Msza Trydencka

Msza Trydencka / Fot. Servus Tuus/ Wikimedia Commons

Chcesz być na bieżąco? Czytaj regularnie MediaNarodowe.com

Co Francja zrobiła ze swoim chrztem?

Przygotowując się do wyjazdu do Paryża musiałem oczywiście znaleźć kościół, do którego będę mógł wybrać się w niedzielę. Wiedziałem, że we Francji nastąpiła znacząca dechrystianizacja. Jan Paweł II pytał w końcu “Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. Wiedziałem też, że w kraju tym rosną w siłę organizacje tradycyjne. Zrobiłem więc małe rozeznanie, którego wyniki przeszły jednak moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się bowiem, że w Paryżu w niedzielę mam do dyspozycji aż 28 Mszy w rycie klasycznym. W tygodniu jest ich aż 73. Jest to więc wielokrotnie więcej niż w Warszawie, stolicy kraju, w którym ogółem praktykuje znacznie więcej wiernych. Również gdy spojrzymy na liczbę powołań, już prawie co czwarty wyświęcany we Francji nowy ksiądz to tradycjonalista. “Tradsi” stale rosną, stanowiąc coraz większą część stale zmniejszającego się ciasta.

Wybrałem kościół św. Rocha w centrum Paryża. To piękna, bogato zdobiona barokowa świątynia, pierwszy kamień pod budowę której położył wraz ze swoją matką 15-letni Ludwik XIV, Król-Słońce. Na fasadzie kościoła widać wciąż ślady pacyfikacji rojalistycznego powstania przez rewolucyjnego generała, młodego Napoleona Bonapartego. Tu pochowano m. in. Pierre’a Corneille’a, wybitnego francuskiego dramaturga. 

Z wizytą w paryskim kościele

Co zabawne, przez pomyłkę pojawiliśmy się w kościele pół godziny za wcześnie. Patrzę – świątynia piękna, ale niestety, trzy osoby. Widocznie tylko tyle interesuje tak naprawdę Chrystus i klasyczna Msza, której słuchały pokolenia Francuzów od Chlodwiga przez Karola Wielkiego, Joannę d’Arc, kardynałów Richelieu i Mazarina oraz kilkunastu Ludwików (w tym tegoż Ludwika XIV) aż po generała de Gaulle’a. Trudno, siadamy. Ksiądz jednak nie przychodzi, a chórek jedynie ćwiczy. Szybko okazało się, że Msza jest o 9:30, nie 9:00. Ławki wypełniły się zaś praktycznie do ostatniego miejsca Francuzami i Francuzkami. Młodymi, starymi, kobietami, mężczyznami, samotnymi i rodzicami z dziećmi.

Podobnie jak kiedy poprzednio byłem we Francji latem 2019, nie mogłem nie myśleć o tym, jak piękne i dobre jest słuchać tej samej Mszy, której słuchali moi przodkowie przez 1000 lat, a przodkowie wiernych dookoła mnie przez ponad 1500. Przy której wzrastały kolejne pokolenia i dziesiątki francuskich, polskich, europejskich, pochodzących z każdego zakątka świata świętych. Wspaniałe jest też słuchać dokładnie tych samych obrzędów będąc przejazdem na drugim końcu Starego Kontynentu. Mogłem zobaczyć, że Francja świętego Ludwika jeszcze nie umarła. Pochodnia przyniesiona nad Sekwanę osiemnaście wieków temu jest nadal przekazywana.

Wrażenie zrobiły na mnie jednak nie tylko liczba wiernych w zdechrystianizowanej Francji, piękno kościoła, liturgii i śpiewu chóru. Spodobało mi się bardzo kazanie, które ksiądz wygłosił, a jakże, z ambony. Mówił prostym, zrozumiałym językiem o walce o zbawienie i uniknięcie potępienia. Odwoływał się do kilku fragmentów Biblii, uzupełnionej o przykład z klasycznej francuskiej literatury (a dokładnie Moliera – jak na złość pochowanemu obok Corneille’owi!). Potępił dominujący dziś “libertyński hedonizm” i zakończył wezwaniem do modlitwy o reewangelizację Francji i Europy. Teraz widzę jednak, że szczególnie prorocza była sama Ewangelia, którą ksiądz komentował.

Co nam mówi Pan Jezus (Mt 7, 15-23)?

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.

Nie każdy, który Mi mówi: “Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: “Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: “Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!”

Kto jest dziś wilkiem w owczej skórze?

Ta Ewangelia Święta nie mogła być aktualniejsza, a symbolika tej koincydencji czasowej po prostu uderza. “Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców”. Nie chcą dziś o tym pamiętać ci uparcie twierdzący, że radykalne zmiany wprowadzone w Kościele w latach 60. i 70. przyniosły obiecane efekty, a nawet jeśli nie, to i tak były dobre. Nie chcą tego widzieć ci, którzy zakazują odprawiania Mszy, która przyciąga do Chrystusa kolejne dusze, choć złe drzewo nie może dawać dobrych owoców. 

Byłem, tak się złożyło, na ostatniej Mszy w rycie klasycznym w kościele św. Rocha – zakładając, że księża nie zbuntują się przeciwko Watykanowi. Papież Franciszek właśnie zabronił jej odprawiania w rycie klasycznym. Jednocześnie analogiczne kary i zakazy nie spadają na księży w sąsiednich Niemczech, którzy wieszają na kościołach flagi LGBT, błogosławią pary homoseksualne jak małżeństwa, usprawiedliwiają mordowanie dzieci nienarodzonych i dopuszczają się innych nieprawości.

