REKLAMA

Nacjonalizm a ISIS

Nacjonalizm a ISIS

REKLAMA

Często na lewicowych stronach i profilach, czy to w formie żartu, czy całkowicie poważnego wywodu, pojawia się stwierdzenie, że ci nacjonaliści/konserwatyści/tradycjonaliści – faszyści innymi słowy, tak bardzo broniąc Europę przed islamem, sami są tak naprawdę do nich podobni. Czasami jest to z elementem wielkiego spisku, że „radykalizm islamski” napędza „radykalizm prawicowy” lub coś zbliżonego do tej myśli.

Jest to najprawdziwsza prawda i nie mamy się tu absolutnie czego wstydzić. Pomimo tych wszystkich różnic i przepaści dzielących tradycyjną cywilizację europejską i muzułmańską, bliższe są one sobie nawzajem niż to, co reprezentuje i czego broni dzisiejsza europejska lewica. Podobnie ekologiczny samochód elektryczny i najgorszy spalinowy śmierdziuch zawsze będą wykazywać do siebie większe podobieństwa, niż do konstrukcji zbudowanej sprzecznie z zasadami mechaniki. Oba bowiem musiały być tak zaprojektowane, by mogły działać, a tego warunku dzisiejsze europejskie społeczeństwa nie spełniają żadną miarą.

Posteuropa nie jest w stanie zapewnić sobie (by nie użyć sformułowania „biologiczne przetrwanie”, które mogłoby części zaciemniać kontekst) ciągłości liczby członków, a jedyne co elity Posteuropy są wobec tego w stanie zaproponować, niespecjalnie się z tym kryjąc, to pasożytnictwo demograficzne. Temu, że ściągani z Azji i Afryki pracownicy, lekarstwo na naszą niską demografię – jak przedmiotowo określa ich lewica – nie chcą przyjmować tych chorych wzorców i brać udziału w kontynuacji pasożytniczego bytu, nie można się dziwić.

Byłoby wręcz prawdziwą bezczelnością oczekiwać od tych ludzi, by porzucali swoje, nieprzystające ani do cywilizacji europejskiej ani posteuropejskiej, wartości, prawa, tradycje, swoją cywilizację i płynącą z niej tożsamość, tylko dlatego, że pozwolono im imigrować do Europy, by pracowali na rozpustnych starców, którzy woleli samorealizację, konsumpcję, przyjemne i wygodne singielskie lub półsingielskie życie, w porywie konserwatyzmu lub biologicznego odruchu decydując się na jedno, góra dwójkę dzieci, a których dalszej wygodzie zagląda teraz w oczy oczywisty kryzys systemu emerytalnego.

Nie ma też powodu przypuszczać, by ten lek na niską demografię zechciał uznawać podrzędność i służalczość swojej własnej cywilizacji w stosunku do demograficznego pasożyta, zachowywać multikulturalizm, tolerancjonizm, otwartość społeczeństwa i resztę tego typu zdobyczy „zachodniej cywilizacji”, gdy tylko zdobędzie przewagę i będzie mógł kształtować świat według własnych zasad. Jest to bowiem lepiej lub gorzej uświadomiona namiętność każdego człowieka, znana z każdej epoki, by krzewić to, co uważa za piękne i słuszne, a niszczyć obrzydliwość.  Objawia się ta namiętność nawet wśród dzisiejszych przedstawicieli „zachodnich społeczeństw” z ich chęcią narzucenia wszystkim wokoło: demokracji, małżeństw jednopłciowych, praw człowieka w którejś z późnych generacji oraz reszty z zestawu „europejskich wartości”.

REKLAMA

Ta przesiąknięta pacyfizmem cywilizacja nie wykształciła nawet moralnych podstaw dla własnej obrony przed zewnętrzną przemocą, która będzie zawsze. Wszelkie próby własnej obrony muszą albo zrzucać na ludzi o innym systemie wartości, dla których przykładowa służba w karnej, zdyscyplinowanej, stosującej z lepszych lub gorszych przyczyn przemoc armii, nie jest czymś na pograniczu hańby i rytualnej nieczystości; albo robiąc to już całkowicie wbrew własnej ideologii do rzeczywistości, próbując dostosować się przez tak nieporadne i wewnętrznie sprzeczne frazesy jak: „Nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”.

Trudno określić czy to nas, czy muzułmanów bardziej bawią te wszystkie akcje z kredą, zdjęciami profilowymi i resztą pacyfistycznych rzeczy, które poza dobrym samopoczuciem uczestników nie są w stanie niczego zdziałać.

I tak, każdy następny atak będzie wzmacniał reakcje tradycjonalistyczną czy nacjonalistyczną, każdy bowiem w coraz większym stopniu obnaża nieprzystosowanie cywilizacji posteuropejskiej. Tak samo jak kolejne klęski i upokarzające traktaty odsłaniały niedostosowanie Cesarskich Chin czy Osmańskiej Turcji do ówczesnego świata, a zapóźnienie technologiczne i coraz większe różnice w poziomie życia demonstrowały klęskę socjalistycznego eksperymentu, który zafundowano Europie wschodniej i kilku jeszcze częściom świata, czasem na więcej niż dwa pokolenia. Tak jest, że wady naszego miasta, firmy, nasze przywary osobiste, rodzinne, narodowe dostrzegalne stają się dla nas dopiero w kontakcie z czymś zewnętrznym. Być może gdyby „Nowoczesna Europa” była bardziej odizolowana, jej słabości objawiłyby się później, może w połowie, może pod koniec wieku. Sama już jednak zdolność do izolacji dowodzi pewnej cywilizacyjnej sprawności, której, jak wcześniej zostało powiedziane, Posteuropa nie posiada nawet w tak niewielkim stopniu, by nie groziło jej samorzutne wyludnienie.

Nie działa też ten wspomniany proces w tę jedną tylko stronę i filmów gdzie jasnowłosi młodzieńcy wydukują: „lā ʾilāha… ʾillā-llāh… muḥammadun… rasūlu-llāh” i po chwili zostają radośnie powitani w wspólnocie muzułmańskiej z jej wartościami, tradycją i surowymi zasadami, również możemy wiele znaleźć.

Przyszła Europa albo powróci do kontynuowania tradycji rycerstwa, miejskich republik, renesansu, odkrywców, konkwistadorów, filozofów, belle epoque czy nawet Europy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, albo stanie się Europą Muzułmańską. Cywilizacyjny eksperyment, który, upraszczając, zaczął się w 1968, a którego wpływy szczęśliwie zaczęły ostatnio ustępować z Polski, przez same swoje założenia przetrwać nie może.

Aleksander Sienicki

źródło:

Narodowcy.net
Polub fanpage Narodowcy.net na Facebooku
REKLAMA

Komentarze