norweskie szczypiornistki

norweskie szczypiornistki / Fot. Twitter

Nakaz noszenia majtek podczas Mistrzostw Europy

Według obowiązujących zasad, bikini szczypiornistek nie może przekraczać 10 cm i musi posiadać rozcięcie. Co ciekawe, równie rygorystycznych zasad nie ma w przypadku męskich drużyn. Zawodniczki z Norwegii uznały, że jest to przejaw seksualizacji dyscypliny oraz że same czują się niekomfortowo w zbyt odsłoniętym ubiorze. Świadome kary za złamanie zasad, postanowiły ubrać dłuższe szorty. W konsekwencji komisja dyscyplinarna Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej nałożyła karę na każdą z zawodniczek w wysokości 150 euro.

To powinien być wolny wybór w standardowych ramach. Najważniejsze jest posiadanie sprzętu, z którym sportowcy czują się komfortowo

– powiedział Kare Geir Lio, szef norweskiego związku.

Seksualizacja a sport

Co ciekawe, odmienną sytuację mogliśmy zauważyć w przypadku tzw. „grid girls”. Pod naciskiem społeczeństwa oślepionego fałszywymi ideami pozornego feminizmu, władze Formuły 1 zrezygnowały z udziału kobiet w obcisłych sukienkach, które otwierały wyścigi samochodowe. Jako argument użyli stwierdzenia, że jest to przestarzała praktyka, która kłóci się ze współczesnymi normami społecznymi. Z założenia uprzejmy gest w stronę kobiet spotkał się z ogromną krytyką, nie tylko ze strony widzów wyścigów samochodowych, ale także samych grid girls. Wiele kobiet powiedziało, że uwielbiają swoją pracę i że nie mają problemu z noszeniem skąpych ubrań. Zarzucają również feministkom, że przez nie straciły utrzymanie.

Kocham to zajęcie. Jestem szanowana, dobrze wynagradzana i z dumą reprezentuję swój zespół

– powiedziała jedna z grid girls.

twitter.com, o2.com

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski

/ Fot. YouTube/ screen

  • Platforma Domowej Opieki Medycznej (DOM), umożliwiać będzie przesyłanie danych z opaski, aby były widoczne dla lekarza.
  • Projekt nie został przedstawiony do zaopiniowania lekarzom POZ.
  • Program pilotażowy dla ozdrowieńców ma trwać trzy miesiące. Nie jest wyjaśnione czy w ramach tego czasu, urządzenia monitorujące będą noszone przez jedną osobę, czy np. po miesiącu będą przekazywane kolejnym pacjentom.
  • Zobacz także: Kanada: Kościół imigrantów z Egiptu podpalony… w odwecie za prześladowania Indian

Ministerstwo Zdrowia wdraża pilotażowy program dla ozdrowieńców. Objęte nim mają zostać osoby hospitalizowane z powodu zakażenia Covid-19 lub te, które mają w obrazie radiologicznym zmiany, świadczące o kontakcie z wirusem. Wybrani pacjenci, a będzie ich minimum tysiąc, dostaną opaski telemedyczne, które na bieżąco będą monitorować ich parametry życiowe. W razie niepokojących wyników, mają zaalarmować lekarza, aby ten podjął odpowiednie działanie.

Dlaczego program resortu Niedzielskiego wzbudza tyle emocji?

Powodów jest kilka. Na początek zastanawia sam fakt ekspresowego wdrażania w życie pomysłu i co za tym idzie, brak konsultacji publicznych. Projekt nie został nawet przedstawiony do zaopiniowania lekarzom POZ. Po drugie, zastanawiają kryteria wyboru urządzeń oraz ich cena. Opaski telemedyczne mają monitorować funkcje życiowe ozdrowieńców, ale nie wiemy dokładnie jakie. Osoby starsze i samotnie mieszkające stosują opaski, które monitorują puls, temperaturę, liczą kroki i badają ciśnienie tętnicze. Ich cena waha się między 200 a 1000 zł. Ministerstwo za jedno takie urządzenie planuje zapłacić około 1500 zł.

