, lecz od tych zarzutów odcinała się żona piłkarza.

salon24.pl, laczynaspasja.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

Pod koniec lipca mają zostać zamknięte cztery placówki aborcyjne organizacji Marie Stopes Australia. Firma ma problemy finansowe, brakuje też lekarzy i personelu chętnego do wykonywania aborcji.

Australijski serwis informacyjny ABC News podał, że pod koniec lipca zostaną zamknięte cztery z piętnastu placówek aborcyjnych organizacji Marie Stopes Australia. Powodem zamknięcia są rosnące koszty i brak lekarzy i pielęgniarek, którzy wykonywaliby aborcję.

Placówki te znajdują się w Rockhampton, Townsville i Southport w Queensland oraz Newcastle w Nowej Południowej Walii. Przeprowadzano tam około 500 aborcji rocznie.

Negatywne nastawienie do aborcji pracowników medycznych

Jamal Hakim, dyrektor zarządzający Marie Stopes Australia, stwierdza, że placówki aborcyjne zostaną zamknięte przez negatywne nastawienie do aborcji pracowników medycznych.

Szef MSA chce, aby rząd aktywnie promował i rozszerzał dostęp do aborcji, a nie tylko je zalegalizował. Niektórzy aktywiści aborcyjni otwarcie naciskają na usunięcie prawa zapewniającego ochronę klauzuli sumienia i zaaprobowanie zmuszenia lekarzy i pielęgniarek do zabijania poczętych dzieci.

– To trudna decyzja. Długo i ciężko walczyliśmy z wieloma naszymi zwolennikami o los tych klinik, a nasz personel jest całkowicie zaangażowany, ale po prostu nie możemy sprawić, by te kliniki działały finansowo, więc będziemy współpracować z rządem i partnerami, aby zapewnić bezpieczną opiekę aborcyjną. Wszystkim, ponieważ aborcja jest podstawowym prawem człowieka we współczesnej demokracji

– powiedział Hakim.

Marie Stopes International ma swoją główną siedzibę w Anglii. Aktualnie posiada około 600 placówek w 37 krajach, w których wykonuje się około 5 mln aborcji rocznie.

Wokół organizacji wybucha skandal za skandalem w związku z nieudanymi aborcjami. Znaleziono również dowody, że Marie Stopes może wywierać presję na kobiety, aby zabijały swoje poczęte dzieci, zachęcając personel wypłacanymi premiami. Organizacja ta została też oskarżona o dokonywanie nielegalnych aborcji w Afryce.

radiomaryja.pl, pch24.pl

Katarina Barley

Katarina Barley / fot. flickr.com

  • Wiceszefowa Parlamentu Europejskiego udzieliła wywiadu dla niemieckich mediów. Stwierdziła w nim, że Komisja Europejska powinna niezwłocznie zablokować fundusze unijne Węgrom oraz Polsce.
  • Jej zdaniem w obu tych krajach rażąco łamane są podstawowe zasady demokracji. Według Barley, szczególnie trudna sytuacja jest obecnie na Węgrzech rządzonych przez Viktora Orbana.
  • Jesienią rozpoczną się pierwsze postępowania, które mogą doprowadzić do cięcia środków unijnych dla takich krajów jak Węgry i Polska.
  • Zobacz także: Anglia wprowadza segregację sanitarną obywateli. Nowe przepisy od końca września

W rozmowie z niemieckimi mediami, Barley twierdzi, że Komisja Europejska powinna zablokować fundusze unijne dla Polski i Węgier. Jej zdaniem jest to kwestia niecierpiąca zwłoki, gdyż w jej opinii, w obu krajach łamane są zasady demokracji.

„Komisja powinna działać niezwłocznie i zablokować fundusze unijne, przede wszystkim Węgrom, ale także Polsce”

– powiedziała Barley gazetom grupy medialnej Funke.

„W obu tych państwach mamy do czynienia z deficytami w zakresie przestrzegania demokratycznych zasad, a sytuacja się pogarsza, zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce”

– dodała.

