REKLAMA

[OPINIA] Kwaśniewski: Unioentuzjazm w służbie Polexit

[OPINIA] Kwaśniewski: Unioentuzjazm w służbie Polexit

REKLAMA

Żeby sobie odpowiedzieć na pytanie jaką strategię przybrać na zbliżające się wybory do unioparlamentu, to trzeba i to jest najważniejsze, uświadomić sobie jaki jest stan świadomości polskiego społeczeństwa dotyczący procesu eurointegracji w naszym kontynencie. Bo wśród Polaków, w sferze mentalanej, w świadomości czym jest UE panuje niestety celowe zamieszanie i niedionformowanie. Więc, aby przekonać Polaków do Polexitu trzeba zacząć od podstaw, od fundamentów. A więc już wyjaśniam.

Po pierwsze. Polacy nie są ani unioentuzjastyczni, ani uniospceptyczni. Ten suflowany nam podział jest wtórny, podrzędny i w rzeczy samej fałszywy. Prawdziwy podział, to podział na unioidealistów i uniorealistów. I tu uniorealistów tak po stronie tzw. unioentuzjastów, jak i uniosceptyków jest zdecydowana mniejszość. Bo zarówno postulat, że oto „budujemy nowe państwo UE”, jak i postulat, że oto „wychodzimy z UE” w świetle tego, jak postrzegają Unię Europejską Polacy, to postulaty z gruntu idealistyczne i całkowicie fantastyczne. Tylko róznica jest taka, że część unioentuzjastów zdaje sobie z tego sprawę, a unioscpetycy- wcale (przynajmniej Ci w głównym antyunijnym nurcie).

Co robią więc w tej sytuacji racjonalni unioentuzjaści? Nie mówią dziś, że UE to jest ideał, „cud europejski”, który mamy chołubić i czcić, tylko mówią, że tak owszem są błędy i wypaczenia, więc UE trzeba usprawniać, reformować, że UE to jest „mniejsze zło” i że nie mamy innej alternatywy dla Europy, a koniec UE oznacza (i tu pokazują na uniosceptyków) „większe zło”, czyli powrót do odrodzenia demonów nacjonalizmu, wojen europejskich, że Europa bez UE to będzie czas katastrof i kryzysów, itp. A co na to idealistyczni unioscpetycy? Oni zamiast uczyć się od unioentuzjastów i robić podobnie, ale w drugą stronę, tj. wpierw zacząć merytorycznie krytykować UE, mówiąc o tym, że UE jest inna niż się Polakom przedstawia i że projekt integracji europejskiej zmierza w złym kierunku, aby tak stopniowo przesuwać percepcję UE wśród Polaków w kierunku większego realizmu i wtedy dopiero na tak przygotowanym gruncie podać postulat o opuszczeniu Unii, to co robią? To głupio sami brną w tą podawaną propagandę unioenuzjastów, waląc emocjonalnie w Polaków jak cepem narracją o Polexit, że „Unia powinna być zniszczona”, że „Brukselę trzeba zaorać”, itp. Dziwiąc się później, że Polacy jakoś nie chą ich słuchać, a w wyborach dostają po kilka procent jeszcze do podziału z innymi. A przecież, to metody trzeba dostosować do rzeczywistości, a nie rzeczywistość do metod. A rzeczywistosć jest taka (czy się nam podoba, czy nie), że ponad 90% Polaków jest unioidealistami (poniewaz również tacy są po stronie unioscpetyków marzących o Polexit), a ponad 80% z nich, jest za taką czy inną obecnością Polski  w UE.