500 tys. zł na uruchomienie platformy DOM

Platforma Domowej Opieki Medycznej (DOM), umożliwiać będzie przesyłanie danych z opaski, aby były widoczne dla lekarza. Wątpliwości wzbudza również brak doprecyzowania szczegółów, jeśli chodzi o sposób, w jaki lekarze POZ mają monitorować pacjentów. Czy ma to być opieka 24-godzinna? Przychodnie rodzinne, zgodnie z wytycznymi NFZ, świadczą usługi medyczne w dni powszednie w godzinach 8-18. Wiemy natomiast dość dokładnie, jak będzie wyglądało finansowanie tego projektu, oraz co będzie poddawane ewaluacji. Jak podaje portal prawo.pl, weryfikowana będzie m.in. ilość przeprowadzonych, za pomocą funkcji opasek, porad i teleporad. Ocenie podlegać będzie także liczba uzyskanych skierowań oraz ocena satysfakcji świadczeniobiorcy.

Program pilotażowy dla ozdrowieńców ma trwać trzy miesiące. Nie jest wyjaśnione czy w ramach tego czasu, urządzenia monitorujące będą noszone przez jedną osobę, czy np. po miesiącu będą przekazywane kolejnym pacjentom. Zgodnie z rozporządzeniem z dnia 19 lipca 2021 r. w sprawie programu pilotażowego w zakresie wykorzystania opasek telemedycznych w podstawowej opiece zdrowotnej, program będzie realizowany w trzech etapach. Najpierw zostaną zakupione opaski, ten etap zakończyć się ma już we wrześniu. Następnie w drodze otwartego i ciągłego naboru, zostaną wybrane poradnie POZ, które będą odpowiedzialne za monitorowanie parametrów pacjentów objętych pilotażowym programem. Ewaluacja wyników programu stanowić będzie etap trzeci.

 nczas.com, prawo.pl

Klasa w szkole.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay

  • Interdyscyplinarny zespół doradczy ds. COVID-19 powołano w PAN 30 czerwca 2020 roku.
  • Zespół postuluje obowiązkowe szczepienia nauczycieli, natychmiastowe rozpoczęcie masowej akcji szczepień uczniów i regularne testowanie wszystkich pracowników szkół i dzieci.
  • Niezaszczepieni nauczyciele mieliby zostać odsunięci od pracy.
  • Zobacz także: Izrael testuje nowy lek na COVID-19. Przełom w walce z pandemią?

Swoje zalecenia dla szkół na nowy roku szkolny przedstawił specjalny zespół do spraw COVID-19 przy prezesie Polskiej Akademii Nauk. Wśród nich są: obowiązkowe szczepienia nauczycieli, natychmiastowe rozpoczęcie masowej akcji szczepień uczniów i regularne testowanie wszystkich pracowników szkół i dzieci. Zdaniem PAN to jedyny sposób, aby w zbliżającym się roku szkolnym uniknąć nauczania zdalnego.

Mamy skuteczną ochronę przeciw COVID-19. Są nią szczepionki, które chronią dorosłych, młodzież i dzieci

– stwierdzono w oświadczeniu.

Interdyscyplinarny zespół doradczy ds. COVID-19 powołano w PAN 30 czerwca 2020 roku. Przewodniczącym grupy jest prezes PAN prof. Jerzy Duszyński, zastępcą prof. Krzysztof Pyrć z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Szczepmy uczennice i uczniów, szczepmy obowiązkowo personel szkolny i postępujmy w szkołach według opisanych wyżej zasad. Tylko w ten sposób mamy szansę uniknąć nauczania zdalnego w roku szkolnym 2021/2022 i ochronić dzieci i młodzież przed jego długoterminowymi, niekorzystnymi konsekwencjami, a za rok nie będziemy musieli po raz trzeci rozważać, jak zapewnić naszym dzieciom i młodzieży bezpieczną szkołę

– oświadczył zespół doradczy PAN.

Naukowcy nie są zadowoleni z faktu, że dotychczas niewiele uczniów zaszczepiło się przeciw koronawirusowi. Postulują, żeby w przypadku, gdyby wprowadzono nauczanie hybrydowe, niezaszczepieni pozostali w domach. Chcą też odsunięcia od pracy niezaszczepionych nauczycieli.

Niezaszczepione osoby z grona pedagogicznego i pomocniczego powinny być odsunięte od bezpośredniego funkcjonowania w szkole w czasie pandemii, szczególnie w okresach jej nasilenia. Postulujemy również jak najszersze propagowanie szczepień przeciw COVID-19 wśród uczniów

– napisali.

radiozet.pl

Fragment okładki książki "Jedwabne. Historia Prawdziwa".