Według wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, zablokowanie środków dla rządów obu państw uderzyłoby głównie w ekipy rządowe, nie obywateli. Zdaniem Barley najgorsza sytuacja jest obecnie na Węgrzech rządzonych przez Viktora Orbana.

„On i jego rząd dokonali tak poważnych zmian we wszystkich filarach demokracji, że nie można już tam mówić o demokratycznych warunkach”

– uważa Barley.

Krytycy zarzucają zarówno węgierskiemu, jak i polskiemu rządowi, wywieranie wpływu na wymiar sprawiedliwości niezgodne z unijnymi standardami. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że jesienią rozpoczną się pierwsze postępowania doprowadzające do cięcia środków unijnych. Brukselscy demo-liberałowie chcą za wszelką cenę zablokować fundusze unijne dla Polski. Są to środki, z których finansowany ma być program Zjednoczonej Prawicy “Polski Ład”. Według doniesień rządowych, Polska otrzyma z budżetu UE 770 mld zł.

Komisja Europejska opublikuje we wtorek w Brukseli swój roczny raport na temat praworządności w państwach członkowskich.

tvp.info

Robert Winnicki, Artur Dziambor

Robert Winnicki, Artur Dziambor / fot. Adrian Grycuk, Paweł Kula Wikimedia Commons

  • Sprawa nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji ma być procedowana na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Podzielony w jej sprawie jest nie tylko obóz rządzący, ale i Konfederacja.
  • Wśród Konfederatów linia podziału przebiega według przynależności partyjnej. Narodowcy na czele z Robertem Winnickim prawdopodobnie zagłosują za. Po drugiej stronie są wolnościowcy z Arturem Dziamborem na czele, którzy prawdopodobnie będą przeciw.
  • Podczas głosowania ma nie obowiązywać dyscyplina partyjna, każdy z posłów zagłosuje według własnych poglądów oraz własnego sumienia.
  • Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Znamy najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia. Wykonano 47 tys. testów.

Sprawa nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji ma być głosowana na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Lex TVN upadnie, bo nie ma dla niego poparcia w obozie rządzącym. Porozumienie zapewnia, że nie poprze przepisów w takim kształcie i domaga się poprawki. Onet informuje, że pomocną dłoń do partii Jarosława Kaczyńskiego może wyciągnąć Konfederacja. Oficjalnie partia krytykuje propozycję, ale wewnętrznie Konfederacja jest mocno podzielona ws. Lex TVN. W obrębie ugrupowania ścierają się dwie frakcje: wolnościowa i narodowa.

Opcja wolnościowa zwraca uwagę na swobodę przepływu kapitału. Artur Dziambor przyznaje, że są pewne różnice, ale wątpi, aby frakcja narodowa w Konfederacji zdecydowała się poprzeć projekt tej ustawy.

Konfederacja podzielona ws. Lex TVN. Robert Winnicki popiera projekt PiS

Po jednym z ostatnich wpisów posła Roberta Winnickiego należy nabrać dystansu do słów Dziambora. Winnicki bowiem w sposób jasny i oczywisty zadeklarował swoje poparcie dla ustawy PiS.

“Czy wolny rynek jest celem samym w sobie czy też jest narzędziem w realizacji interesów narodowych? Oczywiście jest narzędziem. Czasami trzeba to narzędzie dostosować gdy chodzi o strategiczne dziedziny życia narodowego jak np. energetyka czy właśnie – obieg informacji.”

– napisał na Twitterze szef Ruchu Narodowego.

Na czele opcji narodowej w Konfederacji, która ma skłaniać się do poparcia Lex TVN, ma stać właśnie Robert Winnicki.

Dziambor zaznacza głos wolnościowców w kwestii nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji

Odmiennego zdania jest przedstawiciel wolnościowców wśród Konfederatów. Artur Dziambor w swoim wpisie na Twitterze wyraźnie zaznaczył, że będzie głosował przeciw projektowi nowelizacji PiS.

