REKLAMA

[OPINIA] Trela: Awaria w oczyszczalni „Czajka” i spust ścieków do Wisły

[OPINIA] Trela: Awaria w oczyszczalni „Czajka” i spust ścieków do Wisły

REKLAMA

Z uwagi na szerzoną dezinformację i wciskanie ludziom kitu, a także na uprawianie polityki i przerzucanie się odpowiedzialnością, zamiast uświadamiania i edukowania, postanowiłam wypowiedzieć się w sprawie wody pitnej tzw. kranówki, wody rzecznej i kilku innych spraw.

Zacznijmy jednak od początku. Jak działa oczyszczalnia ścieków „Czajka”?
Jest to oczyszczalnia mechaniczno-biologiczna. Ścieki odprowadzane są rurami kanalizacyjnymi, połączonymi z większymi rurami zbiorczymi. Te podłączone są do kanałów prowadzących do oczyszczalni. Przez kanały trafiają do komory zbiorczej.
Kanalizacja jest czymś, co zna każdy. Ukryta jest przed naszym wzrokiem – znajduje się pod ulicami, parkami i budynkami. Ścieki z Warszawy lewobrzeżnej transportowane są do „Czajki” specjalnym kolektorem przesyłowym, biegnącym pod dnem rzeki.

I stopniem oczyszczania jest najczęściej mechaniczne oczyszczanie ścieków. Na tym etapie następuje również dezodoryzacja – czyli wyzbywanie się przykrego zapachu. Przez pojęcie „mechaniczne” rozumiemy usuwanie zanieczyszczeń stałych, piasku, tłuszczy (gdyż są substancjami o wysokiej gęstości) i innych zawiesin takich jak np. smary. Pozostawienie tego typu sporych rozmiarów nieczystości mogłoby w bardzo łatwy sposób doprowadzić do uszkodzenia i późniejszej awarii maszyn, a co za tym idzie, poważnie zakłócić proces oczyszczania. Tutaj nie będę wnikała w szczegóły, ale ważne jest pojęcie krat, piaskowników i odtłuszczaczy odpowiadających za dodatkową pracę.

Po usunięciu piasku i tłuszczu ścieki trafiają do osadników wstępnych, czyli okrągłych zbiorników, w których – w procesie sedymentacji – następuje usunięcie zawiesin łatwo opadających – i tutaj pojawia się pierwszy problem.

Podstawowa, mechaniczna sedymentacja, jak i późniejsza biologiczna (jeśli w ogóle istnieje) nie jest w stanie oddzielić i pozbyć się wszystkich organicznych i nieorganicznych zawiesin. Takimi substancjami są np. bardzo obecne w XIX wieku i niezwykle niebezpieczne mikroplastiki, część metali ciężkich, hormony, antybiotyki, niektóre bakterie m.in. bakterie kałowe, bakterie z grupy e. coli, pałeczki Pseudomanas, które najszybciej rozmnażają się w temperaturze 15 – 30 stopni Celsjusza i wiele innych. W wodzie bakterie potrafią przetrwać przez bardzo długi okres, a przy tym są uodpornione na dezynfekcję. Nadmiar Pseudomonas np. wywołuje u ludzi: zapalenie ucha środkowego, problemy z układem nerwowym oraz oddechowym. Innym mikroorganizmem zaliczanym do tej grupy jest Clostridium Perfringers. Są to bakterie przystosowane do funkcjonowania w wodzie i tak, jak opisane wcześniej Pseudomanas bardzo odporne na „oczyszczanie”.