/ Fragment okładki książki "Jedwabne. Historia Prawdziwa".

Autorzy (wydanej przez wydawcę „Najwyższego Czasu” wydawnictwo S3 media) pracy naukowej „Jedwabne. Historia Prawdziwa” (socjolog i wydawca Tomasz Sommer, historyk profesor Marek Chodakiewicz, i Ewa Stankiewicz — ale nie ta znana reporterka) oskarżyli prokuratora IPN Radosława Ignatiewa o to, że by „przypisać sprawstwo zbrodni Polakom, uznał za prawdziwą relację Szmula Wasersztejna […], mimo iż miał świadomość, że ta relacja jest fałszywa”. Zdaniem autorów pracy Ignatiew „uznał za prawdziwe samooskarżenia, które zostały wymuszone torturami […] przez UB w 1949 roku”.

Praca Sommera, Chodakiewicza i Stankiewicz to pierwsze upublicznienie i ocenienie zawartości 38 akt śledztwa IPN w sprawie Jedwabnego, które z racji na swoje umorzenie pozostawało przez dekady tajne – z racji na umorzenie „zgodnie z polskim Kodeksem Postępowania Karnego” akta śledztwa IPN „zostały objęte klauzulą tajności”. Uprzywilejowanym te dokumenty miały być udostępniane.

Śledztwo IPN w sprawie mordu w Jedwabnem

5 września 2000 roku Radosław Ignatiew (potomek Rosjan) prokurator Instytutu Pamięci Narodowej Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku wszczął śledztwo w sprawie mordu na Żydach w Jedwabnem. Było to pokłosie publikacji Grossa „Sąsiedzi” z 2000 roku, w której bezpodstawnie oskarżono Polaków o wymordowanie 1600 Żydów w Jedwabnem. W ramach śledztwa rozpoczęto w miejscu zbrodni 21 maja 2001 ekshumacje, którą przerwał Lech Kaczyński (minister sprawiedliwości i prokurator generalny) na polecenie Żydów.

Autorzy pracy głoszą, że Ignatiew oparł się na kłamliwych relacjach Żydów i zignorował bezpośrednich świadków mówiących prawdę sprzeczną z żydowskimi kłamstwami. W swoim przesłuchaniach, zdaniem autorów pracy, Ignatiew miał zadawać pytania sugerujące pożądane przez niego odpowiedzi wskazujące fałszywie na polską odpowiedzialność za zbrodnie.

Śledztwo IPN prowadzone było na podstawie dekretu sierpniowego PKWN (czyli ciała stworzonego przez ZSRR do legalizacji sowieckiej okupacji Polski – władze komunistyczne były nielegalne, bo nie miały mandatu demokratycznego uzyskanego od Polaków w wolnych wyborach) z 31 sierpnia 1944 roku. Dekret ten działał wstecz i „był jedną z podstaw represji reżimu komunistycznego wobec Polaków”. „Dekret sierpniowy był aplikacją na gruncie polskim sowieckiego dekretu Prezydium Rady Najwyższej ZSRR z 19 kwietnia 1943 roku o karaniu faszystowskich przestępstw. IPN wykorzystał jako podstawę prawną swojego śledztwa dekret PKWN, choć mógł skorzystać z Dekretu Prezydenta RP z 30 marca 1943 roku o odpowiedzialności karnej za zbrodnie na Polakach.

UB wymuszała torturami przyznanie się do winy

Na podstawie dekretu komunistycznego okupanta (który IPN uznał za podstawę prawną swego śledztwa) komunistyczni oprawcy z UB torturował Polaków, by wymusić na nich przyznanie się do odpowiedzialności za pogrom w Jedwabnem. Tezę o polskiej odpowiedzialności UB opierało na kłamliwych opowieściach Szmula Wasersztajna, na tych samych kłamstwach swoją koncepcję śledztwa oparł też Ignatiew.