Tak jak powiedział nam Pan Jezus – nie każdy, kto woła Mu “Panie, Panie”, a nawet nie każdy, kto czyni cuda mocą Jego imienia wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Kto nie spełnia woli Bożej i się nie nawraca, ten będzie potępiony.

Czarna Wdowa - materiał prasowy dystrybutora

Czarna Wdowa - materiał prasowy dystrybutora / Czarna Wdowa - materiał prasowy dystrybutora

Finansjera ma swoje demoniczne plany

Trudno oczekiwać, że globalna finansjera, która od lat publicznie domaga się ostatecznego rozwiązania rzekomej kwestii przeludnienia na drodze depopulacji, nagle zmieniła swoje zdanie, i zamiast dążyć do drastycznego zmniejszenia ilości ludzi na naszej planecie, nawróciła się i zacznie się troszczyć o życie miliardów ludzi (rzekomo odpowiedzialnych za rzekomą katastrofę klimatyczną). Logika podpowiada, że finansjera nie zrezygnowała ze swoich zbrodniczych planów i kontynuuje je innymi metodami – a rzekomo dobrodziejstwo jest zupełnie czymś innym.

„Czarna wdowa” (Black Widow) to film akcji oparty na komiksach Marvela o Avengersach, według scenariusza Erica Pearsona, w reżyserii Cate Shortland, z rolami pięknych Scarlett Johansson i Florence Pugh. Choć akcja filmu rozgrywa się bezpośrednio po filmie „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” to nie trzeba znać lub pamiętać poprzednich produkcji (scenariusz jest czytelny też dla laików nie obeznanych z historią Avangersów).

Hollywood to instrument soft power USA

Hollywood jest elementem soft power amerykańskiej międzynarodowej polityki – władze USA za pośrednictwem swojej popkultury niezwykle skutecznie oddziaływają na świadomość globalnej populacji – wszyscy oglądają amerykańskie filmy. Dzięki temu fenomenowi USA kształtuje tożsamość kulturową, sposób postrzegania świata, przeświadczenie o tym, kto jest bohaterem a kto łotrem, to co uważamy za problemy i wyzwania. Amerykańska popkultura, czyli soft power, USA to niezwykle tania (z racji na skuteczność i zainwestowane środki) propagandową siłą – dominacja kulturowa przekłada się na dominację polityczną, a ta na dominację gospodarczą.

Zapewne ze względu na interesy geopolityczne USA filmem „Czarna wdowa” wracamy do czasów zimnej wojny, rywalizacji USA i Rosji, w której zbrodniczą rolę odgrywają demoniczna finansjera (tak jak to było w filmach z Bondem). By nikt nie miał wątpliwości, pozytywna bohaterka ogląda film Moonraker. Jak można się dowiedzieć to „jedenasty oficjalny film o przygodach James Bonda”. W oglądanym przez bohaterkę „Czarnej wdowy” filmie (jak można dowiedzieć się z Wikipedii) James Bond agent „007 ma za zadanie uniemożliwić plany szalonego bogacza, Hugo Draxa, który chce zniszczyć całą ludzkość na Ziemi i zastąpić ją potomkami »nowej rasy« – grupy idealnych genetycznie ludzi ocalonych przez niego od zagłady”. Trudno historii z filmu o Bondzie (oglądanego przez bohaterkę „Czarnej wdowy”) nie skojarzyć ze wstrzykiwaniem mutagenów całej globalnej populacji, by materiał genetyczny wirusa zmodyfikował genotyp ludzi, by cała globalna populacja (nie licząc wybranych, którym zabójczego syfu się nie wstrzykuje) stała się bezpłodna i wymarła na choroby autoimmunologiczne (czyli takie, w których nasz system odpornościowy wariuje i zwalcza nasz organizm zamiast obcych patogenów).

Zimna wojna wróciła

Zimnowojenny klimat rywalizacji USA z Rosją w filmie „Czarna wdowa” objawia się już w pierwszej scenie, kiedy w 1995 rosyjscy agenci infiltrujący USA uciekają z Ohio na komunistyczną Kubę. Ten pomysł scenarzystów jest z życia wzięty. USA od dekad są infiltrowane przez rosyjskich (kiedyś komunistycznych dziś putinowskich) agentów, którzy przyjmują fałszywą tożsamość rzekomych Amerykanów i dzięki przeszkoleniu w rosyjskich ośrodkach szpiegowskich, gdzie są uczeni bycia Amerykanami, wtapiają się w amerykańskie społeczeństwo, by szpiegować aktywnie, stanowić zaplecze dla innych rosyjskich agentów, siać dywersje (inspirować marksizm na amerykańskich uniwersytetach, terror czarnych rasistów z BLM, czy rozprowadzać narkotyki), albo w uśpieniu czekać na polecenia z Moskwy.

W filmowym świecie „Czarnej wdowy” w 1995 w Ohio okazuje się, że sympatyczna amerykańska rodzina nie jest rodziną, tylko siatką agenturalną, stworzoną przez sowieckich agentów — grającego rolę amerykańskiego ”taty” Aleksieja Szostakowa (dysponującego super siłą sowieckiego superbohatera Red Guardianina – Czerwonego Gwardzistę), jego ”żonę” Melinę Vostokoff, oraz ich dwie małe ”córki” Natasha Romanoff (która po ucieczce od sowietów została w USA agentką „Tarczy” czyli organizacji zrzeszającej pozytywnych amerykańskich superbohaterów) i Yelenę Belovą.