Kolejnym krokiem jest biooczyszczanie. W reaktorach biologicznych dochodzi do rozkładu materii organicznej i usuwania ze ścieków związków biogennych. Związki biogenne to nic innego jak pierwiastki i sole mineralne potrzebne do rozwoju żywych organizmów. Do podstawowych biogenów zaliczane są związki azotu i fosforu. I tutaj mamy problem nr 2 – w ściekach miejskich zarówno nieoczyszczonych, jak i biologicznie oczyszczonych znajdują się duże ilości tych zanieczyszczeń. W procesie oczyszczania biologicznego następuje ciągły przyrost mikroorganizmów. „Oczyszczone ścieki” – spełniające wszystkie nałożone przez prawo wymogi jakości (innymi słowy normy spełnione, po co robić lepiej i więcej dla mieszkańców?) – trafiają do pompowni odpływowej, a następnie do Wisły. Ta lepsza część jest transportowana rurami do naszych domów.

Niecałkowite pozbycie się związków biogennych powoduje, że późniejsze ścieki odprowadzane do rzek i jezior zwiększają ich żyzność, wzbogacając w substancje pokarmowe, powodując ich przedwczesne starzenie, czyli eutrofizację. Wynikiem eutrofizacji jest masowy rozwój glonów, które obumierając i ulegając rozkładowi, powodują wtórne zanieczyszczenie wód, do wystąpienia procesów gnicia włącznie. Dodajmy do tego jeszcze fekalia, martwe organizmy, rozpuszczone tabletki, metale ciężkie itp. Katastrofa ekologiczna na ogromną skalę i degradacja ekosystemu w Wiśle gwarantowana. Dziwne, że Greenpeace umywa ręce. Organizmy żywe takie jak ryby, mięczaki, rośliny nie przetrwają skutków, jakie niesie za sobą „kontrolowany zrzut nieczystości”.

Internetowe brednie

A teraz chciałabym odnieść się bezpośrednio do dezinformacji i wprowadzania w błąd odnośnie aktualnej sytuacji:
➡️ Miasto Stołeczne Warszawa podaje, że zrzut nieczystości spowodowany awarią kolektora stanowi jedynie 1% wody na tym odcinku. Jakbym napluła komuś do kawy i stanowiłoby to tylko 1% płynu, to ta osoba napiłaby się z uśmiechem. Proszę powiedzieć to dzieciom i kobietom w ciąży, które piją kranówkę, że ktoś brzydko mówiąc: narobił im do wody. Dorosły organizm przypłaci to ekscesami żołądkowymi, a co z najmniejszymi?

Co z miastami innymi niż Warszawa, która rzeczywiście nie ucierpiała znacznie, gdyż ścieki popłynęły z prądem do innych miejscowości? Jakie rozwiązania proponują władze Warszawy dla tych, dla których spożywanie wody z kranu czy kąpanie się stanowi realne zagrożenie. Miejscowości, do których docierają warszawskie ścieki, nie mają często zmodernizowanej oczyszczalni ścieków, ergo nie są przygotowane na taką dozę nieczystości, jaką zafundował im pan Trzaskowski z ekspertami z tej nowoczesnej, awaryjnej oczyszczalni ścieków.

REKLAMA

Jak tego typu miejsca będą przeciwdziałały zanieczyszczeniom swoich zbiorników i wody? Często będzie to albo chlorowanie – stosunkowo tanie, jednak opłakane w skutkach dla ekosystemu i w złej dawce również dla ludzi lub ozonowanie – drogie, na które nie stać jest wielu gmin z uwagi na olbrzymie pokłady O3.

➡️ Kolejną bzdurą szerzoną przez prezydenta Warszawy jest fakt, jakoby nie było niczego takiego jak katastrofa ekologiczna. Powiedzmy sobie szczerze. Po Wiśle pływają sobie tony fekaliów, wydzielin, odpadów przemysłowych i innych. Mamy notabene 40 stopni w słońcu, co na pewno nie działa na wykwit mikroorganizmów, gnicie, rozwój bakterii i chorób. Nie, nic się nie stało…

➡️ Patria Zielonych twierdzi, że to zagrożenie dla lokalnego ekosystemu, a nie katastrofa ekologiczna. Tu dodam tylko tyle, że wstyd, że partia, która manifestuje dbanie o ochronę środowiska, jest naprawdę taka zielona i nic o nim nie wie. Ponadto, jakie zagrożenie dla lokalnego ekosystemu? Wisła nie jest obiegiem zamkniętym, jeziorem czy małym zbiornikiem retencyjnym. Ona ciągle płynie a kał, mocz, krew i podpaski razem z nią – prosto do innych miast, dopływów, innych oczyszczalni i Bałtyku. Nadal lokalne zagrożenie?