W okupowanej przez komunistów Polsce po drugiej wojnie światowej obowiązywała doktryna Prokuratora Generalnego ZSRR Andrieja Wyszyńskiego głosząca, że „podstawą wyroku powinno być przyznanie się oskarżonego do winy”, a nie dowody, których nie ma potrzeby przedstawiać. Doktryna ta powstała w 1938, kiedy sowieci przeprowadzali pierwsze na świecie ludobójstwo etniczne, którego padli ofiarą Polacy z Rosji sowieckiej, by można było maksymalnie skrócić sowiecką procedurę skazywania Polaków na śmierć. Przyznanie się do winy sowieci uzyskiwali, torturując uwięzionych i oskarżonych. W 1945 sowieci dzięki torturom wymusili na 15 z 16 porwanych przywódcach polskiego państwa podziemnego przyznanie do kolaboracji AK z Niemcami. Tortury NKWD były w prawie w 100% skuteczne – w trakcie ich trwania katowano, non stop przez wiele dni przesłuchiwano, głodzono, zmuszano do stania przez 15 dni non stop. Ból prowadzący do utraty świadomości, skłaniał torturowanych do podpisywania wszystkiego.

Oskarżenie Polacy w procesie Łomżyńskim w 1949 byli przez UB katowani, bito ich między innymi gumowymi pałkami po twarzy i uszach. Zmuszano ich do podpisywania zeznań na temat osób, których w ogóle nie znali. Polaków zmuszono do składania wzajemnie obciążających się zaznań – w czasie procesu przed sądem oskarżeni, informując o torturach, wycofywali się ze swoich zeznań.

Komuniści chcieli obarczyć Polaków odpowiedzialnością za mord dokonany przez Niemców

UB nie było zainteresowane dotarciem do prawdy, a tylko obciążeniem Polaków odpowiedzialnością za Jedwabne. Warto przypomnieć, że UB było dziełem NKWD, sowieci szkolili i kierowali UB (za pośrednictwem doradców lub bezpośrednio przez swoich dowódców). UB stanowiło „integralną część sowieckich służb specjalnych”. Twórcą bezpieki na ziemiach polskich był sowiecki generał Iwan Sierow (który jest bohaterem dla Aleksandra Jabłonowskiego). Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego nadzorujące UB miało swoich doradców (czyli nadzorców) – do kwietnia 1945 roku był nim Iwan Sierow. Sowiecki doradca MBP był zwierzchnikiem dla sowieckich doradców w wojewódzkich i powiatowych UB – było ich kilkuset. „Oficerowie sowieckich służb specjalnych kierowali prawie wszystkimi departamentami MBP”.

Wielu ubeków było albo przedstawicielami najgorszego menelstwa, albo Żydami – wykazywali oni własną inwencję w torturowaniu Polaków. Preparowanie dowodów torturami przez UB było powszechną praktyką. UB z Łomży i Białegostoku na tle innych powiatowych UB wyróżniało się szczególnie torturami i preparowaniem dowodów – stwierdził to nawet sam IPN w 2012 roku.

Komunistyczne kłamstwa powtarzają ”historycy” z zachodu

Warto wiedzieć, że ”naukowcy” z zachodu piszący o Jedwabnem ignorują wymuszanie zeznań torturami i fakt sowieckiej okupacji Polski, uznając komunistyczny proces z 1949 roku za wiarygodny. Nie można tak jak zachodni ”naukowcy” wierzyć w zeznania wymuszane torturami przez komunistyczną bezpiekę, tym bardziej że komuniści stosowali tortury, by obarczyć Polaków odpowiedzialnością za Jedwabne – było to im potrzebne do uzasadnienia sowieckiej okupacji Polski rzekomym polskim antysemityzmem. W procesie z 1949 komuniści działali standardowo. Skazali niewinne osoby, nie pociągając do odpowiedzialności rzeczywistych sprawców.

Zdaniem autorów książki Ignatiew „uznał za prawdziwe wymuszone torturami zeznania, które [realnie] nie mają żadnej wartości dowodowej” i powtarzał kłamliwe tezy Grossa. W czasie procesu IPN nie przebadano dostatecznie archiwów niemieckich, nie było żadnych badań na żydowskim cmentarzu. Szokujące jest też to, że Ignatiew zignorował łuski z niemieckiej broni znalezione w jamach nad szczątkami pomordowanych, które mogły pochodzić tylko z pogromu, bo w Jedwabne nie było terenem walk, Polacy nie dysponowali po dwu latach sowieckiej okupacji bronią, łuski pochodziły z testowych niemieckich karabinów maszynowych, których niewielką ilość posiadały tylko oddziały niemieckie, daty produkcji łusek niemieckich wszystkie pochodziły sprzed pogromu. Łuski zostały znalezione w jamie nad zwłokami, ale pod szczątkami pomnika Lenina, który został wrzucony do jamy z pomordowanymi.