Więc co robić? Trzeba Polaków w pierwszej kolejności wyrwać z Matrixa unioidealizmu i przenieść w kierunku uniorealizmu. Czyli uświadomić im czym tak naprawdę jest UE. Polacy w zdecydowanej większości są idealistycznie nastawieni do UE z niewiedzy, a ta zaś opiera sie na trzech filarach:

1. Oszustwa – UE prezentuje się Polakom czym innym niż jest w rzeczywistości;

2. Interesowności – jak będziemy „posłuszni i grzeczni” to UE nam da i nas utrzyma;

3. Paniki – bez UE czeka nas białoturenizacja Polski i zjedzą nas „ruskie niedźwiedzie”;

To oznacza, że aby zniszczyć unioidealizm, należy najpierw obalić jak Samson te fałszywe filary na których opiera sie świątynia bożka unioidealizmu. Jak Polacy przekonają się, że UE nie tylko nic nie ma, ale nam zabiera (optymalizacja podatkowa prowadzona przez zachodnie koncerny, transfer zysków za granicę, kończące się dopłaty dla Polski, zmniejszające subwencje unijne, narzucane niekorzystne umowy dla Polski jak CETA, powiekszająca się składka unijna, etc.), że UE nie tylko nas nie broni, ale sama generuje zagrożenia i godzi w nasze bezpieczeństwo (projekt Nord Stream 1 i 2 obniżający naszą suwerennośc energetyczną, promocja i wymuszanie masowej imigracji i generowanie w ten sposób terroryzmu, lansowanie gender i sprzyjanie antykulutrowemu lobby LGBTQI, paktowanie z Putinem, Erdoganem) i że UE to nie jest wcale konserwatywny, prawy, chrześcijański, narodowy projekt Szumana, ale antyeuropejski projekt Kalergiego lub/i Spinellego, to wtedy Polacy powoli (a może i szybko jak okoliczności będą sprzyjajace, np. jak Bruksela bedzie nas dalej egzaminować z prawilnego przestrzegania wartości UE, tak jak w kwestii praworządności) zaczną wybudzać sie z tego MatrixaUE.

Wiec jedyną i najlepszą rzeczą kórą można zrobić, aby przekonać Polaków do bardziej racjonalnego spojrzenia na UE, to stworzyć podstawę, dzięki której będziemy mieli argumenty oraz które jak sole trzeźwiące, pomogą Polakom zrozumieć rzeczywistość w kwestii UE. Aby zrobić pierwszy krok ku temu, to trzeba na sam początek stworzyć rzetelną analizę, raport „Bilans Polski w UE”, który pokaże obiektywnie straty i korzyści dla Polski wynikajace z jej obecności w UE. Ten Raport nie musi być bardzo szczegółowy. Wystarczy, że będzie uczciwy. Taki ogólny, przeglądowy bilans z podziałem na najważniejsze obszary (gospodarka, nauka, kultura, etc.) i branże (rolnictwo, energetyka, handel, itd.) byłby świetną bazą pod dalsze, głebsze analizy i już bardziej konkretne, naukowe opracowania. Ale przede wszystkim – byłby doskonałym argumentem w kampanii do Europarlamentu.

Wiem, że z powodu niewystarczających sił i środków na propagandę (przy jednoczesnej sporej przewadze w tych siłach i środkach po stronie unioidealistów) dotarcie z tą wiedzą do Polaków jest bardzo trudne, ale bez tego koniecznego warunku jakakolwiek zmiana na realny i widoczny uniosceptyzm dający szansę na Polexit (jak widzimy to na Zachodzie) jest niemożliwa. Tym bardziej, że jest mało czasu i kampanię antyunijną trzeba zacząć bardzo wcześnie, nawet wcześniej niż unioentuzjaści (moim zdaniem najpóźniej luty 2019 roku). Ponieważ im ma się mniejszy dostęp do mediów, im ma się mniejsze środki na propagandę tym przekaz, którym chce się dotrzec do odbiorców, by przekonać ich do swoich racji, ma dłuższą i trudniejszą drogę. Tak też będzie z kampanią unioscpetyków (tak jak było to w samorządowych, gdzie zbyt późno rozpoczęte kampanie przez środowiska polityczne inne niż POPIS (np. K’15) spotęgował i tak słaby wynik, i utrzymał, a nawet chwilowo pogłebił polaryzację na PIS i PO). Środowiska pozamanistreomowe (czyli dziś poza PISPO – mam na myśli głównie  prawicę) nie mogą powtórzyć tego błędu zbyt późnego startu w kampanii do europarlamentu (jak i do krajowego parlamentu też).