Po kradzieży danych z USA, dzięki spektakularnej ucieczce, sowieccy szpiedzy docierają na komunistyczną Kubę, gdzie zostają przejęci przez demonicznego sowieckiego generała Dreykova, który zabiera dziewczynki do sowieckiego ośrodka szpiegowskiego, gdzie są poddawane zabójczemu treningowi – takie ośrodki nie są wymysłem scenarzystów – istniały naprawdę.

Nataszy udaje się uciec z Rosji. Z czasem jest też zmuszona przeciwstawić się swoim amerykańskim protektorom. Ścigana wraz z siostrą postanawia zniszczyć demoniczny plan rosyjskiego generała, który dąży do globalnej władzy na świecie, wykorzystując chemiczną manipulację umysłu – poprzez wstrzykiwanie chemicznych preparatów młodym atrakcyjnym kobietom, czyni z nich bezwolne jego rozkazom narzędzia do mordowania (motyw ten powinien wkurzyć feministki). Nie jest to nowa idee – od lat pracuje się nad kontrolą umysłu, starając się zyskać preparaty chemiczne pozwalające przejmować kontrolę nad innymi ludźmi. W czasach ”pandemii” pomysł wstrzykiwania ludziom preparatu czyniącego z nich zombi posłuszne rozkazom rodzi we mnie niepokój, że globalne zmuszanie ludzi do wstrzykiwania sobie mutagenu zwanego fałszywie szczepionką nie ma na celu ochronę przed chorobami tylko zupełnie coś innego.

Zero tęczowej propagandy

Dynamiczne akcja filmu, pełna niezwykle spektakularnych pościgów i walk, pełna humoru, a nawet wzruszająca, czytelna dla wszystkich (odmiennie to treści w komiksach – by być ich czytelnikiem, trzeba znać całą historię superbohaterów) rozgrywa się (niczym w filmach o Bondzie) na całym świecie: w USA, na Kubie, w Budapeszcie na Węgrzech, na norweskiej prowincji, Moskwie, tajnych rosyjskich ośrodkach szkoleniowych dla więźniów, rosyjskich więzieniach i rosyjskiej prowincji.

Film należy docenić nie tylko za to, że jest doskonałą rozrywką, ale też, że jest wodą na młyn spiskowych teorii, które niestety okazują się szczerą prawdą. Zaletą „Czarnej wdowy” jest ukazanie zagrożenia ze strony Rosjan, komunistów, globalnej kontroli, demonicznych możnych tego świata, oraz brak tęczowej propagandy — zabójcze i piękne główne bohaterki mają zdrową heteroseksualną orientację, a normalna rodzina z mamą, tatą i gromadką dzieci ukazana jest jako spełnienie podstawowych potrzeb emocjonalnych.

medianarodowe.com

COVID-19

Szczepionka przeciw COVID-19. / Fot. pixabay

  • Lekarze nie potrafią odpowiedzieć na wiele nurtujących polskich pacjentów pytań. Część z reakcji medyków wynika z ich niewiedzy dotyczącej szczepionek, a część prezentuje ignorancję podstawowych procedur lekarskich.
  • Infolinia dotycząca szczepień podaje informacje sprzeczne z wiedzą i sztuką lekarską. Widać to na przykładzie ponownego zalecenia szczepienia dwiema dawkami, pomimo ówczesnego przyjęcia przez pacjenta połowy dawki innego preparatu.
  • System szczepień hybrydowych nie działa w Polsce. Mimo to lekarze uważają, że powinien zostać wprowadzony. Według takich regulacji, można zaszczepić się dwiema dawkami różnych preparatów. Wymagana będzie jednak pisemna zgoda pacjenta na eksperyment medyczny.
  • Zobacz także: Lekarze mają zachęcać ludzi do szczepień? Otrzymają za to pieniądze

Lekarze nie potrafią odpowiedzieć na większość nurtujących pacjentów pytań w sprawie preparatów przeciw COVID-19. Na wiele z nich wzruszają ramionami, odpowiedzi na inne udzielają jakby od niechcenia. Polacy widocznie tracą zaufanie zarówno do rządowych ekspertów, jak i do całej akcji szczepień. Kiedy ma być przyjmowana druga dawka szczepionki? Czy dwie dawki preparatu od różnych producentów są zagrożeniem dla zdrowia? Nic nie zostało przebadane.

Druga dawka szczepionki niedostępna? Infolinia rekomenduje rozpocząć proces od początku

“Moi rodzice są w wieku 80+. Na początku marca przyjęli pierwszą dawkę szczepionki Moderny. Niestety tydzień później rozchorowali się na COVID-19” – piszę do nas Agata.

Po odczekaniu zalecanej dla ozdrowieńców przez Ministerstwo Zdrowia 3-miesięcznej przerwie rodzice Agaty chcieli przyjąć drugą dawkę szczepionki. Okazało się jednak, że w systemie nie ma już skierowania. Agata próbowała ustalić, czy w punktach szczepień w pobliżu miejsca zamieszkania rodziców jest dostępna Moderna, jednak na infolinii nie było takiej informacji.