“Tej ustawy zwyczajnie nie wolno poprzeć nikomu, kto ma jakkolwiek wolnorynkowe podejście do świata. To nie jest żadna walka z obcym kapitałem, to jest walka władzy z mediami, którym zdarza się krytycznie patrzeć na jej poczynania. Ta ustawa nigdy nie powinna się pojawić. Wstyd!”

– napisał Dziambor.

Tarcia wewnątrz obozu Konfederatów są częstym zjawiskiem i mogą one zaważyć na wyniku głosowania nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji. Kluczowe decyzje ws. nowelizacji ustawy o KRRiT mają zapaść w dyskusji zaplanowanej na wtorek wieczór. Podczas głosowania nad ustawą anty-TVN, Konfederatów ma nie obowiązywać dyscyplina partyjna.

wprost.pl

Protest rolników

Protest rolników / fot. You Tube/ Polskie Radio Łódź

  • Protest AgroUnii odbywa się na drodze nr 91 w okolicy Srocka. Rolnicy nie blokują drogi, lecz kolumna maszyn rolniczych w wolnym tempie porusza się zajmując część jezdni.
  • Powodem protestu są zdaniem lidera Michała Kołodziejczaka skandalicznie niekorzystne warunki produkcji rolnej w Polsce.
  • Ciągnik prowadzący kolumny na lemieszu miał napis: “Skończyły się obietnice, idziemy na stolicę”
  • Zobacz także: Donald Tusk był “korwinistą”? Zaskakujący wpis Korwina-Mikke

150 ciągników i maszyn rolniczych jedzie w jednolitej kolumnie w stronę Piotrkowa. Ta kolumna ma długość powyżej kilometra. Protest zwolenników AgroUnii nie polega na stałej blokadzie jezdni. Wpływa on na spowolnienie ruchu na drodze nr 91, które ma potrwać kilka godzin.

Powody protestu wyjaśniał lider AgroUnii Michał Kołodziejczak. Chodzi o skandalicznie niekorzystne z powodów m.in. ASF warunki produkcji rolnej.

“Mojego dziadka, który zbudował nowy dom, po roku mieszkania w nim wyrzucili Niemcy. Dzisiaj z nowych gospodarstw, bardzo dobrze doinwestowanych wyrzuca nas Morawiecki, wyrzuca nas Kaczyński, wyrzuca nas beznadziejna opozycja, która nie upomina się o nas”

– mówił Kołodziejczak.

Szef AgroUnii mówił też o umyślnym pozbawianiu rolników znaczenia i podmiotowości. Wymienił na to dwa sposoby.

“Jeden sposób to chore przepisy, którymi nas gnębią, a drugi – oddawanie naszej hodowli zwierzęcej korporacjom. To nie politycy za chwilę będą nas walili pod kręgosłupie, a korporacje”

– podkreślał Kołodziejczak.

Ta niechęć do polityków nie tylko prezentowana jest w słowach rolników, ale także ją widać. Ciągnik prowadzący kolumny na lemieszu miał napis: “Skończyły się obietnice, idziemy na stolicę”. W tej chwili protest AgroUnii oddala się jednak od Warszawy.

rmf24.pl

szczepionka COVID

Szczepionka na COVID-19 / Fot. pixabay

Polska chce odsprzedać preparaty z najkrótszym terminem przydatności do użycia. Nie będziemy natomiast sprzedawać jednodawkowego preparatu Johnson & Johnson. Szczepionka jest najłatwiejsza w użyciu i ma najdłuższy okres ważności. Polska odsprzeda szczepionki firmy AstraZeneca, jak i szczepionki Moderny i Pfizera, w zależności od tego o jaki preparat wnioskowały dane kraje.

“W chwili obecnej mamy około pięciu milionów szczepionek w magazynach. Najważniejsze dla nas jest wyszczepienie społeczeństwa, ale możemy odsprzedać w granicach czterech milionów biorąc pod uwagę najbliższe dostawy szczepionek do Polski”

– mówi szef ARS Michał Kuczmierowski.

