REKLAMA

[OPINIA] Skalski: Do diabła z Fortem Trump!

[OPINIA] Skalski: Do diabła z Fortem Trump!

Głównym, nadrzędnym, metafizycznym wręcz celem swojej polityki, któremu Prawo i Sprawiedliwość podporządkować jest gotowe wszystko inne, jest uczynienie z Polski amerykańskiej fortecy wojskowej. Politycy PiS liczą wręcz na rozlokowanie nad Wisłą amerykańskich jednostek w sile dywizji pancernych – im więcej, tym lepiej.

Powyższy cel narzuca pod obecnymi rządami agendę w polityce międzynarodowej Polski dosłownie pod każdym względem. Nie inaczej będzie z roszczeniami żydowskimi, cokolwiek byśmy usłyszeli z ust polityków PiS wypowiadających się publicznie.

Po pierwsze jednak, „Fort Trump” nie zmieni zasadniczej postaci rzeczy. Polska była, jest i będzie położona między Rosją a Niemcami i kwestią refleksji politycznej jest, jak ustosunkować się do tego faktu. Tutaj geopolityka pozostanie nieubłagana, zaś jako kraj kontynentalny, położony w sercu Europy, nigdy nie będziemy w centrum zainteresowania typowych państw tallasokratycznych, a więc morskich.

Stany Zjednoczone, jak niegdyś imperialna Wielka Brytania, skupiają się na dominacji na morzach i oceanach, a jedyne, co pozostaje ich żywotnym interesem nad Wisłą, to mieć tu na tyle oddanego wasala, by bez oporu mógł stać się ekwiwalentem realnej racji stanu Wielkiej Brytanii i/lub USA. PiS jedynie ułatwia to zadanie, stawiając w polityce międzynarodowej wyłącznie na Amerykę.

Polska obecnie boi się z mniej lub bardziej uzasadnionych względów Rosji, obsesja na punkcie której wśród polskich elit leży w interesie amerykańskim. Jednak to nie Rosja jest i będzie głównym przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych. Bowiem nawet gdyby rosyjskie zagrożenie było rzeczywiście tak realne, jak głosi PiS, to Amerykanie nie poświęcą życia choćby jednego żołnierza, by Polski bronić.

Z powyższego wynika z kolei gotowość płacenia pieniędzmi polskich podatników na „Fort Trump”, a więc zamiast na Wojsko Polskie, będziemy płacić na cudzą armię. Trudno jednocześnie o bardziej jaskrawe zdemaskowanie realnego podejścia USA do naszego regionu. Gdyby bowiem Stany Zjednoczone miały tu żywotne interesy, to same zabiegałyby o możliwość stacjonowania w Polsce swoich wojsk. Jak wiadomo, jest zupełnie odwrotnie.

Wreszcie, marzenie o „Fort Trump” to dowód myślenia blokowego w coraz bardziej wielobiegunowym przecież świecie. Obecna administracja amerykańska nie traktuje Rosji jako wroga, zarazem Rosja nie odważy się otwarcie zaatakować jakiegokolwiek państwa NATO i zaryzykować wystawienia na próbę amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.

Pamiętajmy, że Rosja to nie Korea Północna i do procedowania z nią rozmaitych problemów o zakresie regionalnym bądź globalnym nie potrzebuje ona demonstracji siły, a już szczególnie demonstrowania jej na Polsce, gdyż Rosja jest chociażby państwem o uznanym statusie mocarstwa atomowego. Co innego ćwiczenia „Zapad”, a co innego realna wojna. Jeśli zaś boimy się Rosji z powodu tychże ćwiczeń, to znaczy, że osiąga ona swoje cele bardzo niewielkim kosztem.

Z drugiej strony nie ma żadnego racjonalnego powodu, by wyludniająca się, posiadająca gospodarkę opartą na surowcach, dysponująca głównie siłą militarną, ale już nie „miękką” Rosja miała zaatakować i okupować Polskę. Nawet w przypadku Gruzji czy Ukrainy Moskwa wzięła terytorialny zastaw w postaci zbuntowanych republik, co uniemożliwia tym państwom integrację ze strukturami zachodnimi, tworzy z nich strefę buforową i daje Federacji Rosyjskiej niezbędną głębię strategiczną. Z tego powodu przyłączono Krym, ale zarazem utrzymano fikcję formalnej przynależności Donbasu do Ukrainy, mimo że i tu, i tu żyje ludność rosyjskojęzyczna i/lub Rosjanie. „Fort Trump” bronić by nas miał zatem przed zagrożeniem, które istnieje wyłącznie teoretycznie.

Last but not least, sprowadzanie tu wojsk państwa, które artykułuje wobec Polski oczekiwania „zwrotu” mienia bezspadkowego („heirless property”, jak głosu ustawa 447) jest o najmniej nieostrożne.

Zważywszy na skrajną pro-izraelskość i pro-żydowskość Donalda Trumpa, napominania Mike’a Pompeo w Warszawie, zachodzi obawa, że z uwagi na rzekomą konieczność powstania tu „Fortu Trump” rząd PiS uważa, że Polska naprawdę stoi przed alternatywą: albo spłata żydowskich roszczeń, albo ruskie czołgi nad Wisłą. Coraz więcej wskazuje również na to, że w pakiecie ze „strategicznym sojuszem” z USA (nie mylić z samym członkostwem w NATO) otrzymamy mimowolnie wysoko wycenioną „przyjaźń” z Żydami.

Skoro szeregi „ruskich agentów” przyrosły w ostatnim czasie w tempie geometrycznym, zaś sam ten zarzut wzbudza już tylko żałość i politowanie, podsumujmy krótko:

Do diabła z Fortem Trump!

autor:

Marcin Skalski
REKLAMA

Komentarze