“Pani z infolinii 989 stwierdziła, że rodzice powinni rozpocząć nowy cykl szczepień, czyli przyjąć nie jedną, tylko dwie dawki szczepionki i że może to być inny preparat, na przykład Pfizer, który jest teraz dużo łatwiej dostępny. Czy rzeczywiście z powodu przekroczenia wymaganej przerwy między dawkami rodzice powinni od nowa się zaszczepić i czy mogą zmienić preparat z Moderny na Pfizer?” – zastanawia się Agata.

Zdaniem ekspertów wątpliwości Agaty są w tym przypadku całkowicie uzasadnione. Nie podzielają oni zdania obsługi infolinii, która niejednokrotnie udowodniła już swoją niekompetencję w dziedzinie wykonywanej pracy.

“Nie ma rekomendacji, aby w takich sytuacjach zaczynać cykl szczepień od zera” – podkreśla prof. Joanna Zajkowska, zastępca kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji UM w Białymstoku.

Druga dawka szczepionki nieobowiązkowa?

Kolejnym problemem medyków są osoby, które zaszczepiły się pierwszą dawką szczepionki i nie stawiły się po drugą. Druga dawka szczepionki jest zdaniem ekspertów konieczna do uzyskania odporności.

Według informacji Ministerstwa Zdrowia od początku czerwca na szczepienie drugą dawką nie zgłosiło się ponad 44 tysięcy osób (stan na 17.07.2021). Najgorzej sytuacja wygląda w dużych miastach, gdzie szacuje się, że na drugą dawkę nie stawia się nawet 20 proc. wszystkich pacjentów.

Eksperci tłumaczą, że dzieje się tak z różnych przyczyn. Część osób nie stawia się ze względu na stan zdrowia lub wystąpienie powikłań po pierwszym szczepieniu. Inni zakładają, że już po jednej dawce uzyskali odporność.

Mimo że skała problemu jest coraz większa, Ministerstwo Zdrowia nie rozwiązało formalnie tej kwestii. Wciąż nie opracowano konkretnych wytycznych, jak postępować z pacjentami, którzy przekroczyli wymaganą przerwę między dawkami szczepienia.

Jednak rządowe autorytety i znani z mediów głównego nurtu lekarze nie mają żadnych oporów przed zapraszaniem ludzi na szczepienia po terminie.

Zarówno prof. Zajkowska, jak i dr Paweł Grzesiowski, immunolog, pediatra oraz ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19, są w tej sprawie zgodni – osoby, które opuściły podanie drugiej dawki, nawet po upływie kilku miesięcy, spokojnie mogą ponownie umówić się na wizytę.

“Jeśli do nas zgłasza się taki pacjent, bez problemu go szczepimy” – podkreśla dr Grzesiowski.

Lekarze szczepią ludzi pomimo braku posiadania wiedzy o skutkach ubocznych

Lekarze szczepią takich pacjentów mimo braku wiedzy o potencjalnych konsekwencjach zdrowotnych swoich działań.

“Nie ma wyraźnych zaleceń, jak postępować w sytuacjach, jeżeli podanie drugiej dawki jest mocno opóźnione. Dzieje się tak z prostego powodu – nikt tego jeszcze nie zbadał. Nie wiemy zatem, jak nasz układ odpornościowy zareaguje na zmianę schematu szczepienia” – wyjaśnia dr Grzesiowski.

Nie oznacza to jednak, że w takiej sytuacji pacjent musi rozpocząć szczepienie od nowa.

“Zalecam przyjąć drugą dawkę, ale miesiąc po zastrzyku wykonać test serologiczny i oznaczyć miano przeciwciał. Dopiero wówczas możemy zobaczyć, jak nasz organizm zareagował na szczepienie” – mowi Grzesiowski.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli przy podaniu drugiej dawki pojawia się konieczność zastosowania innego preparatu.

Jak zwraca uwagę prof. Zajkowska, w Polsce jest mnóstwo osób, które przyjęły pierwszą dawkę szczepionki AstraZeneca, ale z drugiej zrezygnowały ze względu na obawy przed powikłaniami. Teraz te osoby w obliczu nadchodzącej fali zakażeń wariantem Delta są bezbronne, ponieważ przed ciężkim przebiegiem COVID-19 chronią zdaniem lekarzy tylko dwie dawki szczepienia.

Druga dawka szczepionki w systemie hybrydowym? Potrzebna zgoda na eksperyment medyczny

W Polsce jednak kwestia mieszania szczepionek pozostaje nieuregulowana. Mimo że w wielu krajach UE taką możliwość już dopuszczono, polskie Ministerstwo Zdrowia uznaje, że “nie ma rekomendacji do mieszania schematów, tj. podawania dwóch dawek różnych producentów”.

Okazuje się natomiast, że lekarz może na własną odpowiedzialność, jako off label podać inny preparat. Wymagana jest jednak przy tym zgoda pacjenta na eksperyment medyczny.