Śledztwo IPN umorzono z powodu nie wykrycia sprawców

Śledztwo Ignatiew umorzył w 2005 roku – „jako bezpośrednią przyczynę umorzenia Ignatiew podał niewykrycie sprawców czynu”. Choć umorzył z racji niewykrycia sprawców, to jednocześnie odpowiedzialność za zbrodnie (wbrew faktom) przypisał 40 Polakom – Ignatiewowi nie udało się nikogo pociągnąć do odpowiedzialności – sam przyznał, że nie był w stanie, przypisać komukolwiek konkretnego zarzutu popełnienia czy uczestnictwa w zbrodni w Jedwabnem. Ignatiew oskarżył Polaków, choć sam stwierdził, że nie ma żadnych materialnych podstaw do postawienia komukolwiek zarzutów.

W opinii autorów książki w uzasadnieniu umorzenia Ignatiew zaprzeczył wiarygodnym świadkom, nie przedstawił dowodów uzasadniających swoje antypolskie oskarżenia. Antypolskie teorie były bez dowodów przez lata replikowanie. „Ignatiewowi nie udało się nawet dokładnie ustalić, kto konkretnie padł ofiarą zbrodni” i ile było ofiar – pomimo to o zbrodnie oskarżył Polaków – takie wnioski, zdaniem autorów pracy, były nadużyciem sprzecznym z Kodeksem Postępowania Karnego. Bezpodstawne wnioski Ignatiewa uznano za urzędowe potwierdzenie odpowiedzialności Polaków za zbrodnie. Dzięki utajnieniu akt śledztwa nie było jak polemizować z bezpodstawnymi wnioskami Ignatiewa.

Według Sommera, Chodakiewicza, i Stankiewicz, Ignatiew deklarował, że ma konfucjański stosunek do władzy, czyli wykonuje jej polecenia – władze III RP wbrew faktom chciały przypisania odpowiedzialności za Jedwabne Polakom i tak się stało.

Jan Bodakowski

Viktor Orbán

Viktor Orbán / Fot. Facebook.com/orbanviktor

Seksualna indoktrynacja uderzająca w dzieci

W swoim wystąpieniu na łamach mediów społecznościowych Viktor Orban podał wstępne informacje, a także pytania, jakie mogą pojawić się w referendum. Będą to m.in. pytania o poparcie dla brania udziału przez dzieci w zajęciach o orientacjach seksualnych bez zgody rodziców; dostępność operacji zmiany płci dla dziecka; promocję operacji zmiany płci wśród dzieci; pokazywanie zmiany płci w mediach czy pokazywanie dzieciom w mediach niekontrolowanych treści, które mogą wpłynąć na ich rozwój seksualny.

Stawką jest przyszłość naszych dzieci, dlatego nie możemy ustąpić w tej kwestii

– poinformował premier Węgier.

Jednocześnie stwierdził, że instytucje unijne nadużywają swojej władzy oraz grożą i inicjują procedury o naruszeniu zobowiązań.

Dyskryminacja jako przykład „tolerancji”

Przyjęta przez rząd węgierski ustawa chroniąca dzieci spotkała się z dużą falą krytyki ze strony Unii Europejskiej, która wszczęła postępowanie przeciwko Węgrom. Sama przewodnicząca KE – Ursula von der Leyen – nazwała ustawę „haniebną”.

Ta ustawa stawia na jednym poziomie sprawę seksualności i korekty płci z pornografią i pedofilią. Ta ustawa służy jako pretekst do tego, by dyskryminować ludzi tylko z powodu ich orientacji seksualnej

– powiedziała.

