REKLAMA

[OPINIA] Skalski: Wielokulturowość – istotą polskości?

[OPINIA] Skalski: Wielokulturowość – istotą polskości?

Po miesiącu od wyborów parlamentarnych możemy mieć dziś niemal stuprocentową pewność, że dwoma głównymi tematami, za sposób podejmowania których Konfederacja będzie szczególnie zajadle atakowana, będzie polska polityka wschodnia oraz masowy napływ imigrantów do Polski. W rzeczywistości jednak pretekstem do ataków jest zakwestionowanie przez Konfederatów – a przynajmniej przez narodowy segment tegoż ugrupowania – wyobrażenia o polskiej wspólnocie narodowej oraz interpretacji jej przeszłości, jak i postulowanej przyszłości.

Skumulowanie w krótkim czasie wypowiedzi Krzysztofa Bosaka w Radiu Wnet, który odmówił kontentowania się wspólną obecnością w Wilnie Polaków, Litwinów i Białorusinów na uroczystościach pogrzebowych przywódców Powstania Styczniowego w dawnym Wlk. Ks. Litewskim oraz Roberta Winnickiego, który spójność etniczną społeczeństwa uznał za pożądaną wartość, pozwala potwierdzić postawioną wyżej tezę. W obu przypadkach bowiem, zarówno Bosakowi, jak i Winnickiemu, stręczono jako niedościgniony wzór Pierwszą Rzeczypospolitą.

I tak, przedrozbiorowa Rzeczpospolita, imperialny projekt polskiej hegemonii w Europie Wschodniej, który niestety zakończył się klęską na rzecz Rosji, staje się punktem wyjścia do wszelkich rozważań na temat pożądanego stanu rzeczy obecnie. W roku 2019 szlachecko-stanowe państwo, upadłe ponad dwieście lat temu, jest metapolitycznym punktem odniesienia zarówno dla współczesnej polityki wobec państw położonych między Polską a Rosją, jak i wobec samej Rosji oraz uzasadnieniem dla polityki multi-kulti prowadzonej obecnie przez pro-imigracyjny rząd Mateusza Morawieckiego.

Wykładnię alternatywnego patriotyzmu, którego adresatem nie jest realnie istniejący w obecnych warunkach naród polski, lecz znajdująca się in statu nascendi wspólnota mająca odtworzyć istniejący rzekomo w przeszłości naród polityczny, przedstawił być może najpełniej członek zaplecza Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Żurawski vel Grajewski w jednym ze swoich esejów.

Patriotyzm w odniesieniu do ojczyzny jako wspólnoty politycznej nie jest tożsamy z poczuciem więzi etnicznej. Ta ostatnia może i często jest, ale nie musi być jego częścią. Szkot, Anglik i Walijczyk mogą być wszyscy szczerymi patriotami brytyjskimi, tak jak Polak, Litwin (w historycznym rozumieniu tego terminu mógł nim być tak Bałt jak i Białorusin, a także Polak, Tatar, Ormianin, Karaim czy Żyd gdyż samo Wielkie Księstwo Litewskie było wspólnotą polityczną, a nie etniczną), Rusin (tzn. mówiąc współczesnym językiem – Ukrainiec), Łotysz, Estończyk, a nawet Niemiec pruski, gdański czy inflancki, mogli być dobrymi patriotami Rzeczypospolitej w jej jagiellońskim wydaniu […] jedynym realnym patriotyzmem jest patriotyzm „typu jagiellońskiego”. Nawet jeśli jego przedmiot uległ w ostatnich stuleciach podziałowi na odrębne wspólnoty narodowe, a więc i odrębne patriotyzmy, ich model, albo ma charakter zbrodniczy i wiedzie do autodestrukcji, albo musi być modelem „jagiellońskim” – tzn. tożsamościowym, a nie etnicznym”.

Nie trzeba dodawać, że Żurawski vel Grajewski to jeden z głównych postulatorów polityki wschodniej, która przechodzi do porządku dziennego nad upośledzeniem żywotnych polskich interesów narodowych na historycznych Kresach celem budowy aliansu polsko-ukraińsko-litewsko-białoruskiego, który dla Żurawskiego vel Grajewskiego jest przywracaniem stanu sprzed upadku przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Mówimy zarazem o całkowicie alternatywnej rzeczywistości, dopiero postulowanej, ale w której obecna „etniczna”, a więc nie do końca pełnowartościowa polskość, jest jedynie substratem większej wspólnoty „jagiellońskiej”, wspólnoty Międzymorza, z nieodzownym komponentem żarliwej wręcz antyrosyjskości. Antyrosyjskość ta musi być stale potwierdzana i utrwalana nie z względu na kalkulacje polityczne, ekonomiczne czy nawet militarne. Tym samym aprioryczne założenie nieuchronności ataku Rosji na Polskę, poprzedzone jak wiemy, działaniami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej w Abchazji, Osetii czy na Krymie, ma tworzyć konkretną emocję, będącą fundamentem „patriotyzmu jagiellońskiego”. Albowiem to wspólne jakoby dla wszystkich państw „Międzymorza” zagrożenie rosyjskie ma być spoiwem postulowanej wspólnoty, w której rozpuścić ma się polskość istniejąca współcześnie.