REKLAMA

Po drugie. Polacy nie są ani prounijni, ani antyunijni. To też jest podział wtórny, podrzędny i fałszywy. Prawdziwym podziałem jest podział na uniolojalistów i unioromantyków, i tych pierwszych jest również zdecydowana większość. Polacy w większości są mentalnie, zdrowo „po chłopsku” bez zbędnych sentymentów cwano nastawieni do UE (a przynajmniej tak im się wydaje – pisał o tym Ziemiewicz o tzw. mentalności chłopa pańszczyźnianego, gdzie przeciętny Polak traktuje UE jak wielkopański folwark).

I nie chcą żadnej rewolucji, ani w kierunku superpaństwa UE, ani w kierunku Polexitu, jak prounijni czy antyunijni unioromantycy, ale chcą reformy UE, jak na lojalnych, pełnoprawnych obywateli UE (poddanych pańskiego dworu) przystało.

I tu, z jednej strony punkt zaczepny dla antyunijnych unioromatyków chcących Polexitu. Polacy chcą w większosci reform, ale nie w kierunku federacyjnym jak prounijni unioromantycy, a konfederacyjnym, nazwijmy to „Europy Ojczyzn” (nawet jak nie potrafią to bezpośrednio wyartykułować i konkretnie nazwać). Ale antyunijni unioroamantycy nie są w stanie tego atutu wykorzystać, przeszkodą w tym jest ich irracjonalny insurekcjonizm postulatu Polexit. Z drugiej strony o tych oczekiwaniach Polaków względem UE (że nie chcą reform w kierunku panstwa UE), unioentuzjaści też wiedzą. Dlatego oni sprytnie, w bezpośrednim przekazie propagandowym, nie mówią wprost o państwie unijnym (przynajmniej w chwili obecnej), nie mówią o federacji UE. Nie. Mówią za to o reformach pogłebiających integracje czy o przekazywaniu kompetencji z państw członkowskich do Brukseli, itp.

To powoduje, że takich reform jak chcą Polacy w tej UE nie będzie, ponieważ dziś w Europie nikt wpływowy i znaczący ich nie oczekuje. I jedyne jakie reformy mogą być przeprowadzone, to ponad głowami Polaków i bez nich, i to takie, których chcą prounijni unioromantycy, czyli w kierunku federalizmu, państwa UE. Ale jest rozwiązanie, jest trzecie wyjście. To uniopozytywizm. Czyli wykorzystanie prounijnego uniolojalizmu Polaków, po to aby osiągnąć cele antyunijnych unioromantyków. Podobnie zrobił Dmowski wykorzystując taktykę ugodowościową konserwatystów, aby osiągnąć stratgiczny cel niepodległości patriotycznych socjalistów.

A jak to zrobić? Prawo Murphy’ego mówi, że: „Ludzie wybierają rozsądne rozwiązanie, wtedy gdy inne możliwości już wyczerpali”. Tak jak ze starą taktyką negocjacyjną. Czasami wyznacza się oficjalnie cel, nie po to aby go osiągnąć, ale żeby po drodze taktycznie ustępując  z jego osiagnięcia (markując porażkę, rezygnację) zmylić przeciwnika i w ten sposób po drodze uzyskać inny cel, ukryty, na kórym nam naprawdę realnie zależało. Kto oglądał „Milionerów” czy „Postaw na milion” ten wie jak uczestnicy takich teleturniejów (i ogólnie wszyscy ludzie w każdej sytuacji) dochodzą do właściwej odpowiedzi. Są bowiem dwie metody dochodzenia do właściwego rozwiązania. Pierwsza – prosta, łatwa, logiczna, przez bezpośrednie rozumowanie, metoda dedukcyjna, gdzie odpowiedzi jesteśmy pewni, bo ją po prostu znamy. Druga metoda – indukcyjna, gdy odpowiedzi nie znamy (lub jesteśmy w błędzie), ale poprzez redukcję mniej prawdopodobnych (mylnych) wariantów, dochodzimy metodą falsyfikacji do jedynej możliwej odpowiedzi, eliminując pozostałe. Wiemy, że pierwsza metoda „na Korwina” nie działa. Do naszego społeczeństwa twarda narracja Polexit nie dociera, a poziom prounijnosci Polaków nie spada. Pokazywanie absurdów UE, działanie wprost, na logikę, jakoś nie trafia do Polaków i nie jest skuteczne. Trzeba więc zastosować drugą metodę. Skoro Polacy wierzą, że UE może sie zreformować w kierunku Konfederacji, to trzeba po prostu taką ofertę im zaproponować.