“Lekarz może podać drugą dawkę szczepionki od innego producenta, ale tylko w warunkach eksperymentu medycznego. To z kolei wymaga zgody na przeprowadzenie takiego eksperymentu – pacjenta, lekarza oraz komisji bioetycznej” – wyjaśnia prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

“Szczepienia hybrydowe, czyli od różnych producentów, dają dobry efekt, co już potwierdził szereg badań naukowych. W Polsce jednak udaje się tak zaszczepić tylko pojedynczych pacjentów. Bardzo czekamy na pojawienie się rozporządzenia, które da zielone światło dla mieszanych szczepień” – podkreśla prof. Zajkowska.

abczdrowie.pl

Start rakiety New Shephard

Start rakiety New Shephard / fot. Twitter

Po godzinie 15 czasu polskiego wystartowała rakieta New Shephard z czwórką osób na pokładzie, którzy po kilku minutach wznoszenia dotarli ponad umowną linię rozpoczynającą przestrzeń kosmiczną. Kapsuła uniosła się na wysokość 107 km. Czas trwania misji wyniósł przeszło 11 minut, a kapsuła opadła bezpiecznie nieopodal miejsca startu.

Był to pierwszy w pełni prywatny lot rakiety z załogą przeprowadzony przez firmę Blue Origin należącą do Jeffa Bezosa – obecnie najbogatszego człowieka na ziemi. Właściciel Amazona rywalizuje obecnie z samym Elonem Muskiem ze SpaceX oraz Richardem Bransonem z Virgin Galactic.

Na pokładzie kapsuły znalazł się sam Jeff Bezos oraz jego brat Mark, zaledwie 18-letni student fizyki, Oliver Deamen z Holandii, a także zasłużona instruktorka pilotażu 82-letnia Wally Funk, która w czasach Apollo, była jedną z kilku kobiet aspirujących do roli astronauty. Mogli oni przez 3 minuty doświadczyć stanu nieważkości oraz spoglądać na Ziemię z ogromnych okien.

Trzech kosmicznych muszkieterów

11 lipca konkurencyjne Virgin Galactic odbyło udany lot z Richardem. Virgin Galactic korzysta z innego systemu podróży na suborbitę – ze specjalnego statku matki odłącza się rakieta, którym załoga leci na orbitę, potem statek ląduje na lotnisku, podobnie jak kiedyś robiły to wahadłowce. Lot Virgin Galactic kosztuje 250 tys. dolarów za lot. W kolejce czeka 6000 osób. 

Lot Richarda Bransona nie przekroczył jednak umownej lini kosmosu tj. 100 km, lecz VSS Unity wzbił się na wysokość około 80 km. To jednak wystarczyło, aby załoga odczuła brak ciążenia i mogła przez kilka minut swobodnie poruszać się po pokładzie. Jednakże w założeniach NASA, lotnictwa USA i Amerykańskiej Agencji Lotniczej, przekroczenie 80 km wystarczy, aby lot został uznany za suborbitalny. Dodatkowo w rozumieniu Amerykanów, każdy, kto przekroczył linię 80 km może być uznanym za astronautę. 

Z kolei obecny inspirator komercyjnych podróży kosmicznych, Elon Musk planuje za pomocą swojego statku kosmicznego Dragon wysłać ludzi na pełną orbitę okołoziemską. Na pokładzie znajdzie się wówczas Miliarder Jared Isaacman (założyciel i szef przedsiębiorstwa Shift4 Payments) oraz troje zaproszonych przez niego gości – Hayley Arceneaux, Christopher Sembroski i Sian Proctor. Prywatni astronauci znajdą się na wysokości aż ok. 540 km. To zdecydowanie wyżej niż orbituje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ok. 420 km). W kosmosie turyści spędzą też nie kilka minut (jak Branson i Bezos), ale aż trzy dni. 

Co więcej, SpaceX planuje nieznacznie zmodyfikować znany wszystkim Crew Dragon instalując na miejscu portu do dokowania szczelną kopułę skąd kosmiczni turyści będą mogli podziwiać kosmos oraz naszą planetę. Na pokładzie statku kosmicznego zostaną przeprowadzone również niewielkie badania. i eksperymenty związane z mikrograwitacją.

Start misji Inspiration4 zaplanowano na 15 września, lecz należy wziąć pod uwagę możliwe opóźnienia ze względu na pogodę nad miejscem startu, a także na możliwe mikrousterki techniczne.

interia.pl, gazeta.pl

  • We Francji odbywają się ogromne demonstracje przeciwko częściowemu obowiązkowi szczepień i certyfikatom sanitarnym.
  • Tysiące ludzi protestowały w weekend w wielu miastach w całym kraju.
  • Protesty we Francji komentowała w “Temacie Dnia” Natalia Ostrowska, redaktor naczelna portalu PolskaGo.

Ostrowska o protestach we Francji

Tam doszło do takiego rozczarowania obecnymi rządami, że oni ogólnie są źli, trudno im się dziwić

– powiedziała Ostrowska.

Prezydent Francji jest trochę taką osobą jak chorągiewka. Może jak zobaczy, że to nie jest dobra droga (…) to może się z tego wycofać

– stwierdziła.
Powązki

Powązki / Fot. YouTube

Komunista, który w przeszłości był m.in. sowieckim agentem, zostanie z honorami pochowany na Powązkach. Prof. Cenckiewicz, który nagłośnił ten fakt, nie krył zniesmaczenia.

Szok! Planista stanu wojennego i wieloletni strateg Zarządu I SG przygotowujący plan ataku wojsk Układu Warszawskiego w tym Frontu Polskiego/Nadmorskiego, zastępca szefa sztabu ZSZ UW, w przeszłości agent sowieckiego GZI o pseudonimie Marysia…z honorami żegnamy z honorami w katedrze i na Powązkach

– napisał na Twitterze, relacjonując dokonania zmarłego.

