REKLAMA

[OPINIA] Matysiak: Bernie Sanders i socjalizm w Ameryce

[OPINIA] Matysiak: Bernie Sanders i socjalizm w Ameryce

Nawet w świecie polityki funkcjonuje pojęcie “rzeczywistość”, które jednak w okresie wyborczym przekształca się w “życzywistość”, czyli zjawisko opowiadania banialuk  przez próbujących dorwać się do władzy polityków.

Pewnie wymyśliłem to słowo, a jeśli tak to aby lepiej oddać operację czarowania wyborców. Jednak ci najbardziej czarowani już są rozczarowani i dlatego politycy próbują wracać do bezczelnego języka bezpośredniego mówiąc wprost, co zamierzają zrobić po swoim zwycięstwie. Tak rozumianą zwycięską kampanię wyborczą w 2016 prowadził Trump i właśnie takąż przeciwko Trumpowi chce prowadzić wnuczek Ziemi Beskidzkiej Bernie Sanders, który będąc socjalistą przystąpił do Demokratów, aby stanąć na ich czele.

REKLAMA

To prawda, że Trump również bywał w różnych formacjach (pisałem o tym 4 lata temu) i aby zdobyć prezydenturę musiał najpierw pokonać partyjny republikański establishment. Podobnie jest z 78-letnim ateistą Sandersem, który od dawna deklaruje się być socjalistą, a ostatnio na użytek kampanii, demokratycznym socjalistą. Czyli Bernie chce dojść do socjalizmu/komunizmu z wykorzystaniem instytucji wyborów, w przeciwieństwie do przewrotu, zamachu stanu, czy krwawej rewolucji, ale cel jest ten sam!

Myślę sobie do czego to doszło, niedługo pewnie następny polityk może nazwać się demokratycznym nazistą i też znajdzie naiwnych, którzy udzielą mu poparcia.

Komuch Sanders wcale nie wypiera się swojego uwielbienia i poparcia jakie publicznie ofiarował Fidelowi Castro oraz jego rewolucji na Kubie. Czy później poparcia dla Daniela Ortegi i jego ruchu sandinistycznego w Nikaragui, czy też później dla rewolucji Hugo Chaveza w Wenezueli. Umiłowanie do rewolucji odziedziczył po ojcu Eli Sandersie (ze wsi Słopnice, koło Limanowej), który w 1920 r. próbował dołączyć do  niosącej rewolucję (plus wolność, równość i braterstwo!) Armii Czerwonej,  aż do przedpoli Warszawy. Dalej odwołując się do najbiedniejszych Bernie pieje peany na temat prawdziwie rewolucyjnych zdobyczy jak bezpłatne szkoły i uniwersytety i bezpłatna opieka medyczna.  Od dawna jest za legalizacją narkotyków, wyższego opodatkowania kapitału, zwiększenia statusu związków zawodowych, zmniejszenia budżetu wojskowego, zwiększenia wydatków socjalnych, podniesienia płacy minimalnej do $15/godz., utworzenia milionów (!) miejsc pracy, likwidacji długów studenckich, otwarcia granic i nawet likwidacji CIA. Słowem: cała władza w ręce Rad, jak mawiał Lenin, do którego ojczyzny Bernie spełniając swoje następne marzenie wybrał się w podróż poślubną. Więc postuluje wyższe podatki, skończenie z miliarderami (sam jest tylko milionerem!) i ogólnie wprowadzenie dobrobytu na wzór skandynawskiej socjal-demokracji.

