Licealistów czeka rekrutacyjny Armagedon, rodzice przerażeni. Czy zabraknie miejsc w szkołach średnich?

Głośna reforma edukacji polegająca na likwidacji gimnazjów i powrocie do systemu oświaty sprzed dwudziestu lat nie przestaje budzić emocji. Każdy kolejny jej etap przeprowadzany jest chaotycznie i rodzi liczne problemy. Tym razem szykuje się nam gigantyczny chaos związany z koniecznością przyjęcia do pierwszej klasy liceum podwójnego rocznika uczniów.

REKLAMA

Uczniowie trzecich klas gimnazjów i ósmych klas podstawówek już od września straszeni są perspektywą czekającej ich rekrutacji do liceów. By uświadomić sobie skalę problemu wystarczy spojrzeć na liczby: w zeszłym roku o przyjęcie do szkół średnich ubiegało się 358 tysięcy absolwentów gimnazjów, głównie z rocznika 2002, w tym roku będzie to aż 727 tysięcy uczniów z roczników 2003, 2004 (a także ci z 2005, którzy poszli do szkół jako sześciolatkowie). Ministerstwo zapewnia oczywiście, że dla wszystkich uczniów wystarczy miejsc, problem jednak w tym, że nie każda szkoła będzie w stanie przyjąć większą liczbę liczbę absolwentów podstawówek i gimnazjów, przez co wielu nastolatków będzie musiało zmienić swoje życiowe plany i wybrać inną szkołę od tej wymarzonej. A przecież to właśnie wybór odpowiedniej szkoły średniej nierzadko determinuje dalszą karierę zawodową. Dlatego też marnym pocieszeniem dla rodziców i będą stwierdzenia pani minister Zalewskiej, że dla każdego będzie miejsce w szkole średniej, jeśli ich dziecko trafi do kiepskiej szkoły lub placówki oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów, bo w tej docelowej tego miejsca już zabrakło. Dlatego też rodzicom trudno jest pogodzić się z tą sytuacją- Jednym słowem boli mnie, że eksperyment na mojej córce nie ograniczy się do klas VII i VIII szkoły podstawowej, ale będzie trwał aż do jej matury. To jest sześć długich lat, najważniejszych dla jej edukacji. Tych lat nikt jej nie zwróci.-pisze matka ósmoklasistki w liście do portalu „NIE dla chaosu w szkole”.

Na luksus przyjęcia większej liczby uczniów będą mogły sobie pozwolić tylko nieliczne szkoły, te które dysponują największymi zasobami budynków i kadry nauczycielskiej. Dla większości placówek będzie to niemożliwe i niezbędne stanie się okrojenie liczby rekrutowanych gimnazjalistów. Przykłady wskazuje portal naTemat.pl, m.in. zajmujące 10 miejsce w rankingu Perspektywy V Liceum Ogólnokształcące im. Księcia Józefa Poniatowskiego w Warszawie, które dotychczas przyjmowało  pięć klas pierwszych, co teraz będzie niemożliwe. – Będziemy musieli przyjąć mniej gimnazjalistów i pewnie ze trzy klasy uczniów po szkole podstawowej. Jakby pani przyszła do nas, to by pani wiedziała dlaczego. Jesteśmy małą szkołą. Nie jesteśmy w stanie przyjąć więcej uczniów, choć bardzo, bardzo byśmy chcieli – tłumaczy jeden z pracowników szkoły w wypowiedzi dla naTemat.pl

Niestety ta sytuacja to tylko jeden z wielu objawów naszego chorego systemu edukacji. Centralnie sterowany, zmieniany zależnie od widzimisię kolejnych ministrów i potrzeb ideologicznych kolejnych rządów. Tak długo jak politycy będą odgórnie decydować o tym, jak wygląda nasza oświata, tak długo będziemy świadkami tego typu rzucania kłód pod nogi nastolatków w najważniejszym momencie ich kształcenia. Od lat na ten problem zwraca uwagę Janusz Korwin-Mikke- Dopóki politycy mają wpływ na edukację, dopóty mamy niestabilność w procesie edukacyjnym. Jego partia „Wolność”, która zawarła właśnie koalicję z Ruchem Narodowym, wśród kluczowych postulatów wskazuje m.in. wprowadzenie bonów edukacyjnych, które oddałyby rodzicom większą władzę nad systemem edukacji. Miałoby to zapobiec tej ogromnej niestabilności oświaty, jakiej jesteśmy teraz świadkami. Niestety ani obecny rząd ani parlamentarna opozycja w ogóle nie biorą pod uwagę takich rozwiązań i w efekcie rodzice nastolatków z przerażeniem czekają na tegoroczną rekrutację do szkół średnich.

Źródło: natemat.pl, niedlachaosuwszkole.pl, wprost.pl

REKLAMA

Komentarze