Wpis historyka spotkał się z dużym zainteresowaniem internautów, oburzonych opisywanym faktem. Swojej złości w tej sprawie nie ukrywał też były poseł Tomasz Jaskóła. Polityk skierował apel do rządzących.

Skandal! Agenci sowieccy chowani z honorami w katedrze i na Powązkach. W podobno wolnej Polsce. Panie ministrze Błaszczak, w imię wartości i w imię pamięci o Niezłomnych proszę bardzo zatrzymać w przyszłości udział kogokolwiek z Wojska Polskiego w takich pochówkach

– stwierdził Jaskóła.

Przed pochówkiem na Powązkach zostanie odprawiona Msza święta żałobna w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie.

Zobacz także: Wiceprzewodnicząca PE: Komisja powinna zablokować fundusze unijne dla Polski

twitter.com

Tomasz Sommer

Tomasz Sommer / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Kłamliwe pomawianie Polaków o odpowiedzialność za wymordowanie Żydów w Jedwabnem to jeden z przejawów zaplecza propagandowego dla bezzasadnych roszczeń żydowskich wobec Polski oraz kontentacja antypolskiej kampanii nienawiści prowadzonej na całym świecie od dekad przez środowiska żydowskie.

„Jedwabne. Historia Prawdziwa”

Jedną z osób, które zasłużyły się w walce z antypolskim kłamstwem, jest Tomasz Sommer (wydawca Najwyższego Czasu, wielu prawicowych książek, autor wielu prac o Operacji Polskiej – sowieckim ludobójstwie etnicznym na Polakach w 1938), który opowiedział widzom Mediów Narodowych o swojej najnowszej książce „Jedwabne. Historia Prawdziwa”. Praca ta składa się z dwu tomów – 660 stron ma tom pierwszy i 1400 stron tom ma drugi zawierający 299 głównie zeznań świadków. Obok Tomasza Sommera współautorami tej pracy są profesor Marek Chodakiewicz i Ewa Stankiewicz. Praca została opublikowana dzięki publicznej zbiórce, w której 441 darczyńców wpłaciło 124.342 (środki te przeznaczone będą też na publikację popularnonaukową, filmy na You Tube i konferencje naukowe).

Szokujące kulisy utajnienia śledztwa IPN

W rozmowie na antenie Mediów Narodowych Tomasz Sommer opisał: szokujące kulisty utajnienia akt śledztwa IPN w sprawie Jedwabnego, bezpodstawne oskarżenia kierowane pod adresem Polaków, oparcie akt IPN na podstawie stalinowskich przepisów będących kalką sowieckich, ignorowanie przez „historyków” z III RP i całego świata faktowi wymuszania na Polakach przez komunistyczną bezpiekę fałszywych samooskarżeń torturami (tak jak to się stało w wypadku Jedwabnego), odpowiedzialność Niemców za mord w Jedwabne, zablokowanie ekshumacji w Jedwabnem przez Lecha Kaczyńskiego na żądanie Żydów, psychologiczne i socjologiczne mechanizmy kreowania fałszywych świadectw wykorzystane do szkalowania Polaków.

Łuski świadczą o niemieckiej odpowiedzialności

W rozmowie widzowie dowiedzieli się też o kwestii znalezienia podczas przerwanej ekshumacji łusek z broni maszynowej niemieckiej świadczące o niemieckiej odpowiedzialności za zbrodnie żydowskie – łuski pochodziły z egzemplarzy broni testowej, którą mieli tylko Niemcy, a zidentyfikowane datowanie łusek świadczy, że amunicja była wyprodukowana w 1939 roku.

Wielu zaciekawi zapewne to, że w aktach śledztwa nie ma śladu, by Lech Kaczyński wydał nakaz przerwania ekshumacji. Wiemy tylko tyle, że Żydzi twierdzili, że Lech Kaczyński na ich żądanie przerwał ekshumacje. Wygląda na to, że w sprawie Jedwabnego mamy do czynienia z ordynarnym brakiem szacunku dla praworządności.

Jan Bodakowski

medianarodowe.com

Polska

Kopalnia. / fot. Canva

  • Wielkimi krokami zbliża się koniec polskiego górnictwa spowodowany transformacją energetyczną przeprowadzaną nie tylko na terenie Polski, ale i UE.
  • Dzięki unijnemu programowi Zielony Ład od września bieżącego roku zostaną przenoszone do SRK i likwidowane kopalnie węgla energetycznego.
  • Proces zakończy się w 2023 roku, a zwolnieni górnicy otrzymają osłony socjalne w postaci jednorazowej odprawy finansowej oraz urlopu górniczego, który jak prawo przewiduje może trwać do 5 lat.
  • Zobacz także: Lex TVN. Gowin poprze ustawę, jeśli PiS zaakceptuje jeden warunek

Po przyjęciu noweli ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego przez parlament i podpisaniu przez prezydenta, nowe rozwiązania mają wejść w życie 1 września tego roku – z wyjątkiem niektórych artykułów, które zaczną obowiązywać z początkiem roku 2022. Projekt przygotował resort aktywów państwowych.

Zgodnie z komunikatem, ustawa ma umożliwić transformację energetyczną w Polsce i przyczynić się do restrukturyzacji w górnictwie. Dzięki niej mają zostać również pokryte skutki rządowych działań, które wiążą się z przemodelowaniem polskiego sektora energetycznego.