Jednocześnie stwierdziła, że Węgry nie wyjaśniły, dlaczego udostępnianie dzieciom treści LGBTIQ jako takich miałoby szkodzić ich dobru czy być niezgodne z najlepiej pojętym interesem dziecka. Jak na ironię przewodnicząca KE podparła się hasłem dyskryminacji jako wykluczenia innych, zapominając jednocześnie, że narzucając państwom konkretne poglądy i zachowania, sama dopuszcza się dyskryminacji drugiej strony.

twitter.com

Anders Breivik

Anders Breivik / fot. You Tube / Telewizja Republika

  • Morderca z Norwegii odsiaduje wyrok 21 lat pozbawienia wolności. Po 10 latach od masakry na wyspie Utoya, Breivik ma dziś 42 lata.
  • Wiele wskazuje na to, że Breivik sprzeda prawa do filmu i książki o swoim życiu. Za publikację i prawa do filmu chce 8 milionów euro.
  • Norweg odsiaduje wyrok w 3-pokojowej celi w więzieniu w Skien. Ma do dyspozycji pokój do nauki, salę gimnastyczną i kuchnię, dostęp do telewizji i gier wideo.
  • Zobacz także: Public Health England: Szczepionki skuteczne przeciwko wariantowi Delta

Po 10 latach odsiadywania wyroku, Anders Breivik ma dziś 42 lata. Do końca odsiadywania wyroku zostało mu 11 lat. Jego najmłodsza ofiara miała 14 lat. Ostatnią była 16-letnia dziewczyna. Dwukrotnie strzelił jej w pierś, a następnie w głowę. 10 lat od masakry na wyspie Utoya, wiele wskazuje na to, że Breivik sprzeda prawa do filmu o swoim życiu.

Ubrany w mundur policjanta mężczyzna urządził na wyspie Utoya polowanie na przebywającą na niej na obozie młodzież z Partii Pracy. Strzelanina trwała ponad półtorej godziny, a w międzyczasie Breivik sam zadzwonił na policję. Kiedy policjanci dotarli na wyspę, sam złożył broń i oddał się w ich ręce.

Podczas procesu w kwietniu 2012 roku oświadczył, że nie żałuje tego, co zrobił. Mówił, że ataki w Oslo i na wyspie Utoya “były konieczne”, ponieważ ich ofiary zdradziły Norwegię, popierając imigrację.

Breivik sprzeda prawa do filmu o swoim życiu?

10 lat po masakrze, wiele wskazuje na to, że Breivik sprzeda prawa do filmu i książki o swoim życiu. Za publikację i prawa do filmu chce 8 milionów euro. Według nieoficjalnych informacji, w tym celu miał się skontaktować z 20 filmowcami. Nie wiadomo, czy ktoś odpowiedział na propozycję masowego zabójcy.

Brevik zmienił nazwisko na Fjotolf Hansen, odsiaduje wyrok w 3-pokojowej celi w więzieniu w Skien. Ma do dyspozycji pokój do nauki, salę gimnastyczną i kuchnię, dostęp do telewizji i gier wideo.  

rmf24.pl

Satyra obrazkowa.

Satyra obrazkowa. / Rysunek: Jan Bodakowski

Zrozumiałe jest to, że PiS przejął kontrolę nad TVP i wykorzystuje tę stację do celów propagandowych. Gdyby tego nie zrobił, świadczyłoby to o totalnej głupocie. Oceniając jednak PiS-owską propagandę w TVP, należy stwierdzić, że jest ona kiepska, bo dociera tylko do fanów PiS, którzy i tak będą zawsze na PiS głosować – podczas gdy celem propagandy powinno być przekonanie niezdecydowanych lub przeciwników.

By przekaz dotarł do niezdecydowanych i przeciwników trzeba stworzyć pozory dyskusji, a tych w TVP nie ma. Wydarzenia komentują oficerowie fronty propagandowego PiS i tylko oni. Pozory obiektywizmu sprawiłoby to, gdyby wśród nich byli publicyści prawicowi – a dla nich w TVP od 6 lat nie ma miejsca. Nawet gdy pojawi się jakiś głos rewizjonistyczny – to z TVP jest wywalany jak wypadku Pospieszalskiego czy Ziemkiewicza, bo w TVP jest miejsce tylko dla tych, którzy zrozumieli konieczność dziejową absolutnego wspierania PiS (jak Andruszkiewicz czy Kowalski).
Hipokryzja PO w sprawie TVP polega na tym, że za rządów PO było tak samo. Dla PO TVP było obiektywne, gdy razem z TVN było TVPO, a nie jest obiektywne, gdy jest TVPiS. TVP zawsze było rządową telewizją, instrumentem propagandy władzy, więc PO nie ma prawa, by grać dziś rolę pierwszej cnotki.