Sanders jakby zapomniał o komunistycznych zbrodniach XX wieku, formacji obiecującej równość i sprawiedliwość, która pozbawia człowieka jego przyrodzonych prawa oraz wolności jednocześnie nadużywając aparatu represji dla zapewnienia elitarnej szajce partyjnych biurokratów możliwości decydowania o życiu i śmierci poddanych. W oczach Sandersa Ameryka jest siedliskiem zła, rasizmu, niesprawiedliwości społecznej i wysoce niesprawiedliwej dominacji nad światem. Wobec tego Ameryka zasłużyła na rewolucję, która dokona przewrotu i obali wszelkie religijne zabobony, również ten okropny kapitalizm  kierujący się pojęciem zysku i wprowadzając system społecznej sprawiedliwości zapewni wszystkim ludziom pracy szczęśliwy byt na bezpiecznej Zielonej Planecie Ziemi.

Sanders jest szczerym komuchem, gdyby został prezydentem Polska znalazłaby się w podobnej, bądź gorszej sytuacji niż za Obamy, który na początek zlikwidował projekt budowy tarczy antyrakietowej, za wszelką cenę chcąc dogadać się z Putinem. Pewnie bylibyśmy o wiele szybciej “integrowani” w ramach Unii Europejskiej, o żadnych mrzonkach odnośnie Międzymorza nie byłoby już mowy. Gubiąc polskość, ratowali byśmy zmiany klimatyczne i pozbyli się rasizmu i antysemityzmu cokolwiek to miałoby w praktyce oznaczać.

 Przejdźmy jednak do wydarzeń dnia dzisiejszego. Liderem peletonu wyścigu kandydatów Partii Demokratycznej jest Sanders z już zgromadzonymi 28 delegatami, drugi jest Pete Buttiegieg ten ma 22, Warren 8, Klobuchar 7, Biden 6, pozostali pewnie już są w socjalizmie i mają po 0. Potrzebnych do uzyskania nominacji jest 1,991, dotychczas rozdysponowano 71 delegatów, czyli jesteśmy na początku drogi.

Następne prawybory odbędą się w nadchodzącą sobotę w stanie Południowa Karolina gdzie ostatnie sondaże wskazują na prowadzenie przez Bidena (27%), za nim blisko Sanders (23%, w tym stanie jest duży odsetek czarnych Demokratów). Kolejna debata kandydatów, ostatnia przed Superwtorkiem, odbywa się dzisiaj w Charleston, właśnie w Płd. Karolinie. Prawyborcze półfinały odbędą się w “Superwtorek” właśnie 3 marca aż w 13 stanach, w tym w takich jak Kalifornia i Teksas, a do zdobycia będzie tu aż ⅓ z prawie 4,000 delegatów będących w grze.

Demokraci mają problem, na prowadzenie ponownie (jak czasowo w 2016 przeciwko Hillary Clinton) w prezydenckich prawyborach wychodzi socjalista Sanders uchodzący za prawdziwego reprezentanta ludzi pracy (jego złośliwi znajomi mówią, że w życiu uczciwie jednego dnia nie przepracował). Pojawia się kilku wymiarowy problem: czy Bernie nie jest zbyt daleko na lewo żeby wygrać ogólnokrajowe wybory? Czy swoimi lewackimi poglądami zapewne wyśmianymi w ewentualnych debatach z Trumpem nie spowoduje totalnej klęski kandydatów Partii na kongresmenów (teraz Demokraci mają większość), senatorów i innych itd ? Czy komuch Sanders po prostu nie doprowadzi do zniszczenia wyborczych szans Demokratów w roku 2020?

Zwolennicy Sandersa (głównie ludzie przed 45 rokiem życia) podkreślają, że są murem za Sandersem wskazując na jego płomienny język trybuna rewolucji i dynamiczną osobowość, które na spotkania z nim przyciągają tysiące ludzi. Niektórzy komentatorzy porównują ruch Sandersa do słynnego konserwatywnego  Tea Party w wyborach parlamentarnych w 2010 r. tyle, że tym razem miałaby to być rewolucja z lewej strony. Szczęśliwie dla Sandersa jego umiarkowani politycznie konkurenci nie chcą poprzeć jednego lidera i  “odpaść” z wyborczego peletonu co rozmywa i dzieli ich głosy (Joe Biden, Pete Buttigieg, senator Amy Klobuchar, Mike Bloomberg).