Chodzi zarówno o możliwość dalszego przekazywania i likwidacji majątku kopalń przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń (SRK) ze środków budżetowych, jak i przedłużenie działania instrumentów osłonowych: urlopów przedemerytalnych dla górników dołowych oraz pracowników zakładów przeróbki mechanicznej węgla, a także jednorazowych odpraw pieniężnych dla tych pracowników likwidowanych kopalń, którzy zdecydują się odejść z pracy.

Jednocześnie projekt ustawy uwzględnia zapisy Umowy społecznej dotyczącej transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego oraz wybranych procesów transformacji woj. śląskiego, która została podpisana 28 maja 2021 r. w Katowicach. Przewidziany plan naprawczy ma na celu zapewnienie szeroko rozumianego bezpieczeństwa energetycznego państwa, jak również kontynuację wydobycia węgla w sposób ekonomicznie uzasadniony i zgodny z harmonogramem zawartym w Umowie społecznej

– czytamy w komunikacie Kancelarii Premiera.

Koniec polskiego górnictwa jest bliski

Siły rządowe popierają wprost likwidację polskiego górnictwa realizując założenia unijnego planu o zero-emisyjności pod nazwą Zielony Ład. To budziło wile obaw u samych górników, lecz państwowe i prywatne spółki górnicze miały dojść do porozumienia o łagodnej transformacji i zabezpieczyć przyszłość doświadczonych pracowników sektora górniczego. W tym celu powstała tzw. umowa społeczna zawierająca harmonogram do 2049 roku, który informuje o stopniowym wygaszaniu kopalń węgla energetycznego. Została ona również zaaprobowana przez Komisje Europejską co dało zielone światło polskiemu rządowi do rozpoczęcia procesu likwidacji sektora górniczego.

Rząd tłumaczy się swoim komunikacie, restrukturyzacją polskiego górnictwa, która została wymuszona przez międzynarodowy rynek nieskupiający dostatecznej uwagi na polskim węglu.

Zaniechanie procesu restrukturyzacji, a w konsekwencji upadłość przedsiębiorstw węglowych, mogłoby spowodować bardzo poważne reperkusje społeczno-gospodarcze dla Górnego Śląska. To m.in. brak możliwości realizacji zobowiązań finansowych, zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego kraju, skutki społeczne upadłości oraz szeroko rozumiane skutki dla kooperantów przedsiębiorstw węglowych

– głosi ustawa.

Za kilka miesięcy górnicy stracą miejsca pracy

Już za kilka miesięcy do SRK będą trafiać kopalnie lub część wydzielonego majątku, których likwidację zaplanowano od 1 września b.r. do końca 2023 roku. Ponadto projekt umożliwia do końca 2027 r. dalsze finansowanie z budżetu państwa zadań obecnie realizowanych przez spółkę restrukturyzacyjną. Górnicy z likwidowanych kopalń będą otrzymywać specjalne osłony socjalne tj. urlopy górnicze oraz jednorazowe odprawy pieniężne.

Od 2015 r. do SRK trafiły kopalnie lub tzw. ruchy górnicze: Makoszowy, Brzeszcze (produkcyjną część kopalni wraz z częścią załogi przejęła później grupa Tauron), Centrum, Mysłowice, Kazimierz-Juliusz, Boże Dary, Anna, Pokój 1, Rozbark V, Jas-Mos, Krupiński, Wieczorek (w dwóch częściach), Śląsk, ruch Piekary (część kopalni Bobrek-Piekary), część ruchu Rydułtowy (fragment kopalni ROW) oraz część kopalni Mysłowice-Wesoła.

Ustawa o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego została uchwalona 7 września 2007 r. Później była kilkakrotnie nowelizowana. To kluczowa regulacja prawna dla trwającego już wiele lat procesu restrukturyzacji górnictwa. Poprzednia nowelizacja ustawy nastąpiła niespełna trzy lata temu, jesienią 2018 r. Przedłużono wówczas możliwość udzielania górnictwu pomocy publicznej do końca 2023 r.

Wcześniej, w lutym 2018 r., Komisja Europejska zgodziła się, by procesy restrukturyzacyjne w górnictwie były finansowane z budżetu państwa przez pięć kolejnych lat. Dotyczyło to jednak tylko majątku przekazanego do Spółki Restrukturyzacji Kopalń przed końcem 2018 r. Przyjęty we wtorek przez rząd projekt nowelizacji umożliwi przekazywanie przeznaczonych do likwidacji aktywów (kopalń lub ich wydzielonych części) do SRK także w kolejnych latach, do końca 2023 r. Dzięki temu koszty ich likwidacji do końca 2027 r. będzie mógł nadal ponosić budżet państwa. Później spółki węglowe będą musiały same pokrywać koszty, z funduszu likwidacyjnego.

tysol.pl

Věra Jourová

Věra Jourová / Fot. Flickr

Polski Sąd Najwyższy stwierdził, że ostatnia decyzja TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej zapadła bez podstaw traktatowych. I Prezes Sądu Najwyższego, Małgorzata Manowska podkreśliła, że „Polska nie przekazała Unii kompetencji do stanowienia prawa w zakresie organizacji wymiaru sprawiedliwości w kraju”. Innego zdania jest Komisja Europejska i nie chce słyszeć nawet słowa sprzeciwu.