Jan Bodakowski

Satyra obrazkowa.
Satyra obrazkowa.
Borys Budka

Borys Budka / fot. https://www.flickr.com/photos/platformaobywatelskarp/ Wikimedia Commons

  • Borys Budka prawdopodobnie zostanie nowym szefem sejmowego klubu Koalicji Obywatelskiej. Stanowisko ma być formą odwdzięczenia się Donalda Tuska za pokojowe przekazanie mu władzy w partii.
  • Dymisja dotychczasowego szefa klubu Cezarego Tomczyka wzbudziła rozdrażnienie w części posłów KO. Jest to bowiem kolejny cios w środowisko Rafała Trzaskowskiego wewnątrz partii.
  • Posiedzenie klubu, na którym ma dojść do głosowania odbędzie się dziś po południu lub wieczorem.
  • Zobacz także: Pospieszalski: “W Gliwicach po szczepieniu przeciwko COVID-19 zmarło troje nauczycieli”. Wirtualna Polska dementuje

Stanowisko dla Borysa Budki po części jest formą odwdzięczenia się za bezproblemowe przekazanie władzy w partii byłemu premierowi. Budka już raz pełnił funkcję szefa klubu – pomiędzy listopadem 2019 a wrześniem 2020 roku. Przez kilka miesięcy łączy to stanowisko z obowiązkami przewodniczącego partii. Część posłów miała zastrzeżenia do działań Budki jako szefa klubu. Zmiana szefa Koalicji Obywatelskiej prawdopodobnie odbędzie się jeszcze dziś.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że wymiana na tym stanowisku przesądzona została już kilka tygodni temu. Jednak Donald Tusk nie chciał, jak twierdzą nieoficjalnie politycy, zaogniać konfliktu z Rafałem Trzaskowskim.

Prezydent Warszawy ostentacyjnie i z niezadowoleniem odnosił się do powrotu byłego premiera, nawet podczas Rady Krajowej, na której dokonywały się zmiany w partii. Cezary Tomczyk jest sojusznikiem Rafała Trzaskowskiego. 

Dlatego roszady personalne w klubie musiały zaczekać, co wcale nie oznacza, że są lepiej przyjmowane przez sojuszników prezydenta stolicy. Część z nich dymisję Tomczyka traktuje jak kolejny już cios, są rozdrażnieni. Każda taka sytuacja irytuje ich jeszcze mocniej. Zmiana szefa Koalicji Obywatelskiej jest kolejnym ciosem Tuska w środowisko Rafała Trzaskowskiego wewnątrz partii. O fakcie przekonuje polityk PO, z którym rozmawiał dziennikarz RMF FM.

Posiedzenie klubu, na którym ma dojść do głosowania, nie zostało jeszcze zwołane. Negocjacje dotyczące terminu trwają od wczoraj. Najpewniej posłowie i senatorowie zbiorą się jeszcze dziś, w godzinach popołudniowych lub wieczornych. O najświeższych informacjach z parlamentu będziemy niezwłocznie informować.

rmf24.pl

Robert Bąkiewicz

Robert Bąkiewicz / Fot. Nicole Wójcik/ Wikimedia Commons

Robert Bąkiewicz apeluje do władz Rzeczypospolitej Polskiej o podjęcie skutecznych działań w kierunku obrony polskiej suwerenności. Oświadczenie wysłane do mediów zostało również udostępnione na profilu prezesa Rot Niepodległości na Facebooku.

“Pozatraktatowe działania zarówno Komisji Europejskiej, jak i TSUE są działaniami, które w rzeczywistości mają nie tylko pozbawić narody europejskie suwerenności, a mieszkańców państw unijnych wolności obywatelskich, ale zmierzają do budowy niemieckiej hegemonii w sfederalizowanym państwie unijnym. To fundamentalne zagrożenie niepodległości, któremu powinniśmy przeciwstawić się wszystkimi zdecydowanymi środkami.

Dlatego wzywam w dzisiejszym Oświadczeniu wysłanym do mediów władze Rzeczypospolitej do skutecznej obrony polskiej suwerenności i z własnej strony zapowiadam, że nasze środowisko zrobi wszystko, aby obronić polską niepodległość.”