Polska odsprzeda szczepionki. Zainteresowanych 26 krajów

Chęć odkupienia szczepionek zgłosiło 26 krajów. Łącznie może chodzić nawet o 40 milionów dawek. To, czy aż tyle sprzedamy, będzie zależało od kolejnych dostaw i tempa szczepień. Na sprzedaży preparatów nie zarobimy, bo zabrania tego umowa Komisji Europejskiej, która negocjowała dostawy do krajów UE.

Polska odsprzeda więc szczepionki w takiej cenie jaką zapłaciła. W niektórych przypadkach jest możliwe bezpłatne odstąpienie części dawek.

Zanim jednak dojdzie do finalizacji sprzedaży szczepionek, trzeba skonstruować umowy odsprzedaży. Chodzi o to, żeby nie została złamana umowa z UE. Problem polega na tym, że w ramach unijnych zakupów, nie można ujawniać ceny w której preparaty KE kupiła od poszczególnych producentów. Regulacje unijne zabraniają zarobku na sprzedaży szczepionek przeciw COVID-19.

Przy okazji Wojciech Andrusiewicz zapewnia, że nie zabraknie szczepionek w Polsce, nawet jeżeli program szczepień przyspieszy.

W Polsce od końca grudnia, kiedy ruszyły szczepienia przeciwko Covid-19, wykonano ponad 32,8 mln szczepień – czytamy na rządowych stronach. W pełni zaszczepionych jest ponad 16,3 mln osób.

rmf24.pl

Jarosław Gowin

Jarosław Gowin / fot. flickr.com

  • Szef Porozumienia zapytany podczas wtorkowej konferencji prasowej przyznał, że nie dotarły do niego żadne groźby utraty pozycji w rządzie Zjednoczonej Prawicy. Pojawiły się one po tym, jak Gowin zapowiedział, że nie poprze nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Stanowisko Porozumienia pozostaje niezmienne. Gowin przyznał, że poprze projekt nowelizacji tylko, gdy zostaną uwzględnione jego poprawki.
  • Zdaniem wicepremiera, Stany Zjednoczone to obecnie gwarant polskiego bezpieczeństwa.
  • Zobacz także: Czy należy zlikwidować grób Władysława Gomułki na Powązkach? [OPINIA]

Wicepremier został zapytany na wtorkowej konferencji prasowej o stanowisko wobec projektu zmian w ustawie o radiofonii i telewizji. Pytany był również o doniesienia medialne. Zgodnie z nimi, jeśli Porozumienie nie poprze tej ustawy, to może on stracić stanowisko w rządzie. Gowin wypowiedział się o rzekomych groźbach i nowelizacji ustawy o KRRiT.

“Tego typu plotki, tego typu groźby nie robią na mnie żadnego wrażenia. Zresztą chcę powiedzieć, że żadna taka groźba do mnie nie dotarła” – powiedział Gowin.

“Poprzemy tę ustawę tylko pod warunkiem, że zaakceptowana zostanie poprawka przygotowana przez Porozumienie, rozszerzająca krąg państw, z których podmioty gospodarcze mogę mieć większościowy udział w polskich mediach na kraje OECD, w tym Stany Zjednoczone” – zapowiedział Gowin.

Gowin uzasadnia swoją poprawkę do noweli ustawy o KRRiT

Zdaniem Gowina poprawka zapewni, że media w Polsce nie trafią w ręce podmiotów z krajów wyznających wartości antydemokratyczne. Z drugiej strony, ta poprawka gwarantuje pełną wolność mediów i pluralizm.

“Stany Zjednoczone są gwarantem polskiego bezpieczeństwa. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy z tak ważnym dla nas sojusznikiem nie wypracowali zasad w pełni harmonijnej współpracy gospodarczej. Dlatego stanowisko Porozumienia jest jednoznaczne i nie ulegnie zmianie niezależnie od wszelkich kontekstów politycznych” – powiedział Gowin.

Zaproponowana przez Porozumienie poprawka do projektu nowelizacji ustawy ma rozszerzyć grupę krajów, które mogą być większościowymi właścicielami mediów w Polsce. Rozszerzenie ma obejmować wszystkie kraje OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Gowin proponuje to zamiast jedynie na krajów należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

tvp.info