Wydaje się, że  podobnie jak w 2016 r. kłopoty Sandersa dopiero się zaczną i to już pewnie w dzisiejszej debacie w Charleston. Analitycy przewidują, że tak ja w ostatniej debacie w Las Vegas (której “zwycięzcą” był Trump!), gdzie wszyscy kandydaci rzucili się jak sfora (i nieomal zagryźli) rokującą wschodzącą gwiazdę Mike Bloomberga, tak teraz ich obiektem będzie Bernie Sanders. Strategiczne bombardowanie słabych punktów Sandersa już obiecał Bloomberg, którego majątek jest szacowany na  ponad $60 mld i który mimo, że późno dołączył do kandydatów zdołał już na kampanię wydać $500 mln ze swojego portfela. Bardziej umiarkowany kandydat gej Pete Buttigieg  krytycznie ocenił współzawodnictwo między Sandersem, a Bloombergiem:

“Nie powinniśmy mieć do wyboru między jednym kandydatem, który chce podpalić Partię Demokratyczną, a drugim a drugim, który chce ją sobie kupić”.

Czy Demokraci będą w stanie zniszczyć Sandersa przekonamy się już dzisiejszej debacie. Istnieje uzasadniona obawa, że być może nie będą już w stanie zatrzymać nabierającego wiatr w wyborcze żagle Sandersa, tak więc dzisiejsza debata będzie ważna jak i oczywiście sam Super-wtorek. Dla Sandersa Nevada była wielkim sukcesem, zdominował rywali zdobywając aż 46%, z czego 29% wśród białych, 27% czarnych i aż 51% latynosów (!). Zdobył aż 65% młodych wyborców (poniżej 30 lat).

Sanders prezentuje już apetyt na ewentualną nominację i starcie z Trumpem:

“Podniosę to, że prezydent USA jest patologicznym kłamcą. I coraz bardziej staje się jasne, że wielu ludzi już nie wierzy w to co on mówi. On jest oszustem. Czekam na okazję, aby z nim się rozprawić”

W sondażu przeprowadzonym 14-17 lutego (ABC News i Washington Post) Bernie Sanders wygrywa z Trumpem 51:45. Oczywiście najważniejszy sondaż będzie miał miejsce w czasie wyborów prezydenckim w listopadzie ktokolwiek wtedy stanie oko w oko z prezydentem Trumpem.

Trump twittem pogratulował Sandersowi zwycięstwa w Nevadzie:

“Wygląda na to, że zwariowany Bernie odniósł zwycięstwo w Nevadzie. Biden i reszta wypadła słabo i teraz trudno będzie Małemu Mike’owi zaistnieć w kampanii po jego najgorszym występie w historii Debat Prezydenckich”

Tyle Trump, inne zdanie ma Bloomberg sugerując, że nominowanie Sandersa byłoby fatalnym błędem. Wyraźne wysunięcie się na prowadzenie socjalisty Sandersa zupełnie zaskoczyło lewicowe  alfabetyczne stacje telewizyjne w Ameryce. Długoletni strateg Partii Demokratycznej James Carville (“snake man”) ostrzegł, że wystawienie Sandersa przeciwko Trumpowi byłoby politycznym  samobójstwem. Jeszcze tragiczniej ewentualną nominację Sandersa skojarzył znany Chris Matthews porównując tę sytuację do upadku Francji w 1940 r.  Przy okazji wybuchła wielka afera. Zarzucono Matthews, że porównał Żyda, który większość swojej rodziny stracił w holocauście do nazistów, za grożono mu nawet wyrzuceniem z pracy. Jak widać prawybory w Partii Demokratycznej niosą wiele niespodzianek i są odbiciem umysłowego stanu amerykańskiego społeczeństwa i zawirowań w jego sympatiach politycznych, które z kolei są odbiciem narastających problemów tego supermocarstwa.

REKLAMA

Komentarze