Poprosiliśmy Polskę o potwierdzenie, że w pełni zastosuje się do decyzji z 14 lipca w sprawie Izby Dyscyplinarnej. Polska powinna nas poinformować na temat przewidzianych środków w tej sprawie do 16 sierpnia. W przypadku niespełnienia tej prośby Komisja zwróci się do TSUE o nałożenie kary na Polskę

– przekazała Vera Jourova, wiceprzewodnicząca KE.

Komisja Europejska naciska na Polskę po wyroku TSUE

Komisja Europejska twierdzi, że jej działania mają podstawy traktatowe.

Za działania unijnej instytucji podziękował już za pośrednictwem mediów społecznościowych m.in. Bart Staszewski, znany z jeżdżenia po Polsce z fałszywymi tablicami „Strefa Wolna od LGBT”. Na jego happeningi nabrało się wiele osób w zachodniej Europie, myślących, że rzeczywiście takie strefy powstały. Na początku lipca Fundacja Życie i Rodzina poinformowała o złożeniu przeciw niemu zawiadomienia o podejrzeniu dokonania przestępstwa pedofilii. Zapowiedziała także powiadomienie w tej sprawie państwowej komisji ds. pedofilii.

Na stronie internetowej Komisji Europejskiej pojawił się już raport dotyczący praworządności w Unii Europejskiej. Zwrócono w nim uwagę m.in. na podwójną rolę ministra sprawiedliwości, który jest jednocześnie prokuratorem generalnym, co „nadal budzi obawy”. Warto zauważyć, że w momencie wchodzenia Polski do Unii Europejskiej obie funkcje były połączone, tak jak to jest obecnie. Polska musiała dostosowywać część swoich przepisów przed wejściem do UE, ale akurat nie było wśród nich tej kwestii. Minister sprawiedliwości był jednocześnie prokuratorem generalnym w II RP oraz w latach 1990–2010 i ponownie od 2016 roku. Z kolei obie funkcje były rozdzielone w okresie komunistycznym i za rządów PO-PSL.

Zobacz także: Znany gejowski aktywista dopuścił się pedofilii? Jest zawiadomienie do prokuratury

onet.pl, twitter.com

powódź, woda

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay.com

  • Według wstępnego raportu Deutsche Bahn ogromne szkody powstały na ponad 80 stacjach i przystankach.
  • Również sieć telefonii komórkowej na obszarach dotkniętych katastrofą jest nadal słaba.
  • Niewyobrażalne straty po powodziach są odczuwalne zwłaszcza w Nadrenii Północnej-Westfalii i Nadrenii-Palatynacie. Tym rejonom grozi katastrofa gospodarcza.
  • Zobacz także: Wiceprzewodnicząca PE: Komisja powinna zablokować fundusze unijne dla Polski

Niemcy liczą straty po zeszłotygodniowych powodziach. Wstępne szacunki mówią o wielomiliardowych stratach. Czekają ich też latach odbudowy ze zniszczeń.

Miliardowe straty po powodziach w Niemczech

Dziennik „Bild” i agencja dpa pisze, że straty sieci kolejowej Deutsche Bahn po powodziach wynoszą około 1,3 miliarda euro. Szkody na drogach i autostradach wynoszą natomiast kilkaset milionów euro. Tak przynajmniej informują media, powołując się na wewnętrzne szacunki ministerstwa transportu.

Zakłócenia w ruchu kolejowym w Nadrenii Północnej-Westfalii i Nadrenii-Palatynacie będą prawdopodobnie trwały jeszcze przez dłuższy czas.

– Poważne uszkodzenia ponad 80 stacji i przystanków, torów o długości ponad 600 kilometrów, zwrotnic, techniki sygnalizacyjnej, nastawni, mostów i pojazdów używanych w ruchu regionalnym, S-Bahn i towarowym

– ujawnił wstępny raport Deutsche Bahn.

Wciąż jednak nie ma pełnego obrazu sytuacji strat po powodziach. W wielu miejscach woda musi jeszcze spłynąć, a następnie trzeba usunąć błoto i gruz.

W Niemczech ucierpiały również autostrady. Całkowicie zamknięta jest autostrada A1 w kierunku Koblencji i A1 w kierunku Dortmundu. Autostrada A61 pomiędzy węzłami Kerpen i Meckenheim jest zamknięta na prawie wszystkich odcinkach w obu kierunkach. Taki stan może potrwać wiele miesięcy.

Również sieć telefonii komórkowej na obszarach dotkniętych katastrofą jest nadal słaba. Operator telefonii komórkowej Vodafone informował, że jedna szósta przekaźników jest nadal odcięta od sieci. Vodafone ma jednak nadzieję na przywrócenie podstawowego zasięgu na całym obszarze objętym katastrofą w ciągu bieżącego tygodnia.

– Uszkodzenia infrastruktury transportowej mają negatywny wpływ na turystykę, a niewystarczająco wydajne zaopatrzenie w energię utrudnia działalność przedsiębiorstw (…). Zbliża się fala bankructw

– poinformował we wtorek dziennik „Welt”.

Miejscowościom w Nadrenii Północnej-Westfalii i Nadrenii-Palatynacie

Niewyobrażalne straty po powodziach są odczuwalne zwłaszcza w Nadrenii Północnej-Westfalii i Nadrenii-Palatynacie. „Welt” podaje, że tym rejonom grozi katastrofa gospodarcza, której skutki finansowe wykraczają daleko poza rzeczywiste szkody materialne spowodowane przez powódź.

wydarzenia.interia.pl