Wiadomo, że takie przekształcenia w UE (w kierunku tzw. „Europy Ojczyzn”)  nie są realne. Ale taką ofertę dajemy Polakom, nie tyle po to, by taki projekt wprowadzić (nie jesteśmy naiwni), ale aby przekonać Polaków, że po prostu są w błędzie, myśląc, iż przeprowadzenie takich zmian jest możliwe. I wtedy sami dojdą do takiego wniosku, że jedynym, najlepszym dla Polski rozwiązaniem jest Polexit. Sądzę, że ta pewność, tego mechanizmu rozumowania (chociażby nieuświadomiona, intuicyjna), była głównym powodem dlaczego PiS nie przedstawił takiej propozycji (mimo jej zapowiadania). Prawo i Sprawiedliwość,  jako partia doświadczona, a przy okazji genetycznie i wybitnie prounijna, wie, że taka reforma nie jest realna i fiasko nawet jej próby wprowadzenia spowoduje tylko wzrost nastrojów antyunijnych. A PiS tego by nie chciał. I jest, jak jest, więc projektu „Europy Ojczyzn” nie przygotował i nigdy nie przygotuje.

Na koniec, żeby dopełnić, domknąć antyunijną, uniosceptyczną narrację, to oprócz taktycznej oferty konfederacyjnej (nazwijmy to Europejską Konfederacją Wolnych Narodów) należałoby w następnej kolejności przygotować strategiczny projekt istnienia Polski bez lub poza UE (nie wiadomo przecież czy UE się rozpadnie i zniknie ulegajać samozniszczeniu, czy też tylko my z niej wyjdziemy, a ona będzie w tej czy innej formie dalej istnieć). Bo Polacy zorientowani już, że UE nie jest tym czym się prezentuje i zmierza w takim kierunku w którym oni sobie tego nie życzą, zaczną zadawać pytania: Co macie w ofercie zamiast UE? Jaki projekt funkcjonowania Polski nam proponujecie?( w sumie, to już powoli zaczynają pytać).

A taki projekt Polexit, musi spełniać(tak jak zresztą każdy inny), dwa podstawowe warunki:

1. Być realny, a przynajmniej nie mniej prawdopodobny, od reszty innych;

2. Być pozytywny, a przynajmniej nie mniej dobry dla Polski niż inne pozostałe.

A conajmniej, tak to się musi w takim projekcie to zapowiadać i prezentować w oczach Polaków. Bo to o nich przecież tak naprawdę chodzi i to ich trzeba przekonać do siebie. Bez tego żaden Polexit nie będzie możliwy. I tak jak w skokach narciarskich mówi się że: „jeśli chcesz zdobyć pierwsze miejsce, to musisz skoncentrować się nie na wygraniu całego turnieju, ale na tym by jak najlepiej oddać najbliższy skok”, tak tu ws. UE, najważniejszym jest nie tyle sam Polexit, ale to, aby jak najbardziej i jak najszybciej obniżyć poparcie Polaków dla UE, i to do poziomu gdzie mówienie o opuszczeniu Polski UE będzie miało jakiekolwiek realne podstawy. A później, to już reszta pójdzie „z górki” sprawa Polexit się sama naprostuje,  Polacy sami do tego dojrzeją. Bo pełne zacietrzewienia puste gadanie, że o to tu teraz, od razu, przekonamy Polaków do Polexitu, to tylko prostackie pajacowanie jak Korwin w Europarlamencie. Nic więcej. Polaków trzeba przekonać, że inne opcje niż Polexit nie są możliwe i to jak postrzegają UE to jest Matrix, a nie rzeczywistość. Tyle.

autor:

Paweł Kwaśniewski
REKLAMA

Komentarze