➡️ TVN Warszawa zarządzane i redagowane chyba przez przedszkolaki podaje, że rzeki mają zdolność do samooczyszczania. A ścieki w niej się znajdujące się rozcieńczą, dzięki czemu ich stężenie od razu maleje. Skoro te rzeki są takie mądre, to może zostawmy je same z TVN-em i nic nigdy im się złego nie przytrafi. Po pierwsze, woda w Wiśle jest na rekordowo niskim poziomie, po drugie temperatura wynosi ponad 30 stopni. Po co wyrzucono na oczyszczalnie kilka milionów, ażeby rzeki same się oczyszczały? Zlikwidujmy oczyszczalnie wszędzie tam, gdzie jest rzeka. Duże zaoszczędzenie, a i ekosystem się zmieni.
TVN > logika – wybierz jedno.

➡️ Greenpeace Polska. Hmm, ta organizacja, to w ogóle żyje w swojej alternatywnej rzeczywistości. Oni żyją lasami w Amazonii, zaczepianiem ludzi na ulicach, a nie tam jakimiś ściekami w Wiśle, degradacją środowiska naturalnego i realnym zagrożeniem dla wody kranowej, którą spożywają ludzie. Ignoranci na tyle nie udają nawet, że nie obchodzi ich sprawa ochrony środowiska w Polsce, że komentują, iż „sprawą zajmują się odpowiednie służby”. Tymi służbami jest PO i PiS, które przerzuca się odpowiedzialnością i buduje sobie PR na nieudolności i jawnej niegospodarności Warszawy. Jak do drzew za niemieckie pieniążki będzie trzeba się przykuć, to Greenpeace będzie pierwszy!

Kranówka (nie)zdatna do picia

Pokrótce odpowiem jeszcze na pytanie, czy woda kranowa (np. w Warszawie) jest bezpieczna. Nie, nie jest i nigdy nie będzie w 100%. Nie chodzi o to, że nie wolno jej nam pić, chociaż ja jej raczej nie pije, bo wiem, na jaką skalę jest ona oczyszczona i jak wiele jej brakuje. Paradoksalnie musi ona spełnić o wiele większe obostrzenia niż woda butelkowana, ale o tym chętnie napiszę w miarę zainteresowania tematem.
Woda z kranu posiada wiele niekorzystnych „dodatków”, które pomimo spełniania norm nie powinny się nigdy w niej znaleźć. W tym momencie wraz ze źle odfiltrowanymi ściekami, w wyniku awarii w wodzie mogą znajdować się pasożyty i patogeny, które powodują liczne choroby.

Wykrywanie wielu nowych związków w wodzie pitnej budzi poważne zaniepokojenie, zwłaszcza gdy wartości wytycznych i norm dla wielu z nich (w tym dla metali ciężkich, hormonów i pochodnych) nie są dostępne. Zanieczyszczenia organiczne można wykryć w niskich stężeniach w wodzie pitnej kranowej już oczyszczonej, co budzi obawy dotyczące zdrowia ludzi, szczególnie w zakresie reprodukcji.

Kolejną niepokojącą kwestią jest fakt, że wymywanie antymonu (Sb) z materiału butelkowego z politereftalanu etylenu (PET) wykryto w wielu markach wody butelkowanej kupowanej w supermarketach.

Czy możemy ufać wodzie w 100%? Niestety nie.

autor:

Inż. środowiska - Zuzanna Trela
REKLAMA

Komentarze