Biorąc pod uwagę powyższe, przy czym Żurawski vel Grajewski jest tu jednym z wielu przykładów scharakteryzowanej postawy, nie mogą dziwić ataki na Konfederację przeprowadzane przez media usiłujące monopolizować pojęcie prawicowości na rzecz PiS. Podważanie stałości rosyjskiego zagrożenia to nie tylko zamach na żywotne interesy Polski, której dziejową misją ma być rola „przedmurza Zachodu”, „wschodniej flanki” i t. p. Kontestowanie jednoznacznie wrogich i nie podlegających jakimkolwiek przewartościowaniom agresywnych zamiarów Moskwy to po prostu uderzenie w fundament polskiej tożsamości narodowej. Z takimi ludźmi się nie podejmuje dyskusji, takich ludzi po prostu nazywa się agentami Moskwy w imię obrony dotychczasowego ładu moralnego.

Jak podają tymczasem Katarzyna Prot i Bogdan Krzystoszek:

„Mechanizm kozła ofiarnego jest używany przez społeczności, aby poradzić sobie z frustracją niespełniania własnych oczekiwań. Członkowie społeczności dokonują rozszczepienia atrybutów na dobre, przypisywane sobie, i złe — przypisywane „innemu”. Kozioł ofiarny może odpowiedzieć antagonistycznie, wycofując się ze społeczności, lub agonistycznie starając się w społeczności pozostać”.

Nazywanie kogoś mianem ruskiego agenta to po prostu próba złożenia ofiary z danej osoby czy grupy osób, na których medialny lincz ma z jednej strony przywrócić zaburzony ład moralny, a z drugiej – utrzymać stan samozadowolenia ze strony tych, którzy ów lincz przeprowadzą. Jest to działanie moralne samo w sobie, dlatego nie można mieć pretensji o brak skrupułów do wodzirejów tychże rytuałów. Jeśli Tomasz Sakiewicz wyrzuca poza nawias wspólnoty narodowej jako „ruskiego agenta” profesora Włodzimierza Osadczego, Polaka urodzonego we Lwowie czy też Waldemara Tomaszewskiego, lidera Polaków na Litwie, to dlatego właśnie, iż wymagał tego dotychczasowy ład moralny.

Z kolei w myśl teorii przemocy symbolicznej Pierre’a Bordieu, ofiary medialnego „mordu” powinny uznać swoje położenie jako stan naturalny. Przykłady prof. Osadczego czy Waldemara Tomaszewskiego są o tyle jaskrawe, że mordu na „ruskich agentach” dokonuje się na tych przedstawicielach narodu polskiego, których przodkowie bądź jeszcze oni sami ponosili wymierne ofiary za poczucie łączności narodowej z rodakami nad Wisłą, czyli z nami samymi oraz z naszymi przodkami. Jednak, jak już ustaliliśmy, „patriotyzm jagielloński”, mający być tym jedynym autentycznym, nie jest więzią etniczną, nie implikuje więc on wzajemnej solidarności osób nazywających się Polakami.

Na koniec wróćmy jednakowoż do supozycji Krzysztofa Bosaka i Roberta Winnickiego, którzy odrzucają koncepcję społeczeństwa wieloetnicznego w Polsce, tworzonego czy to pod pretekstem traktowania Polski jako jednego wielkiego przedsiębiorstwa i skupiska rąk do pracy, czy to pod pretekstem nawiązywania do „wielonarodowych” tradycji dawnej Rzeczypospolitej. Brak uznania dla realnie istniejących wspólnot narodowych bądź przynajmniej niezgoda na nieodwracalność tego procesu to credo polskiej centroprawicy, która upodobała sobie dodatkowo sztandar republikanizmu, aby z jednej strony zanegować więzi etniczne, a z drugiej – usprawiedliwić tę negację poprzez nawiązania do republikanizmu Pierwszej Rzeczypospolitej.

W istocie budowa nad Wisłą polsko-ukraińskiego społeczeństwa wzbogacanego o coraz bardziej egzotyczne elementy (tutaj w sukurs przychodzą z kolei Tatarzy i Żydzi, którzy wszelako też bywali patriotami dawnej Rzeczypospolitej…) to z jednej strony próba zagłuszenia bólów fantomowych po utraconym imperium, faktycznie wieloetnicznym, ale przecież rządzonym głównie przez uważającą się za naród polski i będącą nosicielem polskiej kultury szlachtę. Z drugiej zaś – tworzenie nad Wisłą „rzeczpospolitańskiego Piemontu”, pierwszego na obszarze Międzymorza faktycznie wielonarodowego państwa, które odtworzy dawną Rzeczpospolitą i wspólnie z Ukraińcami, Białorusinami i Łotyszami zatknie Sztandar Wolności na gruzach moskiewskiego Kremla, jest kompensowaniem sobie historycznie wytłumaczalnych, lecz politycznie dysfunkcjonalnych kompleksów na punkcie Rosji, która wygrała z Polską rywalizację w Europie Wschodniej.

Czym się takie pomysły i interpretacje polskości mogą skończyć, tego przedsmak czujemy za każdym razem, gdy słyszymy o „wzorowych” stosunkach z Litwą czy Ukrainą, które w audycji w Radiu Wnet wyśmiał skądinąd właśnie Krzysztof Bosak. Obecnie jednym z głównych zadań polityków narodowych jest zanegowanie tradycji reprezentowanej przez obóz Kaczyńskiego i Morawieckiego, ukąszonego KOR-em, PPS-em, Piłsudskim i tradycją romantyczno-insurekcyjną, od zawsze gotową składać światu Polskę w ofierze. Trzeba jednak skutecznie przypomnieć Polakom, że polskość to wartość sama w sobie, a utrzymanie wspólnoty narodowej jest w interesie nas wszystkich.

I tu przed Konfederacją stoi kluczowe zadanie. Tym bardziej bezwzględne będą środki jej zwalczania w imię obrony dotychczasowego ładu (a)moralnego.

autor:

Marcin Skalski
REKLAMA

Komentarze