– napisał na swoim profilu Robert Bąkiewicz.

Prezes Bąkiewicz apeluje do polskich władz w czasie, gdy Komisja Europejska zagroziła nałożeniem kar finansowych na Polskę. Grożą one państwu, jeżeli nasz kraj nie wykona pozatraktatowych decyzji TSUE dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

“Kwestia ustroju sądów nie jest dziedziną regulowaną traktatami unijnymi, a w świetle orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego decyzję TSUE należy uznać za sprzeczną z Konstytucją RP.”

– napisał w oficjalnym oświadczeniu prezes Rot Niepodległości.

Przypomnijmy, że punkt pierwszy Art. 8 Konstytucji RP stanowi, że “Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.” Przepis ten jednoznacznie wskazuje wyższość prawa polskiego nad wszelkimi traktatami unijnymi.

Prezes Bąkiewicz zaznaczył w oświadczeniu Rot Niepodległości, że w przypadku nałożenia jakichkolwiek kar na Polskę przez Komisję Europejską, stowarzyszenie rozpocznie zbiórkę podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w sprawie zawieszenia polskiego finansowania Unii Europejskiej.

Szczepienie przeciwko COVID-19 działają u pacjentów z rakiem

Szczepienie. / Fot. Rhoda Baer Wikimedia Commons

  • Jak podaje “The Jerusalem Post”, nowy preparat będzie trzykrotnie bardziej skuteczny, niż obecne szczepionki. Wiąże się to z właściwościami szczepionki, która ma uderzać w trzy białka strukturalne koronawirusa.
  • Prezes Oravax, powiedział w rozmowie z gazetą “The Jerusalem Post”, że lek “powinien być znacznie bardziej odporny” na warianty koronawirusa. W tym na odnotowaną po raz pierwszy w Indiach Deltę.
  • W zamieszkanym przez około 9,3 mln osób Izraelu ponad 5,7 mln mieszkańców otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki. Ponad 5,2 mln otrzymało dwie dawki.
  • Zobacz także: Koronawirus w Polsce: Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia

Jak podaje dziennik, “doustna szczepionka” uderza w trzy białka strukturalne koronawirusa. Dla porównania preparaty Moderna i Pfizer są nakierowane na pojedyncze białko kolczaste. Izrael testuje nowy lek na COVID-19, która może zmienić podejście koncernów farmaceutycznych do walki z pandemią.

Nowy lek na COVID-19

Nadav Kidron, prezes Oravax, powiedział w rozmowie z gazetą “The Jerusalem Post”, że lek “powinien być znacznie bardziej odporny” na nowe warianty koronawirusa. Ekspert wymienił w tym odnotowaną po raz pierwszy w Indiach Deltę.

“Nawet jeśli wirus przedostanie się przez jedną linię ochronną, będzie potem druga, a następnie trzecia” – wyjaśnił.

“Doustna szczepionka wyeliminowałaby kilka barier spowalniających szybką dystrybucję na szeroką skalę, potencjalnie umożliwiając ludziom samodzielne przyjmowanie jej w domu” – dodał Kidron.

Prezes Oravax zaznaczył, że leki przyjmowane doustnie mają zwykle mniej skutków ubocznych. Szczepionka, nad którą pracuje jego firma może być transportowana w temperaturze lodówki i przechowywana w temperaturze pokojowej.

Akcja szczepień w Izraelu

W zamieszkanym przez około 9,3 mln osób Izraelu ponad 5,7 mln mieszkańców otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki. Ponad 5,2 mln otrzymało dwie dawki.

Z powodu rozprzestrzeniania się wariantu Delta koronowirusa Izrael rozpoczął w poniedziałek podawanie trzeciej. Stymuluje ona organizm do zwalczania COVID-19 u dorosłych z obniżoną odpornością. W niedzielę ministerstwo zdrowia podało, że nie dotyczy to większości pacjentów chorych z nowotworami.

Izrael jest pierwszym na świecie krajem, który zatwierdził oficjalnie trzecią dawkę szczepionki mRNA. Jednak nie mówi się na razie o wprowadzeniu tego rozwiązania dla ogółu populacji.

dorzeczy.pl